Z podszeptów brodacza w koronie
§ 1. Kto znęca się fizycznie lub psychicznie nad osobą najbliższą lub nad inną osobą pozostającą w stałym lub przemijającym stosunku zależności od sprawcy albo nad małoletnim lub osobą nieporadną ze względu na jej stan psychiczny lub fizyczny, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5.
(Kodeks Karny, art. 107)
Przemoc jest przewagą wykorzystywaną, aby narzucić komuś swoją wolą lub wymusić coś na kimś. A także zwalczaniem stanu fizycznego lub psychicznego i zwycięstwem nad kimś lub nad czymś w rozumieniu pokonania kogoś w walce.
Przemoc fizyczna
Nam się jednak kojarzy zwykle przemoc z użyciem siły fizycznej silniejszego względem słabszej. Zwykle mężczyzny, najlepiej pijanego, względem słabej i bezbronnej kobiety. Rzadziej, a jak już trzeba to gdzieś na ostatnich stronicach gazet, wspomina się o przemocy kobiet wobec mężczyzn. Newsem dnia, a nawet kilku dni, jest wieść o gwałtach córek przez ich zwyrodniałych ojców. Tylko newsem, bo potem jest liczenie ilu widzów, ile czytelników, ile wyświetleń strony internetowej.
Gwałciciela lub, jak się co gorsza trafi taki, pedofila chce się powiesić za jaja, wysłać na stryczek albo ewentualnie z łaski pańskiej wykastrować chemicznie. Byleby nie do więzienia - toż to było świętokradztwo. Po jakie licho podatnicy mają łożyć na przestępcę, który dopuścił się aktu przemocy i tym samym popełnił przestępstwo?
Parafrazując najsławniejszy fragment pewnej konferencji z 1994 roku, ile aktów przemocy potrzeba, aby nazwać przemoc przemocą?
Najgorszą przemocą jest przemoc seksualna, pod którą podpada "wykorzystanie seksualne". Bulwersujemy się, gdy słyszymy straszne wieści i oglądamy przerażające zdjęcia, jak gruby facet gwałci trzylatkę. Łechcemy nasze moralne ego, oglądając liczne dokumenty o prostytucji, handlu żywym towarem czy przemyśle pornograficznym, aby potem pójść spać i śnić o tym, jak sobie biegamy po łące pełnej kolorowych kwiatków, bawiąc się z miłymi zwierzątkami.
Prof. Zbigniew Izdebski ogłosił wyniki swoich rokrocznych badań nad seksualnością Polaków, które zderzyły się dość brutalnie z moralnością katolików. Wydaje się, że albo (1) Polacy lubią tłumić swoją własną seksualność, przez co rodzą się różne frustracje, albo (2) Polacy mają podwójną moralność - "Panu Bogu świeczkę i diabłu ogarek". Ta druga wersja bardzo dobrze pasuje do podejścia Polaków do masturbacji, z tymże jest ona zmaskulizowana (dlatego też prof. Izdebski nawoływał, aby kobiety się masturbowały). Wg autora raportu masturbacja nie jest niczym złym, a nawet wręcz przeciwnie, bo pozwala zachować zdrowie seksualne osobom samotnym (dlatego polecał szczególnie osobom starszym, które są w bardzo wielu przypadkach już samotne).
Problemem jest pornografia. Czym ona się różni od erotyki, to odsyłam do fenomenalnych zapisków na pudełku od zapałek Umberto Eco. Inne badania wskazują, że aż 80% materiałów pornograficznych jest przesiąkniętych przemocą i relacją podmiotu do przedmiotu (gdzie częściej za przedmiot traktowana jest partnerka, rzadziej partner).
Wystarczy oczywiście samo bicie, które jest najczęstszą formą przemocy. Przemoc jest z reguły stosowana przez silniejszych względem słabszych.
Przemoc psychiczna
Ale jest też przemoc, która nie wymaga użycia siły fizycznej. Coraz częściej ma ona miejsce, przede wszystkim wśród młodzieży, choć często zdarza się i u dorosłych. Zaczyna się od słowa. Od krzyku, nierzadko w symbiozie z litanią przekleństw. Ewangeliczne "słowo stało się ciałem" ma tutaj niestety tylko pejoratywne, choć przewrotne, znaczenie. Wszystko zaczyna się od słowa, a potem jest coraz gorzej. Krąg się zamyka i zacieśnia. Przemoc jest jak nałóg, kto raz zakosztował tego owocu, nie umie przestać. Pragnie mimowolnie więcej i więcej: zadawać ból i cierpienie - to jedno, rozwiązywać problemy przez przemoc - to drugie.
Do przemocy słownej najczęściej używa się wbudowanego od zapłodnienia aparatu mowy, ale często wykorzystuje się, skradzioną ukradkiem ze szkolnej klasy, kredę i pisze się na ścianach. Coraz popularniejszym, wręcz najpopularniejszym, środkiem przemocy werbalnej i psychicznej jest telefon komórkowy. Dzięki temu technologicznemu cacuszkowi można zrobić zdjęcie, nakręcić film, wysyłać smsy i dzwonić, a zdjęcia i filmy w mgnieniu oka umieszczać w internecie. Taka ofiara sama się wykończy. "To nie ja, sama się przecież zabiła we własnym pokoju, ja mam rączki tutaj, są czyste" - na szczęście nie dla Kodeksu Karnego i nowelizacji ustawy o przemocy w rodzinie, które zawierają już przepisy o przemocy psychicznej, nie tylko fizycznej (tę precyzują jeszcze szczegółowiej), przemocy seksualnej i wykorzystywaniu seksualnemu czy przemocy na małoletnich i kobietach (które z natury swojej są słabsze biologicznie od mężczyzn).
Zmiana samych przepisów prawnych jednak niewiele zmieni. Musi się zmienić myślenie ludzi. Szansą na to jest coraz powszechniejsze posiadanie wykształcenia wyższego. Ludzie z tym wykształceniem rzadziej używają przemocy, jako sposobu rozwiązania problemów i konfliktów niż ci, którzy go nie mają. Tyle że okres studiów to jest już za późno. Edukację i wychowanie trzeba zacząć już w szkole, ba nawet w przedszkolu. A kto by się tym przejmował? Może wreszcie któryś z władców i sponsorów Polski pójdzie po rozum do głowy i wprowadzi etykę jako szkolny przedmiot obowiązkowy? Bo w szkole brakuje przede wszystkim (obowiązkowych!) etyki i edukacji seksualnej.
Że jestem stronniczy, bo przez edukację seksualną chcę przeszmuglować do szkoły propagandę środowiska LGTB i deprawować szkolną młodzież, stwarzając zagrożenie, że Kościół utraci swoje wpływy na podatne młode umysły i oazy opustoszeją? Trudno. Niech mnie Terlikowski czy inny Rydzyk wyklną. Mam to gdzieś. Tak samo, jak mam gdzieś środowisko LGTB, które nie przekracza 5% tego zdrowego seksualnie społeczeństwa polskiego i zarazem europejskiego.
Chcę tylko jednego. Aby państwo polskie wreszcie przestało produkować frustratów i psychopatów seksualnych, a zaczęło dbać o zdrowie psychiczne i tym samym seksualne swoich obywateli. Czy to nazbyt wiele? A przecież pragnę tego tylko i wyłącznie z myślą i nadzieją dla dobra i szczęścia (nie)wiecznego przyszłości Ojczyzny Świebodzińskiego Brodacza w Koronie, na wieki wieków amen.



























Kontakt:
Tego zrobić sie nie da."Bo w
Tego zrobić się nie da.
"Bo w szkole brakuje przede wszystkim (obowiązkowych!) etyki i edukacji seksualnej"
Niby jak Pan sobie wyobraża ten obowiązek edukacji seksualne, jest wolność światopoglądowa i nie można nikogo do słuchania o seksie zmuszać. Może zbyt wielkie rozluźnienie w tej dziedzinie , kompletny brak hamulców prowadzi do tego ,ze to co dawniej uchodziło za nieetyczne i niedozwolone dziś uważa się za normę. Seks za sprawą mediów i braku hamulców stał się towarem i sportem nie dodatkiem do miłości.
Wszystko dziś musi być "seksi " od śpioszek po kapcie staruszka.
Seks to dodatek dożycia a nie odwrotnie.
Bardzo ważne sprawy Pan poruszył
Wczoraj w programie Tomasza Lisa był bardzo ciekawie poruszony problem edukacji seksuealnej dzieci (od najmlodszych lat) i młodzieży. Nie sposób tutaj wszystkiego powtórzyć, ale myślę, że wielu MM-kowiczów słuchało i wie o co mi chodzi. Edukacja seksualna w najmniejszym stopniu dotyczy tego jak być sexy, ona dotyczy spraw bardzo ważnych dla prawidłowego funkcjonowania człowieka. Jest związana z płciowością człowieka, dotyczy jego zdrowia seksualnego. Polega na wyposażaniu dzieci i młodzież w wiedzę, która pozwoli im na właściwe podejmowanie decyzji o ich "pierwszym razie", o świadomym macierzyństwie, o tym, żeby w przyszłości w ich zwiazkach życie seksualne nie było traktowane tylko jak "uprawianie seksu". Bo nie czarujmy się, pokażcie mi szczęśliwy związek małżeński bez udanego pożycia seksualnego. Że wspólne dzieci, zakupy, porządki, siedzenie przes telewizorem? Moim zdaniem, stanowczo za mało. Edukacja seksualna nauczy młode pokolenie, co to jest przemoc i jak do niej nie dopuścić, asertywności, kiedy należy zdecydowanie powiedzieć "nie", tłumaczy młodzieży, co dzieje się z ich ciałem w wieku dojrzewania...i.t.d. Oczywiącie piszę o porządnie prowadzonej edukacji seksualnej i napiszę więcej...w jednym z gimnazjów taką znam, a na pewno jest więcej.
Pan prof. Z. Izdebski wczoraj zarzucił politykom brak porządnej edukacji seksualnej w szkołach i, moim zdaniem, słusznie. Nie chodzi oczywiście o to, żeby oni ją prowadzili, ale o potrzebne w tej sprawie niezbędne rozporządzenia, właściwie przygotowaną kadrę, etaty, nadzór...
Jakie pytania zadaje młodzież, jaką ma wiedzę, a raczej jaki jej brak, też mogli się przekonać wszyscy, którzy wczorajszej dyskusji wysłuchali. I nie sądzę, żeby ktoś mógł być przeciw edukacji seksualnej dzieci i młodzieży. Ona m. in. zapobiegnie wielu niepotrzebnym życiowym tragediom.
Na pewno na pierwszym miejscu jest edukacja wyniesiona z domu, ale czy wszystkie rodziny sobie z nią radzą? Nie, i wielu rodziców szczerza się do tego przyznaje. Dlatego powinna być prowadzona od przedszkola, poprzez każdy poziom szkoły. Oczywiście na odpowiednim do wieku poziomie. Bo, jak ktoś przez edukację seksualną rozumie tylko jak być sexy, czy stosunek seksualny, to lepiej , żeby o wychowaniu seksualnym nic nie mówił.
W Anglii jest najwięcej
W Anglii jest najwięcej nieletnich matek a edukację seksualna mają. Szczęsliwy związek bez seksu ?
A co jak jedno z małżonków poprostu jest cięzko chore ? Sprawa seksu to delikatny temat. Jeśli rodzice sobie nie życza by ich dziecko nie było edukowane w przedszkolu w tym temacie to należy to uszanować. Jeśli gimnazjalista i jego rodzice sobie tego nie życzą to też należy to uszanować. W szkole mojego dziecka było to dobrowolne i o dziwo niewielu uczniów chciało w tych lekcjach uczestniczyć.
Nie wolno nikogo uszczęsliwiać taką wiedzą wbrew jego woli. Gdyby rzeczywiście tylko brak edukacji był przyczyna dewiacji to pewnie nie było by jej wśród osób z wyższym wykształcenie ba czy już apomniano o pewnym pedofilu, który udzielał porad na temat wychowania dzieci=(
Nieporozumienie
@Lucyna:A kto mówi, że wbrew woli? Te lekcje nie są obowiązkowe. Ale większość ludzi to ludzie światli i swoje dzieci na nie posyłają. W liceum to już młodzież sama wybierze albo odrzuci. Zależy jak są prowadzone i czy młodych ludzi do uczestnictwa w nich przekonają.
Jak jedno z małżonków jest chore, to drugie się nim opiekuje i to chyba dla wszystkich jest oczywiste. Łatwiej jednak ta opieka przychodzi, gdy związek był przed chorobą udany, bo takim pozostanie i w chorobie.
Profesor Izdebski
także nie zebrał sie na odwagę by wypalić prosto z mostu, że to Episkopat Polski poprzez swoich funkcjonariuszy etatowych i aktyw łasy na jego poparcie, blokuje wszelkie postępowe tendencje w edukacji i nauce. Jest to temat rzeka i nie na komentarz.
W najbliższym czasie nie możemy liczyć na zmiany, chyba, że na grę pozorów. Do rządu trafił przecież
Jarosław Gowin.
Starsi mm - kowicze zapewne pamiętają, że jeszcze w końcu lat 50 - ych stosunek płciowy bez poczęcia był uważany za grzech / to nie były słowa, to była prawda objawiona drukiem /.
Także do lat sześciedziesiątych za grzech nie była uważana kradzież mienia państwowego i dziwić się, że do dzisiaj odczuwamy tego skutki.
Hierarchia zmieni swój stosunek do seksualności człowieka napewno ale ile na to lat trzeba czekać, tego nikt nie wie. Może tyle, ile świat czekał na przeprosiny za inkwizycję, antysemityzm itd.
A propos prof. Z. Izdebskiego
@Pintaliano:Ja też na to czekałam. Myślę, że profesor ma dosyć, jak Go kiedyś zmieszano z błotem w programie "Warto rozmawiać'. Oczywiście p. Pospieszalski. Od tego czasu, więcej tego programu nie oglądam.
Według niektórych MM-kowiczów przemoc seksualna to margines,
przemoc w stosunku do gejów to dopiero jest problem. I bardziej potrzebne są w szkołach pogadanki o gejach niż o edukacji seksualnej.
PS
Warto przeczytać;
http://nasygnale.pl/kat,1025341,title,Przerazajaca-prawda-o-nastolatkach...
Moim zdaniem
@Bogusław_ZG:Nie ma "zamiast". Jedno i drugie jest potrzebne i to bardzo. Nie ma nic gorszego w edukacji jak "zamiast". Juz to mamy, muzyka zamiast plastyki, plastyka zamiast muzyki , naprzemiennie. Skutki tego są widoczne, oczywiście opłakane.