drukuj

Z punktu A do punktu B z książeczką autostopowicza w dłoni

Złapać "stopa"

I dojechać do celu... (sxc.hu)

Na pewno, gdy zadałabym pytanie: Jakie znacie metody na przemieszczenie się z punktu A do punktu B? - padłoby wiele odpowiedzi. A to metoda kierowcy, a to metoda rowerzysty itp. A czy ktoś z Was wymieniłby autostop?

Autostop - zjawisko, które niestety bardzo szybkim krokiem odchodzi na emeryturę. Kiedyś cieszące się ogromną popularnością, teraz wręcz zapomniane, ba niechciane. Niektórym kojarzy się negatywnie. Ale znajdzie się też i spora grupa, która na samą myśl o podróżowaniu w ten oto (wcale nieprosty) sposób, uśmiecha się od ucha do ucha. Moja reakcja jest oczywiście podobna. Jeszcze kilka lat temu nie wyobrażałam sobie wyjechania gdziekolwiek pociągiem, czy też autobusem. Oczywistą sprawą było, że żadne tego typu pojazdy nie wchodzą w grę. Nawet autobus szkolny nie wpisuje się w moje karty pamięci. Podróżowałam tak razem ze znajomymi dobrych kilka lat. Niestety z roku na rok zauważyliśmy tendencję spadkową. Nas - czyli autostopowiczów, zaczynało być coraz mniej i mniej. Dlaczego? Ha! Są dwie przyczyny:

1) Ludzie zaczęli mieć coraz większe obawy przed obcymi osobami. Przyczyną tego był wzrost przestępczości, horrory oraz wcześniejsze kontakty z „pseudo autostopowiczami".

2) Wzrosła liczba samochód na naszych koślawych drogach. Co drugi Polak posiada osobiste auto, więc po co się „męczyć" i „ czekać na litość", jak samemu można sobie zapewnić transport.

To są dwa podstawowe czynniki, które doprowadziły do obecnej sytuacji. Zastanawiam się tylko, czy w najbliższej przyszłości jest jeszcze miejsce, dla "wolno podróżujących"? Czy nagle człowieka przy drodze z plecakiem i tekturą z napisem Kraków, będzie można zobaczyć jedynie podczas wystawy wpominającej stare, dobre czasy. Hmm... Jak dla mnie, przykra wizja. A tak sobie teraz pomyślałam, że może fajnie byłoby uczynić z tego ciekawą zabawę? Tak, jak było dawno, dawno temu za górami, za lasami...

Niech stanie się to tradycją...

        Z ust co drugiego kierowcy padały zawsze słowa: kiedyś to były specjalne książeczki... A po nich następował szczery uśmiech. Więc zainteresowani, słysząc pierwszy raz o magicznej materii, pytamy: Jakie?

I ciach pach trach, znamy już całą historię:

" W Polsce autostop został formalnie zalegalizowany i jednocześnie częściowo sformalizowany i zinstytucjonalizowany w 1957. Polegało to na tym, że biura turystyczne na początku sezonu wakacyjnego sprzedawały chętnym specjalne książeczki autostopowe w formie małych zeszycików, wewnątrz których znajdowały się kupony, które osoba podróżująca autostopem zostawiała kierowcy. Każdy kupon miał wydrukowaną liczbę kilometrów i zamierzeniem organizatorów "Akcji Autostop" było zachęcenie kierowców do zabierania autostopowiczów i gromadzenia kuponów. Osoby zamierzające podróżować po Polsce w ramach tej akcji oprócz książeczki autostopu z kuponami (służyła ona także do zatrzymywania kierowcówi była symbolem akcji - na okładce wydrukowany był czerwony okrąg na białym tle, podobny do policyjnego "lizaka") uzyskiwali ubezpieczenie od następstw nieszczęśliwych wypadków. Warunkiem udziału w akcji było przedstawienie dokumentu tożsamości oraz wystawionej na swoje nazwisko książeczki oszczędnościowej z dwustuzłotowym wkładem. Ten drugi warunek służyć miał zapewnieniu wędrującemu po kraju autostopowiczowi minimum środków utrzymania przez wakacje. Cena książeczki z kuponami i ubezpieczeniem nie była nadmiernie wysoka, wynosiła (w 1972) 45 ówczesnych złotych. Na koniec sezonu kierowcy mogli przesłać kupony do biura organizatorów; ten z nich, który zgromadził kupony na największą ilość kilometrów wygrywał i otrzymywał jakąś cenną nagrodę, inne nagrody rozlosowywano pomiędzy pozostałymi uczestnikami akcji. "Akcja Autostop" w tej zinstytucjonalizowanej formie cieszyła się w Polsce dużym powodzeniem do końca lat siedemdziesiątych."*

Jak dla mnie fantastyczna sprawa, szkoda tylko, że zaczęła znikać z horyzontu...
Nie uważacie, że przywrócenie jej do życia byłoby ciekawym przedsięwzięciem?

Wiele osób czuje wewnętrzną potrzebę wyjechania . A to skłania ich do tego ogromna chęć przygody, a to pragnienie odosobnienia, a to poznanie innych światów. Jednak niektórych dopada przy tym pustka świecąca z portfela. Autostop nie wchodzi w grę, bo:

  • po pierwsze: nikt się nie zatrzyma,

  • po drugie: obawa przed pomyleniem nas z osobą pracującą przy ruchliwej drodze,

  • po trzecie: za dużo czasu traci się na czekaniu.

I to wystarczy, aby z powrotem zasiąść przed komputerem i wpatrywać się ślepo w kolorowe migawki. Założyć, odwieszony na wieszak, płaszcz nudy i siedzieć... Odpływając w myślach do wymarzonego miejsca...

Chyba jednak można śmiało powiedzieć, że jest nadzieja, właśnie dla takich ludzi. Prosta recepta, zorganizować podobną akcję (o której mowa powyżej). Wprowadzić książeczki, może coś uaktualnić w zasadach, podpunktach regulaminowych i bach! Gotowe. Mamy fajną zabawę, bezpieczną i wywołującą szczęście...

Co o tym wszystkim myślicie, MM-kowicze ? Czy nie łatwiej byłoby podjąć decyzję o zabraniu autostopowicza? Jest książeczka - są też dane osobowe (w razie czego)? A może Ta forma podróżowania, powinna zostać w takim stadium, w jakim jest? Czyli na znikającej pozycji?

Zobaczmy, co działoby się dalej...

Na przykład pojawiłby się wzór na idealnego autostopowicza. Spełnienie poszczególnych wytycznych gwarantowałoby szybkie i fachowe "złapanie stopa". Myślicie, że ludzie nie zwracaliby na to uwagi? Ojjj, ja myślę, że sprawdzaliby co zrobić, aby dojechać do określonego miejsca sprawnie i bez większych przeszkód. Nawet teraz, w Internecie wyszperać można pewne przykłady "wzorowego autostopowicza". A może... Mam - mapy z odpowiednimi miejscami, gdzie można stać, a gdzie nie wypada? Takich przykładów jest na pewno więcej.

Może MM-kowicze macie jakieś inne pomysły?


Plus i minus....

Tak na zakończenie chciałam dodać małe coś. Otóż wiadomo, wszystko ma swoje plusy i minusy. Ale spóbujmy przymróżyć oko i chociaż na chwil kilka popłynąć w krainę wyobrażni, a nóż widelec, coś z naszych wizji przekształci się w rzeczywistość:)

* http://pl.wikipedia.org

Zdjęcia

  • Złapać "stopa"
Reporterka MM Moje Miasto Zielona Góra, moderatorka MM, członkini Redakcji MM.
magdaweidner
Autor:magdaweidnergg: GG6947306

Zaloguj się lub utwórz konto, by oceniać

Komentarze
Bogusia
Bogusia sob., 2010-08-21 17:22

Byłam autostopowiczką

Wiele zakątków Polski zwiedziłam z książeczką autostopowicza. Podróżowało się w grupie, samochody chętnie się zatrzymywały, ludzie pomagali w znalezieniu noclegu. Była to naprawdę fajna forma podróżowania i bardzo tania. Nigdy nie spotkało mnie nic przykrego.
Dzisiaj? Wstyd się przyznać, ale sama się boję, żebyśmy kogoś nieznajomego zabierali, pomimo chęci, bo pamiętam siebie na szosie.
Może, gdyby autostopowicze byli rejestrowani, z książeczkami i kuponami ze swoimi danymi dla zatrzymującego się kierowcy, mniej bym się bała.

B.H.-D.
Marek Pakoński
Marek Pakoński sob., 2010-08-21 19:12

Oj, zjeździłem sporo Polski stopem...

Zawsze z kierowcami rozmawiałem o tych książeczkach. O dziwo - wszyscy je pamiętają. I... Chyba do nich tęsknią. Ja bym sobie w dawnych czasach zdecydowanie taka sprawił!
BTW - rada dla jeżdżących - łapać TIR-y! Jeśli jesteście grzeczni i mili, TIR-owiec przez CB sam załatwi Wam podwózkę dalej :)

-> Polecam myślenie. Wymagam go od wykształconych ludzi. /// Lubisz dobre electro? Słuchaj audycji Electrohead: https://www.facebook.com/ElectroheadZG <-
Milena
Milena sob., 2010-08-21 23:23

Przypomniała mi się taka

Przypomniała mi się taka historia...kiedyś z kolegą postanowiliśmy do Łagowa nad jezioro pojechać stopem...i niestety nikt nas nie chciał zabrać, ładnie się uśmiechaliśmy ale to nic nie dawało :/ po godzinie dopiero jakiś "tirowiec" sie nad nami zlitował :p
Co dziwniejsze, gdy wracałam kiedyś z pracy poboczem bo uciekł mi autobus a do następnego była godzina czasu (więc postanowiłam się ruszyć a nie bezczynnie siedzieć pod blaszakiem), byłam bardzo daleko od Zielonej Góry, dookoła lasy i pola i jak na złość wszyscy się zatrzymywali...trąbili..i proponowali podwiezienie...no bo...jak się okazało pomylono mnie z osobą pracujacą przy ruchliwej drodze... Tak źłe i tak nie dobrze.... ;)

Bogusław_ZG
Bogusław_ZG ndz., 2010-08-22 10:06

A ja miałem "odwrotną" przygodę. :)

@Milena:

Na trasie z Chełma do Dorohuska, tuż za Chełmem widzę stoi dziewoja przy drodze, macha z uśmiechem na twarzy ręką.
Myślę sobie, podwiozę bo wieczór nadchodzi, jeszcze ktoś zgwałci.
Zatrzymuję się, pytam dokąd jedziemy, w odpowiedzi słyszę;
Do Rozkoszy!
Przypominam sobie drogowskaz na taką miejscowość z poprzednich kursów to mówię;
OK, wsiadamy!
Jadę spokojnie, dziewoja zaczyna wypytywać; Żonaty, kawaler, gdzie mieszka? Myślę sobie;
Męża szuka czy "cuś"?
Mijamy akurat parking przy trasie a ta wrzask;
Gdzie k..a jedziesz? Miałeś tu zjechać!
Ja do niej;
Przecież do Rozkoszy jest jeszcze jakieś 10-15 kilometrów.
Ona na to;
Jakbym chciała jakieś wiochy z Tobą odwiedzać to bym wykupiła wycieczkę w "Gromadzie"!
I tu zaczęła się wiązka słowna kobiety pracującej, której nie powtórzę ze względu na obecność Pań. :))

magdaweidner
magdaweidner ndz., 2010-08-22 01:37

Aj z tymi przygodami...

Co stop, to jakaś przygoda... A to zatrzymał się basista ulubionego zespołu, a to człowiek z problemami - wtedy automat wrzucał na opcję -psycholog-słuchacz. A to pomyłki o jakich pisałaś.... oj mogłabym rozpisać się na ten temat....

Czasem niestety uśmiech to za mało:) złożone rączki i błagalne spojrzenie, gwarantują stopa raz ciach pach... ( sprawdzone)
..............................................
Wnioskuję, że książeczki byłyby na tak! Ha!:))))

Szambelan
Szambelan ndz., 2010-08-22 11:48

Panie Bogusławie - ZG. Bądz pan nowoczesny, uznający

równość płci.
DLACZEGO wstrzymywać się przed pisaniem po polsku o tym co serce dyktuje?

Szambelan