drukuj

Trzydzieści lat później

Trzydzieści lat później

20 miesięcznica na Krakowskim Przedmieściu

Już dawno żadna rocznica stanu wojennego nie wzbudzała tyle emocji. Bo wcześniej żadna partia nie chciała tego dnia politycznie zawłaszczyć. Pierwszy raz 13 grudnia jest pretekstem do uderzenia w rząd Polski.

W tym roku przypada okrągła, bo trzydziesta rocznica stanu wojennego. Polityczna burza wywołana słowami Radosława Sikorskiego w Berlinie dała pretekst niektórym środowiskom do ataku na Polski rząd. Rocznica stanu wojennego zamiast nieść za sobą chwile refleksji, przynosi podziały na tych, którzy bronią niepodległości i chcą ją oddać. Pod pretekstem wzniosłych haseł, Prawo i Sprawiedliwość walczy z rządem Donalda Tuska. Jak widać, każdy dzień jest odpowiedni, żeby zadać cios przeciwnikowi. Robi się to jednak nie w imię interesów państwa, do czego chcą nas przekonać posłowie prawicy, ale w interesie partyjnym.

Podczas dwudziestej miesięcznicy zorganizowanej na warszawskim Krakowskim Przedmieściu, Jarosław Kaczyński wielokrotnie powtarzał jedno słowo: „zagrożenie". Zagraża nam Niemiecka hegemonia, zagraża nam służalczość wobec możnych, zagraża nam sam Donald Tusk a najbardziej, Radosław Sikorski. Słowo „zagrożenie" zostało odmienione we wszystkich możliwych przypadkach. Tak, aby w świadomości zgromadzonych pozostało wrażenie, że Polska suwerenność jest istotnie w wielkim niebezpieczeństwie i trzeba jej bronić. Najlepszym sposobem jej obrony, zdaniem polityków PiS, jest tzw. Marsz Niepodległości i Solidarności. Żeby zmobilizować elektorat, Prezes Prawa i Sprawiedliwości posłużył się typową dla siebie retoryką.
- Dziś gdy patrzymy na wydarzenia tych miesięcy (po katastrofie smoleńskiej), kiedy je sobie przypominamy, widać w tym wszystkim pewną logikę (...) atak na krzyż, atak na Kościół i wreszcie dziś atak na polską suwerenność. To przecież łączy się ze sobą. – mówił w sobotę pod Pałacem Prezydenckim. Namawiał też uczestników Marszu Pamięci do przyjścia na Marsz Niepodległości. Przekonywał, że to jedyny sposób na to, abyśmy pozostali państwem suwerennym. Prezes nie wspomniał jednak, że część suwerenności oddaliśmy podpisując i ratyfikując Traktat Lizboński. Nie zrobił tego z oczywistych względów – bo to m.in. on negocjował warunku traktatowe a jego brat podpisał Traktat, co kilka dni temu wytknął mu jego niedawny przyjaciel Jacek Kurski.

W okresie stanu wojennego śmierć poniosło 56 osób. Około 10 000 zostało internowanych. Był to czas wielkiego strachu, który odczuwało wielu Polaków. Na ulice wyjechały czołgi, pojawiły się patrole żołnierzy, którzy w większości byli tak samo przestraszeni, jak zwykli mieszkańcy. Był to niedobry czas dla naszego kraju – jest co upamiętniać.
Trzydzieści lat później mamy do czynienia z czymś, co śmiało można nazwać profanacją tej pamięci. Politycy największej partii opozycyjnej nie są w stanie odrzucić partyjnego myślenia i myślą tylko o tym, jak by tu dopiec obecnemu premierowi a przy okazji ugrać kilka punktów procentowych poparcia. Zamiast udać się na oficjalne uroczystości upamiętniające rocznicę stanu wojennego i pochylić się nad ofiarami tych dramatycznych dni, postanowili zorganizować wiec, który w istocie nie ma nic wspólnego z obchodami rocznicy narodowej tragedii. Ten marsz to lustrzane odbiciem organizowanych co miesiąc pochodów, które dumnie nazywa się „Marszami Pamięci". Z pamięcią te marsze już od dawna nie mają nic wspólnego. Transparenty, które niosą uczestnicy pochodów nie pozostawiają złudzeń - są to antyrządowe demonstracje, na czele których dumnie kroczy Jarosław Kaczyński. Wykorzystując tragiczną śmierć swojego brata, co miesiąc porywa kawałek narodu wciskając za przeproszeniem kit, że robi to w interesie Polski, bo tylko pamięć po Lechu Kaczyńskim może zatrzymać kondominium. Nie brakuje osób, które w to wierzą. Marsze Pamięci, choć tłumów nie przyciągają, wciąż cieszą się całkiem sporą frekwencją. Według policyjnych danych, w ubiegłą sobotę uczestniczyło w nim ok. tysiąc osób.

Z badań CBOS wynika, że z roku na rok coraz mniej Polaków interesuje się stanem wojennym a wielu młodych ludzi nawet nie potrafi podać daty jego rozpoczęcia. Politycy, którzy upartyjniają jego rocznicę tak naprawdę ją niszczą. Oczywiście swój cel, jakim jest umacnianie swojego elektoratu osiągają, ale nic poza tym. Tymczasem, w cieniu politycznych wieców, kryje się tragedia ludzi, o których dzisiaj już mało kto chce rozmawiać. Głuchną też kolejne przeprosiny gen. Wojciecha Jaruzelskiego, bo na tle poniedziałkowego Marszu Solidarnych 2010 i zapowiadanej całonocnej demonstracji pod jego domem są mało atrakcyjne. Solidarni 2010 maszerują w poniedziałek, będą maszerować we wtorek, maszerowali też w sobotę. Jednak celem nie jest upamiętnienie ofiar stanu wojennego, cel jest od kilkunastu miesięcy ten sam i zawarty jest w ich czterech postulatach – dymisja premiera Tuska i powrót do władzy partii Jarosława Kaczyńskiego. Dopóki to się nie stanie, zwolennicy PiS będą organizować marsze, pochody i manifestacje a sam Prezes Kaczyński wykorzysta każdą wzniosłą rocznicę, aby o sobie przypomnieć i udając zatroskanego o los ludu męża stanu, zniszczyć ją.
Joanna Kluzik – Rostkowska powiedziała kiedyś, że Kaczyński jest w stanie podpalić Polskę, aby tylko powrócić do władzy. Na razie skupia się na niszczeniu ważnych dla Polaków dni. A w tle coraz głośniej słychać chichot tych, dla których zniszczenie pamięci po stanie wojennym jest na rękę. 

Zdjęcia

  • Trzydzieści lat później

Zaloguj się lub utwórz konto, by oceniać

Komentarze
Szambelan
Szambelan pon., 2011-12-12 18:04

Byłem przewodniczącym komisji "S"pewnej dużej firmy obejmującej

trzy ówczesne województwa (gorzowskie, zielonogórskie, legnickie). Wprawdzie nie byłem internowany ale zwyczajem solidarnościowców internowanych zapuściłem brodę, po raz pierwszy w życiu. I mam ją,bez przerwy już trzydzieści lat.

Szambelan
Bogusia
Bogusia pon., 2011-12-12 19:31

Mam nadzieję,

że ten, moim zdaniem, zupełnie niepotrzebny marsz będzie spokojny. To tylko nadzieja, bo doświadczenie mówi mi coś zupełnie innego. A młodzi? Pewnie, że powinni znać historię Polski, ale oni wolą żyć przyszłością niż przeszłością i tak bardzo im się nie dziwię. To prawda, że wiele wartości, o które walczono i wywalczono jest dzisiaj niedocenianych, profanowanych, wykorzystywanych do paskudnych celów. I kto to robi? Można by rzec, oczywiście w przenośni, że brat przeciwko bratu, bo przecież o wolną Polskę walczyli kiedyś ramię w ramię.
Dzięki wielkie za ten mądry i ciekawy artykuł.

B.H.-D.