Wylogowani z rzeczywistości
Do sytuacji nr 1 w jakichś 95% nie miało prawa dojść, gdyż prędzej czy później przeciętny facebookowicz zasiadłby do komputera/wziąłby laptopa na kolana i w celu zabicia nudy i uwiarygodnienia swej przykrej sytuacji na własnej tablicy opublikowałby smutną informację dotyczącą problemów ze snem. W tym przypadku przydałby się jakiś wyjątkowo demotywujący demotywator. Pozostaje czekać na powiadomienia, że ktoś to polubił i pocieszać się faktem, że nie samemu się nie śpi. Nieważne, że w tym przypadku bardziej przydatna byłaby opcja „nie lubię" i jakaś forma współczucia.
DZIEŃ JAK CODZIEŃ
Wraz z jego początkiem coraz więcej dostępnych na czacie. Jest szansa pogadać, zamienić po parę słów z wieloma osobami jednocześnie. Można ewentualnie zrobić konferencję. Prawie jak spotkanie. Umieszczenie swojej wypowiedzi na jakimkolwiek forum odczuwalne jest jako wypowiedź przed nieznajomymi, przebywanie w towarzystwie osób zupełnie obcych. Rozmowa z wykorzystaniem buziaczków, serduszek, emotikon kwalifikuje się jako randka. Kilka nawzajem wysłanych sobie linków ze zdjęciami Francji i czujesz się, jakbyś tam był. Następnie zakupy, oglądanie wielu ubrań, bez możliwości przymiarki, ale na stronie danego sklepu widnieje informacja, że zakupione produkty zawsze można odesłać, jeśli rozmiar nie będzie pasował. W każdym razie istnieje możliwość skuszenia się na kreacje znanych projektantów. Później krótki czat z gwiazdą. A co! W końcu nadchodzi czas na zamówienie jakichś składników na obiad. Ale po co? Lepiej odwiedzić stronę pizzaportal i wybrać pizzę, którą ktoś niedługo przywiezie ci do domu. Szybka konsumpcja, podczas czytania gazety na ekranie monitora. Następnie szukasz w internecie jakiegoś filmu. W międzyczasie natykasz się na parę ciekawych newsów. Zanim zdecydujesz się na coś konkretnego, słuchasz audycji w internetowym radiu, w której wypowiadają się filmowi recenzenci. A wieczorem odwiedzasz groby znanych ludzi dzięki stronie findagrave.com i zostawiasz tam wirtualne znicze. Nagle okazuje się, że przez cały dzień wyszedłeś z łóżka tylko kilka razy, więc nie warto byłoby przebierać się z pidżamy w coś codziennego.
Kilka dni wolnego wygląda tak samo. Potem wracasz po urlopie do szkoły/pracy i zastanawiasz się, jak odpowiedzieć na dość banalne pytania znajomych typu „Jak było? Co robiłeś?". Teoretycznie? Spotkania z przyjaciółmi ze szkolnych lat, długie rozmowy po zmroku, któregoś dnia randka. Wycieczka do Paryża, modlitwa przy grobach popularnych osób - wyliczasz w głowie, a znajomym odpowiadasz jednym krótkim zdaniem: „Ajj, komputer mi się zepsuł". Przegrzał się chyba.
Jeśli zauważyłeś, że w tym momencie całe twoje życie towarzyskie legło w gruzach, wiedz, że coś się dzieje. A raczej działo. Po stracie komputera można się tylko załamać... Albo wyciągnąć wnioski i zmotywować się do zmian.
ŁATWIEJ KONTRA LEPIEJ
Bardzo wiele sfer naszego życia przeniosło się do internetu. Śmiem twierdzić, że można załatwić naprawdę wszystko bez wychodzenia z domu. Jest przyjemnie, kiedy nie trzeba stać w kolejkach tylko po to, żeby zrobić przelew. Wygodnie, kiedy chcemy zamówić coś do jedzenia. Parę kliknięć, przejechanie myszką to w lewo, to w prawie. Akceptuj. Wyślij. I za chwilę zakupy same pukają nam do drzwi. Internet wykazuje się naprawdę sporą pomocą, jeśli chodzi o załatwianie spraw, które na ogół nie sprawiają nam przyjemności. Kierujemy się wygodą i nic dziwnego. Mam jednak wątpliwości co do rzeczy, które teoretycznie kiedyś sprawiały radość w realnym świecie, a teraz przeniosły się do internetu, bo niby tak jest wygodniej? Jeszcze nie tak dawno umówienie się z kimkolwiek nie było problemem. Obecnie, niestety, spotkania zaczynają się i kończą na umawianiu. Ostatecznie dochodzi do wymiany między sobą emotikonek i odfajkowania spotkania w swoim wirtualnym kalendarzu. Kolejny raz utwierdzam się w przekonaniu, że tak jest po prostu wygodniej. Nie trzeba się ładnie ubierać, szykować, stroić, malować. Łatwiej na pytania „Co u ciebie słychać? Jak leci?", które są skrócone do minimum („Co tam?"), odpowiedzieć „J". Ewentualnie, zachować się kulturalnie i również zapytać rozmówcę: „A tam?". Wymienianie uprzejmości kończy się na paru dwukropkach, kilku średnikach i wielu nawiasach. Jeśli ktoś chce być bardzo miły, klika pod każdym naszym zdjęciem: „Lubię to!". Nie ma możliwości wytykania zmarszczek czy chociażby żartobliwej oceny zmiany wyglądu. Za to o umiejętnościach photoshopa można by długo dyskutować. Ale komu by się chciało? Maksymalnie kilkanaście minut stukania w klawiaturę. Wyloguj się. I przenosisz się na inną stronę.
Jedni zrozumieją, że łatwiej nie zawsze znaczy lepiej. Inni będą mieli wciąż tysiące znajomych.
SECOND LIFE?
Trudno zauważyć, aby ludzie sprzeciwiali się przenoszeniu się świata do cyberprzestrzeni. Sami się temu poddają i sprawiają wrażenie, jakby im to absolutnie nie przeszkadzało. Nie ma niczego złego w istnieniu różnych sfer naszego życia również w internecie. Problemem jest słowo „przenoszenie", świadczące w pewnym stopniu o jakiejś zamianie. Przy tempie życia, jakie obecnie prowadzi większość ludzi, istnienie drugiego świata, pomocnego w komunikacji, jest wręcz niezbędne.
Kojarzy mi się to trochę z Second Life - grą, a raczej światem, który nie ma użytkowników, lecz mieszkańców. Z tym że wirtualnego życia, które obecnie tak bardzo nas pochłania, nie odważyłabym się nazwać drugim. Bo dla niektórych jest tym pierwszym, a może nawet jedynym. Kwestia, co kto woli. Co kto lubi. Bo żyć można teoretycznie tak samo. Ale na różne sposoby i z innymi skutkami.
2 ŚWIATY
Grunt to ogarniać! Rozgraniczać, rozróżniać, dzielić, wyróżniać. Chodzi o to, aby nie zatracały się pierwotne cele. Aby mimo wszystko nasza-klasa doprowadzała do spotkań z dawnymi znajomymi w Realu (no dobra, ewentualnie w Biedronce J), a nie tylko do tworzenia forów, na których internetowo się spotkają.




























Kontakt:
Oj Karinko,... Karinko,...
niby prawda z tą "linką",...
z tym cybernet czy "im",...
ale pisząc o tym,..
właśnie w "tym",...
jesteśmy z nim,...???
oj Karinko,... Karinko,...
niby prawda z tą "linką",...
Lubię - nie lubię
Masz rację, znajomy wrzuca zdjęcie maltretowanego psa. Jak tu kliknąć - "Lubię to"!?
A poprawie kontaktów w realu służą awarie sieci komputerowej. Cóż, zdarzają się tak rzadko...
ja tam wolę
iść nad wodę niż zanurkować w cyberprzestrzeni ;)
bo prawdziwe ryby,
@aski:nie wirtualne, przynosisz ;-).
Wirtualny świat
nie powinien zastępować tego realnego, ale na pewno go ograniczył. Można poprzez Internet wiele...na pewno. Odnalazłam, siedząc przy komputerze i używając tylko myszki, znajomych, z którymi straciłam kontakt 50 lat temu i którzy mieszkają w USA. Jak się okazało przyjeżdżają też do Polski. Nawiązaliśmy kontakt i przyjaźń kwitnie.
Bardzo fajny artykuł. Kciuk w górę!
Dobrze,że młodzi zauważaja
Dobrze,że młodzi dostrzegają ten problem pisała o tym już Emilia w swoim artykule http://www.mmzielonagora.pl/artykul/co-po-nas-zostanie-spolecznosciowki-...
Warto ostrzegać.
Moje zawodowe Ja przy
Moje zawodowe Ja przy komputerze, przyzwyczaiłam się, nie wyobrażam sobie życia bez komputerów,zaczynałam na Odrze 104. Ostrzegam jednak, życie toczy się wtedy, gdy wdychamy i wydychamy, wdech, wydech, wdech, wydech...a przy tym słyszymy ,jak nasze serce bije. Poza tym dzisiaj po godz. 16-tej był ta cudny zachód słońca, że dech mi zaparło z wrażenia. Tylko w realu!!!!! Prawdziwe wschody i zachody, prawdziwe pory roku tylko w realu. Prawdziwych przyjaciół poznaje się równieź tylko w realu. Pokłócić się, zakochać się? tylko w realu.
Wyobraźcie sobie, że nagle wszystkie systemy komputerowe padają, co wtedy????
"odra 104"...???
@EmiliaEP:życie toczy się dalej,...
Pani Enmilio,...
nic "zwalej",...
dla innych,...
tych nie winnych,...
nie wiedzieli ci co "dziurki znaczą",...
i że dla nich przyszłość swą kraczą,...
mają komputery,...
bez "dziurkowej" sfery,...
właśnie, właśnie, zachód słońca...
@EmiliaEP:niesamowite, marmurkowe fale na niebie! No to nic nie straciłaś, bo już chwytałem za telefon aby zadzwonić 'spójrz na zachód' ;-).
Pierwszy komputer to też była Odra na WSI i liczenie pierwiastków równania kwadratowego w Fortranie, ale kolejny to ZX80 i opadnięta szczęka do podłogi (takie małe, a tyle potrafi!).
Dziś komputery to narzędzia nieco lepiej traktowane, niż młotek. Dzisiejsze oprogramowanie w porównaniu z cudami na C64 i Amidze to też raczej metoda młotka (dużo pamięci i szybszy procesor, a przy tym program składany z cegiełek), a nie cudownych, oszczędnych i wyrafinowanych programów na ośmiobitowce ;-)
Świat się zmienia, cieszmy się wschodami i zachodami słońca - te są niezmiennie piękne!
Pozdrawiam,
Pamiętam słynny program
@Maciek Gniazdowski:Pamiętam słynny program ZQM/chyba/Y,na którym pracowała drużyna ZETO w latach siedemdziesiątych To były komputery!!!! jak szafy na ubrania, a drukarka, jak pług. Chodziło to, jak traktor, a calość świstała, świergotała, piszczała. Tylko my - operatorzy tacy młodzi i roześmiani, kto zastanawiał się wówczas, jak to kiedyś będzie.
...
Coś w tym jest, o czym pisze autorka tekstu.
Zauważalnym jest powszechny fakt, że mnóstwo ludzi (nie tylko młodych, także tych starszych) klika: wysyła smsy, czatuje, słucha muzyki w słuchawkach - najwyraźniej to widać w autobusach. Takich wylogowanych z rzeczywistości.
Takie czasy, takie obyczaje. Może tak musi być? W każdym razie widok tych "wylogowanych" czy "klikających" sprawia, że coraz częściej skłaniam się do rezygnacji z telefonu komórkowego. Jedyne co mnie powstrzymuje to... radio. Sorry, ale ciężkiego prostopadłościanu na swoim barku nosić nie będę. :P
Mówią, że Steve Jobbs był wizjonerem. NIEPRAWDA!!!
Prawdziwymi wizjonerami byli William Hanna i Joseph Barbera!!
Jetsonowie pojawili się po raz pierwszy na ekranie w 1962. St. Jobbs karierę "komputerową" rozpoczął dopiero w 1976!!
St. Jobbs twierdzi, że go okradziono? A może to on okradł Jetsonów?!
Jetsonowie - bo dziś wszystko robimy za pomocą guziczka. Za pomocą kliknięcia! I mamy mnóstwo robotów. Coraz to nowszych generacji. I gadających! I coraz to nowsze, lepsze i technologicznie bardziej zaawansowane, małe i poręczne pojazdy, którym się poruszamy. Pociągi lewitujące. Samochody na elektryczność.
...
Jak ze wszystkim. Ważne żeby net był środkiem, a nie celem.
Świat w internecie może być ciepły kiedy na dworze jest żimno
ładny kiedy w realu odpadają tynki
zresztą odpadające tynki też w sieci wyglądają lepiej
zwłaszcza jak ktoś potrafi trzaskać ładne fotki
Wszystko takie jasniejsze
ludzie piekni po retuszu
ale niestety nieprawdziwe to wszystko.
Trochę nie- fajnie nie mieć teraz fejsa, twitta
no i tego googlowskiego
ale cóż, jakoś bez tego żyję
i jakby się zastanaowić to wiecej plusów
niż minusów.
Jeszcze żyję w miarę realnie.
Edit: Dodam, że gratuluję artykułu autorce.