drukuj

Winobranie 2010: Sztuka Wysublimowana według T. N.

Drugi dzień winobrania

Obserwując tegoroczne Winobranie nasuwa mi się kilka skojarzeń, oczywiście całkowicie prywatnych, ale chciałabym się nimi z MM-kowiczami i czytelnikami podzielić.

Pierwsze skojarzenie to przypomnienie sobie o sytuacji sprzed dobrych kilku lat, gdy kupiłam bilet do kina na jakiś film, ale gdy już weszłam, okazało się, że będzie wyświetlany film zupełnie inny, którego nie chciałam oglądać.

Oczywiście, nikt z obsługi  nie raczył poinformować, że seans obejmuje inny program, niż zapowiadano.

 

Skąd to skojarzenie?

 

A dokładnie z Winobrania.

 

Czytając wcześniejsze buńczuczne zapowiedzi, jakie to tegoroczne Winobranie nie będzie wspaniałe, szykowałam się na imprezę, która przebije ubiegłoroczną – całkiem niezłą zresztą, wbrew opinii mediów.

 

I co zastałam?

 

Przede wszystkim bałagan organizacyjny – błędne informacje w programie, takie jak godziny koncertów (np. sobotnia Siła Muzyki), godziny odjazdu winobusów, rozlokowanie atrakcji (scena przy Strasznym Dworze) itp.  Nie wspomnę o transmisji na żywo z Siły Muzyki – owszem była, ale w radiu, a pan Tomasz Nesterowicz, dyrektor Winobrania i wszystkich imprez w Zielonej Górze, szumnie zapowiadał transmisję na żywo w TVN.

 

Zobaczymy, co z szumnie zapowiadaną transmisją na żywo z dzisiejszego Korowodu, bo też jej jakoś w programie TVP2 z naleźć nie mogę – i nie tylko ja, czytając wypowiedzi internautów.

Kolejne skojarzenie, to stare rzymskie przysłowie „pecunia non olet” – dla niewtajemniczonych: „pieniądze nie śmierdzą”. Skąd to skojarzenie? Jak sobie przypomnę nieustanne ataki medialne w zeszłym roku na organizatorów Winobrania – słuszne i niesłuszne zresztą, ale nie o to chodzi – to lekko mnie zaskakuje fakt totalnego spokoju medialnego w tym roku. Gołym okiem widać, że praktycznie wszystkie media są albo podkupione reklamami, albo pouzgadniane, żeby Miasta w tym roku nie atakować. Pewnie na zasadzie: siedźcie cicho, bo jak nam nie wyjdzie, to znowu
ktoś inny będzie to organizował. 

 

Żeby było jasne: bardzo się cieszę, że miasto samodzielnie próbuje zrealizować swoje święto. Ale po tegorocznym doświadczeniu chyba będzie już jasne, że skoro buty naprawiamy u szewca, a samochód w warsztacie lub autoryzowanej stacji obsługi, to tego typu imprezę powinni organizować FACHOWCY – niekoniecznie z ASPE, ale FACHOWCY.  

I tu kolejne skojarzenie – niedawna reklama PZU, gdzie pseudowarsztaty się rozsypują, a pomoc drogowa to przerobiony rower. Dokładnie taka sama proporcja jest u nas, gdzie PZU to porządny organizator imprezy, a z drugiej strony warsztat z jedną ścianą i rowerowa pomoc drogowa – to jakość oferowana przez miasto, a ściślej przez pana Tomasza N. To chyba on w końcu sprawia, że czujemy się jak na jednej wielkiej prowizorce – choćby na koncertach„gwiazd”.

 

Swoją drogą ciekawe, jak to jest z tymi gwiazdami. Czytałam, że na sesji Rady Miasta pan T.N. zdradził, że ZOK za występy „gwiazd” zapłacił około miliona złotych. Rozumiem, że Siłą Muzyki kosztuje – pewnie z pół miliona, chociaż powinno być taniej, nie było transmisji na żywo, i to jest niewątpliwa porażka pana T.N., bo jego zapowiedzi rozbudziły apetyty zielonogórzan. Ale gdzie drugie pół miliona? Patrząc na poziom i jakość zespołów i zespolików, „gwiazd” i gwiazdeczek występujących na dużej scenie, łatwo policzyć, że tego typu występy kosztują po 3-5-10 tys. każdy. W skali tygodnia daje to około 100.000 zł. To ja się pytam, gdzie się podziało jeszcze 400.000 złotych ? Czy aż tyle zarobiło RADIO ZET?  Sama nie wiem, co mam o tym myśleć, mam wrażenie, że się sfrajerowaliśmy. Jedno jest pewne – towar nie jest wart swojej ceny, przepłaciliśmy jako miasto – a  więc my, mieszkańcy – kilkukrotnie.

 

Najważniejsze, że prawdopodobnie i pan dyrektor Nesterowicz,  i prezydent po Winobraniu stwierdzą, że była to najlepsza impreza w historii – ale powinni dodać, że w historii września 2010. Z  tym bym się zgodziła, chociaż wrzesień jeszcze się nie skończył. Na pewno była to impreza najdroższa.           

I jeszcze jedno skojarzenie. Swego czasu modne były spektakle w stylu „Teatr jednego aktora”. Niektórzy aktorzy nadal grają monodramy, i w zależności od klasy aktora i poziomu spektaklu,  czasami kończą się one sukcesem.
 
Skąd to skojarzenie?

Z koncertów na dużej scenie, a właściwie frekwencji na tych koncertach. Myślę, że pan T.N. mógłby opatentować na skalę polską, a może i europejską albo światową, nowy styl, nowy pomysł na realizację imprez masowych (masowych tylko z nazwy). Za darmo podaję panu T.N. pomysł na Sztukę przez duże „S”, dla koneserów i znawców, bo tylko tacy są w stanie docenić jego wysiłki. Wysublimowanie Sztuki powinno być czynnikiem wyróżniającym ją z zalewu tandety, bo, jak widać, tandetą i sztuką popularną, dla wielu ludzi, dla zabawy, panT.N. się po prostu brzydzi.

Ten pomysł to „Sztuka Jednego Widza”, a raczej „Koncert Jednego Gapia”.

Koniecznie za milion złotych.  

 

[UWAGA
Redakcja MM traktuje niniejszy tekst jako głos w dyskusji nad winobraniem.
Niniejsza wypowiedź nie jest wypowiedzią redakcji MM i nie stanowi prezentacji jej poglądów.]

Zdjęcia

  • Drugi dzień winobrania
Alicja.A
Autor:Alicja.A

Zaloguj się lub utwórz konto, by oceniać

Komentarze
santino
santino ndz., 2010-09-12 21:26

No ładnie pojechałaś po organizatorach ...

Ale właściwie to trudno się nie zgodzić z argumentacją.
Też bym chciał, żeby to jakoś potem rozliczyć, ale pewnie co się da to zamataczą i tyle tego będzie.
A zakończenie ekstra :-)
Pozdrawiam

alko_mat
alko_mat pon., 2010-09-13 08:12

Brawo Pani Alicjo!

W końcu ktoś odważył się powiedzieć prawdę o organizatorach tegorocznego święta...
Popieam Panią...
Widzę, że TN i spółka mieli podobne podejście jak w kampaniach wyborczych, w których dużo obiecują, mało robią a na koniec chcą udowodnić, ż DOTRZYMALI SŁOWA...

K.Malewicz
K.Malewicz pon., 2010-09-13 09:54

Mam dwojakie odczucia

Z jednej strony się zgadzam z wydźwiękiem artykułu, z drugiej mam wrażenie, że to i tak nic nie da.
Bo chyba nic nie zepsuje dobrego humoru organizatorom i panu Nesterowiczowi, który pewnie w normalnej firmie zostałby wyrzucony na pysk za takie podejście do imprezy i taką ilość wpadek, a w urzędzie zostanie pewnie PIERWSZYM FACHOWCEM OD IMPREZ i jeszcze niezła premia wpłynie ...
Premia za wydanie kilka razy więcje niż warto i niż trzeba ...
Ale kto to ma ocenić w urzędzie, jak tam się nikt na tym nie zna ?
Więc czekają nas pewnie kolejne imprezy po kilka milionów "made by Nesterowicz"- czyli strasznie drogo i strasznie do d...uszy

K.Malewicz