drukuj

Wycieczka, o której nie sposób zapomnieć - wspomnienia

Pamiątkowe zdjęcie z wycieczki - dzień po wypadku

Są takie wydarzenia, które pamięta się do końca życia, a jeżeli jeszcze dotyczą nas bezpośrednio, często wracają w naszych wspomnieniach. Dobrze jeżeli należą do przyjemnych, gorzej, gdy...

Jest rok 1976, jestem młodą dziewczyną, bardzo młodą nauczycielką, pełną zapału, pomysłów. Klasa, w której mam wychowawstwo właśnie kończy szkołę. Trzeba im zorganizować wycieczkę, którą będą długo wspominali.
Po uzgodnieniu z uczniami i ich rodzicami, rozpoczynam załatwianie autokaru, noclegów, wyżywienia, przewodnika... Nie, nie żadne Biuro Podróży, sama.
W kwietniu ruszamy, wszystko dopięte na ostatni guzik, autokar wypożyczony z Lumelu. Do mojej 8b, dołączyli uczniowie z innych klas 8. Trasa wycieczki Kraków– Zakopane– Wieliczka okazuje się atrakcyjna i chętnych nie brakuje.
Jedziemy, zwiedzamy, humory wszystkim dopisują. Do Zakopanego, do schroniska docieramy wieczorem i idziemy spać, bo rano będzie czekał na nas przewodnik.
Jak to na wycieczce z młodzieżą, kto spał, to spał, ale byli i tacy, którym spać się nie chciało tylko rozrabiać, więc obie z koleżanką wstajemy niewyspane i złe na niektórych uczniów.
Spotkanie z przewodnikiem, który okazuje się bardzo miłym, wesołym facetem i jedziemy nad Morskie Oko.
Tam już nie pamiętamy o nieprzespanej nocy, Nie ma śladu złości na rozrabiających, cudowne widoki zrobiły swoje. Jest jeszcze sporo śniegu, a my wszyscy w półbucikach, na zimową aurę nieprzygotowani.
Spotykamy grupę siatkarek i siatkarzy z trenerem Hubertem Wagnerem. Nawiązujemy z nimi kontakt, rozmawiamy, co rusz ktoś upada, ślisko, śmiejemy się, przewodnik ciekawie opowiada, sypie dowcipami.
Rozbawieni wsiadamy do autobusu. Wówczas autobusy dojeżdżały b. blisko Morskiego Oka, dzisiaj już nie.
Ruszamy i od razu zaczynamy się rozpędzać, a to przecież same zakręty i wysoko. Uczniowie zaczynają spadać z siedzeń, co ich jeszcze bardziej rozbawia, głośno się śmieją. I wtedy wstaje przewodnik, obraca się do nas i taki poważny krzyczy przeraźliwie: „Cisza, trzymać się mocno, trzymać!
Myślę sobie: co mu się stało? Taki miły, wesoły człowiek, co mu przeszkadza, że dzieci się głośniej śmieją, ale już czuję niepokój, że tak szybko jedziemy. Wstaję, żeby uspokoić moją młodzież, zaczynam mówić i widzę, że nasz autokar rozwala taki jakby krawężnik na jednym zakręcie, potem drugim, późnej widzę, że jedziemy już nie szosą tylko w dół, w las, tracę równowagę i zderzam się z przewodnikiem, bo tylko nas dwoje wstało. Myślę: a jednak ... stało się. Na inne myśli, czasu nie było.
Autokar przewala się na bok, zaczyna bokiem zsuwać się po śniegu. Zamykam oczy i czekam, że teraz będzie koziołkował, bo tak widziałam na wielu filmach. Grobowa cisza w autobusie, tylko chrzęst żelastwa i nagle stoimy. Wprawdzie na boku, drzwi wyjściowe mamy na górze, ale dalej nie lecimy, autobus nie koziołkuje. Okazuje się, że wsparł się na dwóch rozłożystych drzewach.
Patrzę i widzę wszystkie twarze moich uczniów, trzymających się kurczowo siedzeń, skierowane na mnie. Cisza.Nagle, jedna z dziewcząt kopie w szybę i tyłem wszyscy wychodzimy. Jednego z uczniów, który nie posłuchał przewodnika i się nie złapał, trzeba wyciągnąć z półki na bagaże. Bardzo krwawi przewodnik, który, jak się okazuje, ma złamany nos, po zderzeniu z mim łokciem. Unieruchomiony jest kierowca. Jeden z chłopców wyłącza silnik w autokarze. Żyjemy!
Trzeba wydostać się na szosę, wydaje się dosyć wysoko, śnieg, koleżanka krzyczy: „Muszę zapalić papierosa! Dziewczęta zaczynają płakać, mnie też łzy napływają do oczu (w domu czekają małe dzieci i mąż), ale nie, nie mogę. Zatrzymują się samochody, ludzie robią zdjęcia, ktoś pojechał powiadomił pogotowie. Jedzie kilka karetek na sygnale, ale okazuje się, że są tylko dwie osoby są do zabrania, kierowca i przewodnik. Nie mogę znaleźć jednego buta, ale co tam but.
Wdrapujemy się na szosę, dwa autokary z wycieczkami proponują zabrać nas do Zakopanego. Dziewczęta nie chcą wsiąść, płaczą, też najchętniej poszłabym pieszo, ale nie mogę tego po sobie pokazać. Za to chłopcy są cały czas bardzo dzielni. Trafiam z dziewczętami do autobusu z radzieckimi aktorami, koleżanka z chłopcami, do polskiej wycieczki. Aktorzy widząc zapłakane dziewczęta, zabawiają je rozmową, dają swoje zdjęcia, autografy, jedziemy bardzo wolno i dojeżdżamy do Zakopanego. Idziemy na obiad, nie mogę nic przełknąć, koleżanka, nie mniej zdenerwowana, reaguje inaczej, zjada swoją i moją porcję.
Dzwonię do dyrektora szkoły, do rodziny. Co dalej z wycieczką? O dziwo, wszyscy chcą, żeby była kontynuowana. Dziewczęta opowiadają mi, jak się szczypały, bo nie wiedziały, czy żyją, czy to wszyscy jesteśmy już na tamtym świecie. Chłopców rozpiera duma, bo rzeczywiście byli dzielni, bardzo dziewczętom pomagali. Kilka godzin spędzam na Komisariacie Milicji, gdzie mnie wypytują, co zrobił kierowca, jak posługiwał się hamulcem, który, jak się okazało wysiadł. Nie wiele mogę pomóc, nie znając się na tym. Biegnę do szpitala, do kierowcy, gdzie leży ze złamanym biodrem.
Ze zwiedzania Zakopanego nici, w schronisku wszyscy nas wypytują o wypadek, co rusz, ktoś u siebie odkrywa nowe siniaki, ale na nich na szczęście koniec.
Następnego dnia przyjeżdża nasz dyrektor z pracownikiem KM PZPR, który pomógł w załatwieniu autokaru, żeby wycieczka mogła się odbyć. No i się odbyła.

Nie ulega wątpliwości, że uratował nas przerażający krzyk przewodnika, żeby się trzymać i że uczniowie posłuchali, śnieg i te dwa rozłożyste drzewa, które autokar zatrzymały.

Po powrocie do domu przez wiele tygodni miałam kłopoty z zaśnięciem, bo co zamknęłam oczy, słyszałam chrzęst żelastwa w przewracającym się autokarze, nie mogłam pisać, bo wydawało mi się, że trzęsą się moje ręce, a to były wewnętrzne drżenia. Kolejna moja klasa była poszkodowana, bo przez kilka lat na wycieczki nie jeździłam. Od czwartej do siódmej jeździli z innymi klasami, dopiero na zakończenie szkoły znowu odważyłam się wycieczkę zorganizować i też ją dobrze pamiętam, ale z uwagi na inne, wesołe zdarzenie.

Podróże i zwiedzanie są nadal moją pasją, ale boję się jeździć, samochodem i autobusem. Zawsze bardzo śledzę pokonywaną trasę, boję się zakrętów, nie potrafię się odprężyć podczas jazdy. Może to dziwne, ale najbezpieczniej czuję się w samolocie.

 

Zdjęcia

  • Pamiątkowe zdjęcie z wycieczki - dzień po wypadku
Bogusia
Autor:Bogusiagg: GG6410658

Zaloguj się lub utwórz konto, by oceniać

Komentarze
barszczewska
barszczewska pon., 2011-11-28 06:40

oj, nie zazdroszczę

i nie chciałabym się przekonac jakie to uczucie

barbara
Pintaliano
Pintaliano pon., 2011-11-28 07:30

Przeżyłem / miałem / kilka dramatycznych zdarzeń drogowych

ale w opisanym przypadku dramaturgię zwiększa odpowidzialność za 30 - osobową grupę młodzieży.
Wspomnienia tej wycieczki będą chyba wracać do końca życia. Ja ze swoich pamiętam każdą sekundę.
 

Pintaliano
aski
aski pon., 2011-11-28 10:20

Pamiętam te powroty

z Morskiego Oka, czasem serce przyspieszało na maxa, ale takiej przygody nie miałem.

https://picasaweb.google.com/106481896623705871202
Bogusia
Bogusia śr., 2011-12-07 22:51

Dodam, że

czasami rozmyślam, jak wyglądałoby to wszystko, gdyby taki wypadek zdarzył się dzisiaj, w dobie telefonów komórkowych, pazerności dziennikarzy na tanie sensacje, roszczeniowej, krytycznej postawy rodziców w stosunku do nauczycieli...Komórek nie było, nikt z uczniów do rodziców nie zadzwonił, dyrektor szkoły- wiem, że sprawa dyskusyjna, czy dobrze, czy źle - ale jadąc do nas, też nie zostawił wiadomości, bo, jak mówił, nie bardzo wierzył, że wszystko dobrze się skończyło. Ile mniej stresu dla rodzin dzieci, które o całym wypadku dowiedziały się po naszym powrocie. Były szczęśliwe i tylko dziękowały, że wszyscy są cali i zdrowi.   Nie spotkałam się ze słowem pretensji, nikt się nie doszukiwał, czy coś było nie tak zorganizowane, nie przesłuchiwał. Z uczniami i ich rodzicami, do dzisiaj, gdy się spotykamy, mam wspaniały, przyjacielski kontakt.
Proszę mnie źle nie zrozumieć, nie mam nic przeciwko telefonom komórkowym i wszelkim innym technicznym nowościom, ale są sytuaacje, w których korzystanie z nich nie pomaga. Dzisiaj, np. na kolonii, dzieci z komórkami przu uchu informują rodziców o każdej sprzeczce z koleżanką, o krzywym spojrzeniu pani...i.t.p. Rodzice denerwują się, czasami jadą, tymczasem, jak to u dzieci bywa, okazuje się , że wszystko jest już dobrze. To samo bywa w szkole.
Niedawno  słyszałam, jak mamusie podsumowywały nauczycielkę, że pojechała z ich dziećmi, z klasą na wycieczkę i za nią nie zapłaciła, a przecież też miała noclegi i jedzenie. Oczywiscie nie warto nawet tego komentować. Nie zrozumie, jaka to praca, jaka odpowiedzialność, tylko człowiek o bardzo zawężonych horyzontach myślowych.

B.H.-D.
Szwedka59
Szwedka59 pon., 2011-11-28 13:46

W góry to nie jeżdżę, bo mam

W góry to nie jeżdżę, bo mam bardzo przykre wspomnienie z VII klasy, po prostu potknęłam się o wystający korzeń i sturlałam się w dół około 200m a wszyscy próbowali mnie zatrzymać. Byłam tak obolała, że do dziś to pamiętam i dlatego góry to dla mnie zamknięta karta.

Śnieżka
Bogusia
Bogusia pon., 2011-11-28 14:46

Szwedko59, a ja, odwrotnie

@Szwedka59:

Mimo tego wypadku, najbardziej kocham góry i jeżdżę tam, jak tylko mogę.

B.H.-D.
boleslawp
boleslawp pon., 2011-11-28 19:49

Trzy razy udało mi się uciec

Trzy razy udało mi się uciec grabarzowi spod łopaty. 

Pozdrawiam. Bolesław Polarczyk http://www.facebook.com/boleslawp
W.W.
W.W. wt., 2011-11-29 20:17

Też przeżyłem dachowanie

Namówilaś mnie do przeczytania. Nie żałuję. Nie wiem co "lepsze", ekstremalne przeżycie, czy narracja. Więcej tekich przygód Ci nie życzę ale takich narracji jak najwięcej.

Bogusia
Bogusia śr., 2011-11-30 10:34

Odezwał się uczestnik tej wycieczki

Na gg otrzymałam taką wiadomość, której treść skopiowałam i pozwolę sobie tutaj przytoczyć:

"Co do samego momentu wypadku to wciąż pamiętam tamtą przerażającą ciszę- Nikt dosłownie nikt przez te dwie trzy a może pięć sekund gdy autobus z wielką prędkością zsuwał się po śnieżnym uskoku nie krzyczał! Panowała taka spokojna i kojąca cisza- Może tak ludzie zachowują się gdy czują że za chwile mogą zginąć? Wyłącza im się świadomość?:) Nie wiem ale tę ciszę zapamiętałem i wciąż pamiętam z tamtego dnia".

Cieszę się, że odezwał  się ktoś z tych, co na wycieczce byli, tylko żałuję, że się nie podpisał. Myślałam o pewnej uczennicy, ale z treści wynika, że to uczeń. Pozdrawiam.
Ta cisza też mnie zastanawia do dzisiaj, ale myślę, że ją częściowo spowodował krzyk pilota wycieczki i przerażenie.  

B.H.-D.
swierszczyk
swierszczyk śr., 2011-11-30 10:44

Czytam czytam,...

i się sam pytam,...
czy to życie,...???
czy film,..???
nie zazdroszczę tych min,...
sekund "przed",... 
ale wnet,...
także stawiam pytanie:
co dzisiaj by było,..???
co sie stanie,
z Paniami nauczycielkami,...??? 
tak miedzy nami,...
to rozpraw sześć,...
i może i z zawodem cześć,...
jakże się wszystko zmieniło,...
no ale,...
kciuk do góry,...
i pozdrawiam miło,... 

Bogusia
Bogusia śr., 2011-11-30 11:13

Świerszczyku

@swierszczyk:

Na pewno by tak było, jak napisałeś. Wczoraj  z koleżanką i mężem rozmawialiśmy i do takich samych wniosków doszliśmy.

B.H.-D.
Marek Pakoński
Marek Pakoński śr., 2011-11-30 10:57

Pani Bogusiu

Bardzo dziękuję za ten tekst! I nie zazdroszczę wspomnień...

-> Polecam myślenie. Wymagam go od wykształconych ludzi. /// Lubisz dobre electro? Słuchaj audycji Electrohead: https://www.facebook.com/ElectroheadZG <-
Bogusia
Bogusia śr., 2011-11-30 11:07

Ale babcia umie fajnie wymyślić

Mnie wczoraj ubawiła wnuczka, której dałam do przeczytania ten tekst, a wcześniej jej o całym zdarzeniu nie opowiadałam. Czytając, myślała, że sobie wymyśliłam takie opowiadanie.
A co do wspomnień, to wiadomo, że czas goi rany. Ale po napisaniu tych wspomnień zasnąć nie mogłam. 

B.H.-D.