drukuj

Zielonogórski Punkt Widzenia - Winobranie i Falubaz

Felieton zielonogórski Rafała Krzymińskiego

(fot.: sxc.hu)

Już po Winobraniu. Nareszcie! Pewnie narażę się niektórym MM-kowiczom, ale ja za świętem miasta nie przepadam. Nie, nie dlatego, że nie doceniam starań ekipy prezydenta Janusza Kubickiego. I nie dlatego, że nie mogę spać przez podpitą młodzież.

Szczęśliwie mieszkam na peryferiach i bardziej od wina i występu gwiazdy Idola, nowej gwiazdy muzyki pop Agi Chylińskiej interesowało mnie... grzybobranie. Trudno było nie skorzystać z dobrodziejstw lasu, kiedy ma się go praktycznie na wyciągnięcie ręki. To wielka zaleta osiedla Pomorskiego, które w swoim czasie nie miało dobrej prasy. A ja chwalę sobie ten mój grajdołek. Cisza, spokój, kosze dorodnych prawdziwków i podgrzybków - oto, co otrzymuję w zamian za przywiązanie do tej „niebezpiecznej" dzielnicy miasta.

Wracając do głównego tematu: nie zamierzam porównywać tegorocznego Winobrania do poprzednich, bo nie czuję się kompetentny, aby je oceniać. Nie śledziłem na bieżąco wydarzeń artystycznych, ani nie skosztowałem zielonogórskiego wina z winnicy Marka Krojciga. Jeśli chcecie, możecie mnie napiętnować publicznie, a nawet wygnać z miasta, ale ja nie lubię Winobrania, bo ta impreza po prostu mnie nudzi. Nic interesującego nie widzę w pchlim targu, który rozłożył się na deptaku. Mydło i powidło to ja mogę zakupić sobie na co dzień po okazyjnej cenie w którejś ze świątyń konsumpcji. Gastronomia? Cóż, nie skusiłem się ani na oscypka, ani na pajdę chleba ze smalcem za dwanaście złotych. Koncerty? Cóż, o gustach, także tych muzycznych, ponoć się nie dyskutuje. Aby nie wyjść przed Wami na kompletnego zgreda i marudę, spuszczę zasłonę milczenia nad zestawem winobraniowych gwiazd.

Tak sobie myślę, że najwyższa pora zakończyć ten wątek, bo Wielki Cenzor skarci mnie za brak pozytywnego stosunku do miasta, w którym się urodziłem i wychowałem. Tymczasem moja miłość do Zielonej Góry jest szczera i bezinteresowna. Cieszę się, że kultywujemy swoje tradycje i że mieszkańcy miasta w przeważającej większości bardzo dobrze się bawią podczas Winobrania. Pozwólcie jednak, że w tej sprawie zasiądę w loży szyderców.

Znalazłem jednak sposób, aby zrehabilitować się w Waszych oczach. Już kiedyś chyba o tym wspominałem, jestem „Falubazem". Dzisiaj prawie płakałem ze szczęścia, bo moja ukochana drużyna drugi raz z rzędu dostała się do finału Speedway Ekstraligi, po remisie z Betardem Wrocław. W pierwszym meczu w Zielonej Górze wygraliśmy różnicą ośmiu oczek i tym samym wyszliśmy zwycięsko z dwumeczu. Falubaz To Magia i niech mówią zazdrośnicy, że nie zasłużyliśmy na walkę o złoto. Za tydzień pierwsza odsłona fantastycznego pojedynku z odwiecznym rywalem z Leszna, która rozprawił się dziś z toruńskimi aniołami. Na pewno będę na stadionie. Z poważnego pana redaktora znów zamienię się w kibica. Będę wymachiwał szalikiem i krzyczał, że Falubaz wygra mecz. Tak jak od dwudziestu sześciu lat. Jestem bardzo wdzięczny tacie, za to, że zaraził mnie miłością do tego sportu. Twarda męska walka, warkot motorów, zapach metanolu i fantastyczna atmosfera na stadionie.

Jeśli ktoś mieszkając w Zielonej Górze (to trochę dziwne) nigdy nie był na meczu, powinien się wybrać. Wiem, że wychodzi teraz ze mnie dzieciak, który cieszy się ze szkolnej wycieczki, a nie dziennikarz. Ale uwierzcie, na stadionie wszyscy tworzymy jedną, wielką wspólnotę: bezrobotni, prawnicy, urzędnicy i murarze. Bo tam liczy się dla nas Tylko Falubaz.

Znam jednak ludzi, którzy nie tylko nie kibicują żużlowcom, ale i uważają, ze to plebejska rozrywka. W takim razie jestem plebejuszem, pomimo tego, że nie lubię Winobrania.

Rafał Krzymiński

Zdjęcia

  • Felieton zielonogórski Rafała Krzymińskiego

Zaloguj się lub utwórz konto, by oceniać

Komentarze
Bogusław_ZG
Bogusław_ZG pon., 2010-09-13 22:04

Banicji z Zielonej Góry nie będzie.

Oklasków też zabrakło. :))
A ja mam żal, że zabrakło odpowiedniej reklamy sobotniej wizyty lokomotywy parowej w Zielonej Górze. A może w ogóle nie było żadnej reklamy?
Atrakcja była wielką tajemnicą? :(
Nie przepuściłbym takiej okazji, nie wybrał bym się rano na grzyby.
Wędrując po lesie tylko słyszałem "puffanie" pary ruszającego z Czerwieńska
parowozu i fantastyczny dźwięk gwizdka parowego.
Wizytę Dody to potrafią reklamować całe tygodnie przed terminem.
A gdzie Dodzie do parowozu? :))