drukuj

Winobranie 2010 – o winnym misterium

Winobranie 2010 - Małgorzata i Jarosław Lewandowscy o trudach pracy...

Święto wina i bez wina? Jeszcze do niedawna możliwe. Od niedawna już nie. Nie w naszym Winnym Grodzie! Jak Zielona Góra słynie z kabaretowego zagłębia, tak coraz głośniej o naszych winnicach, winiarzach i winach. Także poza granicami naszego kraju.

   Miasteczko winiarzy na deptaku przy ratuszu ma wielkie wzięcie. Można nasze wino degustować, można je od tegorocznych dni święta miasta kupić. Obok sadzonek winnej latorośli są stoiska z akcesoriami do wina. Można stwierdzić – winne święto świętem wina. I o to właśnie chodzi.

   Świętują zielonogórzanie i ich goście. Oceniają smak, aromat. Jaki jest ten napój bogów zrodzony tak daleko na północy? Oceny smakoszów są wysokie. To wielka satysfakcja dla naszych producentów.

   Wino miało być moją niedzielną winobraniową przygodą. I taką było. Ale przez nieprecyzyjny zapis w informatorze zrobiła się WIELKA PRZYGODA. Przeżyłam ją wspólnie z kilkoma osobami. Informacja precyzyjnie podawała, że spod Palmiarni jeżdżą autobusy do naszych winnic. Nie było to prawdą. Jeden kurs okrężny, a nie jak można było przypuszczać – ruch wahadłowy.

   Miałam szczęście. Na miejscu zbiórki zjawili się też filmowcy ze Szwajcarii, którzy chcieli skorzystać z możliwości dojazdu autobusem. Od kilku dni są w naszym mieście. Zbierają materiały do filmu o Zielonej Górze, o święcie winobrania, o winnicach, o nas. Po dłuższym czekaniu decyzja była szybka. Dojazd swoim samochodem. Mieli miejsce i tym sposobem, wraz z nową znajomą Krystyną, udaliśmy się do miejscowości Proczki koło Zaboru na winnicę ,,Na Leśnej Polanie" państwa Małgorzaty i Jarosława Lewandowskich.

   Film, który kręcą powstaje za przyczyną informacji, że u nas też się produkuje wino. W krainach cywilizacji wina przyjęto wiadomość sceptycznie. – Nie w tamtych regionach. Owszem, może i robią, ale produkcja wina jest sztuką. Czy tam na północy to czują?

   Realizatorów filmu intersuje nie tylko winny temat. Także i to jak zielonogórzanie widzą swoje miasto, winne tradycje. Przez nieporozumienie informacyjne zabrali ze sobą osoby, które każda z osobna serce mogłaby oddać za Zielona Górę. Lepiej nie mogli trafić! To nie chwalenie się, ale stwierdzenie faktu.

   Winnica i jej właściciele. Cudowna opowieść pani Małgorzaty i pana Jarosława. O marzeniach, o pasji, o trudzie pracy i radości z pierwszych owoców ich pracy. O niepowodzeniach i planach na przyszłość. O bardzo delikatnej i kapryśnej roślinności. I o surowym klimacie.
Jestem przekonana, że surowy klimat ogrzewają żarem swych serc...

   Ponieważ nie zabraliśmy się z wycieczką, przeto i spotkanie było kameralne, z właściwą atmosferą. Przy piciu wina nie wolno popełnić profanum. Jest zbyt szlachetnym trunkiem. No i tutaj ja odpadłam w przedbiegach. Nie jestem koneserką alkoholu (u mnie może się nawet zepsuć), ale nie znaczy, że nie wiem, o co w winnym napoju chodzi. Obserwowałam z przeogromnym zainteresowaniem winne misterium. Rozpoznawanie smakowe, delektowanie bukietu zapachowego. Porównywanie, komentowanie. Delektowanie się piciem. Tak jak powinno być. A moi nowi znajomi to sami mistrzowie!

   Operator kamery też w końcu zakończył swoją pracę. Państwo Lewandowscy mogli mieć satysfakcję. Smakosz wina, z własną piwniczką i... jego ogromne zaskoczenie. Skosztował czegoś doskonałego!

   Dobre bo polskie. Doskonałe bo nasze, zielonogórskie!

   Mimo, ze to dopiero początek, ja swoją największą przygodę winobraniową już przeżyłam. Będę się nią długo delektować.

Hej winobranie!

Zdjęcia

  • Winobranie 2010 - Małgorzata i Jarosław Lewandowscy o trudach pracy...
  • Winobranie 2010 - radosny owoc ciężkiej pracy
  • Winobranie 2010 - winna przygoda z ekipą filmową
  • Winobranie 2010 - wychowany w cywilizacji wina odkrył nowy świat
  • Winobranie 2010 - ... nad rośliną delikatną i kapryśną...
  • Winobranie 2010 - ... ale nagrodą jest boski napój.
  • Winobranie 2010 - koneserzy o cudownym napoju mogą rozmawiać w nieskończoność
  • Winobranie 2010 - winnica "Na Leśnej Polanie" zaprasza

Zaloguj się lub utwórz konto, by oceniać

Komentarze
Szambelan
Szambelan pon., 2010-09-06 09:34

Taka niewysoka, skromnisia a z APARATEM MA WZIĘCIE !

Krąży opinia, że u mężczyzny samochód jest przedłużeniem męskości. A u dziewczyny? Fotoaparat z lufą jest na tyle zachęcający że nawet zagraniczni panowie zapraszają do zagranicznej bryki.
...
A zbitek optymistycznych wyrazów : "winne święto świętem wina. I o to właśnie chodzi." mógłby Prezydent używać w promowaniu miasta.
...
A może jednak Alicja zaryzykuje następną przygodę? Do korowodu jeszcze daleko.

Szambelan
Alicja Skowrońska
Alicja Skowrońska pon., 2010-09-06 22:44

Patrzyłam, patrzyłam, aż wypatrzyłam.

Rzeczywiście butelka otwarta.
Była mała inscenizacja akurat do tego zdjęcia, chciałam aby naczynia były z kurzem. Z emocji nie widziałam co jest w koszyku. A swoje odbicie od razu zauważyłam!

Pozdrawiam
KOKO
KOKO śr., 2010-09-08 08:06

Przyznaję, że ma Pani szczęście ;)

za które można pogratulować :P ale, ale przygodę pani miała (jak widzę na zdjęciach) rodem z Toskanii ;)