drukuj
Rafał Kurmański
Utworzono: 26-08-2010, godz. 19.27,
Ostatnia aktualizacja: 28-08-2010, godz. 14.18
Zdjęcie 1 z 1
Kategorie:
Tagi:
Rafał Kurmański
żródło: www.gazetalubuska.pl, fot.: Tomasz Gawałkiewicz
Zdjęcie pochodzi z: Rafał Kurmański (1982-2004): ,,Trafił na małe miasto gdzie żużel jest religią, i to taką złą religią"...

























Kontakt:
Na meczu żużla byłam tylko
Na meczu żużla byłam tylko raz w życiu niestety było to w dniu, w którym R. Kurmański popełnił samobójstwo. Szkoda młodego chłopaka ale tak to jest ,że "sukces ma wielu ojców a porażka jedną matkę". Tak naprawdę to chyba najważnieszy jest w życiu dom rodzinny gdzie można się schronić przed całym złem tego świata.
Rafał "jedziesz z nami"
To nie tylko koszulki, które były "modne" po śmierci Rafała. W rocznice te koszulki zakłada wielu kibiców idąc na stadion, ostatnio także Patryk Dudek.
Ja świetnie pamiętam jeden z biegów Kurmanka z Golloba na W69. Obaj zawsze lubili jeździć "po dużej", mijali się co chwile, obaj "szli" niesamowicie...Choć bieg wygrał Tomek Gollob, to biegu tego chyba nigdy nie zapomnę. Czy żużlowy fanatyzm w Zielonej Górze jest aż taki toksyczny? Chyba jednak nie...Trener Żyto chce zostać, PePe podpisał "dożywotni" kontrakt, próśb o ciszę i mniejsze zainteresowanie nie słychać...Presja? No tak, ale lepsza dla zawodnika jest świadomość, że kilkanaście tysięcy ludzi na trybunach zdziera gardła chcąc jego (tego zawodnika) zwycięstwa, czy też lepsza jest świadomość, że jak przegra to i tak bez znaczenia, bo jeździ tylko dla siebie? Sportowiec potrzebuje dopingu, wie jak to niesie. Sportowiec wie także, że mentalność kibica jest taka a nie inna. Raz jest chwalony a raz mieszany z błotem. Choć wszyscy wiedzą, że tak być nie powinno to jednak tak było, jest i zawsze będzie. Nie tylko w sporcie. Myślę, że nie istnieje żużlowiec, który mając do wyboru stadion w Zielonej Górze i taki jak np. w lidze angielskiej wybrałby Anglię.
Lorek? Mam wrażenie, że ten Pan wstydzi się swojego pochodzenia, a Falubaz uznaje za najgorszą drużynę zawsze życząc mu przegranej. Tak przynajmniej wynika z komentarzy owego w telewizji jak i w GL. Choć muszę przyznać, że od dłuższego czasu nie czytam tej części GL. Zdecydowanie bardziej wolę teksty Marcina Łady, który potafi przynajmniej rozbawić zdaniami typu "(...)"PePe" już nie rozstawia rywali po KONTACH" :) ..... :).....walutowych czy oszczędnościowych? :) (dla dociekliwych: 25.08.10, s. 16. )
Częścią "religii" (wg Lorka "złej religii" w Zielonej Górze jest pamięć. Nie tylko o sukcesach i porażkach, ale także o tych, którzy "magię Falubazu" zabrali na niebiańskie tory.
Lud czcił mistrza na "arenie"
Lud czcił mistrza na "arenie" gdy zdobywa punkty i okrążenia....oby ten sam lud nie zapomniał o mistrzu, gdy już go nie ma między nim i o tym jakich dostarczał wrażeń i emocji....
Coś się skończyło.....
Wspominam go do dziś, bardzo często. Zastanawiam się dlaczego tak się stało? Miał w sobie boży dar. Oglądało się go wspaniale. Dla mnie Rafał zawsze był bohaterem. Podziwiałem go. Kibice go kochali. Te młodzieńcze chwile spędzone na stadionie nie mogą pozostać w mojej pamięci bez niego. Bogowie umierają młodo...... dziwne, ale chyba prawdziwe.......Nie poznamy już prawdy. Od tamtej pory rzadko bywam na meczach. Coś dla mnie się skończyło.....To już nie to. Kogoś brakuje.....