Zielonogórzanie w Verden
Miałam zaszczyt i ogromną przyjemność uczestniczyć w realizacji powyższego projektu razem z grupą słuchaczy ZUTW i poznać Verden - miasto w Dolnej Saksonii, w północnych Niemczech, które podpisało umowę partnerską z Zieloną Górą w roku 1993. Miasto czterokrotnie mniejsze od Zielonej Góry, leżące nad rzeką Aller, w delcie Wezery, w trójkącie wielkich miast, około 40 km od Bremy i 70km od Hanoweru.
Program pobytu był ciekawy i bardzo napięty. Po podróży i zwiedzeniu Verden, uczestniczyliśmy w koncercie organowym w katedrze, gdzie muzyka Johanna Sebastiana Bacha rozbrzmiewała wyjątkowo pięknie.
Kolejny dzień, to spotkanie w Ratuszu z władzami miasta. Burmistrz przywitał nas bardzo serdecznie i obdarował kolorowymi sercami. Potem zwiedzaliśmy Stadninę i Muzeum Konia, Muzeum Historyczne oraz Dom Seniora. Dużą atrakcją była przejażdżka statkiem po rzece Aller i Wezerze. Wszędzie towarzyszyły nam kwitnące, różnokolorowe rododendrony.
Ostatniego dnia naszego pobytu, wzięliśmy udział w oficjalnym otwarciu Dni Miasta Verden
i w pochodzie. Z Bachusem i Bachusikami, w odpowiednich strojach, zielonogórska grupa prezentowała się okazale i była serdecznie witana przez mieszkańców Verden.
Spotkaliśmy mieszkających tam Polaków, w tym małżeństwo pochodzące z Czerwieńska.
Co szczególnie zwróciło moją uwagę to, miasto bardzo czyste, ładne domy z cegły, porośnięte często winoroślami. Ogrody wokół domów tonące w kwiatach. Bardzo dobrze zagospodarowana rzeka, po której pływają statki wycieczkowe.
Korowód ciekawy, barwny, dużo orkiestr. Władze miasta idące w korowodzie razem z mieszkańcami, a później witające wszystkich z trybuny. Cały czas, wszyscy biorący udział w pochodzie, rzucali w tłumy zgromadzonych mieszkańców słodyczami. Cukierki, batony leciały z każdej strony, a zgromadzeni zbierali je do przygotowanych, wcale nie małych, toreb. Ogromną frajdę miały dzieci, ale nie tylko one zbierały rzucane słodycze.
Tłumy rozbawionych mieszkańców Verden na długo zostaną w mojej pamięci, jak i cały trzydniowy tam pobyt.
MM-kowiczów zapraszam do obejrzenia zdjęć, dokumentujących naszą wizytę w zaprzyjaźnionym z Zieloną Górą mieście.







































Kontakt:
Mimo dużej odległości czułem
Mimo dużej odległości czułem się tam jak w Zielonej Górze. Nawet ceny podobne tyle, że w euro. Dodał bym jeszcze, że dostaliśmy wspaniałą opiekunkę ze strony burmistrza.
Wszystko przed durdeniem
Jak byliśmy młodzi, też nie mieliśmy czasu na takie przyjemności. Gorzej, bo za "żelazną kurtyną" to i możliwości nie było. Teraz nadrabiamy ( jeżeli to w ogóle możliwe).
A to, że Zielona Góra ma szczęście do tak prężnego Uniwersytetu Trzeciego Wieku powinno cieszyć wszystkich, bo, prędzej, czy później każdemu się przyda. Dobrze, że młody człowiek to, już dzisiaj docenia.