„Gdybym mogła być mężczyzną jeden dzień, pewnie byłabym supermenem!”. I pewnie byłabym... niezadowolona. Wcale nie chodzi mi nawet o to, że zdecydowanie wolę Batmana.
Zadanie jest proste. Uzupełnić lukę, wstawić początek wyrazu w puste pole. ____ P E D I A. Liczba liter nie ma najmniejszego znaczenia. Założę się, że zdrobnione zostało imię Wiktoria.
Naprawdę nie rozumiem św. Mikołaja. Z jednej strony mam wrażenie, że przybywając z całą tą swoją świąteczną załogą do sklepów już w listopadzie, marzy o tym, aby po prostu się szybciej wyrobić.
Wstajesz rano, marzysz tylko o tym, aby wejść na facebooka i podzielić się ze znajomymi tym, że przez całą noc nie mogłeś spać, lub po prostu chcesz udostępnić opis swojego cudownego snu i dołączyć do niego jakiś zabawny, adekwatny do sytuacji obrazek z kwejka. Me gusta! Edycja, cofnij.
Rozum nakłania, aby zacząć w końcu to robić. Serce, aby przełożyć na później. Odwlekać, spychać, przesuwać, odkładać, zwlekać, przekładać... I tak ze wszystkim. To najchętniej robią prokratynatorzy. A kto to taki?
Miesięczny, roczny, dzienny, kwiatowy, miłosny czy chiński? Tygodniowy, poproszę. I wychodzę ze sklepu z najnowszym numerem „Świata seriali”. W tym przypadku nie mogę nazwać przeczytanych słów horoskopem.
Mimo, że koniec i początek są tak odmienne, łączy je parę spraw. I koniec, i początek mają po jednym końcu i początku. Bo przecież coś musi zacząć się kończyć i coś kończyć zaczynać.