Zaproponujmy modę na bywanie w sali widowiskowej "Prezydenckiej"
Chciałbym abyśmy sobie uświadomili, że miasto Zielona Góra liczące 120 tysięcy to przynajmniej 80 tysięcy aktywnych kibiców sportowych albo miłośników imprez muzycznych ale też widzów pragnących oklaskiwać oryginalne przedstawienia teatralne.
Przejdę do konkretów:
W zakresie sportowym: co najmniej trzy razy w miesiącu widownia zapełni się kibicami dopingującymi miejscową drużynę ligową.
Można jeszcze wynajmować salę dla miejscowych firm organizujących integracyjne festyny zręcznościowe dla całych rodzin. Chyba co miesiąc jedna by była.
A kibice żużlowi lubią się spotykać poza sezonem aby pośpiewać swoim idolom i posłuchać ulubionego warkotu motoru żużlowego.
A gdyby organizować zawody rodzinnych, sąsiedzkich czy środowiskowych drużyn w piłkę kopaną czy rzucaną? Zaoferować udział innym miastom.
Jeszcze dochodzą prestiżowe mecze reprezentacji miejskiej w rywalizacji z przyjaciółmi z miast bliźniaczych. Któż by nie chciał pokibicować Naszym wygrywającym z Francuzami czy Niemcami?
A teraz koncerty muzyczne. Przy posiadaniu takiego silnego środowiska jazzmanów aż głupio byłoby przynajmniej dwa razy w miesiącu nie wystąpić przed szeroką publicznością.
Oczywiście także dwa-trzy razy w miesiącu można zagrać muzykę popularną z udziałem zespołów gościnnych.
Jeśli Hala Ludowa we Wrocławiu może zapełnić się po kilkakroć przedstawieniem operowym to My, Zielonogórzanie będziemy gorsi?
Nasza marka to kabarety. Jeśli grudniowy festiwal pęka w szwach sali Gagarina to wygodniej będzie na Sulechowskiej. I oprócz zimowego zróbmy edycję wiosenną.
A co stoi na przeszkodzie w organizowaniu nawet kilka razy do roku szalonych balów przebierańców? Będzie trzeba rezerwować miejsca (i hotele) dla bogatych gości z Niemiec, z Poznania czy Dolnego Śląska.
A co stoi na przeszkodzie w zorganizowaniu ogólnopolskiego turnieju jazdy na rolkach czy innych gier zręcznościowych. Że inni tego nie robią? To Zielona Góra niech będzie pierwsza.
I jeszcze przynajmniej dwa razy w miesiącu sala może się wypełnić obywatelami pragnącymi bezpośredniego spotkania z posłem, naszym lubuskim ale Pani Bożenna namówi nawet premiera czy Polikota.
W ewentualnych wolnych terminach można salę udostępnić na wystawy i targi meblowe, samochodowe czy rolnicze.
Pamiętam frekwencję na imprezach Warki, gdy z prezydentką miasta kibicowaliśmy naszej reprezentacji ubranej w trzy miejskie barwy.
Przy okazji przypomnę, że na polityczne spotkanie z Korwinem Mikką czy Tymińskim opłacało się wstęp. Trzeba tylko zasugerować Zielonogórzanom modę na bywanie w sali sportowo-widowiskowej imienia Janusza K. - czy jak ją szybko ochrzcimy?
A właściwie czy nie może się nazywać Hala Prezydencka?
Ale to osobny temat a ja chciałem poprosić dyrektora Tomasza Nesterowicza aby nie obniżał obywatelskiego apetytu na cieszenie się częstymi pobytami w Naszej, Zielonogórskiej Hali Prezydenckiej!



























Kontakt:
Na wskroś nowoczesna hala
będzie w każdym miejscu dostępna dla osób na wózkach. Buźka