drukuj
PEGI
Utworzono: 31-08-2010, godz. 16.39,
Ostatnia aktualizacja: 31-08-2010, godz. 20.52
Zdjęcie 1 z 1
PEGI
Zdjęcie pochodzi z: Czy oznaczenia PEGI na pewno mają sens?


























Kontakt:
W jaki sposób miałbym
W jaki sposób miałbym przyczyniać się do rozwijania takiego precedensu? Mówiąc o nim?
To nie tak!!!!
"Oznaczenia PEGI nie są wprowadzone od parady, tylko w konkretnym celu. Mają uniknąć sytuacji, kiedy 16-latek z patologicznej rodziny zabija dwójkę sąsiadów, bo nagrał się w strzelankę, która polegała na odrąbaniu głowy mieszkającemu w pobliżu człowiekowi, a potem grania nią niczym futbolówką. Oczywiście cały szum potem nagłaśniają media i gry okazują się wszystkiemu winne. Nie rodzice, nie sprzedawcy, tylko właśnie gry! Bo w telewizji nie mabrutalnych filmów, które są łatwiej dostępne niż gra za 99 zł ze sklepu. "Ale to tylko film" - tak, a gry to tylko kilka trójkątów zbitych w trójwymiarowy model."
Drogi norberdo, film a gra? Złe zbicie. Gra daje dziecku możliwość wyboru np. dobić, cze nie dobijać przeciwnika oraz wiele innych. Na film widz nie ma pływu a jedynie przyswaja obraz. Gra może wywołać ogromne emocje (podobnie film), bo tu gracz pociąga za spust w swoim namacalnym niemal świecie. Dlatego PEGI jak najbardziej tak, ale jak napisałem w moim "arcie", rodzice powinni rozmawiać z dzieckiem i wyjaśniać, że gra to fikcja, to tylko zabawa i wtedy gra będzie zbiciem pikseli tworzących świat oraz jego postaci.
Często tego wyboru w grze nie
@Piotr Jędzura:Często tego wyboru w grze nie ma i lecimy jak po sznurku - aby przejść dalej, należy pociągnąć za spust. Weźmy taką nieco już leciwą grę The Punisher za bardzo skrajny już przykład :) A przywołałem film w powyższym cytowanym fragmencie, aby pokazać jedynie to, że przemoc w filmach nie jest traktowana jako poważny problem wśród młodych ludzi, a mimo wszystko jest pokazana znacznie bardziej realistycznie :)
Piotrze
@Piotr Jędzura:Różnica jest taka, że film dzieje się poza nami. My tylko obserwujemy.
W grze - kontrolujemy sytuację. Podejmujemy decyzje. Działania.
Gdyby wirtualna agresja była karana - za oglądanie filmu dostalibyśmy wyrok w zawieszeniu za nie wyłączenie go. A za grę komputerową dostalibyśmy pełny i wysoki wyrok - bo stajemy się odpowiedzialni za to, co robimy.
Oczywiście jestem jak najdalszy od tego, by stawiać znak równości pomiędzy grą a życiem. Ale zapominamy o tym, że my wyrośliśmy bez gier, w realu. Współcześni młodzi ludzie dorastają w czymś pomiędzy realem a wirtualem. Jaki to będzie miało na nas wpływ? Nie mam pojęcia. Ale jestem za wprowadzaniem ograniczeń w kupowaniu gier przez młodzież. Jak z alkoholem i papierosami. A co.
Bardzo interesujace zdanie:
"Czemu więc jesteś w stanie kupić dziecku grę z flakami rozbryzgującymi się po całym ekranie, a zabraniasz oglądania aktu cielesnego podobnych tobie ludzi? Paradoks." - ano właśnie. Bo agresja jest bardziej "zaznajomiona" (telewizyjnie, medialnie), niż seksualność. Bo w wiadomościach TV zobaczymy ciała zabitych w jakimś konflikcie, ale nie zobaczymy kochających się par. To chyba przyczyna tego paradoksu.
Teraz co do artykułu. Poszerzył on moja wiedzę. Co prawda nigdy nie zwracałem na te oznaczenia uwagi, bo wiem, jaką grę kupuję (najczęściej widziałem ją w działaniu u kogoś lub grałem w demo). Wiadomo, że sprzedającemu zależy, by grę sprzedać - zwłaszcza tatusiowi, który ma więcej niż 18 lat, więc sprzedawca może udawać, że sprzedaje grę tatusiowi, a nie jego dziecku.
...
(anegdota - przypomina mi to sytuację, gdy znajomy opowiadał, jak to obserwował tatusia kupującego dziecku kreskówkę. Dziecko miało jakieś 7 lat. A "kreskówką" był... South Park)