drukuj

Podejrzenie nadużycia i kradzieży w sklepie Carrefour – to moja ostatnia „przygoda”

1.

Któż nie lubi przygód? Chyba nie ma takich, pod warunkiem, że wiążą się one z pozytywnymi emocjami.
Opiszę dzisiaj przygodę, taką w cudzysłowie, bo po jej przeżyciu wprawdzie wzrosła mi mocno adrenalina, ale wcale nie było mi do śmiechu.

Jest środa – 25 stycznia, między godziną 14.-15. Wracamy z wnuczką ze spotkania z okazji Dnia Babci i Dziadka. Przypominam sobie, że muszę uzupełnić zakupy jakie robiliśmy z mężem dnia poprzedniego. Proponuję mężowi pozostanie z Anią w samochodzie, bo ja tylko po kilka rzeczy skoczę i zaraz wracam.
Biorę dwa kupony rabatowe na kwotę 25 zł, które dnia poprzedniego dostaliśmy robiąc oboje zakupy na karty seniora (zawsze we wtorki jest taka możliwość).
Po 10. minutach mam zakupy zrobione i ustawiam się do kasy, gdzie obowiązuje zakup do 10 produktów, żeby było szybciej. Kładę na ladę moje małe zakupy, podaję bony, pani bierze ten na 15 zł i każe mi dobrać jeszcze coś, bo żeby skorzystać z bonu mój rachunek musi opiewać na co najmniej 18zł i jest za mało. Proszę, więc o dołożenie kilku najbliżej leżących batoników, żeby nie blokować kolejki do kasy, bo kasa mojego bonu przyjąć nie chce. Mniej więcej w tym samym czasie przechodzę na drugą stronę bramki, a tu... jeszcze gorzej, pisk.
Akurat w tym sklepie już mi się to dwukrotnie zdarzyło i nigdy nie znaleziono przyczyny, gdy wyrzucałam wszystko z torebki. Co dziwne, poprzedniego dnia też tutaj byłam z tą samą torebką i nic nie piszczało.
Kasa nadal nie przyjmuje mojego kuponu, mimo odpowiedniej już kwoty. Do mnie biegnie pan z ochrony, więc wyrzucam wszystko, co mam w torebce, ludzie w kolejce się niecierpliwią.
Pani z kasy wzywa pomoc, nie wie dlaczego kuponu rabatowego nie daje się zrealizować, ja tym bardziej nie wiem, pan z ochrony przeszukuje moją torebkę i bezradny dzwoni do swojego przełożonego, który cały czas instruuje go, co ma robić. Zauważam, że gdy się „głos" w słuchawce orientuje, że mam nie jeden, a dwa problemy, każe potraktować mnie znacznie ostrzej. Mam iść do kontroli szczegółowej do PKS (Pokój Kontroli Szczegółowej). Jest jednak problem, bo kasa nie może mnie puścić, kupon rabatowy ciągle nie przyjęty, zakupy niezapłacone. Nikt mi zapłaty gotówką nie proponuje, dwie pracownice debatują nad moim nieszczęsnym kuponem. Pan ochroniarz zabiera mnie w końcu do PKS, zakupy zostają, kasa zamknięta dla klientów. Mąż z wnuczką w samochodzie, czekają, w końcu wpadłam do sklepu tylko na 10 minut.
Mijają mnie znajomi, byli uczniowie, kłaniają się, słyszę: „a ja panią poznaję". Fajnie, myślę, zaraz pójdzie fama, że pani pewnie kradzieżami uzupełnia emerycki dochód. Nie mogę znaleźć komórki, żeby dać znać mężowi. Zaczyna być nerwowo i bardzo niemiło.
Idę do Pokoju Kontroli Szczegółowej, nie mam pretensji do człowieka, który mnie tam prowadzi, przecież on wykonuje swoje obowiązki. Zastanawia mnie tylko ten „głos", który mu ciągle nadaje, co ma robić, a sam się nie pofatyguje, skoro jest podejrzenie kradzieży. Poza tym, po co to całe widowisko w sklepie? Wystarczyło powiedzieć, a na pewno poszłabym i poddała się kontroli.
Wchodzimy do pokoju, i tutaj, mimo wewnętrznego spokoju o wynik rewizji, poczułam się nieswojo. „Głos" ciągle nadaje, widzę, że człowiekowi już głupio, zaczyna się nawet przede mną tłumaczyć, ale przecież musi, „głos" każe. Specjalnym przyrządem zostaję poddana kontroli. Nic, przyrząd milczy. Reaguje na kosmetyczkę, niby ona, ale po chwili okazuje się, że nie. Wreszcie jest, jedna ze szminek. Tylko dlaczego nie reagowała na nią bramka wczoraj, a nawet przed chwilą, gdy kilka razy jeszcze próbowałam z torebką przechodzić? Na szczęście widać, że obie szminki, które mam są używane, chociaż pan tę mniej używaną sprawdza wyjątkowo dokładnie i kilka razy pyta, czy na pewno używana. Poza tym ciągle kieruje nim ten „głos".
Z PKS wracam do kasy, bo tam ciągle nie wiadomo, dlaczego nie mogę zapłacić kuponem rabatowym. Panie wręczają mi pismo, z którego treścią, przyznaję, zapoznałam się dopiero w domu. Jest to historia użycia e-bonu z adnotacją o „PODEJRZENIU NADUŻYCIA"
Ani w tę, ani we w tę. Teraz jestem uwięziona przy kasie. Mija co najmniej godzina, a ja ciągle tkwię w sklepie i wzbudzam zainteresowanie klientów, blokuję im kasę, co najbardziej mnie denerwuje.
W końcu jedna z dwóch pań w kasie pyta, czy w domu nie ma dwóch kart seniora? Są, jedną ma mąż, drugą ja. No i jest rozwiązanie zagadki. Pewnie kupon jest przypisany do karty męża nie mojej. On znacznie częściej robi zakupy, a te kupony zawsze wkładam razem do portfela.
Panie pozwalają mi zejść do samochodu, do męża. Wracam z jego kartą i wszystko gra. No może poza jednym, że mam dopłacić 3zł ( nawet nie wiem dlaczego, bo przecież miałam drugi bon na 10 zł, no i batoniki były dobierane na siłę), a ja torebkę z portfelem zostawiłam już przezornie mężowi. Biegnę znowu, wracam z torebką w strachu, że bramka zapiszczy, dopłacam brakującą kwotę i...jestem wolna! Po prawie dwóch godzinach.
Nie, nie idę jeszcze do samochodu, chce mi się płakać. Idę i proszę o rozmowę z kierownikiem ochrony. Przychodzi pani kierowniczka. Rozmawiamy grzecznie, spokojnie. Ona mnie przeprasza. Ja mówię, że odreaguję, gdy opiszę tę zaistniałą sytuację na naszej Mm-ce. Mam pretensje o jedno. Czy trzeba było robić z tego widowisko? Tak, jak wspomniałam, czy nie należało szepnąć, że musimy sprawdzić dlaczego piszczała bramka, a bez słowa poszłabym do PKS. Rozumiem, to ich praca, rozumiem, że kradzieże się zdarzają i to podobno często. Sama byłam ciekawa, co, dlaczego i gdzie piszczy?
Jest jeszcze jedno, dlaczego poprzednio, gdy bramka piszczała nie sprawdzono dokładnie i nie zlikwidowano przyczyny? Podobno szminka. Zawsze miałam ją przy sobie. A ten szum wokół bonu i pismo o podejrzeniu nadużycia? Przecież sprawa się wyjaśniła. Zwykła pomyłka spowodowana tym, że wzięłam nie tę kartę.
Myślę, że można mi było zaproponować, żebym zapłaciła gotówką, nie zamykać na 2. godziny kasy. A sprawę załatwić i wyjaśnić w tym "tajnym" pokoju, do którego trafiłam.

Bardzo nie lubię zakupów w wielkich sklepach. Dlatego przeważnie robi je mój mąż. I niech tak pozostanie, bo ja na pewno długo do sklepu Carrefour się nie wybiorę.

Zdjęcia

  • 1.
Bogusia
Autor:Bogusiagg: GG6410658

Zaloguj się lub utwórz konto, by oceniać

Komentarze
barszczewska
barszczewska czw., 2012-01-26 17:59

nie zazdroszczę

kiedys przytrafiła mi się taka sytuacja w Austrii, zapiszczało na bramce, Pani na mnie spojrzała, ja się zdziwiłam, a ona powiedziała - zdarza się i [poszłam do domu
Innym razem  kupiłam gogle, a pani w kasie nie odpieła tego pipadła i wychodziłam zapiszczało, ja pewna, że to nie moje poszłam do domu, nikt nie zwrócił na mnie uwagi i dopiero w domu zauważyłam, że mam to przy goglach. Ponieważ nie umiałam tego odpiąc musiałam pójsc jeszcze raz, znowu zapipało i znowu nikt na mnie zwrócił uwagi.

barbara
swierszczyk
swierszczyk czw., 2012-01-26 18:15

Ha, ha, "tenelowela" świetna",...

przepraszam że się śmieję,...
ale mam nadzieje,...
że Pani Bogusia mi wybaczy,...
3 złote, nie ta karta, ten dzień, ....
widocznie "komputer" miał leń,...
i nie skojarzył,...
z kim miał do czynienia,...
co nie zmienia,...
że komputery trza przeprogramować,...
aby tlko osoby nieuczciwe promować,...
wielkie brawa....!!!!!
czytając to była zabawa,...!!!!!

Bogusia
Bogusia czw., 2012-01-26 20:25

Mówiłam, że

@swierszczyk:

jak opiszę całe zdarzenie na MM-ce, to mi będzie lżej? Zapomniałam dodać, że m.in. po przeczytaniu  wierszyka świerszczyka.

B.H.-D.
makusyn
makusyn czw., 2012-01-26 18:27

"nie zamykać na 2. godziny kasy"

... za to kasjerka miała 2 godziny wolnego? :)

swierszczyk
swierszczyk czw., 2012-01-26 18:30

"...2 godziny wolnego",...

@makusyn:

ot i Makusynik,...
tyle z tego dobrego,....

Pintaliano
Pintaliano czw., 2012-01-26 18:42

Bardzo współczuję,

tyle pecha za jednym razem.
Jestem codziennie w kilku marketach i dyskontach ale takiego przypadku jeszcze nie miałem. Nie rozumiem tylko dlaczego nigdy nie wygrałem w totolotka jeżeli mam tyle szczęścia.

Pintaliano
swierszczyk
swierszczyk czw., 2012-01-26 18:46

Ja Ci Pinto wytłumaczę,... dlaczego,....

@Pintaliano:

bo Ty Kolego,... do marketu idziesz z karteczką,...
i ni puszka ni wieczko,...
Cię nie skusi,...
a totolotek musi,....

goral755
goral755 czw., 2012-01-26 20:41

he he

@Pintaliano:

do świeżego łososia nie przypinają piszczałek :) (żart)

Pintaliano
Pintaliano czw., 2012-01-26 18:52

Zdarzenie w swej treści

pasuje do mojego artykułu  http://www.mmzielonagora.pl/artykul/wolno-czy-nie-wolno oraz komentarza Lucyny o domniemaniu niewinności.

Pintaliano
Bogusław_ZG
Bogusław_ZG czw., 2012-01-26 21:32

Obsługa w marketach musi się wykazać :)

"Badania prowadzone od lipca 2009 do czerwca 2010 r. wykazały, że kradzieże pracownicze są przyczyną aż 34 proc. strat ponoszonych przez polskie sieci handlowe. Dało to Polakom czwarte miejsce na europejskiej liście najbardziej nielojalnych pracowników. Równocześnie okazało się, że klienci polskich sieci, choć odpowiadają za 42 proc. strat, należą do najuczciwszych w Europie."
Więcej pod adresem http://www.polityka.pl/spoleczenstwo/artykuly/1519594,1,co-polacy-kradna-w-pracy.read#ixzz1kb95OUP6

Niedawno gdzieś czytałem, że 3/4 strat to sprawka obsługi. Jak to znajdę to link dorzucę. :)

Lucyna
Lucyna czw., 2012-01-26 22:29

Mi przytrafiało się coś

Mi przytrafiało się coś podobnego kilka razy na szczęście zanim weszłam do sklepu znaczy "uwaga, uwaga ona może  ukraść" . =(

Lucyna
aski
aski czw., 2012-01-26 22:42

Mojej córce

"zapiszczały" buty.... w których chodziła już prawie rok ;)) również były "nerwy"

https://picasaweb.google.com/106481896623705871202
Igor Skrzyczewski
Igor Skrzyczewski pt., 2012-01-27 23:31

Ja natomiast miałem takie buty ...

... w których wszyty był głęboko czujnik, za każdym razem, w każdym sklepie pipkałem, miałem z tego niezły ubaw, bo przed przekroczeniem kasy zawsze informowałem kasjerkę że jestem robokopem i pipkam. Ochrona leciała a ja miałem ubaw, brali mnie do pokoju, zaglądali do tych przepoconych butów i się głowili. Po jakimś czasie w stałych sklepach wchodząc, bez słowa wskazywałem palcem na buty ochronie i rozpoznawali mnie. Dopiero w sklepie w Głogowie, po pół roku jakiś ochroniarz znalazł przyczynę. Ale nie pozwoliłem wyrwać mu czujnika bo był zszyty z podeszwą i zepsół by mi po prostu buty. Przestałem pipkać po zakupie nowych butów hehehe ;)

Igor Skrzyczewski
goral755
goral755 sob., 2012-01-28 09:46

coś mi nie pasuje

z tego co pamiętam , przeszukanie osoby podejrzanej o kradzież może odbyć się tylko w obecności policji .Ochrona sklepu chyba nie posiada takich uprawnień .

aski
aski sob., 2012-01-28 13:48

Dokładnie tak jest

@goral755:

ochrona sklepu nie może dokonywać przeszukań czy też zatrzymań.

https://picasaweb.google.com/106481896623705871202
Bogusia
Bogusia sob., 2012-01-28 11:35

Dziękuję

@goral755:

Wiem, że wchodząc do PKS, pokoju bez okien, ciemnego, tylko z panem z ochrony poczułam się bardzo nieswojo, nawet się żachnęłam i głupio zapytałam, "Co my tu będziemy robić? Ale to zadziałał strach. Teraz przyjaciele sobie z tego mojego pytania żartują, ja też, ale wówczas nie było mi do śmiechu.
Jak się okazuje, już kilka znajomych osób opowiedziało mi o bardzo nieprzyjemnych sytuacjach i przeżyciach z hipermarketów.

B.H.-D.