W co gra Jarosław Kaczyński?
Dzisiaj Jarosław Kaczyński zaapelował do premiera Donalda Tuska o obniżenie akcyzy na paliwo. Argumentując to „dobrem obywateli". Gdyby Jarosław Kaczyński miał, choć cień nadziei na wygraną w nadchodzących wyborach, nigdy by z takim postulatem nie wystąpił. Przede wszystkim, dlatego że Polska może zmniejszyć akcyzę na paliwo maksymalnie na trzy miesiące. To oznacza, że po upływie tego okresu, ceny paliwa automatycznie pójdą w górę. Gdyby, zatem prezes PiS wierzył w wygraną swojej partii, musiałby mieć świadomość, że drastyczny skok cen paliwa spadnie na jego barki. A to byłby cios już na samym początku potencjalnie wygranych wyborów.
Kolejnym przykładem na brak wiary pana prezesa są miesięcznice organizowane na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie. Jarosław Kaczyński zdaje sobie sprawę z tego, że zdecydowana większość Polaków odbiera te marsze z pochodniami jako ośmieszającą Polskę hucpę polityczną. Kto był tego dnia w Warszawie wie, jak to się odbywa. Fala agresji, jaka przechodzi tego dnia przez stolicę jest zatrważająca. Mimo to wszystkie działania tzw. obrońców krzyża firmuje sam Jarosław Kaczyński swoją obecnością i nawoływaniem do marszu z pochodniami. Nie odciął się nawet od swastyki, która pojawiła się na transparencie jednego z manifestujących na Krakowskim Przedmieściu.
Takie działania Kaczyńskiego nie wzięły się z kosmosu. To zbyt wytrawny polityk, aby świadomie popełniał tak kardynalne błędy wizerunkowe. W tej chwili, marszami i absurdalnymi postulatami umacnia swój elektorat. On wcale nie chce wygrać tych wyborów. Rządzenie w dobie ogólnoświatowego kryzysu dla populistów z PiS byłoby samobójstwem. Bo nie mając w budżecie pieniędzy, nie mogliby spełnić nawet 5% swoich wyborczych obietnic a to byłaby dla nich katastrofa. On czeka. Żadne działania Jarosława Kaczyńskiego w żaden sposób nie były w stanie osłabić partii Donalda Tuska. Czeka więc na jej wypalenie. Jest przekonany, może i słusznie, że kolejna kadencja zmiecie Platformę z powierzchni polityki. Wtedy partia Kaczyńskiego będzie mogła zająć miejsce obecnie rządzących i właśnie do tego zmierza prezes Prawa i Sprawiedliwości. Oczywiście pod warunkiem, że w wyborach zdobędzie wystarczająco głosów, by móc rządzić samodzielnie, gdyż partia Kaczyńskiego, jako jedyna na obecnej scenie politycznej, nie ma żadnych możliwości koalicyjnych.
Ktoś może powiedzieć, że kolejnej spektakularnej porażki elektorat Kaczyńskiego nie zniesie. Błąd – elektorat zniesie wszystko. Wystarczy sobie przypomnieć, co się działo przed wyborami samorządowymi i jak działał prezes PiS po przegranych wyborach prezydenckich. Wyrzucił z partii swoich sztabowców oskarżając ich o złe przygotowanie kampanii wyborczej a tuż przed wyborami samorządowymi, kiedy sondaże nie dawały PiS najmniejszych szans, tych samych ludzi zapobiegawczo oskarżył o działanie na szkodę partii. Znalazł więc kozła ofiarnego. Bo przecież sam prezes się nigdy nie myli, nie przegrywa! Od kilku miesięcy jesteśmy epatowani wizją sfałszowanych nadchodzących wyborów parlamentarnych. Kiedy PiS przegra, kilku czołowych polityków tej partii rzuci kilka oskarżeń, powie coś o fałszerstwach i będzie po sprawie. Jak mawiał Jacek Kurski – ciemny lud kupi wszystko! Jeśli zaś chodzi o działaczy partyjnych, to oni nie mają wyboru. Bez Jarosława Kaczyńskiego PiS przestanie istnieć. Poza tym, prezes Prawa i Sprawiedliwości zawsze znajdzie sposób na zdyscyplinowanie swoich działaczy. Dwa miesiące po przegranych wyborach, Kaczyński miał powiedzieć:
- Jeśli komuś nie podoba się obecna linia partii, to możecie zwołać nadzwyczajny kongres. Ale jeśli mnie odwołacie ze stanowiska prezesa, to natychmiast założę nową partię. I będę robić wszystko, byście się do parlamentu nie dostali. Taką relacje przekazał mediom Tomasz Dudziński, do niedawna poseł PiS.
Jarosław Kaczyński, umacniając swój elektorat i nie nastawiając się na wygranie wyborów postawił wszystko na jedną kartę. Zabetonowana scena polityczna w naszym kraju musi w końcu pęknąć. Jeśli więc pojawi się alternatywa dla PiS, wówczas premierostwo może pozostać dla Jarosława Kaczyńskiego tylko marzeniem. Istnieje jeszcze jeden problem dla prezesa – umacnianie się SLD. To ta partia, po kolejnej kadencji PO może przejąć jej elektorat. To kolejne zagrożenie, które może zniweczyć polityczny plan prezesa PiS.
Aleko Bliznakopulu

























Kontakt:
Muszę przyznać Bliznakopulu
że masz wiele racji
aż "do bólu"
rączka sama stawia "piączka"
Ode mnie też piąteczka
za artykuł. Bardzo chcę, żeby teza postawiona już w pierwszym zdaniu, we wstępie, była prawdziwa.
Jak ja słyszę i czytam
Jak ja słyszę i czytam "Jarosław K. to i tamto...." to muszę się napić...kawy.
To i tak dobrze
@Milena:Mnie wtedy kawa nawet nie smakuje.
A kto to jest?
A kto to jest Jarosław Kaczyński?
Przepraszam, nie kojarzę tego pana.
Barbara N.
:)
Bardzo ładny tekst:]
...
Artykuł ciekawy, ale naiwny. Autor jednak chyba troszeczkę nie docenia takiego gracza politycznego jak Jarosław Kaczyński. Jeden z komentatorów przeprowadził kalkulację, że im mniejsza frekwencja, tym więcej głosów padnie na PiS. To było dość dawno temu. Istnieje też spora grupa niezdecydowanych. Proszę się przyjrzeć krok po kroku polityce tej partii i jej głównych działaczy. Za "Smoleńskiem", "Lechem Kaczyńskim" i innymi krzykliwymi hasłami coś się kryje. Coś większego i głębszego. PiS bardzo dobrze czuje się jako partia opozycyjna i nie chce utonąć. Walczy o trzy grupy elektoratu: SLD, PO-PSL i niezdecydowanych. Uderza w tony katolicyzmu, wsi i gra na strunach melodie rolnikom i robotnikom. Itd. itp.
Trzeba pamiętać, że polityka NIE jest sentymentalna, tj. nie ma tam miejsca na żadne sentymenty. Tam toczy się gra gorsza niż w kasynie. Łudzi się ten, kto wierzy, że znajdzie wśród polityków ideowców czystych jak łza, którzy chcą zmieniać kraj i świat. Terefere, to nie ta bajka.
..
Co do obniżenia akcyzy. Jarosław Kaczyński poniewczasie o to zaapelował. Minister Pawlak już mówił o tym wcześniej i o ile mi wiadomo rząd podszedł do tego przychylnie (chyba, że się coś zmieniło i jednak nie).
..
Ach, uwaga jeszcze jedna. Tam w tekście padło takie sformułowanie "zabetonowana scena polityczna". Trzeba to poprawić: nie "polityczna", ale "partyjna".
..
Ja wiem jedno, czeka nas w najlepszym wypadku to, co miało miejsce w Hiszpanii. Młodzi ludzie wyjdą na ulice i powiedzą veto całemu establishmentowi politycznemu (czyli u nas by było veto PO, PSL, SLD i PiS).
..
Kiedy były wybory w 2007, ja sobie prognozowałem (ot tak sam z siebie), że na fali oburzenia PiS wtedy przegra i wygra PO, następne wybory wygra znowu PO, a trzecie wybory wygra SLD. No, chyba, że Napieralski "wbije gwóźdź do trumny" swojej partii (chociaż patrząc na te sondaże, to powolutku SLD się odbija do góry mimo wszystko).
Jarosław Kaczyński może sobie
@KOKO:Jarosław Kaczyński może sobie walczyć o elektorat SLD. Równie skuteczna byłaby walka z wiatrakami. Nie zgodzę się więc z tą tezą. Wyborcy SLD nigdy nie zagłosują na PiS. Co do PSL, zgoda. Co do PO - elektoratowi tej partii bliżej do SLD, niż do PiS. Faktem jest, że SLD się będzie umacniać, PO z biegiem lat zacznie się wypalać, zaś pis się skutecznie zabetonuje. Będzie partią "wiecznie opozycyjną", która już teraz znana jest tylko z tego, że jest znana, bo poza banialukami na temat Smoleńska, nie ma nic do powiedzenia. Takie są fakty.
Jeśli to przeczytają Radni Miejscy PiS-u to ...pogniewają się
na autora a nawet na portal spolecznościowy "mmzielonagora.pl".
Czy wyobrażacie sobie aby Eleonora Szymkowiak - kwiaciarka; Bożena Ronowicz - b prezydentka czy Jacek Budzinski - historyk praktykujący (i trybun ludu) zechcieli wcielić się w rolę opozycji czyli partii (zapewne chwilowo) przegranej ?
...
PiS w Zielonej Górze nadal będzie siłą rządzącą w Radzie Miejskiej.
Do Szambelana
@Szambelan:A dlaczego mam się gniewać? Każdy ma prawo do własnego osądu sytuacji. Artykuł w kilku fragmentach ciekawy, w innych bardziej życzeniowy niż powiązany z polityczną rzeczywistością.
Kilka moich uwag.W Polsce częściej głosuje się przeciw niż za i od natężenie tego zjawiska zależy wynik październikowych wyborów.Platformie Obywatelskiej nie uda się drugi raz zmobilizować w takiej skali przeciwników PiS jak w 2007 roku i to pomimo powtórnego straszenia rządami Kaczyńskiego.To oznacza, że o wyniku zadecydują "żelaźni" wyborcy, a tych mają więcej PiS i SLD.Wbrew pozorom przepływ elektoratu pomiędzy PiS a SLD jest większy niż może się wydawać.Oba elektoraty (w ich twardej cżęści) łączy niechęć wobec Platformy Obywatelskiej.SLD,PSL i PiS są często w sondażach niedoszacowane, a PO przeszacowana.
Co do zielonogórskiego podwórka.Klub PiS jest opozycją w Radzie Miasta, ale wiele razy głosowaliśmy wbrew partyjnym podziałom razem z SLD czy z PO.Decydowały argumenty merytoryczne, a nie polityczne, co nie oznacza że radni są wolni od polityki.Aby rządzić w Radzie Miasta Zielona Góra potrzebne jest 13 głosów
( na 25 radnych). PO i SLD mają po 10 radnych, a PiS 5 radnych.Jak widać trzeba się dogadywać i dobrze.Pozdrawiam
A na koniec polecam ciekawy (choć stary, nadal aktualny) artykuł:
http://iskry.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=401&Itemid=3