Urząd Bezrobocia
Petentka, Petent:
- Ho, ho, ho… Jak to miło jest kolejny raz zawitać w Zielonogórskim Urzędzie Pracy. Wygląda na to, że mają tutaj pełno ofert pracy, bo mają dla nas takie fajne maszynki z numerkami, jest ich tak dużo, no i w ogóle jest zaje... fajnie… Spacerują sobie od pokoiku do pokoiku i wymieniają się między sobą informacjami, do których my nie mamy dostępu. A może biwakują przy kawce, herbatce i ciasteczku? Nie, ufamy że nie. Przecież oni ciężko pracują. Poza tym są pilnowani przez swoich kierowników i dyrektora. Dla nas pracują, żeby nam się żyło lepiej. A nam, biednym, niezaradnym szaraczkom, nie wypada o nich źle myśleć.
Pracownik Urzędu Pracy:
- Przeglądała pani oferty pracy?... A pan?... Przeglądał pan oferty pracy?... I co?... Znalazła pani ofertę pracy dla siebie?... A pan?...
Petentka, Petent:
- Nie ma tu nic dla mnie. Od lat wisi to, co zawsze w tym Urzędzie Pracy. My już bardzo dobrze tych ‘’pracodawców’’ znamy. Kurczę blade, ta sama śmieciówka, co zawsze…
Pracowniczka Urzędu Pracy:
- Niech pani, pan spojrzy na tę ofertę pracy w Wałbrzychu.
Petentka, Petent:
- Ale myśmy tę ofertę pracy widzieli trzy tygodnie temu w dodatku ‘’praca’’ Gazety Wyborczej. Wysyłaliśmy na nią nasze CV. Dzwoniliśmy do tej firmy. Nikt nie odbierał telefonu…
Pracownik Urzędu Pracy:
- To może… O! Zaproponujemy Pani, Panu tę ofertę pracy. Coś musimy wpisać. W końcu trzeba się wykazać. Proszę tu podpisać.
Petentka, Petent:
- Dobrze. Już biegniemy do naszego pracodawcy.
Pracodawca:
- Uuu… Proszę pani, proszę pana, to ogłoszenie już od dwóch miesięcy jest nieaktualne, a oni ciągle przysyłają do nas ludzi…
Petentka, Petent:
- Wracamy do urzędu.
Pracownicy Urzędu Pracy:
- Tak to bywa. Proszę tu się podpisać. Następny termin mają państwo za pięć miesięcy…
No tak. Chwila ciszy, głębszego zamysłu i mogę kilka zdań napisać… Odzwyczaiłem się od wizyt w urzędzie pracy, bo w pewnym momencie swojego życia doszedłem do wniosku, że w ogóle nie pasuję do tego klimatu umiejętnego dołowania człowieka, z którego prawdziwymi chęciami do pracy nikt się nie liczy tylko robi się z niego wariata (przepraszam zadowolone petentki i zadowolonych petentów za być może przesadny subiektywizm). A pracy najlepiej jest zawsze szukać samemu. Z relacji bywalców i mojego zajrzenia z powodu prywatnego zainteresowania regionalnym rozwojem gospodarczym do tej ‘’szacownej instytucji’’ wynika, że nic się nie zmieniło od lat. No, poza dodatkowymi zabawkami mającymi poprawić (czy naprawdę spełniającymi przyjęte założenia ?) przepustowość petentek i petentów oraz większą liczbą urzędników. Ten bardzo poważny społeczny problem oczywiście nie dotyczy tylko Zielonej Góry (tak jak w autentycznym przykładzie) ale jest on widoczny na terenie całego kraju, szczególnie w miejscowościach, gdzie samorządowcy i władze miejskie nie mają pomysłu jak prowadzić negocjacje z pracodawcami i dopasować system szkoleń do rzeczywistych potrzeb rynku pracy. Od jakości lokalnej władzy i jakości lokalnych pracodawców w dużym stopniu zależy poziom kształtowania dobrobytu obywatela. Dobre i skuteczne pomysły na efektywne kształcenie bezrobotnych są od czasu do czasu realizowane w Poznaniu, Warszawie i Wrocławiu. Chociaż w tych miastach też można mieć zastrzeżenia co do funkcjonowania urzędów pracy w obecnej formie. Właściwy sens istnienia urzędów pracy to jest w dużej mierze problem ogólnopolski, z którym zwłaszcza w czasie szukania oszczędności i walki z kryzysem należałoby rozwiązać, tzn. policzyć koszty funkcjonowania urzędów pracy i poważnie zastanowić się nad zastąpieniem ich małymi punktami konsultacyjno-pomocowymi. Zaoszczędzone pieniądze, niemałe pieniądze, byłyby w stanie kreować rynek pracy poprzez finansowanie szkoleń na zawody rzeczywiście potrzebne (najlepiej od razu pod konkretne firmy), lub w ostateczności na dopłacanie do pracownika tak długo jak to będzie wg. pracodawcy potrzebne. Tylko, że takie działania oznaczałyby przechodzenie od realizacji polityki rozdawnictwa i cwaniactwa do polityki faktycznego pomagania ludziom i budowania w nich poczucia godności oraz współodpowiedzialności społecznej. Nie będę się rozpisywał, wracam do chwili ciszy i głębszego zamysłu...
Tomasz R.



























Kontakt:
Urząd dla urzędu...
... na pewnym etapie rozwoju urzędu i ilosci pracowników, stanowi organizm samonapedzjący sie. Istnieje sam dla siebie... Urząd dla zaspokojenia własnych potrzeb tworzy gospodarstwa pomocnicze. Produkuje spinacze, hoduje marchewkę i wieprzowine. Wszystko dla pracowników urzedu. Pracuja dla niego ogrodnicy, kierowcy, informatycy. Urzad zapewnia im byt. Petenci sa zbedni. Jest samowystarczalny.
ha,.. ha,.. prawdziwy bezceler,...
co kartofel a co seler,...???
punkt konsultacyjny,...???
może być unijny...???
zabezpieczenie,; prawne, lokalowe,...
informatyczne, logistyczne,...
archiwalne,...
(nie bo jak się walnę),...
ilość bezrobotnych,...
i ilość kotów miotnych,...
jak czytam niedojrzałe wypracowania,...
to przypomina mi się w szkole "siadaj bania",...
czy administracja aż taka dla was niedostępna,...???
aż tak niepojętna,...????
aż tak trudna w zrozumieniu...???
mówcie mi Gieniu,...
może trza do szkoły wracać,...
lub rzekę kijem zawracać,...
pracować nad pracy udoskonaleniem,...
to winno być waszym marzeniem
w tej rzeczywistości ,...
i tak po kosztach,...
ale,...choć się pośmiałem,...
kciuk do dołu postawić nie zapomniałem,...
acha,... i jeszcze jedno,...
w tym Urzędzie nie pracowałem,...
to sedno,...
jak to się wszyscy na wszystkim znają,...
i oczywiście "poprawiają",...
W szkole jak to w szkole Świerszczyku...
@swierszczyk:''siadaj bania'', bo nie masz nic do gadania..
a Ty się z tym utożsamiasz,
lecz kto ma ludzkie problemy i zapytania
i nie przystaje do ''odgórnie słusznego'' krakania
temu trza czy nie trza od razu dajesz lania
wbita do główki systemowa scheda bełkotania
i bezwarunkowego posłuszeństwa mania
to najlepsze przystawki do Twojego grania...
Fakt świerszczyk się utożsamia,...
@goral2011:całe życie to u świerszczyka "bania",...
ale jedno co u świerszczyka,...
tym "nie" i "jestem przeciwko" wszystko nie wita,...
a jeśli już jakiś sąd przedstawia,...
to albo wie,... albo do tłumaczenia innych namawia,...
i tym się różnimy,...
ja nie jestem na "nie",...
choć jakby się przyjrzeć to kto wie,...???
PS. bez obrazy,...
administracja i jej realizacja,...
to świerszczyka konik,...
jak świerszczyk na rowerze Pana nie dogoni,...
tak i Pan w tym temacie,...
to jak stare,...
spodnie,...
czujmy się w swych tematach obaj tak wygodnie,...
jak nam pozwalają,...
nic do siebie nie mając,...
he he
Służy chyba jedynie temu...że bezrobotny ma zagwarantowane ubezpieczenie. O pomocy w poszukiwaniu pracy ze strony tego urzędu można zapomnieć. Co do nieaktualnych ofert pracy - święta prawda, miesiącami potrafiły takie wisieć. Z tego co ja pamiętam z okresu swojego bezrobocia - urząd pracy to totalna "porażka". Wszystko odbywa sie automatycznie: dzień dobry proszę podpisać nastepny termin, żegnamy.....Żeby się zapisać na jakiś kurs....cud.
Pani Mileno,... mamy widocznie inne skojarzenia,...
czego temat nie zmienia,...
mnie swego czasu kazano iść na kurs,...
i miałem do wyboru do koloru,...
był tylko jeden warunek,...
że jak nie pójdę,...
to mnie pozbawią bezrobotnego i wtedy pod murek,...
cuda widocznie się zdarzają,...
tylko trzeba chcieć,...
a nie ,.... itp....
w Urzędzie Pracy się nie czeka,...
nie zwleka,...
także trzeba być przebojowym,...
wystarczy czytać przepisy i umowy,...
a jak ktoś tylko przychodzi podpisać,...
trudno,...
ale nudno,...
Tak, trzeba być przykrym jak natrętna mucha...
Latać od ucha do ucha
to może ktoś w końcu wysłucha
Oj nie wiedział, że goral może byc mucha,...
natrętna burczymucha,...
która chucha do ucha,...
a ucho nie słucha,...
ale burczymucha,..
wszystko co złe wydmucha,...
niech się nie boi mucha,...
a na zgodę dmucha,...
ps.
Pamiętaj "kolego",...,
ten tego,...
że świerszczykowania się nie uczy,...
a po prostu to samo wychodzi,...
a Wy jesteście,...
(tak mi się wydaje)
za młodzi,...
abyście sprostali,...
ot na razie "mali",...
co nie znaczy,...
że to mnie tłumaczy..
racji,...
przeciwko,...
Waszej narracji,...
Wartościowo poznając...
@swierszczyk:Starszy i młodszy nic do siebie nie mając
rozumem a nie wiekiem się zdradzając
demokratycznie żrąc się i razem na zgodę dmuchając
osioł, wół, lew, żółw, gepard, wilk, zając...
niełatwą drogą wspólnie do przodu kicając...
co za maniera...
Piszcie tak aby was mozna zrozumieć! Bo coraz trudniej Was czytać! Swierszczyka juz dawno nie czytam...
Teraz widze kolejny "rapowiec" czy tez "hipHopowiec"? sie "wypowiada" .
Wiem teraz dlaczego irytuja mnie te dwie subkultury - krzycza tak że trudno ich zrozumieć!