drukuj

Żebyś ciekawych czasów dożył - konkurs '80

1.

Dożyłam. Nadeszły burzliwe lata 80. XX wieku. Wtedy, czasami sobie myślałam: "Przecież, aż tak ciekawa, to ja wcale nie jestem."

Początek lat osiemdziesiątych.

Jestem młoda. Słucham Czerwonych Gitar, ABBY, Kombi, Boney M, Republiki, piosenek K. Krawczyka, A. Jantar, M. Rodowicz, wszędzie słychać też disco polo.

Na co dzień, dokoła, widzę w sklepach puste półki, co najwyżej ocet, kolejki. Na żywność i różne inne towary dostaję kartki. Od czasu do czasu jeżdżę na zakupy do NRD, denerwuję się na granicy, żeby mi nie zabrali bucików, które kupiłam dzieciom.

Wychowuję dwie córki, które już chodzą do szkoły, trzeba je ubrać, szybko rosną.

W Polsce zaczynają się protesty robotnicze, powstaje i zostaje zalegalizowany niezależny od władz PRL związek zawodowy "Solidarność". Jest bardzo niespokojnie.

Urodziłam się i wychowałam w ustroju socjalistycznym, innego nie znam.

Zastanawiam się do czego to wszystko zmierza? Coraz częściej słyszę takie nazwiska, jak Kuroń, Michnik, Moczulski, Walentynowicz... no i Wałęsa. Zmieniają się „przywódcy": Edward Gierek, Stanisław Kania, Wojciech Jaruzelski. W telewizji, wszechobecny Jerzy Urban twierdzi że: "Rząd się sam wyżywi". Na Jasnej Górze, prymas Stefan Wyszyński apeluje do Polaków o rozwagę.
Przedstawiciele "Solidarności" przychodzą na zebranie do szkoły, w której pracuję. Namawiają do zapisania się, mówią dużo, obiecują inną, lepszą Polskę.

Mną targają sprzeczne odczucia. Jaką decyzję podjąć, żeby była to ta, właściwa, żeby nie narazić się na towarzyski ostracyzm?
Obserwuję koleżanki i dochodzę do wniosku, że obojętnie, jaką bym nie podjęła jest on zawsze, z którejś strony nieunikniony. Ludzie są podzieleni, kłócą się, spotykają po kryjomu jedni przed drugimi.
Ja w tej atmosferze się męczę.

13. grudnia 1981 roku, w niedzielę, wstajemy później. Dzieci biegną do telewizora obejrzeć bajki, ale on nie działa. Chcę zadzwonić do rodziny – telefon głuchy. Co się dzieje, dlaczego wszystko wysiadło jednocześnie? Zdenerwowanie.
Sytuację wyjaśnia dopiero  przemówienie gen. W. Jaruzelskiego.
Stan wojenny. Co to jest, na czym polega, jakie czekają nas ograniczenia? Strach.
Najbardziej niewyraźną minę ma mój mąż, który 14. grudnia ma się zgłosić w wojsku na tygodniowe ćwiczenia. Zgłosił się. Tylko te „ćwiczenia" trwały półtora roku.

Kilka dni później tragedia w kopalni „Wujek" w Katowicach. Polak strzela do Polaka, są zabici. Kto wydał rozkaz ? Co jeszcze gorszego może nas czekać?

I tak zaczęło się moje życie w stanie wojennym. Codzienna praca, wychowywanie dzieci i zdobywanie wszystkiego, co do życia potrzebne.
Kolejki po wszystko, społeczne komitety kolejkowe i, żeby to tylko w dzień, ale w nocy też.
W sklepach panie sprzedawczynie „rosną w siłę". Są tak ważne, naburmuszone, robiące łaskę kupującym, że podają im te wydzielone na kartki towary.

Słowo „rzucili" było wtedy bardzo często używane. Dokoła się słyszało, że tu „rzucili jajka", tam „rzucili kawę", gdzie indziej „rzucili telewizory"..., a na to wszystko rzucali się Polacy. Niektórzy kupowali bo potrzebowali, inni, żeby sprzedać i zarobić.

Któregoś dnia w nocy, słyszę pukanie do drzwi. Trochę mnie to wystraszyło, ale patrzę, że to mąż koleżanki. Otwieram i słyszę: „Masz jakieś ogórki na zakąskę do wódki?" Mam. Okazało się, że całą noc stał z kolegą przed sklepem po telewizor, był mróz i ...tak się rozgrzewali.

Idąc ulicą Kupiecką widzę w sklepie, na wystawie, czarne rajstopy. Ucieszona wchodzę i proszę, a zza lady słyszę: „Akt zgonu poproszę". Nie dowierzam. Czyj? Ja żyję, nikt mi nie umarł. Okazało się, że tylko na żałobę były dostępne. Rajstop nie kupiłam.

Musiałam pojechać do Wałbrzycha. Co zrobić, żeby móc po 4. rano wyjechać, skoro do 6. obowiązuje godzina policyjna?
Od czego są znajomości (tak, wtedy były b. ważne). Pomogli, zdobyłam zaświadczenie od samego komendanta MO, że mogę w nocy przejść na dworzec. Idę. Pełno patroli na ulicach, ale żaden nie chce mnie zatrzymać, a ja tak chcę się pochwalić posiadanym dokumentem.
Na dworcu zastaję zziębniętych, zmęczonych nocnym czekaniem ludzi. Słyszę komentarze, że mnie to godz. policyjna nie obowiązuje i takie tam. Trudno się dziwić, czuję się głupio.

Lata lecą, stan wojenny trwa nadal. Trudności trudnościami, ale razem z przyjaciółmi organizujemy towarzyskie spotkania, tyle, że szybciej się rozchodzimy.
Któregoś razu postanawiamy zostać, bo o 22. jeszcze świetnie się bawimy.
Tak, tylko o 2. już się męczymy, a o 3. zasypiamy, gdzie się da.

Wspomnienia tej imprezy zostały po dziś dzień.

Tak, jak wspominamy zdobywanie alkoholu na imprezy. W lokalach był, ale z zagrychą. Co robili panowie? Brali słoik, kupowali ileś kieliszków wódki, po kryjomu zlewali do słoika, a zagrychę zjadali, bo wynieść nie było można.

To były lata wielkich wyrzeczeń i upokorzeń człowieka. Teraz bardziej zdaję sobie z tego sprawę.

Wtedy młodość czyniła, że wszelkie trudności łatwiej się znosiło, wiele spraw może tak dobrze się nie rozumiało, bo, jak już wspomniałam, demokracja była, dla mojego pokolenia, wielką niewiadomą.

Czy jest coś, co mile z tego okresu wspominam?

Tak, są to kolonie z roku 1981, na których pracowałam. W kraju nie było wtedy nic, a na kolonie „rzucili" wszystko. Pamiętam, przyjechały nad morze dzieci z Krakowa. Rodzice wystraszeni dzwonili, czy mają co jeść? Jak mówiłam, że mają to, czego by w domu na pewno nie miały - to się obrażali, a ja mówiłam prawdę. Nie brakowało im nawet dobrych słodyczy.
Pamiętam modę na kostkę Rubika, kręciliśmy nią godzinami. Straszny złodziej czasu.
Pamiętam też polskie filmy, które wówczas oglądałami, które mi się podobały, jak: „Dekalog" Krzysztofa Kieślowskiego, „Seksmisja" J. Machulskiego, na której byłam kilkakrotnie, „Wielki Szu"...
Dużym przeżyciem w roku 1983. była druga pielgrzymka papieska Jana Pawła II, który w licznych homiliach upominał się o respektowanie praw człowieka. Jego słowa miały wówczas ogromną siłę oddziaływania.
Pamiętam, że oglądając i słuchając Jego Świątobliwość w telewizji, co rusz z koleżanką do siebie dzwoniłyśmy, wymieniając się, która, jak, usłyszane słowa zrozumiała.

Mord ks. Jerzego Popiełuszki w roku 1984. przeżywałam, jak większość Polaków. A z zagranicznych wydarzeń strasznie wstrząsającym przeżyciem było to, co stało się w Pekinie na placu Niebiańskiego Spokoju.

Z lat 80. jako ciekawostkę tamtych czasów wspominam, jak moja córka będąc w pierwszej klasie, w roku 1980, dostała ocenę ndst. za to, że nie była na pierwszomajowym pochodzie z rodzicami i nie umiała o nim nic powiedzieć.
W roku 1983 starsza córka dostała od nauczycielki jęz. polskiego, zaangażowanej w zw. zaw. „Solidarność", reprymendę za udział w pochodzie.

Dzisiaj żyję w zupełnie innej Polsce, gdy opowiadam wnukom, że w latach 80. XX wieku półki w sklepach były puste, to mnie pytają, dlaczego i, gdzie ten towar schowano? Nie rozumieją.
I chociaż nasza demokracja nie w pełni mnie satysfakcjonuje, bo, my, Polacy, nie zawsze umiemy się w niej odnaleźć, to jestem szczęśliwa, że tych czasów dożyłam i takich ciekawych z lat 80. już nie pragnę.

Zdjęcia

  • 1.
Bogusia
Autor:Bogusiagg: GG6410658

Zaloguj się lub utwórz konto, by oceniać

Komentarze
barszczewska
barszczewska ndz., 2010-11-28 19:47

widzę

że nie mam szans przy Twoim artykule. Gratuluję, rzeczywiście, takie były czasy.

barbara
Bogusia
Bogusia ndz., 2010-11-28 19:58

Dworujesz sobie ze mnie. Wena

Dworujesz sobie ze mnie. Wena mnie naszła, jak taki temat zobaczyłam. Ja, żywa historia tamtych czasów. Można by jeszcze dużo więcej. Chociaż raz my, starsi, możemy mieć przewagę nad miłą MM-kową młodzieżą.

B.H.-D.
CzynnikLetalny
CzynnikLetalny ndz., 2010-11-28 20:56

Bardzo dobry artykuł

ja te czasy pamiętam z wczesnego dzieciństwa, ale leszcze jako 8 - 9 latek stawałem w kolejce z Mamą by kupić więcej jakichś art.. spożywczych. A z śp. Babcią chodziłem po coś co nazywało się "przydziałem na kartki", które potem jeszcze się gdzieś tam odbierało.

Ja nie wiem jak można tęsknić za tymi czasami - a taką dolegliwość niektórzy mają. Nie wiem czy nie wpadłbym w furię, gdyby po iluś tam godzinach pracy musiał iść w kolejkę po papier do dupy.

Nie wyobrażam sobie nie tylko braków podstawowych artykułów żywnościowych i higienicznych, ale też czasów ograniczonej przedsiębiorczości, braku rynku kapitałowego, braku swobody podróżowania po świecie. To jakiś koszmar. Za czym tu wzdychać ? Że praca była? Teraz też jest, jak się komuś chce pracować - nie ma z nią większego problemu.

Alles Muss Raus!
barszczewska
barszczewska ndz., 2010-11-28 20:57

a może my wzdychamy

za naszą młodością

barbara
Szwedka59
Szwedka59 pon., 2010-11-29 09:47

Artykuł bardzo dobry.Kiedyś

Artykuł bardzo dobry.Kiedyś dawno temu nie było wyścigu szczurów a teraz?
Co to się porobiło?
Też stałam czasem całą noc, ale nie żałuję,robiłam to wszystko przecież przede wszystkim dla moich dzieci.
Pozdrawiam,

Śnieżka
Bogusław_ZG
Bogusław_ZG pon., 2010-11-29 10:39

O mamusku! Ile dobra się zmarnowało. :(

Fajeczki, okowitka, buciki...
A ja musiałem za fajeczki mięsiwko oddawać. :)
I wszystko dla dobra narodu.

Tiganza
Tiganza czw., 2010-12-02 22:59

Tiganza

ja mam inny obraz tamtych "strasznych" czasów. Zdecydowanie inny.
Urodziłam się w 1976 roku, więc owszem, ominęły mnie czasy stricte restrykcyjne, pienia nt Stalina itp. Pamiętam, owszem, kolejki - ale pamiętam także, że w domu zawsze była i szynka, i mięso na obiad - rodzina 5-osobowa - i łakocie czy cytrusy, nie tylko od święta, oraz inne produkty - skoro "nic nie było w sklepach", to skąd te rzeczy na naszym stole?
to raz. Dwa - co najbardziej zapamiętałam z tych "upiornych" lat 80tych, to wspaniałe wyjazdy z Rodzicami na wakacje zimowe i letnie, takie zwykłe-niezwykłe wakacje pod gruszą, w małych miejscowościach nad jeziorami i w lesie - moja Mama i Tato nie musieli drżeć o pracę, nie musieli w niej spędzać 14 godzin na dobę, normalnie pracowali i mogli wziąć urlop, żeby zabrać mnie na ferie zimowe czy letniska. Pamiętam Ich twarze z tamtych lat - tak, były zmarszczki niepokoju, były zmartwienia, ale proszę porównać sobie sytuację młodych małżeństw teraz i wtedy. I powiedz mi, Droga Autorko, co to za różnica - nie móc nic kupić w sklepie, ponieważ są puste półki, a nie móc nic kupić, ponieważ po uiszczeniu opłat za mieszkanie i zakupie podstawowych produktów spożywczych nie zostaje po prostu w portfelu nic?...
Nawet jeśli ludzie musieli "nakombinować", to przy tym mogli zostawić dzieci w przedszkolach, żłobkach i zabrać się za to "kombinowanie" z względnym spokojem. A dziś?...
a dzisiaj nie "kombinujemy"? nie załatwia się pracy "po znajomości"? nie załatwi się wszystkiego szybciej, sprawniej i łatwiej, jeśli nie da się komuś w łapę, nie podmaśli, nie podliże, nie wkręci tu i tam? dokładnie tak, jak za tamtych lat.. zmieniła się otoczka, zgoda, możemy - teoretycznie - bezkarnie pyskować na tzw rząd i możemy się poruszać po świecie. A ilu z młodych na to stać? studentów na wymianach studenckich, ludzi zamożnych, dodajmy jeszcze tych, co za pracą ruszyli za granicę. A reszta? przysłowiowa pani Zosia (nie obrażając żadnej Zofii w tym momencie) ze swoją emeryturą raczej nie pojedzie dalej, niż dwa przystanki do lekarza, bo po uiszczeniu opłat za mieszkanie... patrz wyżej. Zgadza się, że mamy możliwość swobodnego przemieszczania się między państwami, ale znów pytam, co za różnica, czy nie możemy wyjechać, bo jesteśmy za żelazną kurtyną, czy dlatego, że nie stać nas na to? efekt ten sam.
Tak jak ja to widzę - jesteśmy jak ten wolny najmita z wiersza poetki - możemy zdechnąć, pardon za wyrażenie, pod płotem, a na nikim nie zrobi to wrażenia. W dzikim pędzie za możliwością utrzymania siebie i rodziny zatracamy chęć do rozmowy, ograniczamy się do mechanizmów odbębniających dzień. Robimy dobrą minę do złej gry, ale tak naprawdę spoza entuzjastycznych zawołań a la pan Wajda "w Polsce jest super!!" wyziera smutna rzeczywistość. Kostka Rubika pożeraczem czasu? cóż, przynajmniej trzeba było do zabawy nią użyć mózgu, w przeciwieństwie do ukochanych gier młodzieżowych, polegających na zastrzeleniu jak największej ilości postaci. Były domy kultury, młodzieżowe, gminne, boiska, koła zainteresowań, kółka przyrodnicze - dzieciaki kanalizowały energię w nich i proszę mi powiedzieć, ile widziała Pani band nastolatków, wędrujących po mieście, "szukając, kogo by pożarł"?
nie idealizuję tamtych czasów, miały swoje mankamenty, jak każdy ustrój i każde czasy. Ale nie bardzo jest co gloryfikować w obecnym ustroju. Tym bardziej, że lepsze jutro było wczoraj i na kolejny zryw nie ma raczej co liczyć...
pozdrawiam,
M.

Bogusław_ZG
Bogusław_ZG pt., 2010-12-03 00:04

Mocne! :)

@Tiganza:

No cóż, teraz wszyscy chętniej zamieszkaliby pod mostem, ale w wolnym kraju,
niż w spółdzielczym M-3 w "zniewolonym".
Ci co są innego zdania boją się do tego przyznać, bo a nuż za każdym rogiem czai się policmajster jedynej słusznej wiary, tropiciel układów postkomunistycznych. :)))
Polacy uwielbiają zadawać sami sobie cierpienia.
Z jednej skrajności w drugą, nic po środku.
Za "komuny" było źle bo z budżetu szło na pensje partyjniaków.
Teraz jest dobrze bo z budżetu idzie 100 milionów na emerytury i
składki emerytalne dla sukienkowych,
a z naszych kredytów, oszczędności, idzie na pensje dla bankierów obcych banków.
Sami fundujemy Eldorado dla zagranicznych sieci handlowych, bo nasze PGR były beee, i trzeba było sałatę z Holandii sprowadzać.
Aaa, szkoda gadać. :))
Za nasze pieniądze niemiecki emeryt przyjedzie do heimatu ziemię dziadków
obejrzeć, nasz emeryt poprosi sąsiada by go pod szpital zawiózł, bo na taksówkę nie ma, a karetka do mogących chodzić nie przyjedzie.

Bogusia
Bogusia pt., 2010-12-03 11:56

Dziękuję za kolejne głosy w

Dziękuję za kolejne głosy w dyskusji, wszystkie są ciekawe i wnoszą wiele do mojego artykułu i opisywanego tematu. Tiganzy głos bardzo mi się podoba, chociaż w wielu sprawach z tym głosem zgodzić się nie mogę. Przywołanie wiersza Marii Konopnickiej "Wolny najmita", czemu nie, ciekawe. Sytuacja chłopa pańszczyźnianego z roku 1864. Kluczem do interpretacji tego utworu jest WOLNOŚĆ, jako elementarna wartość człowieka, jego najbardziej podstawowy przywilej. W wierszu, jak wiemy, okazuje się ona zgubna.
Czy nasza, Polaków, dzisiejsza wolność okazała się, okaże się zgubna? Jestem przekonana, że nie.
Prawdą jest, że dzisiaj nie jest łatwo, że wielu ludzi boryka się z trudnościami, brakiem pieniędzy i jest to, moim zdaniem, cena, jaką płacimy za czasy PRL.
Obecnie bardzo dużo zależy jednak od nas samych, a takiej możliwości, moje pokolenie nie miało .
W latach 80. w domu u Pani (Pana ?) - przepraszam, nie wiem z kim dyskutuję- zawsze szynka, mięso, łakocie, cytrusy? Cieszę się, że był ktoś, kto to miał, ale generalnie było to niemożliwe. Dzisiaj jeżeli nawet mogę kupić kilka plasterków tej szynki, to normalnie, bez nocnego czuwania w kolejkach, bez komitetów kolejkowych...nie, nie...to było straszne!
"Smutna rzeczywistość" - pisze Tiganza. I chociaż z podanymi przykładami się zgadzam, to jednak nadal uważam, że tamta była o wiele smutniejsza i jej powrotu nigdy bym nie chciała. Jeszcze raz podkreślam, że zdałam sobie z tego sprawę, gdy poznałam już tę inną, nie socjalistyczną rzeczywistość, bo wcześniej przecież jej znać nie mogłam.
Każdy może to inaczej odczuwać i oceniać. Dobrze, że wymieniamy się swoimi poglądami.

B.H.-D.