A wszystko zaczęło się od spotkania
Mroźny, od trzęsących się zębów, środowy wieczór w klubie Czterech Róż i spotkanie przy ciepłej herbacie i kawie z historią żywą: panami Florianem Mocakiem i Tadeuszem Marcinkowskim - jednymi z ostatnich, którzy jeszcze żyją, współtworzących zielonogórskie i lubuskie środowisko filmowe ab init. z wręcz tytanem pracy Januszem Łomskim.
Tadeusz Marcinkowski
Mnóstwo wspomnień, jak to kiedyś było, jak się żyło, jak to się zaczęło, jak to wyglądało, jak się działało okraszonych masą starych zdjęć i papierów: poświadczeń, zaświadczeń, dyplomów itp. Na jednym z takich zdjęć - wypisz, wymaluj - zielonogórska, "własna", "rodzima" Pola Negri - Tamara Janowska, dusza LKF-u wg M. Ziemskiej.
Tamara Janowska
Pierwszy film Lubuskiego Klubu Filmowego powstał we współpracy z Niemcami, gdzie barierą do przełamania był język. Ze śmiechem Tadeusz Marcinkowski wspominał, jak to się dogadywano z sąsiadami zza Odrą i jak filmu nie odzyskano (Niemiec, który zabrał tenże film do Frankfurtu, jak się okazało później, uciekł z nim do RFN).
A wszystko zaczęło się od spotkania, integracji, od zainteresowań i, oczywiście, rarytasu technologicznego - kamery Mocaka. Najpierw prywatnie, "amatorsko", choć jako jedyni amatorskiego klubu nie stworzyli (z uwagi na kamerę!), a później od 1957 roku, działali już jako komórka Lubuskiego Towarzystwa Kultury pod nazwą Lubuski Klub Filmowy. I tak to się zaczęło. Zlecano im kręcenie filmów, jechali, kręcili, grali i dobrze się przy tym bawili.
Mocak ze swoją kamerą za którą rachunek ma do dziś
LKF nie miał problemów z cenzurą ani z władzą ludową, gdyż zajmował się produkcją filmową na tzw. zlecenie. Nie było więc problemów ze scenariuszami, mimo że trafiły się i niepochlebne opinie o scenariuszowej pięcie achillesowej LKF-u w Gazecie Zielonogórskiej. Florian Mocak jako operator filmowy ze szczegółami opowiadał, jak (z odpowiednią zgodą na piśmie od władz) jeździł do studia we Wrocławiu, by tam z negatywu przerzucać na pozytyw, po czym można było udźwiękowić film już w zielonogórskim studio Polskiego Radia. Z dumą i przyjemnością wspominał o dwóch (wręcz) miłościach: o nowoczesnej, jak na tamte czasy, kamerze filmowej, którą kupił za własne pieniądze, oraz o skuterze, którego zazdrościł nie tylko Tadeusz Marcinkowski.
Florian Mocak wspominał również, jak "na czarno" studiował w łódzkiej filmówce wraz z samym sami-wiecie-kim, tj. Romanem Polańskim.
Nie było oczywiście tak pięknie, łatwo i przyjemnie, co poświadczył Sybirak Tadeusz Marcinkowski, przywołując w pamięci swoją historię, jak z przyczyn politycznych wyrzucono go ze szczecińskiej szkoły ekonomicznej.
Przykrym wspomnieniem dla operatora LKF-u jest to, co się stało z masą materiałów studyjnych LKF-u, gdy klub przenosił się z Gwardii na Wyspiańskiego. Do dziś nie może chyba odżałować, ile sprzętu, materiałów rozkradziono czy wyrzucono.
Prawie setka filmów znajduje się na koncie LKF-u. Wszystkie są filmowym zapisem historii regionu. Centrala (Warszawa) miała Polską Kronikę Filmową, Lubuskie i Zielona Góra - LKF z tym że LKF nie był aż tak przesiąknięty propagandą jak PKF. Kiedyś Lubuski Klub Filmowy, dzisiaj - Lubuska Kronika Filmowa, zabezpieczona i zdeponowana w Archiwum Państwowym w Zielonej Górze, z siedzibą w Starym Kisielinie. Zarówno PKF, jak i produkcje LKF są cennym materiałem źródłowym do bliższego poznania innego świata, którym była Polska Ludowa (1944-1989). A propaganda? Można ją oddzielić, jak ziarno od plew tak, jak przeglądając stare gazety z okresu minionego ustroju.
Do spotkania dołączył zainteresowany LKF-em Aleksander Bruno Kieć. Od kilku lat organizowania festiwali Filmowej Góry wiele się na to zanosiło, ale, jak się wydaje, Filmowa Góra staje się lub też już jest kontynuatorką LKF-u czy idei LKF-u i jako ta kontynuatorka jest zainteresowana wspomnieć historię LKF-u.
Bruno
Tak to się zaczęło. Od spotkania.




























Kontakt:
podoba mi się
relacja ze spotkania
przypomniało mi się jeszcze coś z naszego spotkania
na Twoje pytanie czy pamiętają coś szczególnego i fajnego z życia LKF dwaj panowie spojrzeli na siebie i się uśmiechnęli, co to mogło znaczyć............? wiedzą tylko oni
Bardzo ciekawy
artykuł. Fajnie napisany, no i te zdjęcia - super!
...
Ech, nic nie poprawiono w tekście. Poprawiłem chochliki. Zdjęć "nie ruszałem", ale ostatnie zdanie "zaklęte" między dwoma jest mało widoczne. Cytuję: "Tak to się zaczęło. Od spotkania". ;)
Wiem, tak, wiem, że Tamara Janowska nie przypomina dosłownie Poli Negri.. ale mnie się tak skojarzyło - i było to moje subiektywne odczucie, kiedy zobaczyłem "to" jedno zdjęcie. :)
O cholera, teraz dojrzałem... i znów wyślę do moderacji... ech...
oczywiście nie udźwiękowił dźwięk, a film.. .:((
To, że się uśmiechnęli, zauważyłem, ale że spojrzeli na siebie. Hm, hm.. :) Daje do myślenia. ;)
Nie tylko ten dźwięk :)
@KOKO:Ale w sumie ciekawie opisałeś. :)
...
@Bogusław_ZG:No nie... załamał mnie pan. Coś jeszcze? :(:(
Ale w sumie, cieszę się, że się podoba mimo chochlików. :P:P
Warto było,
Jak ważne są spotkania przeszłości z terażniejszością dla przyszłości wie ten KTO potrafi zatrzymać COŚ w kadrze.Gratuluję WAM.
DOBRE!
Nic dodać, nic ująć. Po prostu DOBRE! To jest właśnie nasza najnowsza historia.Idźcie za ciosem! Pozdrawiam i gratuluję,