Zamek ergo Pietruszka, rycerz herbu T-mobile, czyli kabaretowa zabawa z publicznością
Docieram na miejsce, jak zwykle nieco spóźniona, bo jakże mogłoby być inaczej, w progu wita mnie grupka ciekawskich zaglądających do środka. Czyżby nie było już miejsc? Nie, po prostu z jakiś względów chłopcy wolą sobie postać w progu, gdzie swoją drogą niewiele widać, a jeszcze mniej słychać. Znajduję jakieś miejsce przy półkach z wyschniętym pieczywem (trzeba przyznać, że wystrój klubu jest naprawdę świetny, ogromna sala, gdzie monotonnie ścian wyłożonych prostymi kafelkami rozbijają drzwiczki pieców chlebowych) i wsłuchuję się w dialogi, wpatruję w poczynania improwizujących z Inicjatywy Scenicznej Fruuu.
Motyw przewodni: średniowieczny świat wielkich rycerzy, potyczek, gdzie im więcej krwi tym lepiej i grubo zakrapianych trunkami posiedzeń przy pieczonym mięchu. Miejsce: zamek o wdzięcznej nazwie Pietruszka (wysublimowany? pomysł publiki). Uczestnicy: rycerze herbów o wdzięcznej nazwie Orzeszek i T-mobile, a także ich giermkowie, a i zapomniałabym, widzowie.
Trzeba przyznać, że występy oparte na improwizacji do najłatwiejszych nie należą. Moimi mistrzami w tej kwestii są komicy z jakże genialnego show „Whose line is anyway?". Ale porównywać nie zamierzam, więc do rzeczy. Jak zatem wypadła grupa Fruu?
Cóż, na scenę wkradł się chaos. Wkradły się też niewybredne teksty typu, „na wojnie są k***y, k***y, k***y", mniej ambitne żarty zakrapiane seksizmem śmieszą. I niestety wciąż mają one przewagę nad humorem opartym na nieco wyższych aspiracjach. Ale, nie mogę powiedzieć, że nie było śmiesznie, trafiały się tekstowe złote strzały, tyle, że jakiś niedosyt pozostał. I nie jest to moje odosobnione zdanie. Po wszystkim miny aktorów raczej nie kryły niezadowolenia.
Tematyczne zapętlenie występu było dla Inicjatywy Scenicznej Fruuu czymś, co wdrażali w życie po raz pierwszy, dlatego też należy się im doza wyrozumiałości, wszystko jeszcze przed nimi.
Reasumując było dobrze, i na takiej ocenie skończę.































Kontakt:
Polecam
7x1 w Kawonie, fajne kabaretowe improwizacje.
To o Gorzowie nic nie było (choćby tym z legend)?
Prócz seksu właśnie to jest lokalny pewnik...
Dla mnie od dawna na scenie kabaretowej nie ma nic śmiesznego poza Hrabi i Mumio. Ale może to już starość.