Szalona rowerzystka przecierała szlaki...
A jednak mnie też dopadło. W maju kupiłam rower. Obchodziłam go 5 razy, oglądałam, dotykałam za nim ruszyłam w pierwszą trasę. Jeszcze niedawno gdyby ktoś mi powiedział, że będę „śmigała" rowerem przez Zieloną Górę zwyczajnie nie uwierzyłabym. Ja na dwóch kółkach? A po co? A na co?
Dziś rowerem jeżdżę wszędzie. Do pracy, do sklepu i na wycieczki. Lubię, kiedy ludzie podchodzą i pytają: - Nie za zimno pani na tym rowerze? - Czy to dobry pomysł jeździć rowerem o tej porze roku? Pewnie, że dobry - odpowiadam. - Dopóki mnie śnieg nie zasypie będę jeździła!
Pierwsza moja fascynacja rowerami pojawiła się, gdy zwiedzałam Holandię...tam to dopiero mają bzika na punkcie rowerów. Dla nich im starsza i większa „damka" tym lepsza. To nic, że wiatr, że pada, że plucha i słota - oni jadą. A potrąć tam rowerzystę, to jakbyś człowieka zabił! A u nas?
Obelgi i kwaśne miny na mój widok to już normalka. - Tu się rowerem nie jeździ, ścieżka jest tam a nie tu, z drogi! - krzyczą ludzie, choć ja z reguły i tak jeżdżę ostrożnie. Dlatego wpadłam na pomysł jak sprawdzić reakcje mieszkańców Zielonej Góry na nas czyli zapalonych rowerzystów. No, i sprawdziłam i... dałam czadu.
Najpierw jeździłam jak szalona, ale ostrożnie żeby nikomu nie zrobić krzywdy (rzecz jasna). Mijałam ludzi slalomem, zbaczałam ze ścieżki, wjeżdżałam między tłumy i odzew był nie mały. Krzyki i wyzwiska posypały się jak z rękawa! Jechałam szybko i zdecydowanie, nie zważając na ścieżkę rowerową. Na trasie z deptaka aż na Rydza-Śmigłego zebrałam kilka obelg pod swoim adresem i mnóstwo krzywych spojrzeń. Nic dziwnego, że się naraziłam kilku osobom.
Innego dnia jechałam spokojnie, nie wadziłam nikomu. Kiedy pieszy zajmował ścieżkę jechałam za nim, nie mijałam go, ale kiedy obrócił się i zorientował, że jadę za nim nakrzyczał na mnie, że nawet przepraszam nie powiem i nie minę go, tylko jakieś podchody robię (zaznaczam raz jeszcze, że facet szedł ścieżką rowerową). Ukłoniłam się grzecznie, bo taki mam nawyk, powiedziałam do widzenia i... w trasę.
Za chwilę oberwałam raz kolejny. Kiedy to jadę koło supermarketu „Carrefour" na Dąbrówki, na ścieżce widzę kobitkę czekającą koło przystanku pewnie na „zerówkę"; stoi na ścieżce rowerowej. Spokojnie ją mijam i zjeżdżam delikatnie na chodnik. Z naprzeciwka idzie facet, który puka się po czole, że to niby na mnie i woła: - Gdzie tu po chodniku, tu jest ścieżka. Znowu nic nie powiedziałam i pojechałam dalej. Myślę sobie absurd jakiś czy co? Ale do trzech razy sztuka. Jadę dalej i a... napotykam matkę z dzieckiem. Wolno zbliżam się do nich, bo z daleka widzę, że dziecko niebezpiecznie wchodzi na ścieżkę rowerową. Zwalniam, ale dziecko się cofa więc jadę dalej. Przy mijaniu matki ta krzyczy za mną, że bym jej dziecko potrąciła! Dzień świra pomyślałam, przecież ja nic nie zrobiłam ani nie miałam takiego zamiaru. Znów oberwałam za nic.
Cóż mój test przetrwał próbę, ale nie ja. Miałam dosyć.
Po tym dniu maniakalnie obserwuję ludzi i ich reakcje na rowerzystów. Czasem mam wrażenie, że to jakaś paranoja. Świat biegnie do przodu, stawiamy na ekologię a na rowerzystach ciąży jakieś dziwne, niezrozumiałe fatum - fatum dwóch kółek.
Może to się zmieni, może staniemy się drugą Holandią, takim krajem gdzie świadomość ludzka idzie do przodu a nie cofa się i gdzie człowiek człowiekowi...nie jest wilkiem.



























Kontakt:
Rower również w Austrii bardzo popularny
Och...!
@barszczewska:Gdyby tylko takie rowerki u nas jeździły. Nawet bym polubił. :)))
Jeszcze ze 20 lat
Może ze 20 lat jeszcze poczekać na takie zachowanie jak w Holandii, tyle że świat leci do przodu i żeby go dogonić potrzeba następnych 60 lat...
Mijałam ludzi slalomem, zbaczałam ze ścieżki
Jest się czym chwalić. :(
Te przesadne reakcje pieszych, to w większości od ludzi "doświadczonych"
szaleńczą jazdą cyklistów, których w mieście nie brakuje. Ścieżek karykatur mamy za to w nadmiarze.
Ona sobie!
Ona sobie myśli, to ja jestem wielka, bo ja jeżdżę rowerem.
Wszyscy powinni mi ustępować!
Zapomniałaś o zrozumieniu innych istot.
Pamiętaj „Mała” , że wolność twoja jest ograniczona wolnością innych istot.
Spotykam zeszłej zimy
Spotykam zeszłej zimy rowerzystę. Siarczysty mróz. Mówię: pan to ma zdrowie w taką pogodę jeździć rowerem. Odpowiedź: właśnie dlatego, że jeżdżę mam zdrowie. Chyba prawda.
A co do konfliktów, uważam, że miasto poszło na łatwiznę stawiając pieczątki na chodnikach, dodatkowo w miejscach wąskich, a obok mogła by przebiegać ścieżka. Przykład al. Wojska Polskiego.
Za wąskie chodniki,
za wąskie ścieżki, za wąskie ulice.
Świat zabiera pieszych z ulic a my zawsze swoje, co nam tu będzie...... !
http://www.mmzielonagora.pl/artykul/wiecej-odwagi-panie-oficerze-rowerowy
A może rowerzystka odwróci pytanie,...???
(patrz pierwsza lekcja),...
gdy przechodzeń (tą pierwszą) przeżyje,...
przy (drugiej lekcji) zawczasu już "wyje ",...
a że "pierwsze" nagminnie,...
"drugim" sie dostaje niewinnie,...
Już nie chodzi nawet o rower...
U nas mentalność jest zdecydowanie prosamochodowa. Wielu Polaków tak się zachłysnęło czterema kółkami, że są już od nich uzależnieni. Oczywiście rowerzystów również powinna obowiązywać kultura jazdy tzn. po mieście jeździmy ostrożnie zważając na pieszych. Krótko mówiąc: ''Na stykach i wzajemnych ciągach komunikacyjnych szanujemy się wzajemnie pamiętając o kolejnych stopniach ważności poczynając od pieszego, potem skupiając się na rowerzystach, a na końcu uwzględniamy automobilowiczów''.
a w Berlinie...
A w Berlinie to pieszy zebrałby niezłą wiązankę za chodzenie po ścieżce rowerowej. Niestety jaki kraj taka kultura i w tym wypadku nie ma co się dziwić. Wielokrotnie jadąc na swoim holendrze przez miasto doświadczyłem podobnych "przygód". Nie pomaga dzwonek, prośby i groźby. Paranoja.... Inną sprawą jest to że w Zielonej Górze jazda prawdziwym holendrem jest praktycznie niemożliwa, szkoda roweru. Krawęzniki, kostka brukowa, nagle urwane ścieżki rowerowe itp. Chcemy ograniczyć ruch samochodów i doprowadzić by społeczeństwo przesiadło się na rowery i bylo zdrowsze. BUDUJMY ŚCIEŻKI z prawdziwego zdarzenia...
A to ciekawostka.... nigdy w
@kamikaze28:A to ciekawostka.... nigdy w Niemczech , Dani czy Szwecji nikt na mnie nie nafukał za to,że idę ścieżką rowerową. Raczej to w Polsce rowerzyści nie raczą ostrzegać o tym ,że są tuż , tuż.
U nas jak się ustąpi miejsca nawet na chodniku to rowerzysta nie zawsze powie "dziękuje" a tam i owszem.
Oj musiał Pana fortunę kosztować ten rower , bo ciągle Pan podkreśla "mój holender" =))
Pozdrawiam
Ale w Berlinie nie mają takich wypasionych ścieżek
@kamikaze28:jak na naszej Wrocławskiej.

Jeszcze trochę a pieszym każą przepraszać cyklistów, za chodzenie po chodnikach które ktoś dla wazeliny
przerobił na ścieżki rowerowe.
Odpowiedź dla Pani Lucyny...
Stwierdzenie "Mój Holender" odnosi się do pracy która wykonałem by z wraku zrobić znów wspaniały rower. A co do Berlina to są ludzie i ludzie. Jedni proszą łagodnie o zejscie a inni bardzo brzydko skomentują fakt zajmowania ścieżki rowerowej przez pieszych. A w odpowiedzi dla Pana Bogusława to... no cóż paliwo drożeje więc niedługo pozostaną tylko własne nogi lub rower więc piesi z cyklistami muszą się jakoś dogadać w tym temacie. :) pozdrawiam
Oby się dogadywali,
@kamikaze28:a nie straszyli mocnym barkiem i przeraźliwą trąbką. :))
Kurde trąbka... Ja nawet nie pamiętam kiedy jakiś dzwonek widziałem na rowerze jadacym po
pseudościeżce na Wojska Polskiego.
Aaa, już wiem. Na rowerku mojej wnusi. :)
No to wyrazy uznania . Tylko
No to wyrazy uznania . Tylko nie bardzo rozumie dlaczego nie można brać przykładu z tych kulturalnych rowerzystów? Co to szkodzi ostrzec ,ze się nadjeżdża, w końcu trudno wymagać by ludzie chodzili gęsiego po chodniku , gdy obok jest pusta ścieżką rowerowa. Jak się kogoś potrąci a on uderzy głowa o krawężnik ( znam taki przypadek potrącona osoba zmarła)...to nawet jak sąd nie skarze sumienie uczciwego człowieka zagryzie.
Warto być uprzejmym nawet dla gburów.
Pozdrawiam=)