Śląskie dowcipy, śląską gwarą
Pan Marek coś z dowcipami tygodnia się normalnie ociąga. :(
Aby nie było za poważnie, lub nawet smutno, zamieszczam kilka dowcipów śląskich.
Jak nie musi być wszystko o Zielonej Górze, to nie będzie. A coo!
* * *
Nauczycielka na lekcji przyrody opowiada o kwiatkach. Pragnąc dzieciom uzmysłowić różnicę między pięknem róży i fiołka prawi;
- Wyobraźcie sobie wysoką, piękną panią, kroczącą z dumnie uniesioną głową. Jest bogato ubrana, na nikogo nie spojrzy, nikomu się nie ukłoni. To jest róża. A teraz za nią idzie stworzenie niepozorne, skromnie spuszcza głowę. Co to jest?
Cała klasa chórem: - To jest jej mąż!
* * *
Rechtórka do szkolorki:
- Haźbietko, gańba cie to, że mosz już śternoście lot i nie potrafisz bez błędu napisać własnego nazwiska?
- A cy się to opłaci? Za pora lotek się wydom i byda się inocej nazywoła.
* * *
Na lekcji przyrody:
Powiedzcie mi dzieci, z czego robi się kiełbasę?
W klasie milczenie. Nauczyciel wyrywa jednego ucznia i mówi:
- No Francik, ty musisz wiedzieć, jesteś synem masarza.
- Ja wiem panie rechtór, ale mój tata jakby się dowiedział, że to zdradziłem, to by mnie sprał na kwaśne jabłko.
* * *
Mały Karlik pado do bogatego ujka:
- Ujku, pogryźcie se trocha trowy.
- Cego, trowy? Co tobie strzeliło do łeba?
- Bo ujku, tatulek padali, że jak bydziecie gryźli trowa, to potym bydymy mieć automobil i willa.
* * *
Hanys, co to jest stary kawaler?
- Stary kawaler to jest szczęśliwy człowiek panie rechtór.
- A skąd ty to wiesz?
- Bo tatulek w doma prawią to co dzień do mamulki.
* * *
- Hanys, powiedz mi, skiż cego Pon Bóg stworzył kartofle?
- Toć zwycajnie skiż tego, coby biedok tyż mioł kogo ze skóry łobdzierać.
* * *
Łociec doł niegrzecznemu Zeflikowi w skóra. Skończywszy pyto;
- A teroz powiedz synku, za coś dostoł baty?
- Widzicie łociec, jacy wy som! Przodzi mie pierecie, a potem sami nie wiecie ło co.
* * *
W pewnej wsi ożenił się młody rolnik. Po tym fakcie wniósł do gminy podanie:
Ja niżej podpisany, proszę Urząd Gminy o pozwolenie na budowę obory, bo się ożeniłem i mam teraz krowę.
* * *
Gańba - wstyd
Rechtor – nauczyciel
Skiż – z powodu
Szkolorz – uczeń
* * *
Na koniec autentyk z epoki Gierka.
Obywatel zachodniej Polski będąc na Śląsku postanowił posilić się regionalną potrawą.
Zawitał do knajpki o bardzo śląskiej nazwie.
- Dzień dobry, chciałbym coś zjeść, coś wybitnie śląskiego.
Paniusia, skubiąc z miseczki na ladzie kiszoną kapustę, odpowiada;
- My Poloków nie karmimy.
- A to przepraszam. W takim razie my do kiszonej kapusty, wysyłanej na Śląsk z Polski,
przestaniemy od jutra sikać.



























Kontakt:
I już po
mojej piąteczce. Jak moderuję zawsze kliknę 5pkt., bo wiem, co się będzie działo. Nigdy długo nie muszę czekać. Tym razem tylko 5 minut. Co, dowcipy też się nie podobają, czy ich autor?
Za dużo tekstu :))
@Bogusia:Za mało zdjęć. Zaśmiecanie MM-ki. :)
Dowcipy się podobają
wszystkim co je czytają. ( 1 ) - kowicz wyżywa się na nielubianych przez siebie autorach nie czytając artykułów. Sam to przerobiłem, próbowałem walczyć żartem ale bezskutecznie i zrezygnowałem.
Dobre
A szczególnie ten autentyk.
Nieźle wypełniasz lukę.
Z dowcipami albo wnusia, albo Ty Bogusławie.
Obśmiałam się jak norka.