Ukradli wirtualny statek kosmiczny wart realną kasę...
Screen z gry internetowej: http://www.darkorbit.pl/
Statek kosmiczny? 10 lat temu wszyscy popukaliby się w czoło. Ale czytajmy dalej...
"Jak wynika ze wstępnych ustaleń, nieznany sprawca złamał zabezpieczenia i hasła, włamał się na jej konto internetowe w grze, a następnie zabrał całe konto, jak również zakupiony wcześniej statek kosmiczny."
Konto internetowe w grze... Aaaa... To już wszystko tłumaczy. Ale uwaga - pokątnie dowiedziałem się, że ten statek mógł być wart nawet i 1000 zł! Koledzy z redakcji natychmiast zaczęli dyskusję o tym, jak można wydawać realne pieniądze na nierealne statki kosmiczne. Ktoś wspomniał - a jak kupujesz alkohol to niby nie kupujesz czegoś nierealnego? Chwilę zadowolenia a potem ból głowy?...
Czy faktycznie wydajemy pieniądze tylko na realne rzeczy?
Patrzmy na przykład na kwiaty dla ukochanej. Niby rzecz, ale tu nie chodzi o kwiaty - jako kwiaty, ale o to, co one znaczą. O PAMIĘĆ, UCZUCIE, o uśmiech obdarowanej. Coś kompletnie niewyrażalnego w kategoriach faktów, rzeczy policzalnych i mierzalnych, które da się skatalogować i odłożyć na półeczkę.
Jeśli ktoś po drodze nas spotka i natłucze i zabierze bukiet, to będzie to kradzież? Powiecie, że tak.
A gra komputerowa? Niby jest nośnik - płyta DVD (czasem go brak, ale jest wpis na koncie, że została zakupiona). I co? Godziny grania, czyli np. strzelania wyimaginowanymi pociskami do wyimaginowanych postaci, by uchronić swą wyimaginowaną postać przed wyimaginowanymi niebezpieczeństwami. Nic realnego, poza realnymi godzinami przesiedzianymi przed komputerem (czy konsolą), realnym bólem tyłka, realnym kilogramem więcej w pasie (od pizzy) i WRAŻENIAMI. Zadowoleniem, że się ustrzeliło bossa. Złością, że coś nie wychodzi. Ciekawością, co będzie za węgłem, co nas czeka w następnym rozdziale.
Czy jeśli ktoś zabierze nam płytę z grą, to będzie kradzież? Powiecie, że tak.
Idźmy dalej. Ktoś pisze sobie jakiś artykuł. I bierze całe fragmenty mojego tekstu - na przykład właśnie tego, który piszę - i nie podpisze, że to cytat. Wziął i zabrał coś, co sobie wisi w internecie, zrobił coś, o czym nie wiem, nie domyślam się nawet. Co mi wziął, co zabrał? Pomysł, wiedzę, czas poświęcony na napisanie, warsztat, słownictwo, styl... Żadna z tych rzeczy nie jest rzeczą materialną.
Ale czy to jest kradzież? Powiecie, że tak.
A załóżmy, że ktoś się włamie na moje konto na MM-ce. I zacznie używać jako własnego. Ja mogę na przykład być chory i nie używać przez miesiąc tego konta. I ktoś będzie pisał jako ja. Co sobie przywłaszczy? Moje imię i nazwisko? Wasze zaufanie (lub jego brak) do mnie? Moją historię jako internauty? Mój dorobek?
Co z tych rzeczy jest materialne? Ale powiecie, że to jest kradzież, prawda?
Ostatni przykład - uwaga, będzie po bandzie. Wyobraźmy sobie, że chcę kupić jakąś usługę. Na przykład... płatne towarzystwo. Niech to będzie płatny seks. I zapłacę, a osoba, której zapłaciłem, wystawi mnie do wiatru i gdzieś zwieje. Co mi zabrano? Ktoś powie, że pieniądze, ale zabrano mi jeszcze do tego NADZIEJĘ, ZADOWOLENIE, ZASPOKOJENIE. Żadna z tych rzeczy nie jest materialna.
A kradzież? Kradzież!
No to wróćmy teraz do tego statku kosmicznego w wirtualnej grze.
Pamiętam, 3 lata temu sam grałem w grę online w internecie. Kupowałem nawet za prawdziwe pieniądze (tak, wysyłałem smsy tzw. premium) różne rzeczy, by wzbogacić swą postać. By była mocniejsza, bogatsza, by miała lepszy ekwipunek, a dzięki temu by lepiej się nią grało.
Co kupowałem? Wirtualne zbroje, miecze itp.
Co tak naprawdę kupowałem? Własne zadowolenie. Dumę - że mam tak ładnie zrobioną postać. I przyjemność z grania taką postacią.
Włożyłem w nią mnóstwo godzin. Cóż, wówczas nie miałem pracy, więc miałem czas. Gdyby tak policzyć, to 3-miesięczna przygoda z grą kosztowała mnie ok. 3-4 godziny dziennie. Codziennie. Licząc też budzenie się o 4 rano, by zakupić na aukcji w grze po promocyjnej cenie jakiś wisiorek. Myślę, że poświęciłem na grę ok. 400 godzin (matko, aż tyle???), czyli 16 i pół dnia.
Gdybym miał sprzedać komuś mojego wirtualnego wojownika, komuś, kto nie ma tyle czasu, a chce mieć fajną postać i jest w stanie kupić swe zadowolenie za realną gotówkę, to wyceniłbym ją wtedy na jakieś 500 zł. Dużo? A na ile wycenilibyście 400 godzin swego życia plus jakieś 100 zł. wydane na smsy premium? I tak niewiele bym sobie zażyczył. Spoglądam właśnie na allegro i widzę, że tam postaci z gier chodzą nawet po 700 zł.
Ale to i tak nic. W moim ulubionym blogu (Antyweb) miesiąc temu był artykuł na temat tego, jak firmy zarabiają prawdziwe pieniądze na wirtualnych grach. Jedna z firm tytułem eksperymentu wystawiła w sklepie internetowym w grze pewien bardzo rzadki przedmiot, który bardzo trudno w niej znaleźć. Przez dwa dni można było go kupić za prawdziwe pieniądze. Dokłądnie za 1 tys. euro (tak, pierdułka wirtualna za 4500 zł).
Firma w dwa dni zarobiła... 2 miliony euro. Prawdziwe 2 miliony euro. Ha. Szkoda, że tam nie pracuję...
Nie chce ktoś kupić wirtualnej czapki mikołajowej, którą namalowałem sobie w paincie?
Ale to i tak pikuś.
- "Buzz Erik Lightyear w 2009 r. wydał 330 tys. dolarów na stację kosmiczną w grze w Entropia Online"
- "2010 r., użytkownik za 635 tys. dolarów kupił wirtualną posiadłość w grze Entropia"
To są naprawdę porządne pieniądze.
Wyobraźcie sobie, że są całe rzesze ludzi, którzy zarabiają na sprzedaży wirtualnych zbrój, sztyletów, diamentów, kopalin, statków kosmicznych, domostw, koszulek, spódniczek... I innych pierdół dla postaci wirtualnych. Chcesz mieć ładny domek w grze a nie chce ci się na niego pracować godzinami (w grze)? To kupujesz go od kogoś za realne pieniądze. Chcesz mieć wytrenowanego wojownika a nudzi cię trenowanie? Kupujesz. Chcesz mieć fajne, nietypowe wdzianko na swa czarodziejkę? Kupujesz....
Co kupujesz? Zadowolenie. Brak wysiłku. Relaks. Rozrywkę. Status w grze (a nawet poza nią). To są bardzo "namacalne" rzeczy... Pomimo, że nie postawicie ich na półce.
Wiec czy teraz zdziwi Was fakt, że złodziejowi, który zielonogórzance ukradł statek kosmiczny grozi wcale nie wirtualna kara? Za kradzież z włamaniem kodeks karny przewiduje karę pozbawienia wolności od roku do 10 lat.
Ha!


























Kontakt:
A kradzież "zadowolenia",...
poprzez ułożenia,...
kciuka w dół,...
to muł...???
wirtualnie, nienagannie,...
w górę kciuk,...
"puk, puk,.." ??? :):)
A mi kiedyś jakiś potwór Pokemona zeżarł. :(
I na milicję nie poszedłem.
Kilka lat temu
podobną wiadomość przekazała mi koleżanka. Jej syna okradziono ze zbroi, konia i innych atrybutów rycerza, ubaw miałem przedni ale chłopak dosłownie cierpiał ;)
Tam gdzie są pieniądze tam i są kradzieże a w internecie jest tego całe mnóstwo, więc w sumie nie ma się co dziwić, że i do takich kradzieży dochodzi.