drukuj

Tak się wszystko pomieszało na szczęście=)

z jakich to stron?

Fot. Lucyna

A skąd on pochodzi, znaczy skąd są jego dziadkowie? , spytałam wnuczki a ona wyobraź sobie Zosiu w śmiech.

-Wiesz teraz to młodzi już tylko się śmieją z tych naszych podziałów.

Choć prawie od razu zorientowałam się ,że rozmowa dotyczy kandydata na męża jakiejś młodej zielonogórzanki to już nie koniecznie wiedziałam o co chodzi z tym „skąd on pochodzi?".

W pierwszej chwili myślałam ,ze dziewczyna wybrała sobie na towarzysza życia kogoś z spoza granic naszego miasta czy kraju.

Kiedy jednak usłyszałam dalszy ciąg rozmowy a raczej wspomnień o dawnych czasach , dotarło do mnie ,że chodzi o to czy dziadkowie owego kawalera przybyli do Zielonej Góry zza Sanu, zza Buga, z poznańskiego, kieleckiego, centralnej Polski czy może z Wileńszczyzny.

Jeszcze zupełnie niedawno usłyszałam w radiu „ proszę przekazać serdeczne pozdrowienia dla tych zza Sanu powtarzam dla tych zza Sanu nie tych zza Buga. To dwie różne kultury a wy młodzi ciągle je mylicie". Rozbawiło to i mnie i moja nastoletnią córkę.

Ale przecież nie da się zmienić historii powojenna Zielona Góra to swoisty tygiel kulturowy.

Każdy kto tu trafił w wyniku zawirowań historii , jak i gnany potrzebą poprawy bytu przywiózł ze sobą własne zwyczaje, muzykę, język nawet kuchnię. Wszyscy byli Polakami a jednak wiele ich różniło , podchodzili do siebie z duża dozą nieufności.

Często zdarzało się ,że osoby z innych regionów określano krzywdzącymi epitetami na ludzi zza Sanu mówiono „Ukraińcy" a na tych zza Buga „Ruscy", na autochtonów mówiono „Niemcy".

Ojciec mojego kolegi mawiał teraz mówią o mnie „ten Niemiec" a przed wojną „ten Polak".

Czasami dochodziło do zabawnych nieporozumień . Moja sąsiadka opowiadała mi jak to koleżanka z klasy oświadczyła jej ; -

- „ jak przyjdę do domu to będę miała zimne nóżki" , „

„ to je sobie zagrzejesz"

„no coś ty ciepłe będą niesmaczne" dziewczynki się nie zrozumiały chodziło po prostu o galaretę z nóżek ale ...wieprzowych=)

Dzieci najszybciej znalazły wspólny język . Młodzi czasami wbrew protestom dziadków zakładali rodziny nie zważając na to z skąd kto przybył do Zielonej Góry. Nikt dziś nie jest w stanie poznać po akcencie z jakiego regionu pochodzą jego przodkowie.

I tylko od czasu do czasu można usłyszeć ta Jóźku , ta gdzie ty ? lub zapakuj cukierki do tytki .

Czasami słyszymy wspomnienia o tym jak to było w Hancewiczach, Lwowie , Wilnie czy gdzieś w poznańskim, kieleckim czy w łódzkim.

Już tylko ludzie urodzeni przed wojną lub tuż po niej potrafią bezbłędnie poznać kto swój a kto też swój tylko przyjechał z innego rejonu świata.

Zielonogórzanie uczyli się tolerancji od pierwszych powojennych dni inaczej nie dałoby się żyć i pracować .

Dziś z pytanie o to z jakich stron pochodzą czyiś dziadkowie czy rodzice ma inne znaczenie bo coraz częściej w naszym mieście można spotkać przybyszy z innych stron świata. Tak więc dziadkowie wybrańca młodej dziewczyny czy chłopaka mogą pochodzić np. z Portoryko jak ulubieniec kibiców koszykarzy „Zastalu".

Ja nie zrzędzę ja tylko marze by Zielona Góra mogła być wzorem tolerancji dla takiej na przykład Warszawy=). 

Zdjęcia

  • z jakich to stron?
Lucyna
Autor:Lucyna

Zaloguj się lub utwórz konto, by oceniać

Komentarze
W_Drozłowski
W_Drozłowski sob., 2012-06-02 16:15

Moja rodzina to dopiero

Moja rodzina to dopiero mieszanka kulturowa i dobrze. =)

W_Drozłowski http://waldemardrozlowski.blogspot.com/ -----> zapraszam
Lucyna
Lucyna czw., 2012-06-07 13:10

W domu gdzie dorastałam

W domu gdzie dorastałam mieszkali ludzie z różnych stron. Tak więc jako dzieci nasłuchaliśmy się opowieści  przeróżnych opowiadanych z różnym akcentem ale zawsze po polsku.Najfajniejsze było to ,że każda mama miała własny "hit kulinarny" a w tamtych czasach częstowało sie wszystkie dzieciaki np. ciastem =)

pozdrawiam Lucyna http://kufereklucyny.blogspot.com/
Maciek Gniazdowski
Maciek Gniazdowski pt., 2012-06-08 00:48

Wydaje mi się, że nadal pewne uprzedzenia istnieją,

przynajmniej w moim pokoleniu, urodzonym w latach 1950-60. W mojej rodzinie dominowały wspomnienia z Wołynia, wychowany byłem w pewnej nieufności do Poznaniaków (wywodzi się to z pewnych doświadczeń i wspomnień mojej mamy), a na pewno w obawie i ostrożności wobec Ukraińców. Te uprzedzenia nie istnieją, jeśli chodzi o mojego syna; dla niego to odległa historia, niemal jak dla mnie masoni, czy templariusze.

Mijają lata, odchodzą pokolenia. Gdy patrzę z pewnego dystansu, widzę, że podejście do historii najnowszej staje się pragmatyczne. "Czy to się opłaci?, jakie będą tego skutki?" Niemal zaczynam rozumieć Lidię Andriejewą i głośną swego czasu wypowiedź 'Nie mogu postupac' principami'. Poglądy Jarosława Kaczyńskiego są z jednej strony anachroniczne i ksenofobiczne, z drugiej strony niosą w sobie ładunek patriotyzmu i miłości ojczyzny. Żyjemy w trudnych czasach, nie wystarczy przykleić się do jedynego słusznego poglądu. Niestety, trzeba myśleć i wybierać. Wygodnie by było, odnaleźć właściwą szufladkę, wysunąć ją i wskoczyć do środka. Niestety, nasz wybór to 20% Tuska, 23% Kaczyńskiego, 5% Millera (Leszka), 35% Palikota, 15% Kwaśniewskiego, a reszta, to niestety nasz własny  łeb. I to by było na tyle.

Maciek
Lucyna
Lucyna sob., 2012-06-09 10:57

To dobrze,ze te podziały giną

@Maciek Gniazdowski:

To dobrze,ze te podziały giną "śmiercią naturalną"  inaczej cały czas żywe by były "upiory" z przeszłości.
Polacy wcale nie żyli w takiej symbiozie np. z Poleszukami zawsze mówiono ten Poleszuk ten "prawosławny" . Zawsze mnie raziło takie dzielenie ludzi ze względu na ich pochodzenie. Wypominanie czyj dziad był patriota a czyj służył w.... co jesteśmy winni temu co było.
To prawda,że z tradycji np. świątecznych wybieram te , które mi się podobają, że nie mam sentymentu do ziemi przodków a nawet czasami mnie taki sentyment irytuje. Ale moja rodzina to prawdziwy tygiel są w niej Polacy z różnych stron świata , ludzie  o przeróżnych poglądach=)
Moja babcia mawiała, że kobiety w naszej rodzinie wychodziły za mąż z miłości i nie zwracały uwagi ani na pochodzenie , ani na zawartość portfela . A czy to dobrze? Podobno trzeba być świętym by wytrzymać z "naszymi kobietami" ( ale tak mówią tylko faceci i wytrzymują choć święci nie są)=))))

pozdrawiam Lucyna http://kufereklucyny.blogspot.com/