Twój czas jeszcze nie nadszedł, a Twój już minął, czyli clubbing po polsku
Wyobraźmy sobie taką sytuację. Moją rodzinę odwiedzają znajomi z zagranicy np. z Niemiec. W tym kraju każdy wie, że 16 latek już dawno nie jest dzieckiem i prowadzi życie nocne, a jego 48 letnia ciotka nie jest żadną babcią i też lubi się zabawić. Chcemy spontanicznie o godzinie 20.00 ruszyć na miasto. Obie grupy wiekowe mają spędzić ten wieczór osobno. Naszym celem są kluby wokół ratusza. Czy to jest w ogóle możliwe?
Twój czas jeszcze nie nadszedł!
Jest wieczór godzina 20.00. Większość kawiarni jest już zamknięta. Nie interesują nas koncerty, ani wieczory poetyckie, czy wszelkiego rodzaju imprezy, na które bilety trzeba było kupić wcześniej. Szukamy klubu, w którym jest w miarę bezpiecznie, nie zamierzamy pić na umór, tylko chcemy potańczyć. Nasz plan jest tak idealny, że aż niewykonalny. Przeanalizujmy to, co jest dostępne na rynku.
Pierwszy klub, w jaki celujemy, to kultowe 4 Róże dla Lucienne. Nie ma mowy, nie wejdziemy, bo wstęp jest od 18 roku życia. To co, że ja mogę zostać, jak moja fikcyjna koleżanka z Niemiec musiałaby spędzić wieczór sama. Wszelkie maskarady i udawanki, są tak samo nie przyjemne dla nas, jak i dla obsługi, bo to żadna frajda zostać wyrzuconym w trakcie imprezy i jeszcze się bać, czy nie będzie gorszych konsekwencji.
Kolejne niedostępne lokale to Bachus i Pinnacolada, tam wstęp jest od 21 roku życia. Niger jest już zamknięty, w kawiarni przy Giocondzie ciężko jest znaleźć wolny stolik, a poza tym przecież miała być impreza, a nie spijanie kawki. Zostaje jeszcze pub Lochy, ale tam bywają raczej starsi.
Nic tylko kupić tanie wino i wypić pod ratuszem, bo właściciele lokali o nas zapomnieli.
Czy dało by się na to coś poradzić? Może dobrym pomysłem byłaby jakaś impreza kierowana dla młodzieży od 16 lat. Taka od godziny 20:00, może do północy. Oczywiście zasada "procenty na dowód" musi obowiązywać. Nie byłoby chętnych?! Na pewno rodzice chętniej by puścili nastolatka na taka imprezę, adresowana dla jego grupy wiekowej, niż na spontaniczny wypad na miasto nocą, z finałem na izbie wytrzeźwień. Taka impreza nie musiała być często, raz na miesiąc na początek, bo w wieku 16 lat człowiek już nie jedno widział i na pewno nie chodzi spać o 19:00 po wieczorynce.
Twój czas już minął!
Pierwsza grupa nie znalazła dla siebie lokalu. Jak pójdzie drugiej? Fikcyjna ciotka ma 48 lat, ale swą chęcią do zabawy i radością z życia zawstydziła by niejedną nastolatkę. Nie ma ochoty na sentymentalne bale z myszką, ani na potańcówki stylizowane na lata swej młodości, imprezy w modnych klubach, gdzie leci techno, house oraz dance to nie dla niej. Nie przeszkadza jej zabawa z młodszymi, ale nie chce pójść do miejsca, w którym może się narazić na śmieszność, albo czuć się jak eksponat muzealny. Tak jak poprzednio, wychodzimy o 20:00, koncerty i wszelkie imprezy, na które trzeba wcześniej kupić bilet, nie wchodzą w grę. Gdzie można tu pójść na dancing? Nigdzie, te relikty zniknęły z planu imprez.
Znowu zaczynamy od 4 Róż i znowu nie ma co liczyć na imprezkę. Nie ma w regulaminie zakazu wstępu dla tej grupy wiekowej, nawet są rodzynki w naszym wieku, ale przeważają młodzi, a muzyka jest skierowana na określoną grupę odbiorców.
Kolejny klub to Bachus, wstąpimy z sentymentu, ale wychodzący z niego młodzi ludzie sugerują, że dla „weteranów" wstępu nie ma. Na internecie wśród stałych bywalców dominują młodzi.
To może Pinnacolada, dobry drink w nazwie sugeruje, że to lokal dla nas, eleganckich pań, które chcą czasem zaszaleć, potańczyć i „dać sobie w gaz". I znowu pudło! W lokalu co prawda nie ma dzieciarni, ale znowu dominują młodzi. Vip room dla fanów Falubazu, muzyka typowo klubowa. Czyli lokal nie dla nas.
To może Lochy? Zwiedzając ich profil na Facebooku znowu widać, że dominują młodzi. To może do jakiejś winiarni? Żarty? Przecież w Zielonej Górze, mieście wina, nie ma żadnej winiarni na rynku. Cóż idziemy do domu, staruszkowie muszą dużo spać i łykać pigułki, bo ich czas już minął.
Może imprezy dla nieco starszej grupy wiekowej? Przecież dzisiaj etykietka „stary" jest przyczepiana do człowieka nie ze względu na wiek, ale na chęci do życia. Grupa wiekowa od 45 lat i więcej też chce się bawić i - co warto zauważyć - to ta grupa ma na to pieniądze. Dzieci dorosłe, wnuki odchowane, dużo czasu i grosza, czy właścicielom zielonogórskich klubów nie ucieka z przed nosa czysty zysk? Rozrywkowe kobiety muszą zostać w domu. Facetom jest łatwiej, wystarczy piwko. W pewnym wieku są oni raczej „nietaneczni", wiec muzyka nie jest im potrzebna, ale panie lubią się bawić. Dlaczego nie mogą?
Wyłączeni z zabawy
Jak widać, właściciele lokali ukierunkowali się na jedną grupę wiekową, która tak naprawdę do bogatych nie należy, bo dopiero się dorabia, bądź jeszcze studiuje, albo wychowuje dzieci. Młodzież , która mogłaby mieć pieniądze od rodziców na zabawę oraz grupa wiekowa od 45 lat i więcej nie jest mile widziana w klubach. Czy zabawa jest tylko dla wybranych? Deptak umiera i właśnie takie selekcjonowanie jest temu winne. Krótko czynne kawiarnie, brak lokali dla wszystkich, brak winiarni, drogie czynsze, to właśnie winowajcy takiego stanu rzeczy. Idąc na rynek o 20:00 będąc w nieodpowiednim wieku i nie przeczytawszy wcześniej rozpiski co, gdzie, kiedy, można zostać na lodzie. Zarówno młodzież jak i starsi nie bywają na deptaku, bo nie ma co tam robić. Tu nie wolno, tam nie wypada, a tu już zamknięte.
Czy my sami nie zabijamy powoli rynku?




























Kontakt:
wspaniały temat
i pięknie napisane, nie sprawdzałam bo ................za wcześnie chodzę spać, ale wierzę, że tak jest, tylko dlaczego..........?
Dlaczego ja tak wcześnie chodzę spać?
Jeszcze parę miesięcy temu restauracja na Kupieckiej zapraszała
na tańce przy melodiach lat 50-tych, 60-.
No i WETERANI którzy poznawali się na "dancingach" dopuścili aby życzliwa im inicjatywa doprowadziła do likwidacji "interesu".
Dobrze, że jeszcze Zielonogórski Uniwersytet Trzeciego Wieku raz po raz organizuje tańce dla SWOICH.
Dlaczego ja tak wcześnie chodzę spac?
Nie dla wszystkich ludzi wieczór to schyłek dnia, a poranek - jego początek.
Są pośród nas sowy i skowronki.
Pozdrawiam Barbara N.
Hehe...! O niebo bardziej trafna diagnoza
od pomysłu, że deptak umiera, bo ludziska nie chodzą z marketu w CB do Focusa, zahaczając po drodze o ciuchlandy na deptaku. :))
Nadzieja, że jak Centrum przebudują to /wg rajców miejskich/ klienci z Centrum będą z tobołami do Focusa na piechotę przez deptak zapychali.
Kurde! A dla mnie dalej nic nie będzie. :((
Nie lubię nosić tobołów. :(
Ostatnio z koleżankami
Ostatnio z koleżankami zastanawiałyśmy się , czy w Polsce samotna kobieta po powiedzmy magicznej czterdziestce ma gdzie się upić z rozpaczy lub szczęścia,że los pozbawił ją zaszczytu prania skarpet=)) i co lipa , musi zalać robala w domu.
Marzy mi się obejrzenie występów drag queen "na żywo", tylko czy nie wyszłabym na "durną babę"- o to jest pytanie=)))
na zakończenie Tęczowej Góry II
@Lucyna:miał się odbyć występ Drag Queen, i to na żywo. Niestety, rock przed występem był zbyt głośny, jak na moje uszy (a i tak jestem głuchawy), więc nie dotrwałem. Ale jeśli członkowie (nie ma tu seksizmu, po prostu nie znoszę poprawnej formy członkinie i członkowie) KPH byli na występie, to może coś nam o występie napiszą? A może za jakiś czas odbędzie się on znów?
Ważny problem
został przez Emilkę zauważony i poruszony. Żeby tylko zauważyli ten artykuł ci którzy mogą coś w tej kwestii zmienić. Autorce gratuluję!
To prawda, że ludzie 50+ chcą, lubią i, w większości, mogą się bawić. Chodzę na karnawałowe bale organizowane przez ZUTW w Palmiarni. Są wspaniałe i przychodzi na nie coraz więcej młodszych osób. Co nie przeszkadza, ani jednym, ani drugim, bawią się razem, a bilety na ten bal rozchodzą się, jak przysłowiowe świeże bułeczki. Starsi wiem, że bawią się w klubie, chyba Wrzos, ale nie byłam tam jeszcze osobiście.
Młodzież? Niektóre szkoły same organizują im dyskoteki np. w Studio(tak robi I LO)
i jest to zawsze pod dyskretną kontrolą szkoły. Ale oczywiście jest to kropla w morzu potrzeb, bo nie samą nauką młodzież żyje.
Co do potrzeby "upicia się", o którym napisała p. Lucyna, a co też jest dla ludzi, to fajny obrazek widziałam w eleganckiej huculskiej restauracji we Lwowie.
Cztery panie siedziały przy stoliku, jadły, dyskutowały i popijały wódeczkę. Na stole stała półlitrowa butelka wódki. Zastanawiałam się wówczas, że u nas byłoby to chyba źle widziane. Same kobiety i pół litra? Osobiście nie widziałam w tym nic złego.
Panowie w tzw. "średnim
Panowie w tzw. "średnim wieku" też nie maja lekko, na deptaku właściwie nie ma miejsca gdzie można pogadać przy piwie . Nie każdy lubi siedzieć w ogródku piwnym, trudno znaleźć miejsce gdzie nie słychać wrzasków a muzyka nie zagłusza rozmowy
"o starych Polakach=))
Pasowała by mi pizzeria, lub ogródek z muzyka włoską,
@W_Drozłowski:a nawet niechby był to Mieczysław Fogg, byle nie za głośno - muzyka powinna być zaledwie tłem do rozmowy.
Rozmowy przy piwie? Polecam Zieloną Jadłodajnię (miła obsługa, dobre pierogi, a i piwo można wybrać). Jeśli ktoś ma pecha być kierowcą, to polecam kwas (bez podtekstów, proszę!).
Moim zdaniem problem nie istnieje
Lokale skierowane są do targetu 18+ (lub więcej - dla tych co nie lubią zataczających sie nastolatków plączących sie pod nogami) bo to jest jedyny dochodowy target. Nie wyobrażam sobie imprez 16-18 latków w deptakowych lokalach. Brzmi to dla mnie naprawdę mocno groteskowo.
Uważam że ci, którzy są młodsi i chcą chodzić, to już chodzą. Z przekonaniem bliskim pewności mogę domniemywać że większość 'zwłok" na imprezach w lokalach to młodzicy poniżej 18 roku życia. A niby nie można, utrata koncesji i takie tam. Pod tym względem jesteśmy krajem niewiarygodnie patologicznym i przepełnionym obłudą i wygląda na to, że to się nie zmieni.
Co do tych "staruszków" (podkreślam, ze użyłem tego sformułowania w cudzysłowie) , wiele klubów oferuje muzykę ze starej płyty, która moim zdaniem "daje radę". Warto przejrzeć ofertę klubów i się wybrać o ile .... rzeczywiście ma się ochotę na zabawę, a nie tylko marudzenie jak tu źle. Puby z cichą muzyką (w zależności od dnia) też by się znalazły.
W kwestii młodzieży na
@AmIright:W kwestii młodzieży na imprezach to wiadomo, ze cześć i tak chodzi, ale byłam w takiej sytuacji kiedy to chcieliśmy na legalu wejść na imprezę i niestety wyszło tak, że mogli zostać ci co mają skończone magiczne 18 lat, a reszta wypad z baru. Nie wszystkie nastolatki chca się napić byle gdzie, część wolała bym wejść normalnie, a dal klubu był by to czysty zysk. Były już coś podobnego kiedyś nazywało sie chyba "Licealne czwartki" czy coś w ten deseń. Owszem patologia chodzi po ziemi, ale to właśnie przez to, że nie chcę się bawić z tą "super grupą" apeluję o otwarcie normalnych porządnych miejsc dla młodzieży. Generalnie chodziło mi o to, że wszystkie lokale tak naprawdę kierowane są do grupy 21 do 35. Owszem są kluby, które proponują spokojniejszą muzykę np. palmiarnia, ale to dość daleko od rynku, a to rynek mamy reanimować. Znam towarzystwo chadzające np. do Pinacolady słyszałam opinie i to np. stanowczo nie jest lokal dla starszych, chyba, że takich co metrykę zgubili.
Zanim to napisano
Zanim to napisano przejrzałyśmy oferty w internecie i niestety nie znalazłam miejsca gdzie mogłabym zaprosić koleżanki. Nie chcę słuchać muzyki z lat 60 -tych bo wtedy chodziłam do przedszkola =) Imprezy w stylu prywatka " u Kici " są tylko w tytule adresowane do 40 czy 50+. Proszę o konkrety , gdzie mogę urządzić imprezę lub napić się wina i nie czuć się jak antyk. Ostatnio widziałam program o angielskich kobietach tam każda grupa wiekowa może znaleźć coś dla siebie , ba 40-50 latki maja swoje imprezy a i 70 latki mogą znaleźć miejsce dla siebie.
To bujda,że jak się ktoś umie bawić to będzie się dobrze bawił wszędzie- wyobraża Pan siebie w piaskownicy wśród przedszkolaków=))
Pani Lucyno
@Lucyna:Nie zamierzam polemizować, czy jest wystarczająco lokali, czy nie, swoje zdanie już wyraziłam, ale do ostatniego Pani komentarza dodam, że:
Raz w miesiącu spotykam się z koleżankami emerytkami z pracy. Tak postanowiłyśmy i konsekwentnie to realizujemy . Jest nas dużo zawsze kilkanaście osób. Fakt, że bez tańców i do południa się spotykamy, ale nie narzekamy., bo naprawdę jest gdzie i jest fajnie. W Kawonie ( tylko teraz od 13.30), w Palmiarni, w Hebanie , w Charlottcie, Pod schodami, przy Redakcji - nie pamiętam nazwy, w Deja vu , w herbaciarni "W poszukiwaniu straconego Czasu", w Galerii na Westerplatte( pyszne ciasta).
Nie wiem, czy wszystkie wymieniłam, które poznałam dzięki tym koleżeńskim spotkaniom. W każdej jest duży wybór, kawa, herbata ciasto, wina. Zawsze są tam też młodzi ludzie, ale nigdy nie zauważyłam, żebyśmy sobie wzajemnie przeszkadzali.
Dlaczego robimy takie spotkania? Przepracowałyśmy ze sobą po kilkadziesiąt lat, wspomnień mnóstwo, jest o czym rozmawiać. Nie chcemy stracić ze sobą kontaktu, żeby później spotykać się tylko na czyimś pogrzebie. Chociaż i na nie coraz częściej chodzimy.
Zapewniam Panią, jest, gdzie w Zielonej Górze miło i fajnie spotkać się towarzysko i na pewno nie będzie się Pani czuła jak antyk. Dobrego wina napije się Pani we wszystkich, które wymieniłam.
A imprezę urządzić? Ojej tutaj też mamy duży i fajny wybór. Ja polecam "Gospodę Chłopską" na Batorego w sali na górze - Super! Jest świetna "Winnica" ...nie sposób wymienić wszystkich. Naprawdę jest ich dużo.
Nie dotyczy to imprez tanecznych.
Tak ale to nie na rynku i
@Bogusia:Tak ale to nie na rynku i chodzi mi o to,że spotykam koleżankę na deptaku i idziemy sobie na balety. Nie chodzi mi o spotkania przy cieście raczej o zabawę przy muzyce.
Rynek to miejsce gdzie trafiają turyści i turystki te po 40-ce tez i trudno kazac im szukać fajnej knajpy po całej ZG. mi chodzi o spontaniczne spotkania przy kieliszku wina a nie pogaduchy przy cieście. I żeby na drugi dzień choć ciut głowa bolała=)))
To może nie zrozumiałam
@Lucyna:Pisała Pani też o spotkaniu, urządzeniu imprezy i napiciu się wina. Myślę, że te co wymieniłam to wszystkie są blisko starówki, deptaka, a nawet na deptaku.
Ale jeżeli tylko o lokale z zabawą taneczną chodzi to się wycofuję z podpowiedzi, gdzie jest fajnie. Na pewno w Palmiarni, więcej nie wiem.
Eeech, nic dla nas Pani Lucyno :(
Bo ja w żadnym razie targetem się nie czuję.
A Pani? :)))
A dla kogóż to Pan Bogusław "CELEM" się stał?
@Bogusław_ZG:czyżby na "pieńku" z kimś miał?
No właśnie... ?
@swierszczyk:Ale żeby aż taaak ???
:(((
Bogusławie_ZG,
@Bogusław_ZG:nawet 82 lata podpadają pod AmIrightowe 18+
Jest nadzieja! ;-)
Kurza twarz aż poszukałam co
Kurza twarz aż poszukałam co to takiego w internecie i dale słabo kumam=)))
http://www.wiadomosci24.pl/artykul/target_i_scoop_36691.html
W Internecie
@Lucyna:może wszystkie nie są podane, chociaż powinny. Jak na nasze miasto to na ilość naprawdę świetnych miejsc, na towarzyskie spotkania, czy przyjęcia narzekać nie możemy. Jestem pani Lucyno na pewno znacznie od Pani starsza, ale ciągle tej "starości" nie czuję. Z nami w kawiarniach spotyka się koleżanka, która rok temu obchodziła 80 lecie. Fakt, że wygląda na 20 lat mniej i duchem ciągle też jest młoda. Myślę, że jej nawet do głowy nigdy nie przyszło, że jej wizyta w kawiarni mogłaby być źle odebrana, czy, że mogłaby się tam źle czuć, bo antyk. Nic podobnego! W Charlottcie obchodziłyśmy właśnie jej 80. urodziny.
Przepraszam myślałam, że to chodzi o wyszukiwanie zielonogórskich lokali w Internecie. Dokładnie nie przeczytałam.
lata 30 XX w to dobre
@Bogusia:lata 30 XX w to dobre roczniki tak mawia mój tata i ma racje =))
Pani Bogusiu ja wiem ,że są takie miejsca ale nam chodzi i o turystów co to są tu na chwilę i chcą się zabawić i ciut grosza zostawić , trudno by szukali po mieście albo rezerwowali sobie termin na tydzień do przodu.
To prawda
@Lucyna:Mam trochę koleżanek z tych roczników i chociaż od nich jestem znacznie młodsza, to patrzę na nie zawsze z podziwem i nie czuję zupełnie tej różnicy wieku. A przecież miały naprawdę trudne dzieciństwo i młodość.
Emilki artykuł i jego przesłanie zrozumiałam właściwie, tylko potem odbiegłam od tematu czytając Pani komentarz.
niezły byłby taki lokal 'Alte Kameraden',
@Lucyna:ale może łatwiej byłoby zorganizować jeden dzień w tygodniu w konkretnej knajpce dla konkretnego 'targetu'. Warunek jest prosty - właścicielowi musi się to opłacać. Jeśli na taki wieczór przyjdą trzy osoby, to sorry, Winnetou! Jeśli będzie ich 50 przez cztery kolejne tygodnie, to mamy lokal. A ciekawe, co na to np. właściciel Czterech Róż Dla Lucienne (pytam, bo jako MMkowicze możemy się chyba uważać za grupę zaprzyjaźnioną z lokalem)?
A jeśli nie 50, to ile osób trzeba, by taka cotygodniowa impreza nie przynosiła strat?
No i kolejne pytanie - jaka muzyka? (lata, zespoły)
No to się troszku uspokoiłem, jak to kolejny anglicyzm
@Lucyna:bo już szukałem na Alledrogo kamizelki kuloodpornej. :(
Ale znalazłem jeszcze to;
http://pl.wikipedia.org/wiki/TARGET
Kurde, błyskawicznie mnie chcą z kasy oskubać?
A gra wstępna i przyjemności to gdzie??
Wolę już być klientem w ogródku piwnym. :(
No ,jak to człowiek nie wie
No ,jak to człowiek nie wie co na niego za pułapki szykują =))
Jeśli "dobro muzycho"
i dobrane towarzycho
to nie przeszkadzają obok "pieluchy"
ech macie w "nosie muchy"....
Ważny temat
i świetnie opisany. Bez dwóch zdań "problem" jest ... ale.... zawsze jest jakieś ale...
Klub Słodko-Gorzka organizuje imprezy dla "starszych"
http://www.slodkogorzka.pl/
Na podobnej imprezie byłem niedawno na ul. Kupieckiej (nazwy lokalu nie pamiętam)
Kiedyś były dancingi w Hotelu Śródmiejskim (cudne!)
Faktem jest, że ilość miejsc jest mocno ograniczona i bez rezerwacji raczej się nie dostanie człowiek do środka i trudno się temu dziwić skoro takich miejsc mało a jednak nas starszych troszkę jest ;)
Nasz Rynek pod tym względem jest "pustynią"... ale rynkiem rządzi ekonomia i to akurat trudno przeskoczyć.
Z tego co wiem...
To osoby poniżej 18 r. ż. mogą wejść na imprezę do Quest Music Club. Dostają wówczas specjalną opaskę na rękę.
Co do ofert imprez dla "młodocianych" to niestety, ale rządzi ekonomia. Piwa tacy nie kupią - a to jest główny zarobek klubu. Pamiętajmy, że prowadzącemu imprezę też trzeba zapłacić. Poza tym z doświadczenia i wspomnień wiem, że 18- mają dość niewiele kasy (ja w swoim czasie nauczyłem się pijać jedno piwo 2 godziny). Wolą więc spożyć coś w parku, trzy razy taniej, niż w lokalu.
A co do imprez dla powiedzmy 40+ to racja. Kurdę, sam bym się na taką imprę wybrał :) A nie ma :(