Wykształcenie na papierze
Liczba studentów w Polsce w ostatnich latach znacznie wzrosła. Według badań prawie co druga osoba po maturze studiuje, a odsetek osób z wyższym wykształceniem wyniósł w 2011 r. 17,5 proc.
Pęd do nauki jest godny pochwały, jednak coraz częściej pojawia się pytanie o jakość takiego kształcenia. Polscy pracodawcy nie odnotowali nagłego napływu wybitnych i kompetentnych kandydatów do pracy. Wręcz przeciwnie – często skarżą się, że nowi pracownicy nie są wystarczająco dobrze przygotowani do wykonywania obowiązków zawodowych. Czy to możliwe, aby studia liczyły się tylko na papierze?
Jak w każdym przypadku, odpowiedź nie jest jednoznaczna. Z pewnością mamy wiele dobrych szkół wyższych, które dbają o poziom nauczania i starają się dostosować swój program do realiów zmieniającej się rzeczywistości. Na pewno jest też wielu zdolnych studentów, którzy zostają dobrze wyedukowanymi absolwentami a następnie wartościowymi pracownikami. Jednak nie zawsze mamy do czynienia z połączeniem obydwu czynników.
Socjologowie wymieniają kilka przyczyn coraz powszechniejszego zainteresowania studiami, m.in. łatwiejszy dostęp do nauki. W ostatnim dziesięcioleciu powstała ogromna liczba prywatnych szkół wyższych, a uczelnie publiczne zwiększają liczbę miejsc i wydziałów, na których można studiować. Zjawisko niżu demograficznego, którego przedstawicielami są od kilku lat także studenci sprawia, że to uczelnie zaczynają walczyć o studentów, a nie na odwrót, jak było dawniej. Wiele uczelni prywatnych nabór prowadzi na zasadzie przeprowadzania rozmowy kwalifikacyjnej, a w praktyce liczy się przede wszystkim uiszczenie stosownej opłaty. Istnieją różne formy odbywania studiów: w trybie dziennym, zaocznym, wieczorowym albo poprzez indywidualny tok studiów. To wszystko sprawia, że maturzysta ma nieomal zapewnione miejsce na którejś uczelni. Pewnym ograniczeniem są wciąż koszty studiów. Chociaż studia dzienne na uczelniach publicznych są bezpłatne, to student mimo wszystko ponosi koszty związane z opłatami dodatkowymi, utrzymaniem się poza rodzinnym miejscem zamieszkania lub dojazdami. Nie są to jednak kwoty nieosiągalne dla statystycznego studenta. Część z nich łączy studia z pracą, co pozwala na utrzymanie się i opłacenie studiów zaocznych lub czesnego na prywatnej uczelni.
Drugim ważnym impulsem są oczekiwania społeczne. Od lat dziewięćdziesiątych Polacy coraz bardziej cenią sobie wykształcenie. Zauważyli, że zazwyczaj ma ono realne przełożenie na dalsze losy młodego człowieka. Kontynuacja nauki po maturze przestała być luksusem dobrze widzianym jedynie w rodzinach inteligenckich oraz zamożnych, a stała się krokiem podejmowanym przez dzieci przeciętnego Polaka. Wysłanie dziecka na studia zaczęliśmy uważać za coś istotnego dla jego dalszej kariery zawodowej. Pracodawcy podchwycili ten trend i wymóg posiadania wyższego wykształcenia pojawia się w dużej części ogłoszeń o pracę. Dotyczy to, zarówno urzędów państwowych, jak i firm prywatnych.
Jednak kwestia motywacji do studiowania przedstawia się bardzo różnorodnie. Duża część młodych ludzi zaczyna studia, aby zdobyć wiedzę i kwalifikacje. Jedni naukę traktują jako wartość samą w sobie, inni skupiają się na zdobyciu umiejętności praktycznych. Coraz bardziej powiększa się grupa, która studiuje dla tak zwanego „papierka", czyli zdobycia dyplomu lub tytułu naukowego. Ich motywacja bywa różna. Niektórzy starają się studiować pod wpływem presji rodziców lub rówieśników, ponieważ „wypada" skończyć jakąś szkołę. Inni chcą zwiększyć swoje szanse u potencjalnych pracodawców i ważniejsze jest dla nich samo otrzymanie dyplomu niż jakość odebranego kształcenia. Takie osoby wybierają kierunki studiów uważane za łatwiejsze lub takie prywatne uczelnie, które nie wymagają od studentów wielkiego zaangażowania. Dotyczy to nie tylko maturzystów, lecz również osób dorosłych, nieraz w wieku dojrzałym, którym zdobycie wyższego wykształcenia ma pomóc w sytuacji zawodowej. W przypadku niektórych młodych ludzi podjęcie studiów (czasami nawet bez zamiaru ich ukończenia) jest przejawem pewnego rodzaju zaradności życiowej. Posiadanie legitymacji studenckiej zapewnia ulgi na różnego typu bilety itp., a rodzicom dziecka kontynuującego naukę umożliwia ubieganie się o alimenty od byłego współmałżonka, niektóre zasiłki czy inne formy pomocy. Nikt bowiem nie sprawdza, jak poważnie traktuje studia taki młody człowiek i czy jego dyplom jest coś wart. Wysyp prywatnych uczelni znacznie ułatwia załatwienie sobie zaświadczenia o figurowaniu na liście studentów. Wprowadzenie dwustopniowych studiów również sprzyja uzyskiwaniu „papierka", bo dyplom licencjata można zdobyć w czasie krótszym niż dyplom inżyniera, magistra czy doktora.
Takie zachowanie z pewnością nie jest uczciwe wobec pracodawców, u których potem taki absolwent aplikuje o pracę. Osoba przeprowadzająca rekrutację zakłada, że przedstawiany dyplom stanowi dowód posiadania pewnych kwalifikacji. Niektórzy pracodawcy, zwłaszcza w większych miastach, ostrożniej traktują wszelkie deklaracje kandydatów do pracy. W związku z tym, dyplom ukończenia Wyższej Szkoły Zarządzania „w Pcimiu" będą traktowali podejrzliwie. Zawsze mogą też przeegzaminować takiego młodego człowieka z posiadania wymaganej przez siebie wiedzy.
Posiadacze wykształcenia na papierze psują również opinię swoim rówieśnikom, bo ich przypadek może skłaniać społeczeństwo do generalizowania, że „w dzisiejszych czasach młodzież nic nie umie". Szkodzą też absolwentom tej samej uczelni, bo wystawiają złe świadectwo poziomowi uczelni, której dyplom uzyskali. Ktoś może powiedzieć, że szkoły wyższe same nie powinny przyznawać tytułu osobom, które nie przykładają się do nauki. Jednak każdy, kto studiował, wie, jak często szczęśliwym trafem udaje się studentowi zdać egzamin. Formalnie taka osoba spełnia warunki do uzyskania dyplomu, więc uczelnia nie do końca jest odpowiedzialna za poziom kwalifikacji, jakimi faktycznie dysponuje. Ale prawdziwą wiedzę nieuczciwego studenta często weryfikuje życie. Dlatego warto naprawdę przyłożyć się do studiowania, jeżeli już je rozpoczniemy.



























Kontakt: