Zielonogórzanka w stolicy
1. PYCHA
Scena pierwsza - Okęcie.
Chwiejnym krokiem z głową pełną wrażeń ale z dumą kroczę. Jam pierwsza!!!! A Wy marne człeki jeszcze w pociągu wieziecie swoje powłoki...
Do pionu stawia mnie zbliżający się ku mnie osobnik. Czarny płaszcz, ciemne okulary.
Ręce głęboko w kieszeniach cisnące sie w okolicach łonowych.
Zbliża się krokiem przyczajonym.
Wzroku dostrzec nie mogę bo ciemne okulary skrywają zamiary.
- O żesz! - myślę sobie - zboczuś!!!! Tutaj??
Tajemniczy jegomość stoi trzy kroki ode mnie...już wstrzymuję oddech i zastanawiam
sie czy zasłaniać oczy. Gdy ON nagle wyjmuje rękę z kieszeni - tu z obawą zastanawiam się
czy to juz ta chwila gdy będzie odchylał płaszcz, lecz ON tylko unosi okulary
ruchem LeClarc'a z "Allo Allo" i pyta:
- Taksóweczkę?
Ufff....ulżyło mi...kila minut się wykręcałam wykładając, że zaraz ktoś po mnie przyjdzie.
Dopiero później dowiedziałam się, że mafia taksówkowa grasuje przy lotnisku i trwa walka o klienta.
Pojawia mi się taka scena, gdy kiedyś czekało się tłumnie na postoju po taksówkę...ehhh...
Scena druga. Gość w dom.
- O!!! Macie nową tapetę???!!!
- To nie tapeta....to telewizor....
2. CHCIWOŚĆ
Scena pierwsza - "WIELKA WYPRZ."
Za szybami z napisami "wielka wyprzedaż", "obniżki posezonowe"...trwają walki o każdą szmatkę!
Takich bitew to nawet sam Matejko nie byłby w stanie sobie wyobrazic i namalować.
Krwiste spojrzenia...chwytaki zaopatrzone w modne (jeszcze) tipsy gotowe są wyrwać Ci z rąk to co przed chwilą puściły wolno inne szpony.
Scena druga. No pokaż, "pokaż na co Cię stać [...] je je"
TU można nie wiedzieć, kto to był Gombrowicz, nie czytać nigdy Miłosza, nie znać Lema,
nie być nigdy w Muzeum, Operze i na oczy nie widzieć (nawet na reprodukcji) żadnego obrazu...
w mieście gdzie jest Akademia Sztuk Pięknych!! W mieście gdzie jest galeria Foksal!!
Ale...trzeba wiedzieć, gdzie jest sklep Armaniego, jaka jest nowa kolekcja w Aldo, i koniecznie mieć biżuterię z Apartu...
TUTAJ Twoje dziecko musi koniecznie chodzić do prywatnego przedszkola....i uczyć się dwóch języków...nie ważne, że jest na etapie "gugania" ważne że chodzi...liczy się prestiż.
Wtedy można powiedzieć, że Kubuś uczy się angielskiego tudzież zna niemiecki.
Pampersy i maleńkie torsy należy przykrywać markową odzieżą.
Żeby sąsiedzi, rodzina i znajomi nie mówili że o dziecko nie dbasz...nie ważne,
że całymi dniami niańka się nim opiekuje bo Ty nie masz czasu.
3. NIECZYSTOŚĆ
Cielesna dosłownie. W końcu mam urlop, a co!
Nie, nie jestem zmęczona...jeszcze skoczę się rozejrzeć, tu jeszcze popstrykam, a tu jeszcze nie byłam, a o tej godzinie leci mój program na Discovery....
W konsekwencji 4 dzien bez kąpieli...a fuj...
4. ZAZDROŚĆ
Materialna.
Macie metro...
Macie tramwaje...
Macie rzekę....
Macie Łazienki...
I...Pałac Kultury...
Oooo....ale macie Empik!!! Trzy godziny buszowania w książkach to za mało!
Aaaaa....ale antykwariat (ha! żeby to jeden, po drodze na jednej ulicy chyba 4 naliczyłam),
chcę tam wejść...proszę...na chwilkę, muszę zobaczyc te książkę! Chcę mieć tę książkę!!!
My też mamy chyba jesze antykwariaty, czy już nie??
Macie strzeżone osiedla!!!
Ogrodzone płociskiem ze szlabanem, których pilnują wyspecjalizowani panowie w bardzo średnim wieku, zapewne z grupą.
Żeby wejść do domku należy się zalogować przy bramce wbijając tajny szyfr. Jeśli ktoś obcy próbuje zlamać "enigmę" natychmiast zostaje skarcony przez czujną kamerę.
Przed domem choinka, ubrana przez zarządcę blokowisk.
Piękna i kolorowa. Myślę sobie, że u nas na osiedlu pewnie by długo nie postała.
Pan Marian podwędziłby światełka do swojego garażu a przeciwnicy zieleni podblokowej unicestwili by drzewko.
No i chodniki pod domem odśnieżone!! WOW! W innych miejscach śnieg po kolana a tu Pan Krzysiu na traktorku pięknie dobił się do kostek brukowych.
I winda w 3 piętrowym bloczku...luksusy...
Duchowa.
Jak każda kobieta lubię błyskotki, światelka i świecidełka.
Przyznam - jestem zboczona. Ale się leczę.
Stoję na Nowym Świecie...Wszystko błyszczy, świeci i migocze...odzywa się mój zew...
Tak, moje jesteście wszystkie!
To dla mnie błyszczycie i świecicie.
Chcę na Was patrzeć i podziwiać.
Zabiorę was wszystkie do domu i będę się rozkoszowała tym widokiem.
Nie mogę się opamiętać.
Też chcę takie u siebie w mieście.
Tez chcę wyjść na spacer i mieć taki widok przed oczyma!
Chcę...
Chcę...
- Idziemy już do domu? - słyszę
- Nie, jeszcze chwilkę - proszę...
- A nie jest Ci zimno?
- A nie wiem, nie czuję bo tak zmarzłam...
Chcę, jeszcze popatrzeć...chcę zapamiętać, choć nie raz już te widoki widzialam, ale ciągle mi mało.
Każdy budynek oświetlony, misternie i z pomysłem. Można się nabawić naderwania mięśnia szerokiego szyi.
Takich tłumów wieczorna porą jeszcze nie widzialam w swoim mieście...no chyba,
że...w czasie Winobrania
A nawet nie, na pochodach pierwszomajowych i w Boże Ciało nawet takich nie było.
Moje miasto jest wieczorem martwe.
Kilka knajpek i dyskotek tylko tętni życiem....a tutaj chodniki zmęczone od ludzkich stóp.
Tutaj sklepy otwarte do późna...
Tutaj...
Chcę patrzeć i to mi wystarcza.
Setki światełek na drzewach. Po cichu współczuję służbom miejskim które po świętach będą zdejmowały ozdoby.
Ale jakie wrażenie.
W Zielonej cieszę się każdym błyskiem, każdą fakturą na ziemi, oświetlonym kamykiem, ścianą.
U siebie widzę każdą nutkę świetlną, bo w końcu nie jest ich znowu aż tak wiele.
Znam je na pamięć.
Tutaj tego pod dostatkiem. Wszystko się gubi i majaczy.
Po kilku godzinach świetlnych widowisk czlowiek czuje się jak po wypaleniu sziszy.
5. NIEUMIARKOWANIE W JEDZENIU I PICIU
Scena pierwsza - Gdy masz głoda.
TUTAJ, to gotowanie jest tylko na ekranie.
Wystarczy sobie zarzucić kuchnię.tv a później?
Później jak najdzie cię ochota na jedzenie to do McDonaldsa na bułę i frytki ewentualnie do KFC.
Je się dużo, popija hektolitrami płynów gazowanych i procentowych.
Ale o tym się nie mówi, bo trzeba żyć zdrowo a "zdrowo" jest obecnie modnie.
Jeśli jesteś zasobniejszy to sushi albo greckie żarełko i wystarczy.
Jeśli jeszcze czujesz głód to obejrzyj sobie kanał o operacjach plastycznych i odsysaniu tłuszczu to na pewno CI przejdzie.
Jak się żyje w domu w którym się nie gotuje i nie czuć zapachów potraw??
Zapewne koszmarnie. No nic, podobno taka moda na wychodzenie do miasta.
Czasami fajnie ale cały czas?
Scena druga - Święto Trzech Króli.
Na ulicach tłumy. Na Placu Zamkowym zakończyła się msza...tłum przemaszerował dalej.
Obywatele maszerują w papierowych koronach. Kolorowo.Porozstawiane gdzie niegdzie bazarki.
Można kupić precelki, oscypki ( o matko gdzie ja jestem Zakopane???). Słodycze.
Tańczy grupa peruwiańczyków - prawie jak u nas...
Na Starym Mieście tłumy...w końcu dzień wolny. Można wyjść rodzinnie na spacer.
Wszyscy lgną do pobliskich knajpek i restauracji.
Kolejki pod pubami, pod lodziarniami. Każdy coś żuje.
Syrence zaraz ręka odpadnie bo zamiast ją podziwiać kolejne przepychanki do restauracji.
Jeść...jeść...zamiast świeżym powietrzem pooddychać.
6. GNIEW
Nie no jak @#!! (pip!) tu wszędzie jest daleko!!!
Żeby dojechać do Centrum to prawie godzinę muszę jechać autobusem!! Póżniej metrem, tramwajem!!
Chcę do siebie...buu...tutaj mam 10 minut drogi piechotą na deptak.
Nawet ja, wytrawny spacerowicz, urodzona chodziarka nie podolam tym chodnikom i autobusom.
Znowu mi %*%@# autobus uciekł i po raz kolejny się zgubiłam.
7. LENISTWO
Dzień 17....nigdzie nie idę...
Nic juz nie robię...
Nie mam juz siły...
Miasto mnie wyssało...
To nic nie robienie mnie zmęczyło.
Od patrzenia bolą mnie oczy.
Od trzymania pilota i przeskakiwania po kanalach boli mnie palec.
Od Pepsi mam mam gazy.
Od siedzenia na kanapie nam płaskie pośladki.
Do domu!!
O moje stare chodniki, kamyki, płotki i ławki jak ja tęskniłam......
Sprawdza się stare porzekadło, że wszędzie dobrze ale w domu najlepiej.
Gdyby nie te psie atrakcje na dworcu to z radości ucalowalabym swoją ziemię lubuską.
A u nas odwilż.
Dobrze, że w końcu chodniki widać!
















































Kontakt:
Piękną kobietę to nawet na taksówkę zagadują. A matrony czekają
na zięcia z "cienko cięto".
...
Pozwolę sobie POCHWALIĆ fotografie. I kogoś ważnego wyprzedziłem w chwaleniu.
Zagadują...ale żeby chociaż
@Szambelan:Zagadują...ale żeby chociaż za darmo przewozili ;p
Naciągają...wożą przyjezdnych najdłuższymi trasami, żeby licznik nabić.
Mamy jeden antykwariat, ale
Mamy jeden antykwariat, ale ten nie umywa się do tych warszawskich.. ba nawet do wrocławskich czy krakowskich. My mamy... antykwarcisko.
Autorka chyba jest bibliofilką, skoro wlazła do Empiku i antykwariatów. Przyznaję, że rozumiem ten ból.
O, ale Zielona Góra nie jest najgorsza. Jest tutaj Apart, a nawet dwa razy Apart!
To już skończyli remonty trolejbusów i dróg? Bo o tym autorka nie wspomniała. Spora część połączeń była odwołana na jesieni z powodu remontów..
Jeden??? Saski żyje jeszcze?
@KOKO:Jeden??? Saski żyje jeszcze? A ten, który był kiedyś przy Parku Tysiąclecia już zlikwidowano? Dawno nie odwiedzałam :(
Ja wiem, że Zielona Góra nie jest najgorsza...jest MOJA i taką jaka jest ją sobie cenię :)
A remonty trwają nadal...Remontują perony....Na centralnym tłoki i zamieszanie...odwołują przyjazdy pociągów, albo przenoszą na Wschodni...Obawiałam się czy dotrę w tym całym zgiełku do domu? Jedyny bezpośredni do Zielonej Góry jest o 16.10...bez problemów i na spokojnie....ale trzeba wytrwać 6 godzin w przedziale :/
Że dworzec w remoncie to wiem, w Wiadomościach podawali
@Milena:mi chodzi o to czy stolica W BUDOWIE, prawie rodem z lat 50. Jak ostatnio tramwajami jechałem, to wyszło, że spacerkiem i busami zamiast tramwajami (linie odcięte, bo kopią i kopią).
Saski jeszcze żyje. Ale nadal to jedyne w mieście antykwarcisko.
..
O, znalazłem bilet autobusowy wawski. 2,80! Normalny! A w Zielonej Górze chcieli 3 zł! Ja się na geodezji nie znam, ale Wawa większa od ZGóry, ale mimo wszystko my musieliśmy być drożsi.. tzn.. chcieliśmy być. :)
A no w remoncie, ale w
@KOKO:A no w remoncie, ale w centrum to nie zauważyłam większych atrakcji budowlanych....za to na Białołęce cały czas coś ryją i stawiają.
Tramwaje normalnie jeżdżą :)
No tak bilet 2.80....jeszcze będziemy drożsi....coś mam takie przeczucie :/
No i cóż mądrego, a nie zdawkowego napisać? Cała Milena!!!
Oraz - Tylko Milena!!!
Tekst + dobór i opisy zdjęć = miodzio.
-----
Zaintrygował mnie telewizor. To już są takie duże? A jak się takiego grzmota wnosi? Bo to i schody i drzwi...
-----
Antykwariat przy Parku Tysiąclecia był tak krótko, że prawie go nie było.
-----
Po każdym powrocie do Zielonki też mam chęć ucałowania swojego matecznika.
Pierwsze skojarzenie
to oczywiście "Adwokat diabła" z niewiarygodną kreacją Ala Pacino w roli "Pana Ciemności". Bo Warszawa jest miastem grzechu jak na światową metropolię przystało. Co prawda mój soft wyposazony jest w jakiś antywirus zakupowy, bo jak widzę galerie sklepów to najwyczajniej w świecie mnie to nudzi.
Co innego gastronomia. Tu już często ulegam kuszeniu, bo jak nie spróbowac tych wspaniałości, które serwuje stolyca. Loty mi nie służą, wiec kiedy znajduję sie w Warszawie dzieki powietrznemu ptakowi to przez cały dzien czuję się jakbym jeszcze się nie ubudził. Po stokroc wolę po szynach doczłapac sie do Warszawki, po drodze pochłaniając dobrą książkę.
Nie znam tak dobrze Warszawy żeby dokładnie objaśnic gdzie, ale mam kilka ulubionych miejsc gdzie poluje na ksiązki. Zdarza się wynajdowanie perełek w niewiarygodnie niskich cenach. Trzeba tylko szukac z głową. Dawno nie byłem na tym kiermaszu ksiązkowym w Hali Mirowskiej i nawet nie wiem czy jeszcze istnieje, ale to własnie tam dokonywałem najbardziej sensacyjnych zakupów.
Ciekawa fotogaleria. Ktoś wspominał, że powinna ona opowiadac historię i tu ta historia wydaje mi sie byc opowiedzianą. Można w niej znaleźc całkeim wyraxnei ślady subiektywnego zwiedzania Warszawki.
Grzech nieczystości też mi czesto towarzyszy w Warszawie. Chcąc nie chcąc czy to samolot czy pociag, to jednak na miejscu człowiek zawsze czuje się nieświeżo, i nie wydaje mi się, że prysznic publiczny poleprzyłby ten stan chocby o jotę.
No i ta Warszawa okiem Zielonogórzanki wygląda całkiem, całkiem.
Z wilką przyjemnością
czytam każdy Twój tekst :)
Pozdrawiam
Zielonogórzanka w stolicy.
Brawo ! Wybrałam ostatnią fotografię - Pałac Kultury.
"Nie przenoście Nam stolicy do Krakowa. . .", jak mówi znana piosenka, tak jest.
Wrażenia, ech, wrażenia !
Szkoda zdrowia na podróże...
Jak się poczyta Mileny ilustrowaną relację z wojaży, to jakby samemu zdeptało się buty po warszawskich chodnikach. Miałem dość naszej kochanej Stolicy i chciałem szybciutko wracać do Zielonej... dobrze że wyjrzałem przez okno :DDD
Swietnie !
Super humorystyczna relacja z obcego miasta. Świetnie się czyta, zresztą jak zawsze, no i dwie fotki wpadły mi w oko nr: 3 i 6
Grajdoł Europy z fajnej perspektywy
Pozazdrościć oka i humoru
:)
Dobrze napisane :)
Byłam zdziwiona, że śniegu nasypało i od razu chodniki odśnieżali, na ulicach pługi widoczne, ale te odśnieżone chodniki to mocno zdziwiły, a potem warszawiak pojęczał na Zieloną Górę, że sporo chodników nietkniętych, śniegu po kolana, a widok czegoś odśnieżającego ulicę - graniczy z cudem :P
6 stycznia z aparatem powędrowałam na Nowy Świat, byłam zdumiona ilością ludzi. Byłam pewna, że będą pustki, że na pewno będzie mniej ludzi niż w dzień roboczy. Zwłaszcza że dość zimno się wieczorem zrobiło. Szoku doznałam.
Niesamowita ta rzeźba z czekolady :)
Do centrum też mam 40 minut autobusem, potem metrem :) Chociaż można też w 20 min SKMką (o ile miejsca w pociągu starczy), a żeby było trudniej - jazda warszawską komunikacją miejską - mnie usypia, oj nie raz nie dwa zdarzyło się przysnąć.
O, w Warszawie jest też fajny Skład Tanich Książek, są tam nowe książki, po - niekiedy - bardzo niskich cenach. Tam kupiłam jedną książkę za... 2,50zł, a normalnie kosztowałaby ok. 30zł. :D
Na pewno Warszawa - rozleniwia, bo wszędzie daleko, więc wszędzie się jeździ czy to autobusem, kolejką, metrem, tramwajem. Potem wracam do Zielonej Góry i 20 minut drogi np. do lekarza sprawia, że padam ze zmęczenia...