żebym nie powiedziała co myslę, żebym nie wybiegała przed szereg bo to innym się nie podoba. Jednak ja zawszę zostanę sobą. Nigdy nie pójdę z tłumem tylko dlatego, żeby się przypodobac.
I tyle? Nie trzeba iść z tłumem , to głupota ale też nie należy udawać "milusińskiej osoby" by innym dokopać. Znam wielu " utajonych złośliwców" co to jak sami o sobie usłyszeli szczera prawdę popadali w deprechę lub mścili się latami na "prawdomównych"=))
to w dużej mierze zależy od tego, jak się tę prawdę przekazuje. Poza tym trzeba mieć wyczucie, kiedy i komu możemy powiedzieć coś bardzo krytycznego. Moim zdaniem jest to dobrze odbierane w gronie rodzinnym i przyjaciół, ludzi b. dobrze się znających, co do których jesteśmy pewni, że nie jest to złośliwe tylko życzliwe. Przynajmniej tak jest w moim środowisku. Zawsze szczerze w oczy i wszyscy wiemy, że życzliwie. Najgorsze jest ocenianie, krytyczne uwagi poza oczy, a jeszcze na dodatek kogoś, kogo tak naprawdę wcale nie znamy. Jeżeli nie można powiedzieć, co się myśli, to chyba lepiej nie mówić, zostawić to dla siebie. A są takie sytuacje. Widzę np. b.otyłe dziecko, rozmawiam z jego rodzicami, nie znamy się na tyle, żebym mogła sama problem poruszyć, więc jeżeli oni nie zaczną, na pewno nie powiem ja, co o tym myślę. W rodzinie i wśród przyjaciół wypowiedziałabym się na pewno. Sądzę, że w tym podanym przykładzie, to nie jest nieszczerość, to po prostu kultura bycia.
Nigdy nie wytykam ludziom ich wad. Pozostawiam dla siebie, co myślę o danej osobie. Jeśli ktoś mi zajdzie za skórę, albo zwyczajnie kogoś nie lubię, staram się nie wchodzić mu w drogę, unikam tej osoby, jak tylko można. Nie spotykam się z ludźmi, za którymi nie przepadam. To jest mój sposób na tworzenie nieszczerych znajomości. Lepiej mieć jedną świetną koleżankę, niż dziesięć oddanych plotkarek., Lepiej porozmawiać z kimś na tematy współne nam obojgu, niż pływać i skakać z tematu na temat, oby tylko podtrzymać rozmowę. Nadmierna szczrość nie popłaca. Nie ufam ludziom bezgranicznie, lepiej zachować choć niewielki dystans, a wówczas nie będzie powodu do rozczarowań, bo np. zostałam "rozpracowana" w szerszym gronie obcych mi ludzi. Wydaje mi się, że lepiej zachować dla ludzi jakąś wybraną maskę. Zdejmować ją tylko dla sprawdzonych przyjaciół, a nawet dobrych, starych znajomych.
O takich trudno, ale zdarza się, że trafi się przyjaciel na dobre i na złe. Wówczas życie staje się łatwiejsze i lepsze.
bardzo mądrze w swoim komentarzu napisała p. EmiliaEP. Dodam jeszcze, że w każdym człowieku można znaleźć coś za co można go pochwalić, powiedzieć mu dobre słowo, a tego nie powinno się oszczędzać. Zaraz się odezwą głosy o "słodzeniu"(okropne określenie) i wiem, że niektórym przychodzi z trudnością. A przyjaciele na dobre i złe się trafiają. Wiem to z autopsji. Z takimi idę już kilkadziesiąt lat przez życie.
Nie jestem ani znawcą, ani jakimś wielkim fanem. Po prostu od kilku lat niezmiennie oglądam Eurowizję. Pierwszy raz zaś w tym roku przez internet. Powiem to po angielsku, bo po polsku mi nie wypada: I am fucking angry on TVP. ;)
PS: Właśnie trwa Wielki Finał. Moimi faworytami są Mołdawia, Grecja,...
I tyle? Nie trzeba iść z
I tyle? Nie trzeba iść z tłumem , to głupota ale też nie należy udawać "milusińskiej osoby" by innym dokopać. Znam wielu " utajonych złośliwców" co to jak sami o sobie usłyszeli szczera prawdę popadali w deprechę lub mścili się latami na "prawdomównych"=))
depresja
to mnie chyba nie grozi. Radzę sobie z takimi stanami całkiem dobrze.
E chyba nie jest Pani
E chyba nie jest Pani złośliwa ot tak dla własnej satysfakcji? Niby po co?
Ja myślę, że
to w dużej mierze zależy od tego, jak się tę prawdę przekazuje. Poza tym trzeba mieć wyczucie, kiedy i komu możemy powiedzieć coś bardzo krytycznego. Moim zdaniem jest to dobrze odbierane w gronie rodzinnym i przyjaciół, ludzi b. dobrze się znających, co do których jesteśmy pewni, że nie jest to złośliwe tylko życzliwe. Przynajmniej tak jest w moim środowisku. Zawsze szczerze w oczy i wszyscy wiemy, że życzliwie.
Najgorsze jest ocenianie, krytyczne uwagi poza oczy, a jeszcze na dodatek kogoś, kogo tak naprawdę wcale nie znamy.
Jeżeli nie można powiedzieć, co się myśli, to chyba lepiej nie mówić, zostawić to dla siebie. A są takie sytuacje. Widzę np. b.otyłe dziecko, rozmawiam z jego rodzicami, nie znamy się na tyle, żebym mogła sama problem poruszyć, więc jeżeli oni nie zaczną, na pewno nie powiem ja, co o tym myślę. W rodzinie i wśród przyjaciół wypowiedziałabym się na pewno.
Sądzę, że w tym podanym przykładzie, to nie jest nieszczerość, to po prostu kultura bycia.
Nigdy nie wytykam ludziom ich
Nigdy nie wytykam ludziom ich wad. Pozostawiam dla siebie, co myślę o danej osobie. Jeśli ktoś mi zajdzie za skórę, albo zwyczajnie kogoś nie lubię, staram się nie wchodzić mu w drogę, unikam tej osoby, jak tylko można. Nie spotykam się z ludźmi, za którymi nie przepadam. To jest mój sposób na tworzenie nieszczerych znajomości. Lepiej mieć jedną świetną koleżankę, niż dziesięć oddanych plotkarek., Lepiej porozmawiać z kimś na tematy współne nam obojgu, niż pływać i skakać z tematu na temat, oby tylko podtrzymać rozmowę. Nadmierna szczrość nie popłaca. Nie ufam ludziom bezgranicznie, lepiej zachować choć niewielki dystans, a wówczas nie będzie powodu do rozczarowań, bo np. zostałam "rozpracowana" w szerszym gronie obcych mi ludzi. Wydaje mi się, że lepiej zachować dla ludzi jakąś wybraną maskę. Zdejmować ją tylko dla sprawdzonych przyjaciół, a nawet dobrych, starych znajomych.
O takich trudno, ale zdarza się, że trafi się przyjaciel na dobre i na złe. Wówczas życie staje się łatwiejsze i lepsze.
Moim zdaniem
@EmiliaEP:bardzo mądrze w swoim komentarzu napisała p. EmiliaEP. Dodam jeszcze, że w każdym człowieku można znaleźć coś za co można go pochwalić, powiedzieć mu dobre słowo, a tego nie powinno się oszczędzać. Zaraz się odezwą głosy o "słodzeniu"(okropne określenie) i wiem, że niektórym przychodzi z trudnością.
A przyjaciele na dobre i złe się trafiają. Wiem to z autopsji. Z takimi idę już kilkadziesiąt lat przez życie.