Krotochwilki dla Celinki (2) >>Ciepłolubny Słoń Kornel zagrzał się na koksowniku<<

słoń Kornel, grzeje się na koksowniku
Wracała Celinka z przedszkola przed zielonogórski deptak. Celinka chciała zobaczyć czy bachusik Kronikarz wrócił na swoje miejsce, na wzgórek kamieni przy ulicy Żeromskiego.
Niestety górka kamieni była pusta. Mamusia Celinki powiedziała, że bachusik zachorował i jest w szpitalu. W takim specjalnym szpitaliku dla bachusików. Jak miną mrozy, jak będzie ciepło to bachusik wróci na swoją górkę i znowu będzie obserwował ulicę i pisał swoją kronikę. I dlatego Celinka powinna jeść witaminy bo niedługo jako uczennica zerówki będzie się uczyła liter i potrafi odczytać co bachusik pisze w swojej kronice.
Celinka obiecała mamusi, że będzie grzecznie jadła zupki i makaron i mięsko bo chce być już duża aby iść do zerówki.
Chwyciła mamusię za rękę i przeszły na drugą stronę ulicy. Mamusia znowu zobaczyła jakieś fajne buty. Celinkę buty nie interesowały więc rozglądała się. Obok sklepu obuwniczego jest taka niby uliczka, takie przejście do Filharmonii.
Celinka zauważyła, że tym przejściem maszerował słoń. Szary słoń z różowymi uszami. Podszedł do ulicy, stanął i rozglądał się w lewo i prawo.
Zobaczył Celinke i wesoło pomachał jej trąbą.
Celinka zrobiła mu pa, pa rączką odzianą w ciepłą rękawiczkę.
Mamusię zaciekawiło komu jej córeczka macha rączką. Mamusia też dostrzegła słonia. Słoń był ładny więc mamusia podeszła z Celinką aby zobaczyć z kim słoń wybrał się na spacer w taki ziąb. Nikogo w pobliżu nie było więc mama powiedziała:
-Ktoś zgubił maskotkę, pewnie jakiemuś dziecku z wózka wypadł słonik- mama nachyliła się o podniosła słonia. Rozglądała się nad miejscem gdzie by go położyć aby łatwiej go odszukano.
-To jest bezdomny słoń. A teraz jest zimno i pan policjant w telewizji mówił aby w takie zimno nie pozostawiać nikogo bezdomnego na ulicy- rezonowała Celinka.
Mamusia trochę się zdziwiła, że córeczka tak dokładnie wie co w telewizorze mówił pan policjant. Mamusia się ucieszyła, że Celinka ma dobre serduszko i przejmuje się losem bezdomnych.
-To może zawiadomimy policję, że bezdomny słonik marznie. Niech słonia zawiozą do noclegowni- proponowała mama.
Celinka pogłaskała słonia i zauważyła:
-Ale temu słoniowi jest zimno. Zanim policja przyjedzie po niego to on przemarznie i się zaziębi. Jego trzeba natychmiast ogrzać.
-Możemy go głaskać tak szybko aby się rozgrzał-zaproponowała mamusia.
-Zanieśmy słonia do tego pieca który stoi tam bliżej ratusza. Przy ogniu ludzie grzeją swoje ręce to i słonika można będzie ogrzać- tłumaczyła córeczka.
Mamie spodobała się ta zabawa w opiekę nad bezdomnym i zmarzniętym słonikiem.
-Ten piec to się nazywa koksownik i zgadzam się aby rozgrzać słonika. Idziemy.
I poszły ku ratuszowi a mama schowała słonika pod płaszcz aby nie zamarzł dokumentnie.
Gdy podeszły do koksownika, mama zdjęła dziewczynce rękawiczki aby mogła ogrzać sobie rączki, tak jak inni ludzie.
Celince bardzo się podobało to ciepło płynące z tego dziwnego pieca który nie ma ścian ani drzwiczek a widać jak te czarne kamienie zrobiły się czerwone od gorąca.
-A teraz ogrzejemy słonika- zaproponowała. I wzięła od mamy słonika, podniosła go do góry i potrzymała nad tym piecem który mama nazywała koksownikiem.
Przechodziła właśnie jakaś starsza pani i zainteresowała się dlaczego ta dziewczynka wyrzuca takiego ładnego słonika na ogień.
Dziewczynka się zdziwiła jak ktoś może pomyśleć, że ona by wrzuciła do ognia jakiekolwiek zwierzątko.
Nabrała więcej powietrza aby poinformować starszą panią:
-Ja nie wyrzucam ale ja go ogrzewam. Słoń jest bezdomny i jest mu zimno.
Starsza pani spojrzała na mamusię dziewczynki i przybierając minę uroczystą powiedziała:
-To bardzo ładnie z twojej strony dziewczynko, że tak opiekujesz się tym słonikiem. Gratuluję mamusi, że tak dobrze cię wychowała.
I pani poszła.
A mamusia wyjęła swój aparat fotograficzny aby zrobić zdjęcie jak córeczka trzyma słonika nad ciepłym koksownikiem.
I już aparat miał pstryknąć gdy pojawił się jakiś mały, głupi pies i zaszczekał. Celinka się przestraszyła i wypuściła z rączek słonika. Podbiegła do mamusi szukać opieki przed natarczywym, głupim psiakiem.
I ten moment gdy słonik wpadł na koksownik został sfotografowany. Na zdjęciu nie ma dziewczynki bo ona właśnie odbiegła od koksownika.
Mamusia zobaczyła w aparacie co zostało sfotografowane i szybko podbiegła do koksownika wyjąć słonika.
Na szczęście nawet się nie oparzył. Ale był zadowolony, że rozgrzał się. Aż trąbą wesoło wywijał.
I wtedy nadjechał radiowóz policyjny. Celinka wytłumaczyła Panom Policjantom, że znalazła bezdomnego słonika który zapewne zgubił się i ktoś będzie go szukał więc Panowie Policjanci powinni go zabrać i zaopiekować się.
Panowie policjanci cierpliwie wysłuchali dziewczynki, spojrzeli na Mamę i zabrali słonika.
Mamusia pogłaskała córeczkę po główce i razem pomachały słonikowi i Panom Policjantom.
Idąc do domu Celinka prosiła mamusię aby następnego dnia zadzwoniła na Policję zapytać czy znaleźli dom dla słonika którym się obie panie przez chwilę opiekowały.
Po przyjściu do domu córeczka poprosiła mamusię aby jej pokazała w internecie prawdziwe słonie.
I tak się skończyła ta kolejna przygoda Celinki na zielonogórski deptaku.








Kontakt:
Przepraszam że pytam
Wydawało mi się że to były ,, Krotochwilki dla Lilki,,
A tu czytam że dla Celinki, coś się zmieniło?
Pozdrawiam cieplutko.
Barbara N.
"dla LILKI" lepiej się rymowało z "Krotochwilki ale politycznie
@skorpion:było wadliwe.
Życie się zmienia, poglądy się zmieniają, zmienia się nasza ukochana MM-ka.
* * *
Przykład - Pierwszy list pisałem do Henryka Ankiewicza ale wolałem zmienić "do Andabaty". Podobno miał ogromną liczbę sympatyków. Ciekawe dlaczego moich listów do Andabaty nie czytają ?
* * *
UWAGA ! To nie jest skarga czy utyskiwanie. Jest to pytanie retoryczne i nie doczeka się pisanej odpowiedzi.
Wyjaśnił mi to (telefonicznie) mm-kowy mędrzec pan Maciek Gniazdowski, który każdego potrafi podnieść na duchu. [I to należy traktować jako pozytywną opinię!]