Z roweru widać więcej, niż z auta (7) - mieszanina kultur na Podlasiu
Możemy cieszyć oczy nowymi krajobrazami ale i też poznać wiele z naszego dziedzictwa kulturowego.
Myślę tutaj o architekturze, rozwiązaniach urbanistycznych ale za najważniejszą w/g mnie uznać należy możliwość bezpośrednich rozmów z ludźmi.
Wiele godzin rozmów z rdzennymi mieszkańcami pozwala na inne spojrzenie na życie, inne od tego, które znamy my, Lubuszanie. Tam życie toczy się spokojnie, bez pośpiechu, szczególnie na wsi.
Może to dzięki wiatrom historii , które zostawiły swój ślad w mentalności ludzi.
Podlasie za Bolesława Chrobrego należało do Polski. Od połowy XI wieku znalazło się pod panowaniem Rusi Kijowskiej i Wołyńskiej. XII wiek to ponowne panowanie książąt polskich a XIII i XV to podział Podlasia między Mazowsze i Litwę.
W XV wieku za 6 tys. kop groszy praskich zostało sprzedane Wielkiemu Księstwu Litewskiemu by w 1569 w wyniku podpisania Unii Lubelskiej wrócić do Królestwa Polskiego. Podzielone zostało ponownie w rezultacie umów o rozbiorach Polski, pomiędzy Austrię I Prusy a poźnie część przejęła Rosja. Dopiero w 1919 Podlasie w całości wróciło do Polski
Ludność Podlasia stanowią Polacy, Białorusini i Ukraińcy więc nie dziwi tam, że trzy osoby rozmawiając ze sobą używają trzech języków. Nie przeszkadza to im rozumieć się doskonale.
Spotkaliśmy wielu ludzi, którzy znają nasz województwo i miasto lub mają na naszych ziemiach rodziny. W Grądach pod sklepem rozmawialiśmy z mężczyzną, który na widok proporczyka Zielonej Góry rozczulił się i po długich wspomnienia prosił by pozdrowić Grażynę do której smolił cholewki w młodośći. Okazała się naszą wspólną znajomą.
W Rutkach Kossakach w sklepie poznajemy pana, który mile wspominał czasy gdy mieszkał i pracował w Świebodzinie. Chraboty, to kolejne spotkanie, z byłym żołnierzem z Żagania a za kilka kilometrów na polnej drodze do Rzepiewa ucięliśmy sobie pogawędkę z rolnikiem, którego siostra mieszka w Nowej Soli a kuzynka w Zielonej Górze. Obiecaliśmy przekazać pozdrowienia.
Uzyskaliśmy od niego ciekawą informację, że od następnej wsi , t.j. od Knorozów zaczynają się tereny prawosławia.
I rzeczywiście, zamiast kościołów napotykamy tylko cerkwie.
Wioski, to w 90 % zabudowa drewniana. Uwagę zwracają szerokie ulice, tak na wsiach jaki i w miastach oraz nawierzchnie ulic tak równe jak niemieckie autostrady. Tak było m.in. w Hajnówce i Białowieży.Jak oni to robią ? W Hajnówce w oczy rzuca się kontrast zabudowy mieszkaniowej - wzdłuż ulicy ciągnie się niska, kolorowa zabudowa drewniana a wszystko to na tle nowoczesnych blokowisk.
Od Zubowa, gdzie zobaczyliśmy pierwszą cerkiew, tablice z nazwami miejscowości są w dwóch językach, polskim i białoruskim. Dla nas jest to nowość, której nigy nie spotkaliśmy na trasach rowerowych.
W Nowoberezowie zagadnął do nas jeden z mieszkańców, który zobaczył proporczyk Zielonej Góry. Okazało się, że zna Zieloną Górę z czasów gdy przemycał papierosy do Niemiec. Do rozmowy przyłączyło się kilkanaście osób, przez dwie godziny opowiadaliśmy o nasze wyprawie dookoła Polski. Zapraszają nas na nocleg podobnie jak poprzedni rozmówcy lecz rezygnujemy – szkoda dnia na postój.
Nieco więcej czasu przeznaczamy na zwiedzenie Puszczy Białowieskiej. Mieszkańcy Białowieży narzekają na postępującą komercjalizację wsi, twierdzą, ze za kilka lat będą podobni do nadmorskich kurortów, będzie u nich jeden wielki jarmark.
W Istoku, to już na trasie w kierunku Bugu, ucinamy sobie pogawędkę przy kawie z mieszkańcami wsi. Wszyscy oni między sobą rozmawiają po białorusku.
W Milejczycach zatrzymujemy się przy drewnianym kościółku liczącym sobie prawie 600 lat. Zaciekawiła nas jego historia. W ciągu ostatnich 300 lat w wynku historycznych zawirowań, był on kilkarotnie naprzemian , to cerkwią, to kościołem katolickim.
Budownictwu sakralnemu planuję poświęcić kolejny artykuł.
Każdy km trasy przynosi nowe poznawcze doznania. Rodzą się marzenia by w przyszłości wrócić tutaj na dłużej, szczególnie gdy poznajemy tereny nadbużańskie.



































Kontakt:
Podziwiam za hart.
Taaakie wyprawy na rowerze?
Szacun! Jam mówią młodzi duchem. :))
podziwiam Pana Pintaliano
miałam okazję Go poznać na wycieczce- mojej pierwszej z Lubuszaninami 73, bardzo mu dziękuję i Jego sympatycznej żonie za miłe przyjęcie i dodanie siły i odwagi, by w tej wycieczce uczestniczyć.
Swietne relacje z wypraw rowerowych- zazdroszczę, ale w pryzszłym roku mam nadzieję, że coś wykombinuję na miarę moich możliwości