Jak Internet łączy ludzi

Łączenie ludzi, to jedna z funkcji, jaką możemy przypisać Internetowi, który jest też często pomocny w podtrzymywaniu międzyludzkich więzi.
Członkowie rodzin rozrzuceni po całym świecie mogą dzisiaj mieć ze sobą codzienny kontakt dzięki m. in. Internetowi.
Ale ja nie o tym, bo na szczęście najbliższych mam blisko siebie, ja chcę opowiedzieć, jak po 50 latach, dzięki Internetowi odnalazłam ludzi, którzy mi byli bliscy kiedyś, gdy byłam dzieckiem i, z którymi znowu mam bliskie relacje.
Będąc dzieckiem, mieszkałam w Szprotawie w domku z wielkim ogrodem. W naszym domu wynajmowała pokój licealistka, Henia z Przecławia, która chodziła do Liceum Ogólnokształcącego. Przed nią, mieszkał u nas też jej brat, Bronek, którego pamiętać nie mogłam z racji wieku.
Nie wiem, czy nasze rodziny znały się dużo wcześniej i jak się poznały, ale odnosiłam wrażenie, że bardzo się lubiły.
Henia, starsza ode mnie 10 lat, gdy przygotowywała się do matury, ja byłam dziewczynką ośmioletnią. Pamiętam, że bardzo mi się podobała. Miała piękny warkocz i, co tu dużo mówić, imponowało mi, że ze mną rozmawia, że czasami poświęciła mi trochę czasu. Może dlatego, że nie miałam rodzeństwa? Nie wiem, ale lubiłam ją bardzo.
Pamiętam, że odwiedzaliśmy jej rodzinę w Przecławiu, a jej Tato z małym bratem Heni, Jankiem, przyjeżdżał w odwiedziny do córki i do nas.
Najbardziej jednak zbliżyły mnie do tej rodziny spędzone u nich, w Przecławiu, wakacje.
Kiedyś dzieci nie wyjeżdżały tak jak teraz. Kolonie były, ale po jednym turnusie, z którego przywiozłam wszy już mnie więcej na nie, nie wysłano. Więc, gdy Henia zabrała mnie podczas wakacji do rodzinnego domu w Przecławiu, gdzie razem z jej o rok starszym ode mnie bratem, poznawałam wieś, było to dla mnie wielkie przeżycie. Jak dzieci, biegaliśmy po łąkach, chodziłam z nim na dzwonnicę kościelną dzwonić na mszę. Próbowałam też jazdy konnej wierzchem, albo jechałam na wozie z sianem, z którego o mały włos nie spadłam. Biegaliśmy po torach (niezbyt bezpieczna zabawa), uciekając przed drezyną, razem też psociliśmy Heni, która nam matkowała i czasami była na nas zła. To były wówczas, dla dziewczynki z miasteczka, cudowne wakacje.
Wakacje, które tak wryły się w moją pamięć, że pamiętam je ze szczegółami po dziś dzień.
Henia zdała maturę, przestała u nas mieszkać i, jak się dowiedziałam, wyjechała z tatą i młodszym bratem (jej mama zmarła wcześniej) na zaproszenie wujostwa do Nowego Jorku. Dzisiaj wiem, że czekali na pozwolenie wyjazdu ponad 10 lat.
Mnie został po nich ślad w rodzinnym albumie – zdjęcia.
Byłam coraz starsza, nie wiem, czy moja rodzina miała z nimi kontakt. W wieku 14 lat znalazłam się w Zielonej Górze. Minął okres nauki, założyłam rodzinę. Praca, wychowywanie dzieci, codzienne obowiązki, przez wiele lat bardzo aktywne wakacje (praca na koloniach, obozach), ale nigdy o Heni i jej rodzinie nie zapomniałam. Najczęściej myślałam o nich podczas wakacji właśnie, wspominając te moje dziecięce w Przecławiu.
Adresu nie miałam, starszego brata, Bronka, nie wiedziałam gdzie szukać. Często zaglądałam do albumu, gdzie zawsze były zdjęcia Heni i Janka oraz moje razem z nimi. Brakowało mi ich. Myślałam, gdzie są, co robią? Może dlatego, że pamięć o nich wiązała się z pamięcią o mojej mamie i babci, które tak wcześnie odeszły.
Świat się zmieniał, nastały czasy komputerów, Internetu i ja, w styczniu roku 2007, siedząc przed komputerem, przeglądając strony Polonii amerykańskiej napisałam tam, że bardzo chciałabym nawiązać kontakt z rodziną Kraśnickich, podając kiedy i skąd do Nowego Jorku wyjechali.
Prawie rok nic się nie działo, aż tu pod koniec 2007 roku dostaję e’maila z pytaniem: „Kto nas poszukuje?” podpisane: John F. Krasnicki.
Pomyślałam, że John to może być Janek, mój towarzysz dziecięcych zabaw, a F. to może drugie imię, Franciszek po ich tacie?
Ale nie będąc pewna, napisałam; „Czy Pan jest może tym Jankiem, który ma siostrę Henię…i. t. d.” Nie omieszkałam wspomnieć o moich wakacjach u nich w Przecławiu.
Po kilku dniach przyszła odpowiedź: „Tak, Bogusiu, to ja”. Pamiętał mnie, tak, jak ja pamiętałam jego.
Radość ogromna. Są, znalazłam! Po tylu latach! Ciekawość, co u nich?
Od Janka dowiedziałam się, że nadal mieszka w Nowym Jorku, pracuje w banku na bardzo odpowiedzialnym stanowisku, że tworzy drzewo genealogiczne swojej rodziny, opisuje jej dzieje, czemu poświęca b. dużo czasu.
Ale co z Henią?
Jest już na emeryturze, razem z mężem mieszkają na Florydzie, ale co roku przylatują do Polski prawie na pół roku, do domu w Białymstoku, który odziedziczył jej mąż po zmarłych rodzicach.
Ta informacja od Janka ucieszyła mnie najbardziej. W styczniu 2008 roku byłam już w Białymstoku, żeby się z Henią zobaczyć. Wiedziałam, że złamała nogę i ciągle jeszcze nie odlecieli na Florydę.
Na dworcu czekał na mnie jej mąż, Zdzisław. W samochodzie zobaczyłam starszą, siwą panią (w pamięci widziałam ją oczami małej dziewczynki), ale gdy się odezwała…tak, to moja Henia, za która tyle lat tęskniłam i nie sądziłam, że ją jeszcze kiedyś zobaczę.
W prezencie zawiozłam ładnie wydany album o Szprotawie. To przecież ona nas połączyła pięćdziesiąt lat wcześniej.
Poznałam jej losy po wyjeździe z Polski, losy Janka, ich taty, który wrócił do Polski i tutaj zmarł. Poznałam jej starszego brata, który mnie pamiętał, ale jako całkiem małe dziecko.
Spotykamy się właściwie co roku, gdy są w Polsce, dzwonimy do siebie. Byłam z mężem u nich w Białymstoku, byłam z wnuczkami. Oni odwiedzili nas w Zielonej Górze.
Dzięki nim poznaliśmy bardzo dobrze Podlasie, na którym wcześniej nigdy nie byłam.
Jestem szczęśliwa, że dożyłam czasów, gdy siedząc w domu przy komputerze, dzięki Internetowi odnalazłam bliskich mi ludzi.












Kontakt:
Do p. Marka
Nie można oglądać zdjęć "Nie ma dostępu". Może ktoś, coś zmieni?
Już jest OK. Dziękuję.
Bogusiu, ja też odnalazłam
Bogusiu, ja też odnalazłam moją kuzynkę, która mieszka w Kanadzie i w tym roku po raz pierwszy zostanie babcią. Bardzo się cieszę, bo przez wiele lat próbowałyśmy się odnaleźć , ale zawsze nie tak było.
Obecnie często do siebie mailujemy
Pozdrawiam.
nastały fajne czasy
fajne i nie fajne, bo internet to również zagrożenie
Na pewno, Basiu
@barszczewska:Szczególnie niebezpieczne jest zawieranie znajomości przez internet. Z internetem, to jak z lekarstwem, na jedno pomaga, na drugie szkodzi.
A co do wnuczki Ani, to tak, masz rację, jest b. podobna, chociaż z pewnością ładniejsza. Córka mówi kiedyś do mnie pokazując na Anię: "Zobacz, jaka byłaś kiedyś śliczna". Gdy jej odpowiedziałam: "Zobacz, co z niej wyrośnie", już taka radosna nie była. Doprawdy nie rozumiem dlaczego.
również w realu
@barszczewska:trzeba uważać, nie tylko w internecie. Rzeczywiście, siedząc bezpiecznie w ciepłym domu i ulubionym krześle łatwiej można się odsłonić, poczucie anonimowości też stwarza pozory bezpieczeństwa.
Ale jak w życiu, są wspaniali ludzie, są też i łachudry.
Święte słowa panie Macieju,
@Maciek Gniazdowski:Święte słowa panie Macieju, święte słowa=))
a wnuczka
to cała Ty
Jakie to ładne
Przeczytałam z wielką przyjemnością. Tak ładnie opisane ludzkie losy. Rozstanie, tęsknota, ponowne spotkanie i przyjaźń. Warto zrobić przerwę w nauce i na Mm-kę czasami zaglądnąć.
Myśmy też znaleźli rodzinę
mojej żony w Australii. Przez facebooka. Znaleźliśmy też kartę pokładową statku, którym żony pradziadek popłynął do Ameryki. Wrócił podobno z jednym dolarem. W internecie jest możliwość budowy drzewa genealogicznego i tak też można poznać dalszych krewnych.
Internet to Mesjasz?
Czy Szatan?
Odp.
@makusyn:Internet to internet.
Wg Wikipedii: "Internet (dosłownie "między-sieć") – ogólnoświatowa sieć komputerowa. W sensie logicznym, Internet to przestrzeń adresowa zrealizowana przy wykorzystaniu protokołu komunikacyjnego IP, działająca w oparciu o specjalistyczny sprzęt sieciowy oraz istniejącą już infrastrukturę telekomunikacyjną. Internet w ogólnym znaczeniu to sieć komputerowa, czyli wiele połączonych ze sobą komputerów, zwanych również hostami, natomiast WWW to usługa internetowa".
A ja naiwnie myślałam, że tematem komentarzy, dyskusji będzie opisane przeze mnie wydarzenie.
"będzie opisane przeze mnie wydarzenie"
@Bogusia:No i jest - wszak dlatego zamieściłas opowieśc bo odebralas ja jako cud!
A to domena Mesjasza!
:)
Do makusyna
@makusyn:Cudu to ja się w tym żadnego nie dopatrzyłam i tak tego nie odbieram. Skąd taki wniosek? Pozdrawiam makusyna.
Bogusiu, to piękna historia,
@Bogusia:której nie ma co komentować, można tylko wstawić 'pciuka' w górę ;-). Podobnie grupa znajomych rozrzucona po świecie spotyka się na n-k, wymienia zdjęcia, komentuje, żartuje. Wszystko na odległość, a jakby bliżej.
Pozdrawiam, a w miarę wolnego czasu wpadnij jutro na Foto-Drom na Sowińskiego,
Cud to jest to,że przyjaźń
Cud to jest to,że przyjaźń obu pań przetrwała , że mimo upływu czasu mają sobie wiele do powiedzenia, że zamiast narzekać są radosne . A postęp technologiczny im w tym pomógł.
Ludzkość ( wbrew deklaracji miłować będziesz bliźniego swego jak siebie samego ) poświęca wiele czasu i energii techniką zabijania a tu proszę nowa technologia pomogła spotkać się przyjaciółką po wielu latach.
Ot i wszystko=)
Dobrze, że tak się stało
@Lucyna:chociaż internet wymyślono by udoskonalić proces zabijania ludzi. Najpierw trafił do wojska gdyż był wynaleziony na jego zamówienie.
Cud...
@Lucyna:Dla mnie cudem jest mozliwość wejscia np. na strone http://www.earthcam.com/usa/newyork/timessquare/?cam=fridays i ogladania ludzi z drugiego końca swiata!
Przyjaźń rozumiem - technikę tak do końca nie kumam - np. latajęce w eterze sms i znajdujace mnie jak właczę telefon!!!
Wyobraź sobie kota siedzącego na szafie i czyhającego na mysz
@makusyn:Z SMSami jest podobnie. Siedzą w ukryciu i czekają, aż człowiek włączy telefon.
Kolejny raz
przeczytałem Twoje retrospektywne spojrzenie na przyjaźń z Henią, której dynamiczny rozwój nowych technologii nie tylko nie zaszkodził a wręcz ją umocnił. Pięknie to opisałaś.
Co do internetu,...
"niestetu",...
świerszczyk ma swoje zdanie,...
gdy spojrzysz na nie,...
te zdanie,...
to zawsze masz pytanie,...
ktoś zacz,...???
z tej z drugiej strony...???
ktoś zacz,...???
czyż niepokorny,..????.
mnie nie zna,...
ani ja,...
och jej,...
po cóż te w internecie OJEJ!~!!!!
po cóż słówka,...????
malutka główka i tak nie odpowie,...
ale JA,...
jest to JA,....????
"przetłumaczym" dla "SIEBIE" to sobie,..???
ech wdech i wydech,...
któż kobiety zrozumie,...????
jak świerszczyk nie umie,...
to pokażcie mi takiego,...
Obok (Bogusława_ZG tego...???)
no cóż świerszczyk nie potrafi,...
może potrafi "Kadafi",...
ale jedno wiem:
"internet łączy",...
tych co się "połączy",...
innych w "d... uszy ma,..."
i mówi pa",...
to nie internetu wina,....
że o nas "zapomina",...
ech,... gdyby świerszczyk tak mógł,...
przez internet,...
ktoś by wspomógł,...????
któż kobiety zrozumie,...????
@swierszczyk:jak świerszczyk nie umie,...
ŚWIERSZCZYKU !
Kobiety istnieją po to,
aby je kochać,
a nie,
aby je rozumieć.
Pozdrawiam cieplutko.
Masz rację "Skorpionku",... (tym razem nie do piątku),...
@skorpion:nikt nie zrozumie kobiety,...
niestety,...
musimy je kochać jakie są,...
choćby swąd,...
choćby się świat walił,...
kobiety ani nie przewyższysz,...
ani tak "intelektualnie" nie dowalisz,...
żebyś był "górą",...
no chyba że z "naturą',...
A może to szczęście, że kobiet do końca nie zrozumiemy?
@swierszczyk:Gdyby wszystko tak rozgrywać na poziomie intelektualnym, to pan profesor uniwersytetu musiałby obściskiwać innego pana profesora (w ramach urozmaicenia, np. z politechniki). Rolnik zaś musiałby (z braku kobiet na wsi, bo przecież umykają do miasta) wymieniać czułości z owieczką.
Tymczasem zew płci jest tak potężny, że panom rozbłyskują oczy na widok kształtnej (albo i nie) figury, byle było to COŚ. Panie zaś... tu nie dokończę, bo mógłbym się narazić i straciłbym szanse, na które nadal mam nadzieję ;-).
Siła i zasięg naszej MM-ki
Niejednokrotnie na moje mm-kowe artykuły reagowali nieznajomi mi ludzie z Polski i poprzez gg (numer jest podany na Mm-ce) kontaktowali się ze mną, prosili też o kontakt z osobą, z którą przeprowadzałam wywiad, jak w przypadku matki opowiadającej o zmianie płci swojej córki.
Tym razem skontaktował się ze mną Polak mieszkający w Amsterdamie w sprawie powyższego materiału. A, co ciekawe, informację o nim dostał ze Stanów Zjednoczonych od dziewczyny, która nie zna języka polskiego. Powyższy tekst dała do przetłumaczenia. Myślę, że zauważyła nazwisko Kraśnicki i to ją zaintrygowało, bo znała Janka Kraśnickiego, znała też jego kuzyna, którym jest pan z Amsterdamu.
To niesamowite, że tak daleko są czytane nasze artykuły, że mogą ludziom pomóc. W tym przypadku chodziło o uzyskanie informacji o Janku Kraśnickim, którego wspominam. Na potwierdzenie tej informacji skopiuję część mojej wczorajszej "rozmowy" na gg.
"Witam serdecznie Pani Bogusiu, Otrzymałem od znajomej z USA Pani artykuł a tejże stony internetowej z Pani wspomnieniami z lat dziecinnych. Dawno nie czytałem tak mile napisanych wspomnień. A wie Pani co ? Jeszcze bardziej niesamowite, bo znalazła go moja przyjaciółka z USA która nie zna w ogóle jęzuka polskiego przysłała mi przetłumaczony Pani artykuł a ja znalazłem polską wersję w Internecie. Będę wdzięczny jeśli Pani może mi powiedzieć czy z Jankiem jest wszystko dobrze" (pisownia taka, jak na gg).
Fantastyczna sprawa!
@Bogusia:I widać na tym przykładzie, że artykułów na MM nie czytają te trzy czy cztery osoby, które skomentują, tylko o wiele, wiele więcej. Czasem pytacie, dlaczego w zakładce Top5 są jakieś teksty, które nie mają w ogóle żadnego komentarza... Może i nie mają, za to mają wielu czytelników. Ludzie z przeglądarki Google trafiają na MM nie na pierwszą stronę, ale na konkretny artykuł, konkretne zdanie czy słowo.
Pamiętajcie. Czasem MM czyta dziennie 2 tysiące różnych ludzi, czasem aż 5 tysięcy. I czytują także teksty sprzed dwóch lat, głęboko zakopane pod tysiącami nowszych tekstów.
Przy okazji - czytają też Wasze komentarze. I wyrabiają sobie o Was zdanie. Pamiętajcie. Pisząc komentarz w MM zostawiacie go w internecie - przeczytać go może każdy. Nawet za dwa lata, gdy czasem już w ogóle zmieniliście zdanie. Przeczytać go może Wasz przyszły szef lub nawet urząd skarbowy. A przede wszystkim zwykli ludzie. Także z Ameryki, czy z Argentyny.
To prawda
@Marek Pakoński:czasami spotykam ludzi, bardziej, mniej znajomych, którzy wydawało mi się, że o naszej Mm-ce nawet nie wiedzą, a oni mi mówią, że czytali i nawet czytając płakali, bo coś ich tak poruszyło. Nawet dzisiaj mi to mówiono. Zwróciłam uwagę, że właśnie wywiady, opisane wspomnienia najbardziej poruszają czytających.