drukuj

Zagubi(ni)eni

Gubin - kładka

żródło: www.gubin.pl

Zapraszam do przeczytania mojego opowiadania, które zdobyło wyróżnienie w konkursie literackim im. T. Firleja w Gubinie.

Wrześniowy sobotni poranek przyniósł obu miastom pogodne przedpołudnie. Skąpane w słońcu dachy domów i fasady kamienic tworzyły sielski małomiasteczkowy obrazek. Chłodny i rześki wiaterek z północy wieszczył rychły koniec letniej kanikuły. Mieszkańcy Gubina i Guben wykorzystali ładny dzień na zrobienie zakupów. Zewsząd dochodził dwujęzyczny gwar żywo prowadzonych rozmów i terkot samochodów przekraczających granicę. Mateusz na dłuższą chwilę zatrzymał się na moście granicznym. Spojrzał w stronę Wyspy Teatralnej. Jako pracownik gubińskiego magistratu odpowiedzialny za współpracę międzynarodową chodził tędy kilka razy w tygodniu, ale dopiero dziś pierwszy raz tego roku dostrzegł, że liście drzew zaczynają przybierać złocisty kolor.

Z każdą chwilą uświadamiał sobie bardziej, że najprawdopodobniej dziś zobaczy Christine ostatni raz w życiu. Jeszcze rok temu kiedy zderzał się z tą rzeczywistością nie docierał do niego fakt, że jego „Krysia" – jak nazwał ją jeszcze w przedszkolu – zamierza ułożyć sobie życie z innym mężczyzną i zaraz po studiach wyjedzie razem z tamtym do Stanów Zjednoczonych prowadzić skomplikowane badania z dziedziny biotechnologii. Nie zwodziła go zeszłego lata kiedy z powagą w głosie zakomunikowała mu, że już nigdy się nie zobaczą. Od tamtego dnia jego marzenia legły w gruzach. Coraz bardziej izolował się od otoczenia i spędzał czas w czterech ścianach otoczony ołtarzem zdjęć i pamiątek po utraconej miłości.

Była jego heroiną od najmłodszych lat. W ramach eksperymentu Przedszkole nr 3 w Gubinie nawiązało współpracę z przedszkolem „Waldhaus" w Guben, w ramach której odbywały się wspólne zajęcia dla dzieci z obu krajów. Tego dnia, 10 października 1993r., kiedy pierwszy raz ją zobaczył przerywając budowanie wieży z drewnianych klocków, płakała. Ujęły go jej włosy błyszczące jak promienie słońca, które sterczały we wszystkie strony.

- Christine. – zwróciła się do niej przedszkolanka.

- Christine, czyli Krysia. – rezolutnie zauważył się Mateusz pochylając się nad małą Niemką. Momentalnie przestała płakać. Z zaciekawieniem podniosła głowę w stronę chłopca, który szczerzył do niej wyszczerbioną szczękę.

- Krysia. – powtórzył rozbawiony wskazując na nią palcem.

- Christine. – Dziewczynka głośno i wyraźnie wypowiedziała swoje imię. Pochmurny wyraz twarzy zastąpił skąpy uśmiech. W chłopcu obudziła się potrzeba pokazania Christine przedszkolnego królestwa. Niewiele mogła zrozumieć kiedy wskazywał jej na zabawki opowiadając historie związane z rekwizytami, ale i tak przez cały dzień cicho chichotała się i nie odstępowała go ani na krok. Kiedy zajęcia kończyły się instynktownie wziął kartkę papieru i namalował duże czerwone serce. Dla niej. Zabrała je ze sobą. W oknie autobusu widział małą rozpromienioną osóbkę, która machała do niego na pożegnanie. Od tamtego dnia codziennie dopytywał się rodziców i personelu przedszkola kiedy znów będzie mógł zobaczyć „Krysię". Zaskakujące, ile żalu i tęsknoty może się zmieścić w małym serduszku pięcioletniego dziecka.

W trakcie czasu spędzonego w przedszkolu widzieli się jeszcze trzykrotnie. Za każdym razem Mateusz wypatrywał w gąszczu rozwrzeszczanych głów niedbale uczesanej drobniutkiej blondyneczki, z którą nie rozstawali się ani na chwilę. Któregoś dnia podarowała mu małą błyszczącą ozdobę. Mimo że nie znał jeszcze żadnego niemieckiego słowa zrozumiał, że dała mu skarb i chciała żeby go strzegł. Teraz, stojąc oparty o barierę mostu jego palce wodziły po wyświechtanym „klejnocie", który miał zawsze przy sobie. Czuł ściskanie w dołku kiedy myślał o niej. Nie sposób zliczyć ilu nocy nie przespał tęskniąc i płacząc wtulony w poduszkę. Każdą dłuższą chwilę rozłąki rekompensował mu jej uśmiech i dotyk.

Dla niej chciał jak najszybciej nauczyć się niemieckiego by móc swobodnie wyrażać swoje uczucia. Podczas gdy inne dzieci uczyły się nazw kolorów i zwierząt, on kaligrafował w swoim zeszycie zwroty „Ich liebe dich" i „mein Schatz". Wysyłał listy zagranicę pod adres mieszkania, które leżało niespełna tysiąc metrów od jego domu. Z czasem zaczął otrzymywać też odpowiedzi od niej. Kolorowe, pachnące, starannie napisane. Wszystkie kolekcjonował w zamykanej na klucz szufladzie biurka. Okoliczności sprawiły, że nie widywali się przez kilka lat, ale ani na chwilę nie przestawał o niej myśleć. W 1998 roku Christine wyjechała z rodzicami w głąb Niemiec. Jej ojciec dostał pracę w zakładach Siemensa w Wuppertal i rodzina postanowiła skorzystać z tej szansy. Mateusz z trwogą otworzył atlas geograficzny żeby przekonać się jak daleko wyjeżdża Christine. Uświadomił sobie, że przeprowadza się do sporego miasta w najbardziej uprzemysłowionym regionie Niemiec. Trochę zazdrościł jej kolorowego wielkomiejskiego klimatu, który pamiętał ze swojej wycieczki do Berlina. Nade wszystko, tęsknił jeszcze bardziej i przeklinał ustroje, polityków i rządy, które stały na przeszkodzie temu żeby mogli się swobodnie spotykać. Już wtedy miał wykrystalizowane poglądy na temat granic, które fizycznie i mentalnie dzielą ludzi. Od kiedy język przestał być dla niego barierą w kontaktach z zachodnimi sąsiadami widział wyraźnie hipokryzję pseudotolerancyjnych władz, które pielęgnowały w ludziach uprzedzenia. Dostrzegał także doświadczenia mieszkańców Gubina i Guben, którzy rozumieli, że kampania uprzedzeń prowadzi do nieszczęść i tragedii. Bardzo szybko zrozumiał, że humanizm nie rozróżnia ludzi ze względu na rasę i narodowość i tak samo nie potrafił zrozumieć dlaczego przykłady nacjonalistycznych zachowań po obu stronach granicy nie spotykały się z publicznym napiętnowaniem. Wręcz przeciwnie, ohydne napisy na murach szerzące hasła nienawiści do obcych po obu stronach granicy całymi latami widniały na murach, sprawiając trochę mylne wrażenie jakoby oba narody dzieliła jawna wrogość. W rzeczywistości mieszkańcy Gubina i Guben stopniowo integrowali się coraz bardziej, choć nie brakowało po obu stronach Nysy także osób skrajnie uprzedzonych i nieufnych.

W 2000 roku rodzice Christine rozwiedli się. „Krysia" wraz z matką wróciła do Guben, a jej ojciec został w Wuppertal i coraz rzadziej utrzymywał kontakty z córką. Mateuszem kierowały ambiwalentne uczucia. Z jednej strony cieszył się z powrotu ukochanej dziewczyny, z którą od teraz mógł się spotykać niemal codziennie. Z drugiej strony nie mógł nie zauważyć jak Christine cierpi z powodu rozwodu rodziców i jak bardzo tęskni za ojcem. Trudne doświadczenia rodzinne zmieniły dziewczynę. Stała się bardziej arogancka w stosunku do starszych, coraz częściej używała alkoholu i zaczęła palić papierosy. Tylko w towarzystwie Mateusza, który godzinami patrzył w jej duże zielone oczy, stawała się spokojniejsza. Powoli traciła dziecinną radość i entuzjazm, które towarzyszyły jej przez całe dzieciństwo. To był wciąż ta sama drobna blondyneczka z włosami jasnymi jak promienie słońca, ale w środku stawała się młodą kobietą potrzebującą się wyrazić poprzez zachowanie i styl ubierania się.

Pamiętał dobrze dzień kiedy otworzyła mu drzwi, a na jej głowie zobaczył różowe włosy. „Cholera" – pomyślał sobie. Miał do niej pretensje, że zmieniła kolor włosów nie pytając go o opinię. Był w szoku, że tak barbarzyńsko potraktowała część siebie, którą ukochał najbardziej. Jeszcze tego samego popołudnia kiedy trzymał ją za rękę uświadomił sobie, że dla niego to wciąż najpiękniejsze i najdroższe włosy na świecie.

Nie mógł sobie przypomnieć w jaki sposób doszło do tego, że pierwszy raz kochali się i dlaczego wybrali sobie na miejsce seksualnej inicjacji Wieżę Dziewiczą. Bardzo często powtarzał od tamtej chwili, że ta budowla nie może już być nazywana wieżą dziewiczą i że sprawą ich uczynku bezpowrotnie utraciła swój atrybut. Nie rozumiała tego dowcipu i nie był dla niej śmieszny ani odrobinę. Rozumiała za to dobrze uczucie, którym ją obdarzył. Ufała mu, bo wiedziała, że jest jej bezgranicznie oddany. Choć sam przepłakał za nią z tęsknoty wiele dni i nocy, dla niej zawsze był wsparciem w trudnych chwilach i sprawiał, że czuła się dobrze.

W ciągu kilkunastu lat, w trakcie których rozumieli się niemal bez słów, jeden jedyny raz jego reakcja, a właściwie jej brak sprawiła jej zawód. Nigdy na ten temat nie rozmawiali, ale Mateusz wiele razy zastanawiał się czy w tamtej chwili mógł się zachować inaczej. Mieli wtedy oboje po trzynaście lat. Wraz z grupą przyjaciół, w której znajdowali się zarówno Polacy jak i Niemcy fetowali piętnaste urodziny Markusa na Placu Chrobrego. Kiedy już się ściemniło ulicą przemaszerowała grupa polskich skinheadów, którzy w alkoholowym upojeniu wznosili antyniemieckie okrzyki, rysowali na murach swastyki i szubienice. A oni wszyscy bez reakcji siedzieli na ławce przyglądając się w ciszy tej antyludzkiej demonstracji siły i nienawiści. Jedyne na co zdobył się wtedy, to mocniej uścisnął rękę „Krysi". Tamto wydarzenie trwało niespełna dziesięć minut, ale stanowiło niedomówienie, które stale żyło w ich głowach. Czy mógł wtedy zareagować inaczej? On, nastoletni szczypior przeciwko bandzie potężnie zbudowanych pijanych fanatyków? Mimo że czasem tłumaczył sam sobie, że nie mógł wtedy nic zrobić, trudno było mu się pogodzić z bezradnością i brakiem odważnego sprzeciwu ze swojej strony. Miał pretensje do samego siebie, że w obronie wartości, które wyznawał nie stanął im na drodze i nie pozwolił im poturbować się.

Dwa lata później ona okazała się odważniejsza kiedy z przyjaciółmi przebywali w galerii centrum handlowego w Guben. Jeden z klientów supermarketu zgłosił kradzież dużej ilości gotówki i zamknięto cały kompleks handlowy. Momentalnie zaroiło się od policji. Funkcjonariusze usłyszeli, że Mateusz rozmawiał ze swoim kolegą po polsku i momentalnie powalili ich na ziemię w celu obszukania i zakucia w kajdanki. Wtedy Christine wpadła w szał i rozpętała piekło. Na początku zażądała oswobodzenia chłopaków, a gdy to nie poskutkowało, zaczęła ich szarpać i wyzywać. W rezultacie całego zajścia Mateusz dostał imienne pisemne przeprosiny od policji w Guben, ale „Krysia" musiała się tłumaczyć z przestępstwa ataku na funkcjonariusza policji.

Dochodziła godzina jedenasta kiedy zdecydował się pójść dalej. Zaraz za mostem granicznym skręcił w lewo i szedł niedaleko brzegu rzeki. Miał jeszcze sporo czasu i niespiesznie snuł się uliczkami Guben. Niemal każde z miejsc w tym mieście miało dla niego sentymentalne znaczenie. Z każdym z tych miejsc wiązała się jakaś wspólna historia z lat młodości. Gospoda Joachima Fricke na Forster Straße nie była wyjątkiem, ale skojarzenia z tym miejscem nie były miłe. W tym miejscu w zeszłym roku byli na imprezie z narzeczonym Christine - Matthiasem i Mateusz nie miał z tym wydarzeniem miłych wspomnień. Od samego początku nie przypadł mu do gustu. Dostrzegał w nim niczym nieuzasadnione poczucie wyższości do niego – Polaka, ale i do Christine, którą traktował jak gorszą Niemkę. „Ossi" odnoszące się do Niemców pochodzących z byłej Niemieckiej Republiki Demokratycznej w jego ustach brzmiało jak obelga. Matthias swoje poczucie wyższości wywodził też ze swojego szlachetnego urodzenia i dorobku naukowego, którym nieustannie się chwalił. Był kimś kogo często określa się mianem geniusza, co w jego mniemaniu pozwalało mu na brak szacunku dla innych ludzi.

Mateusz byłby w stanie przeboleć to, że nie szanuje jego, ale trudno mu było zaakceptować fakt, że nie szanuje „Krysi", która była wpatrzona w Matthiasa jak w wyrocznię. Mateusz w pewien sposób sam siebie obwiniał za ten stan rzeczy. Służył Christine pomocną dłonią i można było na niego liczyć w każdej sytuacji i pewnie dlatego zafascynował ją typ „złego chłopca", przepełnionego paradoksami. Uzdolniony, ale niegrzeczny. Perfekcjonista z lekceważącym podejściem do życia. Pociągało ją w nim to, że nie była całym jego życiem i musiała sama o niego zabiegać. Kiedy ją ranił, płakała, ale lgnęła do niego jeszcze bardziej. Wędrując „na okrętkę" ulicami Guben, Mateusz pierwszy raz wziął pod uwagę możliwość wyjechania daleko stąd. Nie wyobrażał sobie, że kiedy już „Krysia" wyjedzie, on zapomni o tych wszystkich miejscach, o jej uśmiechu, sposobie mówienia gestykulacji. Gdyby miał taką moc sprawczą na pewno dopilnowałby żeby miasta Gubin i Guben wyburzyć i wymazać z kart historii. Chciałby wymazać z pamięci także historię swojego życia, która zawsze była historią bolesnej miłości Polaka i Niemki.

Niedaleko Altsprucke spojrzał na zegarek i przyspieszył nieco kroku żeby nie spóźnić. Z oddali dojrzał letni ogródek Toms Club na Otto-Thiele Straße. Przy jednym ze stolików siedziała delikatnie pochylona nad kartą dań drobna kobieta, której nie mógłby pomylić z żadną inną. Jej włosy błyszczały w słońcu niczym aureola niebieskiej istoty. Rzadko kiedy przychodziła przed czasem, ale tym razem było inaczej. Musiała być dużo wcześniej, bo na stoliku zdążyła się pojawić filiżanka kawy. Był zaskoczony, że założyła wygodne dżinsy i T-shirt. Pamiętał, że kiedy byli razem nigdy nie ubierała się inaczej, ale od kiedy zaczęła spotykać się z Matthiasem zmieniła styl na bardziej formalny.

Na powitanie pocałowała go w policzek i objęła go przyjaźnie. Poczuł nutkę delikatnych perfum na gładkiej skórze. Jej duże zielone oczy wyrażały radość i niepewność, co nie uszło jego uwadze. Usiadł naprzeciwko niej i przypatrywał jej się przez chwilę, czekając na obsługę lokalu. Rozmowa zeszła na mało znaczące tematy. Zresztą, Mateusz był przekonany, że najbardziej istotne decyzje już zapadły i wiążące rozstrzygnięcia nie zostały podjęte po jego myśli. Mimo tego było mu z nią dobrze w tej chwili. Odprężał go jej głos. Dużo łatwiej było mu zachwycać się harmonią zabudowy na Altsprucke kiedy Christine była blisko. Spotykali się w Toms Club od wielu lat bo tylko w tym miejscu mogli się napić kawy, którą kiedyś jednogłośnie ocenili jako najlepszą na świecie. Chlubą tego miejsca od wielu lat pozostawał kultowy ekspres ciśnieniowy Krupsa z 1967 roku. Sędziwy barista szczycił się, że w urządzeniu nigdy nie parzono innej kawy niż ziarnista arabica od Rizziego. Mimo tego ostatnimi czasy kiedy odwiedzał to miejsce sam, odnosił wrażenie, że to nie jest ten sam niezapomniany smak. Teraz, kiedy siedziała naprzeciwko znów dostrzegał głębię aromatu, którą przez wiele lat ubóstwiali.

Rozmawiali przy stoliku na zewnątrz już prawie dwie godziny zanim gospodarz obiektu nie ostrzegł ich przed nadchodzącą ulewą i nie zaprosił do środka. Było im trochę zimno i oboje zdążyli zgłodnieć. Momentalnie spadł deszcz i zapowiadało się, że nie przestanie padać zbyt szybko. Nie przeszkadzało im to ani trochę. Połykając kolejny kęs wołowego sznycla Mateusz uświadomił sobie, że musi wreszcie wypowiedzieć to co mu leży na sercu:

- Wiesz, nie wyobrażam sobie tego, że kiedy stąd wyjdziesz, już więcej cię nie zobaczę. – zaczął nieśmiało. Chciał zebrać myśli żeby wyrazić to wszystko co czuje kiedy przerwała mu zdecydowanie.

- Może nie będziesz musiał... - jej słowa zabrzmiały zagadkowo. Nie dalej jak miesiąc wcześniej dowiedział się od przyjaciela Christine, że Matthias już jest w Baltimore i niemal wszystko jest przygotowane na jej przyjazd. Teraz nie rozumiał co ma na myśli.

- Rozstaliśmy się z Matthiasem i nie chce mi się więcej mówić na ten temat. Za to chcę mówić dużo o tym, że zrozumiałam, że kocham tylko ciebie i chcę z tobą być. Długo to do mnie docierało, ale w końcu dotarło. – Christine w końcu opowiedziała o niespodziance, którą przygotowała dla zaskoczonego Mateusza. To brzmiało tak niewiarygodnie, że jeszcze przez dłuższą chwilę nie docierało do niego. Dziewczyna trzymała jego rękę, która delikatnie drżała i wpatrywała się w jego przeszklone oczy. Takich emocji nigdy nie zobaczyła w oczach Matthiasa, który w większym stopniu ekscytował się udanymi eksperymentami niż jej nagim ciałem.

- To brzmi jak sen... - brzmiały pierwsze słowa Mateusza kiedy już był w stanie cokolwiek powiedzieć.

- Ale to nie jest sen. – zaprzeczyła „Krysia" – Mam nadzieję, że mi wybaczysz, że zwątpiłam w naszą miłość. Nie jestem w stanie wyobrazić sobie jak mogłam być aż tak ślepa. Ta cała historia z Matthiasem pozwoliła mi jeszcze bardziej uświadomić sobie, że ja jestem dla ciebie, a ty jesteś dla mnie.

Mateusz nie dawał za wygraną. Wiedział, że zostawia nie tylko Matthiasa, ale i świetlaną przyszłość naukowca w najbardziej rozwojowej jednostce naukowej na świecie.

- Ale co z twoją karierą? – zapytał zdezorientowany.

- Nie będzie źle. – odrzekła dziewczyna – Na Uniwersytecie Technologicznym w Cottbus mają plany rozwinięcia badań w dziedzinie inżynierii medycznej i właśnie ja miałabym im w tym pomóc. Tę propozycję dostałam już jakiś czas temu, ale wcześniej nie brałam jej pod uwagę.

Przytuliła się do niego i delikatnie musnęła ustami jego policzka. Nie wypadało, żeby w restauracji obściskiwali się jak nastolatki, ale właśnie na to miała ochotę. Patrzyła na niego spragnionymi lubieżnymi oczyma. Za oknem szalała ulewa. Mogli zamówić taksówkę, ale Christine miała inny pomysł. Pobiegł za nią przez deszcz prosto do jej mieszkania na Blumenweg. Zmoknięci i zdyszani zamknęli za sobą drzwi. Szybki oddech i rozgrzewający rum jeszcze bardziej rozbudziły ich uśpione pragnienia...

***

Wręczenie nagród i wyróżnień odbyło się wczoraj w Bibliotece Miejejskiej w Gubinie. Byłem zachwycony atmosferą wydarzenia i jej oprawą. Gubińskiemu Towarzystwu Kultury należą się słowa uznania za niezwykłą prężność działania.

Nade wszystko chcę podziękować za miłe przyjęcie mojego opowiadania. Mimo że nie było takiego planu, udało mi się wzruszyć osoby, których to opowiadanie pośrednio dotyczy. Za każde dobre słowo, które usłyszałem serdecznie dziękuję.

Dziękuję też mojej koleżance, która wskazała mi udział w konkursach literackich jako drogę do wydania własnego opowiadania. Takie chwile jak wczoraj naprawdę pozwalają nabrać wiatru w żagle.

Zdjęcia

  • Gubin - kładka
MM-kowicz pełną gębą :)
AmIright
Autor:AmIright

Zaloguj się lub utwórz konto, by oceniać

Komentarze
barszczewska
barszczewska ndz., 2011-12-18 17:01

brawo

czytałam z zaciekawieniem i nawet oczy mi się zaszkliły. Gratuluję.

barbara
Szwedka59
Szwedka59 ndz., 2011-12-18 22:43

Bardzo, bardzo mi się to

Bardzo, bardzo mi się to opowiadanie podobało. Pewnie jeszcze nie raz do niego wrócę. Lubie opowiadania z Happy endem.
Pozdrawiam.

Śnieżka
Bogusia
Bogusia wt., 2011-12-20 15:05

GRATULUJĘ!

Wcale mnie nie dziwi to wyróżnienie. Przeczytałam z zainteresowaniem i dużą przyjemnością.

B.H.-D.
Milena
Milena wt., 2011-12-20 23:55

Ehhh....takie historie

Ehhh....takie historie romantyczne to tylko w filmach i książkach :)
Pewnie, że to wiatr w żagle! Warto brać udział i próbować własnych sił, starać się zwłaszcza, że sprawia to radość :)
Gratuluję!