Zawsze twierdziłem, że przedstawiciele mojego narodu mają skłonność popadania z jednej skrajności w drugą skrajność. I to się tyczy także relacji człowiek-zwierzę. A jak jest lub powinno być naprawdę?
Nawet na MM-kę dochodzą echa batalii wojowników o prawa zwierząt i traktowania ich na równi człowieka z określanymi z właścicielami psów. Z czym to się w ogóle je (ale nie zwierzęta, zwierząt nie jemy)?