drukuj

Uśmiechnij się! Rozmowy z dziećmi, trudne pytania…

ZoofyTheJi sxchu

Kto z nas nie śmiał się serdecznie podczas prowadzonych rozmów ze swoim dzieckiem? Kto nie czuł się zakłopotany z powodu zadawanych przez dziecko pytań? Zapraszam lubiących się uśmiechać do lektury.

Rozmowy z dzieckiem to duża przyjemność, doceniam to teraz, mając już wnuki. Gdy moje córki były małe, pośpiech i ogrom obowiązków często powodowały brak czasu na dłuższe rozmowy, ich pytania zaskakiwały mnie, wówczas młodą matkę i nie zawsze odpowiadałam tak, jakbym to dzisiaj zrobiła.
Ale, to chyba normalne, że uczymy się całe życie i często do roli matki, ojca dorastamy zostając dziadkami. No cóż, lepiej późno niż wcale.

Kilka takich pytań i rozmów z moimi córkami zapamiętałam, a że można się z nich pośmiać, dzielę się nimi z Mm-kowiczami. Ostatnio, jak wszyscy chyba zauważyli, preferuję hasło, że  „ŚMIECH TO ZDROWIE”.

- 4,5 letnia córka pyta mnie: „Mamo, jak urodziłaś Magdę?” Ja, przy myciu naczyń, zaskoczona odpowiadam ( bardzo to było niepedagogiczne, dzisiaj to wiem), „Iwonko, zupełnie tak samo, jak ciebie”. Dziecko odeszło, ja odetchnęłam z ulgą, za chwile jednak wraca i słyszę: „Mamo, ale ja naprawdę nie pamiętam, jak Ty mnie rodziłaś”.

- Moje córki są bardzo różne i tak było od dziecka. Myślę, że to, co teraz napiszę dobrze zobrazuje tę różnicę.
- Wybieramy się do dziadków na Wigilię. Starsza córka biega i woła: „Dajcie mi jakąś dużą torbę, bo muszę spakować prezenty, jakie dla wszystkich zrobiłam”. Młodsza o 4 lata córka też biega i woła: „Dajcie mi dużą torbę, żebym miała w czym przynieść prezenty, które dzisiaj dostanę”.
Nic dodać, nic ująć.

- Bawimy się w sklep, ja kupuję, córka sprzedaje. Widzę cenę ziemniaków 3zł. Wiedząc, że to będzie zbyt trudne dla dziecka z klasy pierwszej ( widać złośliwa kiedyś byłam) proszę ją o pół kg. ziemniaków. Dziecko się zawahało i słyszę: „Mamo, chwileczkę, bo ziemniaki właśnie potaniały”. Zamazała cenę i napisała 2 zł.

- Zaglądam do zeszytu córki i widzę, że wyraz „wierzchołek” jest użyty trzykrotnie i za każdym razem inaczej napisany, bo „sz”. „rz” i „ż”. Pytam ją, dlaczego tak napisała. Odpowiedź brzmiała: „Co miałam zrobić, nie wiedząc jak się pisze. Któreś na pewno jest dobrze”.

- Ta sama córka, mająca kłopoty z ortografią, zaczęła chodzić na korepetycje do polonistki, mojej koleżanki. Na którejś lekcji napisała „narzyczony”. Polonistka zwróciła jej uwagę, że jeżeli tak kiedyś napisze do swojego narzeczonego, to on nie będzie zadowolony. Na co moje dziecko szczerze odpowiedziało: ”Ale ja proszę pani nie będę miała narzeczonego, bo tak, jak pani, zostanę starą panną”.
Polonistka ze śmiechu nie mogła prowadzić przez jakiś czas lekcji. Jej mama, która to słyszała uciekła do innego pokoju dusząc się śmiechem.
Na szczęście obie z poczuciem humoru. Koleżanka, już nie stara panna, wspomina to do dzisiaj i wiele naszych wspólnych znajomych miało ubaw.

- Rozmowa z córką: „Mamo, jak skończę szkołę podstawową, to już będę miała spokój?” Więc tłumaczę, że potem szkoła średnia i znowu słyszę: „I po czterech latach koniec?” Zaczynam typową gadkę rodziców, że jak chce kimś w życiu być, to studia…i takie tam teksty wstawiam.… Córka po namyśle mówi: „ Mamo, ja pójdę w takim razie na studia, bo ja bardzo chcę kimś w życiu być, ja będę lody w kiosku sprzedawała”.
Oczywiście nie mam nic przeciwko sprzedawaniu lodów w kiosku, gdyby ktoś to tak odebrał, ale już nie tłumaczyłam, że do tego studia koniecznie nie są potrzebne.

Jeżeli czytając zebrane tutaj moje rozmowy z córkami wywołały uśmiech, to się cieszę.
Czytałam na Mm-ce rozmowy Bogusława_ZG z wnusią, szczerze się uśmiałam, szczególnie z tych butów, których nie chciała pobrudzić i z zakopanego samochodu.
Namawiam do podzielenia się swoimi perełkami z rozmów, z dziećmi.

O swoich rozmowach z wnukami napiszę w innym artykule i zapewniam, że będzie śmiesznie.

Zdjęcia

  • ZoofyTheJi sxchu
Bogusia
Autor:Bogusiagg: GG6410658

Zaloguj się lub utwórz konto, by oceniać

Komentarze
swierszczyk
swierszczyk wt., 2011-10-25 23:51

Czytając,...

się ubawiłem,...
i piąteczkę zostawiłem,...

Meg51
Meg51 śr., 2011-10-26 08:39

Fajne perełki,

przypomniały mi taką scenkę. Robię sweter na drutach, na podłodze mój 4,5 letni synek buduje coś z klocków lego. Spostrzegam, że spod krótkiego sweterka widać gołe plecki. Pytam: "Karolku, nie zimno Ci?" "Nie". Chcę się upewnić: "Na pewno nie, bo mi jakoś chłodno", na co slyszę odpowiedź: "To się weź do roboty tak jak ja".

Maria G.
An_na
An_na śr., 2011-10-26 08:48

Uśmiechem...

rozpoczęłam dzień:)

jorik
jorik śr., 2011-10-26 09:38

A czemu?

Chyba każde dziecko przechodzi ten etap, gdy na każde słowo, zdarzenie itd, zadaje pytanie "a czemu?" Czasami miałem już dość monotonii tych pytań, niekiedy wydawało się bez sensu i odpowiadałem byle jak, byle co. Bywało że wtedy wnuczka przywoływała mnie do porządku zaskakująco rzeczowymi odpowiedziami.

Na kolejne pytanie,odpowiadam zniecierpliwiony : - nie wiem...
Wnuczka: -dziadku, trzeba pomyśleć trochę!

Ja: -tylko czemu i czemu!. Bo nie ma dżemu! (tak mi się głupio zrymowało)
Wnuczka: -to zajrzyj do lodówki, tam jest!
Takich rezolutnych rozmówek było wiele i do dzisiaj rozbawiają mnie :)

jorik
Maciek Gniazdowski
Maciek Gniazdowski śr., 2011-10-26 10:01

Dawno, dawno temu...

moje dziecko popisało mi długopisem książkę. Wściekły, z pianą na pysku, pytam głupio (głupio, bo wiem, kto to zrobił):
- KTO TO ZROBIŁ?!?!

Na to dziecko, po chwili namysłu, patrząc w oczy, mówi cicho:
- Smok...

Parsknąłem śmiechem, wynalazczość została nagrodzona, gniew zniknął. Do dziś pamiętam tę chwilę, gdy szukał właściwej odpowiedzi ;-).

MaciekMG http://zgfoto.hekko.pl/
Bogusław_ZG
Bogusław_ZG śr., 2011-10-26 18:32

„sz”. „rz” i „ż”

Dobra metoda! Sam ją stosowałem. :))))

emor
emor śr., 2011-10-26 23:28

świetne!

Zaśmiewam się do monitora :D
I przypomniałam sobie...
Kiedyś tam, gdy wiozłam swoje dziecko i dziecko znajomych "na tańce", jakiś kierowca zajechał mi drogę.
Ja (dość głośno): - Jak jeździsz, sieroto!
Dziecko znajomych: - Mój tatuś na takich krzyczy "ty d***u żołędny".
Moje dziecko milczy.
Po jakimś czasie, kiedy jechałam sama z dzieckiem, sytuacja na drodze powtórzyła się. Wtedy moje dziecko zza pleców ryknęło:
-Jak jeździsz ty... (chwila wahania na przypomnienie sobie, jak to było) kasztanowy łebku!

Bogusia
Bogusia śr., 2011-10-26 23:41

Miło mi, że

@emor:

rozbawiłam.
Jeszcze jedno. Koleżenka - nauczycielka powiedziała córeczce, że w szkole nie ma mamy, tylko ona jest panią nauczycielką, bo chodziło jej, żeby za nią nie biegała. Na co dziewczynka: "Mamo, to ja w szkole jestem sierotą?"

B.H.-D.
barszczewska
barszczewska czw., 2011-10-27 11:09

mnie to

bardzo rozbawiłaś, pominęłaś historię ze zmywarką a ta bardzo mi się podobała

barbara
Bogusia
Bogusia czw., 2011-10-27 11:53

Basiu, to będzie

@barszczewska:

w artykule o rozmowach z wnukami. To były z córkami.

B.H.-D.
barszczewska
barszczewska czw., 2011-10-27 11:14

przypomniała mi się taka historia

któregoś popołudnia oddałam swojego małego synka pod opiekę przyjaciół. Oni zabrali go do miasta, a tam on ciągle ich na coś naciągał, wodę z saturatora, watę cukrową i coś tam jeszcze. Kiedy wracali wstąpili jeszcze do sklepu harcerskiego przy ul. Jedności. Co tam było to my starsi wiemy. Tam moje dziecko zapytało: Wujku, a gdybym jeszcze chciał resoraka to chyba bym już przesadził?

barbara
barszczewska
barszczewska czw., 2011-10-27 11:17

przybiega do mnie synek i krzyczy

mamo, mamo matka polka umarła. Jaka matka polka? No umarła bo pomnik jej budują.
Chodziło o Pomnik Matki Polki w Łodzi

barbara
Bogusia
Bogusia czw., 2011-10-27 15:31

Sprzedam dalej

@barszczewska:

o matce Polce, bo świetne.

B.H.-D.