Uczta u Wierzynka
Królowie i książęta panowali, ale nie oni mieli kasę. Różnie potrafiły toczyć się później losy zamożnych, a wspomagających władców, obywateli. Kroniki nie wspominają, żeby krakowskiego nababa spotkała przykrość. Mikołaj Wierzynek dokonał żywota w spokoju.
Historia najnowsza zaczęła się w 1945 roku. Sława lokalu nie przemija.
Zgiełk i gwar na Rynku Głównym w Krakowie zanika u Wierzynka. Zupełnie inny świat chociaż nie jak ten z obrazu Jana Matejki ,,Uczta u Wierzynka". Restauracja najsłynniejsza ze słynnych, ale nie tak droga jakby się mogło wydawać. Można zaszaleć. Oczywiście w sposób kontrolowany, żeby wrócić z powrotem do Zielonej Góry, do domu.
A jakie jest wspaniałe samopoczucie, że się tam było...
Podczas mojej tam bytności miałam dodatkową, miłą chwilę. Młodzieżową obsługę przyciągała moja koszulka w Przystanku Woodstock. Usłyszałam – Fajnie macie tam w Zielonej Górze. Blisko Kostrzyna i chyba wielu z was tam jeździ.
Byłam zaskoczona. Nie pomylili Zielonej Góry z Jelenią Górą! Tak często moje miasto jest mylone, że po prostu już często nie protestuję. A w Krakowie u Wierzynka wiedzą!

























Kontakt:
ciekawe która zielonegórska
restauracja jest tak oblężona? Bo jeżeli Palimiarnia przynosi straty to oznacza, że w mieście nie można dobrze zjeść w dobrym kilmacie?
Nigdy Wierzynka nie omijam
będąc w Krakowie. Całkiem przypadkiem znalazłam się tam przed laty (1983 lub 84 rok), w dniu, gdy gościli parę aktorską grającą Isaurę i Leonsia. Tego, co się tam działo i przed Wierzynkiem opisać się nie da. Aż milicja została wezwana i płotki rozstawiała, żeby Wierzynek od tłumu oddzielić, gdy para wyszła na balkon, żeby tłum pozdrowić. A moje, będące jeszcze dziećmi córki, mało się nie zgubiły.
Oblężenia Wierzynka, poza tym opisywanym przypadkiem, to znowu nigdy nie widzę gdy tam zachodzę, bo ceny są bardzo wysokie. Sporo ludzi tylko zwiedza, a panie w pięknych strojach chętnie oprowadzają.
Sława lokalu nie przemija.
Dzięki snobom. :) Ludziom się wydaje, że jak Wierzynka nie odwiedzą to się w Krakowie nie najedzą.
Podobnie jak w Wa-wie, po pączki tylko do Bliklego, a tańsze i smaczniejsze można na Centralnym kupić.
:)))
A ja myślę, że
@Bogusław_ZG:głównie o wnętrza chodzi. Któż nie lubi gdy są one piękne? I tak, jak napisałam, dużo turystów przychodzi zwiedzić, obejrzeć. A jak kogoś stać dlaczego ma tam nie zjeść? Zaraz snobizm. Przepraszam, ale straszne jest takie myślenie. Dzięki "snobistycznemu" zamiłowaniu do piękna ile dzieł sztuki uratowano, zachowano, którymi możemy dzisiaj cieszyć oczy. Chociażby jedna z ostatnich wystaw w naszym muzeum, o której pisałam. Gdybyśmy wszyscy tak myśleli to byśmy się już dawno pięknych miejsc pozbyli. Takie myślenie coś mi przypomina. Już kiedyś zabierano zamki, pałace, przekazywano do użytku publicznego, potem popadły w ruinę, a teraz ich żal.
A wracając do ładnego lokalu, jakim jest Wierzynek krakowski, to podobnie jest w lokalach u p. Magdy Gessler, niekoniecznie tam jem, ale oglądam zawsze jak mam okazję, bo takiego wystroju, bukietów kwiatów mało gdzie widziałam. I podobnie robi to dużo innych turystów, do czego obsługa, kelnerzy są przyzwyczajeni.
Iść do Wierzynka, czy Fukiera to nie snobizm, to szacunek dla historii Krakowa i Warszawy.
Pączki od Bliklego nawet po 3 dniach są jak świeże i są z różanym nadzieniem, więc je wolę. A cena? Taka sama jak na Centralnym, sprawdziłam. No chyba, że w kawiarni Bliklego to tak, dużo wyższa, ale nie w sklepie.