Wykształciuch vs robol (tortury po polsku, IV)
znerwicowany, sfrustrowany, źle opłacany i niedoceniany przez otoczenie wykształciuch... (fot. kadr z youtube, z filmu Dzień Świra)
Czytaj też wcześniejsze artykuły z serii: tortury po polsku:
Polskie piekiełko, czyli grzechy nasze (tortury po polsku, III)
Nasza cudowna służba zdrowia, czyli z cyklu: tortury po polsku (II)
Nasza droga i wolna kolej, czyli z cyklu: tortury po polsku (I)
„Żona pożycza „Sukcesy*” od żony kolegi. No ale tego kolegę wywalili ze studiów, to teraz ich stać na „Sukces”” - mówił znów Adaś Miauczyński (główny bohater filmów Marka Koterskiego), tym razem w filmie „Nic śmiesznego”. Fikcja ekranu? Wymyślone, wyssane z palca? Niekoniecznie.
Oto wędruję rok temu ulica mojego miasta i spotykam kolegę z czasów szkoły. Nawet nie kolegę, co znajomego mojego kumpla. I typowa gadka nauliczna, tzw. small talk lub trash talk:
No cześć. Cześć. Co u ciebie? A to i tamto, a u ciebie? OK. Gdzie pracujesz? A tu. A Ty? A wiesz - mówi on - zrobiłem sobie uprawnienia spawacza. I pracuję w Niemczech. 5 dni w tygodniu. A na weekend wracam do domu, do rodziny. Zarabiam 7 tys. na rękę. Poprzednio niecałe półtorej tysiąca...
Wiecie, że zazdroszczę?
Co jest takiego, że jak człowiek skończy zawodówkę i pójdzie do pracy, to przy drugim, który poszedł na studia po maturze wygląda jak „gość”? Ma dobrze płatną pracę, jest szanowany jako fachowiec. Nieważne, czy jest elektrykiem, hydraulikiem, budowlańcem... I tak bije na głowę wykształciucha, który ma papier.
Jeden ma papier, a inny ma pieniądze...
Może diabeł tkwi w tym, że - jak to się mówi - obecnie łatwiej jest zrobić na uniwersytecie doktorat, niż przed wojną zdać maturę? Chyba coś też w tym jest. Bo przecież potocznie mówi się na polskie uczelnie, że taśmowo wytwarzają bezrobotnych, a wyjątki tylko polecają regułę. Ten, kto sobie świetnie radzi po studiach, poradziłby sobie i bez nich, bo jest obrotny, bo wie, czego chce, bo jest inteligentny lub chociaż cwany, bo umie walczyć o swoje. Bo studia były dla niego drogą a nie celem. Narzędziem, a nie górą do zdobycia.
Co roku z uczelni wyższych wychodzą rzesze pedagogów i humanistów. Historyków, politologów, animatorów kultury, społeczników. Tylko promil z nich znajduje pracę w zawodzie. Reszta tuła się po supermarketach, jakiś przedstawicielstwach handlowych, czasem budżetówkach za minimum krajowe.
Skończyłeś studia? No to będziesz zarabiał 1200 zł. na rękę. I będziesz się cieszył. Te 1200 zł. szanujący się „robol” nie weźmie, bo jego praca jest znacznie lepiej płatna. Pierdzieć w krzesło czy machać łopatą? Niszczyć wzrok przed monitorem, czy wątrobę po szychcie? Ile zarabia budowlaniec wie każdy, kto robił remont za pomocą „Pana Mietka, Fachowca”. Ile zarabia historyk po studiach? Ilu wie z Was?
Polska to dziwny kraj. Kraj, który ma ogromną rzeszę wykształconych ludzi. W większości są to ludzie, którzy na to wykształcenie nie zasługują. Bo studia nie są takie, jak kiedyś. By z nich wylecieć, trzeba bardzo chcieć. Pamiętajmy, że dyplom studiów ze średnią ocen 5.0 i ze średnią 3.0 wyglądają tak samo. Jeden i drugi jest absolwentem uczelni. Obaj stukając do tych samych drzwi na starcie wyglądają tak samo dla pracodawcy.
Tak samo, czyli jak darmozjad ćwierćinteligent, który - jako że po studiach - to niczego nie umie, nic mu się nie chce, będzie tylko myślał jak tu się urwać i co zachachmencić z pracy.
O ileż lepiej wygląda nawet skacowany, ale Pan Ziutek, który nie skończył zawodówki, ale fach w ręku ma i wiemy, że jak powie, że zrobi, to zrobi. Może nie jutro, czy pojutrze, ale w końcu zrobi. I nawet flaszkę mu za to postawimy.
A z tego, który „po studiach” pośmiejemy się, że głupi, że zamiast do roboty, to na uczelnię poszedł. Że nic nie potrafi. Że wypije dwa piwa i zasypia. Nie to, co Ziutek.
I studencina jako partia na męża gorsza, bo co do gara włoży swej żonie? Indeks? 1200 złotych na miesiąc? Ziutek może nie ma zębów, ale jak zechce, to go będzie stać na wstawienie implantów!
Dziwny ten paradoks. Idź na studia - to będziesz kiepsko opłacanym szarym nikim. Nie idź - to zostaniesz szanowanym fachowcem. Dziwny to kraj, w którym człowiek z wykształceniem wyższym mniej potrafi, niż człowiek bez wykształcenia. Gdzie człowiek z wykształceniem wyższym ma mniejszą wiedzę i jest mniej oczytany, niż tzw. pracownik fizyczny. Dziwny to kraj, w którym człowiek bez wykształcenia zarabia trzy razy więcej niż człowiek po studiach. Gdzie tego po studiach nie stać na auto. Gdzie po studiach możesz pracować wszędzie i nigdzie, za psie pieniądze, a bez studiów przyjmą cię z otwartymi rękami w konkretne miejsca i za porządne pieniądze.
A w najgorszym razie wyślą Cię na studia zaoczne lub ekspresową maturę...
Takie to tortury po polsku. Strać 5 lat na kształcenie i nie miej nie tylko nic, ale gorzej. Bo jeśli jesteś po studiach, to trudniej Ci będzie znaleźć pracę w supermarkecie, niż komuś bez wykształcenia. Jakże to - pracownik lepiej wykształcony, niż szef?
Takie rzeczy, proszę państwa, to tylko w Polsce.
Na koniec dalsza część cytatu z „Dnia świra”. Do przemyślenia...
- Już możecie inteligentowi *** po uszach od brzasku! Żeby se czasem kałamarz nie pospał godzinkę dłużej kapkę od was, skoro zasnął dopiero nad ranem! I żeby się kompletnie spalił w blokach już na starcie! Grunt, że, *** inteligent załatwiony na dzień cały! Wrócicie **** jak siądę do pracy!..
* Sukces - pierwszy w Polsce po transformacji ustrojowej z 1989 r. wysokonakładowy magazyn (miesięcznik) wydawany przez prywatną spółkę Inter-media. Twórcami Sukcesu była czwórka szkolnych przyjaciół: Joanna i Ryszard Stolarscy, Tadeusz Helwich i Wojciech Mittelstaedt. Pierwszy numer ukazał się 29.04.1990 w nakładzie 100 000 egz. Poziom edytorski czasopisma wyraźnie przewyższał istniejące wtedy na rynku tytuły. Pierwszym redaktorem naczelnym był Wojciech Mittelstaedt. Motto Sukcesu brzmiało - Magazyn nie tylko dla Panów. (za wikipedią)
Artykuły z cyklu: „Tortury po polsku" - mają w krzywym zwierciadle uwypuklić pewne nasze narodowe przypadłości – zarówno nas, Polaków, jak i Polski – kraju, którego jesteśmy obywatelami. Zachęcam do zgłaszania propozycji na następne felietony z cyklu: „Tortury po polsku".


























Kontakt:
To chyba nie do końca tak,
To chyba nie do końca tak, znam wielu takich co w Niemczech byli fachowcami, dobrze zarabiali a jak stali się "za starzy" po prostu zostali z niczym. Bo tam też starych nie chcą a myśli Pan,że po 60-ce da się na budowie po 12 godzin tyrać, To prawda,ze mamy teraz nadmiar ludzi z dyplomem , na pewno zbyt wielu socjologów, historyków ale jak ktoś skończy studia to pewnie i kurs na kafelkarza zrobi a w drugą stronę trudniej. Gdyby istniał przepis na dozgonne szczęście i życie w dobrobycie podzieliłabym się z Panem na pewno tą wiedzą.=)
Pozdrawiam jutro będzie lepiej=)
Świetny artykuł i taki do
Świetny artykuł i taki do bólu prawdziwy. Mnie bardzo poruszyła wypowiedź byłego studenta, zacytowana w ubiegłym tygodniu, w Gazecie Lubuskiej, który lata nauki na naszym uniwersytecie uznał za stracone. Oczywiście uzasadnił to. Smutna rzeczywistość.
Takich absurdów o jakich czytamy w artykule jest pełno. W szkolnictwie spotkałam takie sytuacje, że dyrektorzy szkół nie chcieli zatrudnić nauczycieli dyplomowanych, którym trzeba było zapłacić więcej. I jak to się miało do zachęty, żeby podnosić swoje kwalifikacje?
Ja na dzień dzisiejszy też
Ja na dzień dzisiejszy też uważam swoje lata studiów za stracone....5 lat, które musiałam wykreślić z życiorysu by dostać jakąś pracę. Dzisiaj dyplom mogę sobie powiesić w kuchni nad zlewem i powspominać jedynie piekne lata.
Człowiek po studiach zarabia więcej? Być może na jakichś państwowych stanowiskach. Nie w normalnym zakladzie pracy, firmie....płacą grosze i jeszcze potrafią powiedzieć, że jak się nie podoba to mogę sobie założyć własna firmę, płacić zusy i zobaczyc jak to jest.
Człowiek po studiach robi cokolwiek by zarobić na życie....i słyszy czasem od innych, ze jest mało ambitny bo powinien wziąść się za szukanie czegoś lepszego i bardziej prestżowego. Jedyne co pozostaje, to satysfakcja z pracy którą się akurat lubi nie koniecznie dużo zarabiając....Wyjechać za chlebem zawsze można...ale tęsknić za rodziną i znajomymi? Taka cena obecnego życia....
co racja to racja
rozumiem, że tak żartobliwie autor ujął problem. Ale muszę zaprotestować, że NIE KAŻDY po studiach humanistycznych jest idiotą. Odniosłem takie wrażenie po lekturze i jest ono krzywdzące. NIE CZUJĘ by moje 5 lat studiów były ZMARNOWANE.
..
A kwestia rynku pracy i że nikt nie chce "humanistów" a tylko "inżynierów" i "budowlańców" to inna para kaloszy. ;)
Hmm...
Powtórzę fragment dopisku do artykułu:
"Artykuły z cyklu: „Tortury po polsku" - mają w krzywym zwierciadle uwypuklić pewne nasze narodowe przypadłości"
W krzywym zwierciadle, czyli w przesadzie. Wyolbrzymieniu.
Choć czasem wydawałoby się, że to jednak normalność...
A co do podejrzeń o marudność i zrzędliwość - tortury po polsku z założenia mają być tekstami narzekającymi i piętnującymi. Wszak nie ma "miłych tortur"...
Toteż napisałem, cytuję siebie:
"rozumiem, że tak żartobliwie autor ujął problem" z naciskiem na "żartobliwie". A że zabrałem głos w dyskusji n.t. studiów humanistycznych..
hmmm, no bardzo mnie ten
hmmm, no bardzo mnie ten tekst zmotywował ;P Ja apropo studiów zauważyłam wśród swojego pokolenia inne dziwne zjawisko, otóż teraz wszyscy sobie wmówili, że skoro potrzeba inzynierów to znaczy, że uczelnie i stypedia już czekają i tak mamy np.w klasach z rozszerzoną matmą, chemią czy fizyką osoby, które były by świetnymi humanistami, tylko sie boja bezrobocia, osoby, które jak nie miały co ze soba zrobic to zamiast iść do ogólnej poszły np. na matematyczno fizyczną, bo wierzą, ze się podciągną z tych przedmiotów oraz ofiary ambicji swoich rodziców, którym powiedziano, że mają iśc na politechnikę.