Używać, czy nie używać?... O używkach, nałogach, nie zawsze negatywnych...
Poznasz człeka przez nałogi jego - ktoś, gdzieś, kiedyś to powiedział, a mnie się nie chce googlać, by znaleźć autora, bowiem do niczego nie jest on mi potrzebny. Kwestię zaś przytoczyłem tylko dlatego, że... jest ona bardzo trafna.
Używkami zwykliśmy nazywać to, co w dużej ilości lub częstotliwości zażywania może zaszkodzić. Może, ale oczywiście nie musi. Na przykład alkohol, który jeśli od okazji do okazji, lub kieliszkiem wina do obiadu (lub do kolacji z ukochaną), to jest po prostu zwyczajnością. Wszystko jest dla ludzi, jak się potocznie mówi - i słusznie się mówi. Bo człowiek wie, jak korzystać z małych przyjemności.
Inaczej, gdy człowiek się odczłowieczy, da pochłonąć tej przyjemności do cna. Staje się ona upragnionym punktem dnia, lub cały ten dzień zdaje się zastępować. Żyję, by pić - powie alkoholik. I ma rację. Podobnie powie każdy uzależniony od czegoś, co pochłania w nadmiarze. Anorektyczka swą szczupłością, narkoman swym narkotykiem. Człowiek pyszny swą dumą. Opętany dziennikarz newsem. Seksoholik podnietą. Zbyt dużo, zbyt często - to nasza stała wada, i przydarza się nam ona nie tylko przy alkoholu, czy tytoniu...
Choćby zjeść. Dobrze. Każdy lubi. Ale gdy jedzenie staje się celem dnia, gdy wstajesz w nocy i bieżysz do lodówki, by podskubać znów kawałek sera żółtego (to akurat moja używka, przyznaję i dumny jestem z tego), czy oliwkę ze słoja, to już coś jest nie tak. Niewinna, rozwijająca, dająca przyjemność używka, używeczka, używeczusia przeradza się w nałóg, zaczyna mną kierować. A to nie jest już przyjemne. Efekt? Jojo. Znaczy, my wyglądamy jak jojo. Znaczy - jesteśmy okrągli i kulamy się zmęczeni i spoceni do pracy i nazad. Zmęczeni także tym, że nie dajemy sobie z tym nałogiem rady. Że on nas zwycięzył. Już dawno przestało to być UŻYWANIE.
Czy to jednoznacznie źle, gdy używka zawładnie człekiem? Nie zawsze, nie z każdą. Jeśli tą moją codzienną, którą uwielbiam w siebie ładować w wielkiej ilości, jest muzyka, to gdy ona mną zawładnie, nie zrobię sobie krzywdy... Być może zniszczę trochę słuch. Może. Ale przecież rozwinie mnie to, rozwinie... Czuję, ze to robi...
Podobnie książki - druga z moich nieuleczalnych używek. Dobra książka zawładnie tobą. Zabierze Ci sen, zabierze ci głód, zabierze ci nawet pamięć o czyichś imieninach. To źle? Zepsujesz sobie wzrok. Zaczniesz nosić okulary. Ale przeczytasz kolejną książkę. Oczy pieką, głowa boli, w pracy czujesz, że nos ciąży ci do biurka, ale... Zamyślisz się. POMYŚLISZ. Może ta właśnie chwila z książką stanie się jedną z tych, które przypomnę sobie za 40 lat, gdy będę schorowanym staruszkiem? A może ta, gdy odkryłem na nowo jakiś utwór przez pomyłkę? Któż to wie?
No to jak? Używki - warto, czy nie? Używać życia z głową, czy dbać o siebie i odmawiać sobie co rusz nowych rzeczy?
Wyjść na deszcz i zmoknąć. Co innego gdy jesteś w drodze i Cię złapie - wtedy klniesz, a co innego, gdy świadomie nań wyjdziesz, by poczuć... wolność. Może złapiesz katar. Może grypę. Zaszkodzisz sobie. Ale coś przeżyjesz. warto, czy nie?
Używać, czy przeżywać?
Nie tylko czekolada, herbata earl gray z sokiem, czy dobry film. Także spotkanie z przyjaciółmi są nimi. Dobra zabawa w klubie. Mocny, energetyczny taniec. Pocałunek ukochanej osoby. Patrzenie na kota. Wszystko, co sprawia nam chwilową, wielką przyjemność, a w czym można przesadzić (choć czy można przesadzić w patrzeniu na kota?). Przez używki poznasz człowieka. Popatrz na drugą osobę. Jakie kolory lubi nosić? Jakie dowcipy lubi opowiadać? Co lubi jeść na drugie śniadanie? Jakie ma tapety w komputerze? Na widok kogo się uśmiecha? Zobaczysz przez te rzeczy kogoś konkretnego, nie zwykłego, szarego Kowalskiego, a Kowalskiego, który ma fioła na punkcie czerwieni, uwielbia kolekcjonować szyszki i przepada za serem feta. To poprzez używki go poznacie. Zobaczycie, kim jest naprawdę.
Bo używki to odkryte jądro naszych pragnień.
Zatem... Nie bądźmy tacy pospolici. Nie zatrzymujmy się na zwykłej kawie, białej czekoladzie, gorących kubkach i broszkach z żabą na rowerze. Popatrzmy w swe przyzwyczajenia do chwili przyjemności. Niechże spojrzę ja, jeśli już to piszę.
* Przestawianie budzika rano - co najmniej trzy razy. Tak, to dobra używka, pozwala mi poczuć, że to ja kontroluję sytuację i nie jestem robocikiem, który na hasło wstaje i leci do fabryki.
* Zejście na dół w Redakcji - niegdyś na fajkę, dziś dla świeżego powietrza, by się przejść naokoło budynku, popatrzeć na ludzi... Lubię.
* Herbata Earl Gray z sokiem malinowym - nie tylko na zimę, ale na zawsze. Wzięta od kapitana Jeana Luc'a Pickarda z serialu Star Trek: Generations. Najlepsza z używek codziennych, bo mówi mi - jestem częścią twego życia, świadomą decyzją smaku, podążam za tobą zawsze i w oczach innych ludzi identyfikuję... własnie Ciebie.
* Kubek z kotem - jakimkolwiek, nawet schematycznym. Bo z niego lepiej smakuje. Bo z innego smakuje gorzej. Bo mieć takich kubków legion ja pragnę na starość!
* Muzyka - jest żywiołem, który pozwala mi poruszać nogami. Chodzę, dzięki niej. Czekam dzięki niej. Jadę dzięki niej. To już niebezpieczne. Przy wyładowanej baterii nagle okazuje się, że trzeba chodzić w ciszy...
* Patrzenie. Było moją używką zawsze. Patrzę na świat wokół, czasem na siebie poprzez ten świat.
* Czytanie - było.
* Spanie - oto używka, której odmawiam sobie dokumentnie. Dziwne. Jakby oddychać tylko ćwiercią płuc, albo jeść tylko trzema zebami. Kocham spać, lecz jako sowa śpię za mało... Tylko w soboty... Wtedy nie dzwońcie, bardzo Was proszę.
Jest jeszcze kilka... Ale, to nie miejsce ani czas na nie. Jakim jestem człowiekiem, gdy patrzycie na mnie poprzez używki, którymi wyznaczam sobie punkty dnia?
A jakimi używkami ożywiacie swój dzień Wy?
Ja dziś i jutro będę używał życia dzięki zupie pomidorowej. Dobra zupa, długo gotowana, z prawdziwymi pomidorami, czosneczkiem, bazylią... Czyż nie zasługuje na miano używki? Moim zdaniem tak..


























Kontakt:
Guma do żucia -
- zacna używka. Dropsy Orbit też.
Pistacje to nie używka a wręcz nałóg. Jestem w transie, póki nie znikną wszystkie w zasięgu wzroku...
Wychodzenie na dwór, na świeże powietrze, ech. Sama, jako niepaląca, tak robię, po prostu. Tylko czy to jeszcze używka?
Bo mi to bardziej pasuje do rytuałów takich, jak półgodzinne, poranne stanie przed lustrem, co by się "wytapetować" czy strzelanie kośćmi i stawami.
Zbieranie kubków z kotami... Cóż, ja zbieram torebki. Kiedyś sobie nimi ścianę całą w przedpokoju wyłożę.
Pomidorówka - mistrzostwo świata.
A zasłyszane powiedzonka ze skeczy to co? Też!
Ładnie.
"Niewinna, rozwijająca,
"Niewinna, rozwijająca, dająca przyjemność używka, używeczka, używeczusia przeradza się...."
Ależ mi się to zdanie podoba:)!
Używka dla ciebie, a dla drugiego?
Jadę do Warszawy pociągiem. W przedziale sześć osób. Jeszcze pociąg się roz-
pędza, a cztery osoby wyjmują swoje mercedesy (czyt. komórki). I zaczyna się.
Klikanie z lewej, z prawej, z naprzeciwka, z góry - z góry jeszcze nie.
Wychodzę na korytarz - stoję aż do Poznania. Może wsiądą inni ludzie. Inni
tak, ale z komórkami.
Używka dla jednych, udręka dla innych.
Żeby tylko klikanie.
@W.W.:Klikanie samo w sobie jest do przeżycia. Gorzej gdy " uzależnieni ", w miejscach publicznych przy pomocy komórek porozumiewają się mało dyskretnie z im podobnymi. Rozmawiają tak głośno, że cały market lub ulica wie jak całował Wiesiek lub gdzie jadą na urlop. Starszym przypominają się rozmowy z Przemyślem sprzed 50 lat przez osławione telefony na korbkę.
Zwrócenie uwagi niewiele pomaga. Piorunujące spojrzenia nie przerywają " używania ".
Ja do kina noszę zagłuszać GSM
@Pintaliano:Przynajmniej w promieniu 5 - 8 metrów odemnie nikt nie gada przez telefon. Co najwyzej usłysze polski przerywnik, albo: Tutaj nie ma zasięgu. Cisza. Błoga cisza. Zagłuszacz na jednym ładowaniu pracuje do 4 godzin
Poznasz człowieka po tapetach
Poznasz człowieka po tapetach na pulicie?? :)))))) czy to jest rodzaj używki?? hi hi hi...ja mam swoją córkę na pulpicie, w pewnym sensie miła używka, bardzo wyczerpujaca :p I nowe uzależnienie mam...wszędzie chodzę z aparatem i wszystko widzę przez pryzmat kadru...o to fajne ujęcie, tamto też fajne, a tu się zatrzymam bo muszę pstryknąć....ehh...a gdy nie mam przy sobie aparatu to jest; o rany jakie fajne miejsce muszę wrócić po aparat i pstryknąć...to już choroba :O
Tak, to choroba.
@Milena:Ja też mam tę przypadłość. Ale nie wracam po aparat. Zawsze jest ze mną.
Brawa dla Świerszczyka!!! Nocny Marek zdemaskowany ;)
Piękne są "używki", które człowieka rozwijają i sprawiają,
że różni się zasadniczo od ... tych, którzy ich nie mają ale mają
za to wszechobecny pęd za materią nieożywioną - kult Mamony ...
posiadać, oszczędzać, zdobywać, kupować, szpanować ...
a prawdziwe życie jest tuż obok nich ... ale Oni niestety są ślepi :(
A wystarczy odrobina radosnego maniactwa w stylu:
"sentymentalne gadżety", "ten stary dobry rock" czy np.: fenomen
"czarnego humoru" zamiast kolejnej, śmiertelnej dawki stresu ;)
Pozdrawiam gorąco wszystkie Sowy i Nocnych Marków!!!
Pozdrawiam gorąco wszystkich Marzycieli i Poetów !!!
Pozdrawiam gorąco Wszystkich Pozytywnie Zakręconych!!!
Dzięki Wam chce się żyć :)))))))))))))))))))))))))))))))))))))
:)
@ackasper:Sowy huczą
i w podzięce mruczą
Dobrze że jest świerszczyk na MM
Nie wyobrażam sobie czasu, kiedy go nie było...
...
Dziękuję za wiersz. Trafny jak nie wiem co :) Dziękuję :)