drukuj

Rozważania teologiczne na dzień 15 sierpnia

kościół św.Jadwigi

W polskim kościele katolickim mamy zaściankowy i stereotypowy obraz kobiety. Tymczasem w kanonach KKK rzecz ma się zgoła inaczej. Z okazji święta katoliczek - amatorska homilia świecka.

Kobieto - przynieś, posprzątaj, zrób to i tamto!
Wg ostatniego sondażu CBOS-u (za Wyborczą) coraz mniej kobiet uczęszcza do kościoła. Nie oznacza to, że mężczyźni bardziej są bogobojni od kobiet. Wręcz przeciwnie, mężczyźni nie są tak gorliwi w modlitwie i w aktywnym życiu religijnym, jak kobiety.

Jedną z wielu głównych przyczyn tego odchodzenia kobiet od przynajmniej aktywniejszego na bardziej pasywne życie religijne jest przedmiotowe traktowanie kobiet w stylu "przynieś, posprzątaj, pozamiataj, ugotuj". Wielu kapłanów, w tym także wysokich rangą hierarchów, rokrocznie stawia za wzór katoliczkom obraz Marii Dziewicy lub Marii Matki. Nie widzi przy tym nic zdrożnego ani sprzecznego z równością płci, jako podstawą demokratycznego państwa prawa.

Tymczasem, co innego czyta się w Katechizmie Kościoła Katolickiego (skrót: KKK) w relacji do tego, co się słyszy z przysłowiowej ambony.

Relacja między mężczyzną a kobietą uzależniona jest od pojęcia człowieka i duszy. Dla przypomnienia (polecam lekturę szczegółową KKK) człowiek, jako jedyne stworzenie żywe, jest chciane przez Boga dla Niego samego, a ponadto stanowi jedność ciała i duszy.

O mężczyźnie i kobiecie mówią przepisy zawarte w art. 1 paragrafie 6 (pt. "Człowiek"), punkt III. Cztery przepisy (369, 371, 372 i 373) są chyba najistotniejszymi dla katolików, które mówią o równości i godności w równym stopniu zarówno mężczyzny, jak i kobiety*.

Zarówno mężczyźni, jak i kobiety, odzwierciedlają mądrość i dobroć Boga
369 Mężczyzna i kobieta są stworzeni, to znaczy chciani przez Boga, z jednej strony w doskonałej równości jako osoby ludzkie, a z drugiej strony, w ich byciu mężczyzną i kobietą. "Bycie mężczyzną", "bycie kobietą" jest rzeczywistością dobrą i chcianą przez Boga: mężczyzna i kobieta mają nieutracalną godność, która pochodzi wprost od Boga, ich Stwórcy. Mężczyzna i kobieta mają taką samą godność, zostali stworzeni "na obraz Boga". W swoim "byciu mężczyzną" i "byciu kobietą" odzwierciedlają oni mądrość i dobroć Stwórcy.

Często żartuje się, że kobieta powstała z żebra mężczyzny, a więc jest czymś innym i nierównym w stosunku do mężczyzny, jemu będąc poddaną, albo że jako istota młodsza (w ewolucji) jest inteligentniejsza i bardziej rozwinięta od człowieka. Dominuje przekonanie, że człowiek dzieli się na dwa odrębne pod-gatunki: mężczyznę i kobietę. Tymczasem mężczyzna i kobieta są tak samo dobrzy, są takimi samymi osobami ludzkimi o tej samej godności. Człowiek jest albo mężczyzną, albo kobietą i niezależnie od swojej płci odzwierciedla mądrość i dobroć Boga.

Obydwoje stanowią wspólnotę, a nie dyktaturę.
371 Mężczyzna i kobieta, stworzeni razem, są chciani przez Boga jako jedno dla drugiego. Słowo Boże pozwala nam zrozumieć tę prawdę w różnych fragmentach tekstu świętego. "Nie jest dobrze, żeby mężczyzna był sam; uczynię mu zatem odpowiednią dla niego pomoc" (Rdz 2, 18). Żadne ze zwierząt nie może być tym "partnerem" mężczyzny. Kobieta, którą Bóg "kształtuje" z żebra wyjętego z ciała mężczyzny i którą przyprowadza do mężczyzny, wywołuje u niego okrzyk podziwu, miłości i jedności: "Ta dopiero jest kością z moich kości i ciałem z mego ciała!" (Rdz 2, 23). Mężczyzna odkrywa kobietę jako inne "ja" tego samego człowieczeństwa.

W ustępie 371 mamy przepiękny wyraz komplementarności i jedności kobiety i mężczyzny. Człowiek jest jak jabłko przecięte na pół. Zakochani często porównują siebie do odnalezionych w tym świecie dwóch połówek jabłka - alegorii najwspanialszego smakołyku, jaki można posmakować. Jedna połówka nie jest nic warta bez drugiej. Mają sobie pomagać, być dla siebie tak mężczyzna dla kobiety, jak i kobieta dla mężczyzny, bo nie jest dobrze, jeśli człowiek jest sam. Nie jak palec. Palec zawsze jest w towarzystwie innych palców (chyba, że się obetnie 19 pozostałych). Partnerstwo kobiety nie polega na poddaństwie, służalczości, zmuszaniu do określonych ról "Marii Dziewicy" czy "Marii Matki", czy tak w Polsce popularnej "Matki Sybiraczki". Kobieta nie ma być obrazem Matki Boskiej Częstochowskiej z jej całym chłodem i pompatycznością.

Ponadto wyrażono tutaj również coś innego. Zachwyt, wyrażony w zdziwieniu, mężczyzny nad kobietą. Ile poezji powstało na cześć kobiety, ile kwiatów i pocałunków posyłano, ile sonetów i pieśni ułożono w ciągu stuleci dla kobiet?

Mimo że mężczyzna i kobieta to jak dwie połówki jabłka, to są jednak inni. Są innym "ja". Do kroćset, kobieta wygląda inaczej niż mężczyzna, czyż nie? Jest delikatniejsza, zgrabniejsza, słabsza, piękniejsza...

Jedno dla drugiego - wspólnota dwojga.
372 Mężczyzna i kobieta są stworzeni "jedno dla drugiego": Bóg nie stworzył ich "jako części" i "niekompletnych". Bóg stworzył ich do wspólnoty osób, w której jedno może być "pomocą" dla drugiego, ponieważ są równocześnie równi jako osoby ("kość z moich kości...") i uzupełniają się jako mężczyzna i kobieta. Bóg łączy ich w małżeństwie w taki sposób, że stając się "jednym ciałem" (Rdz 2, 24), mogą przekazywać życie ludzkie: "Bądźcie płodni i rozmnażajcie się, abyście zaludnili ziemię" (Rdz 1, 28). Przekazując swojemu potomstwu życie ludzkie, mężczyzna i kobieta jako małżonkowie i rodzice współdziałają w wyjątkowy sposób z dziełem Stwórcy.

Nie ma dyktatury, jest za to wspólnota. Dominuje u nas pogląd, że taką komórką społeczną jest rodzina. Nie do końca jest to prawda. Podstawową komórką społeczną przed rodziną jest wspólnota mężczyzny i kobiety. Dopiero później ta wspólnota dwojga osób staje się rodziną, kiedy pojawiają się dzieci.

Oczywiście, zaraz pojawi się larum, że bezdzietne małżeństwo czy związek partnerski też stanowi rodzinę, ale tutaj rodzina (w sensie tej najbliższej, bez uwzględniania dalszych, tu: ciotek, wujków, kuzynów wszelkiej maści) rozumiana jest jako wspólnota mężczyzny i kobiety oraz ich dzieci.

Nie jest też tak, jak chciałby Weininger (kiedyś pisałem w inspiracji do niego), że mężczyzna i kobieta są jakimiś "częściami" większej złożoności i bez siebie są niekompletni. Zarówno on, jak i ona, są kompletni w Bogu, są jego obrazem i "chcianymi" (tj. "stworzonymi") przez Niego dla Niego samego. Ani mężczyzna, ani kobieta nie są więcej warci jeden od drugiego dla Boga. Dla Boga oboje są równie ważni.

Kobieta i mężczyzna są Namiestnikami Boga na ziemi.
373 W zamyśle Bożym mężczyzna i kobieta są powołani do czynienia sobie ziemi "poddaną" (Rdz 1, 28) jako "zarządcy" Boży. To władanie nie może być samowolnym i niszczącym panowaniem. Mężczyzna i kobieta, stworzeni na obraz Stwórcy, który miłuje "wszystkie stworzenia" (Mdr 11, 24), są powołani, by uczestniczyć w Opatrzności Bożej w stosunku do innych stworzeń. Z tego wynika ich odpowiedzialność za świat powierzony im przez Boga.

Jeszcze kilka stuleci temu dominował pogląd skrajnie patriarchalny, w którym mężczyzna był obrazem Boga i Jego namiestnikiem, natomiast kobieta co najwyżej była postawiona na obraz mężczyzny i namiestnikiem mężczyzny. Namiestnik zarządza w imieniu swojego władcy dominium tegoż władcy i jest odpowiedzialny przed swoim suwerenem. Zarówno mężczyźni, jak i kobiety są odpowiedzialni (/odpowiedzialne) za ziemię, na którą żyją. To się powoli realizuje, co widzimy w wielu krajach światach, gdzie do władzy politycznej (a nawet często najwyższych urzędów państwowych) dochodzą nie tylko sami mężczyźni, ale także kobiety.

*Całość tekstu stanowi moją swobodną interpretację KKK.

Nadal w Polsce mamy Maryje Obrazu Częstochowskiego, a nie zwykłe Marie.
Wisienką na torcie jest powszechne u nas stosowanie archaicznego imienia Maryi, podczas gdy katolicy z innych krajów używają imienia współczesnego - Marii (ang. Mary, niem. Marie, fr. Marie - inna wymowa). Czy to jest godny pochwały ewenement kultury ludowej i tradycji? Być może, ale dla mnie jest symptomem zaściankowego i stereotypowego, z mroków przeszłości, podejścia do roli kobiety w społeczeństwie polskim. Nie dziwi mnie, że film w reżyserii Catherine Hardwicke (USA 2006) pt. "Boże Narodzenie" nie zyskał powszechnej uwagi w Polsce. Myślę, że w Polsce wciąż chce się widzieć pompatyczną, zimną, złowrogą Matkę Boską jako figurę niedostępnej postaci, aniżeli postrzegać Ją, jako zwykłą młodą kobietę.

Kobieta ma być w końcu Maryją - matką, Maryją - dziewicą, a nie prostą, niczym się nie wyróżniającą dziewczyną Marią, mimo że stosunek Kościoła na świecie do kobiety przestawił się już kilkadziesiąt lat temu z Maryi na Marię.

Zdjęcia

  • kościół św.Jadwigi
KOKO
Autor:KOKO

Zaloguj się lub utwórz konto, by oceniać

Komentarze
barszczewska
barszczewska ndz., 2011-08-14 12:47

podoba mi się tutaj

ta bezstronność piszącego. Wiele mogłabym na ten temat powiedzieć jak każda kobieta, ale mnie się już nie chce bo to tylko woda na młyn, chociaż....jednak dużo się zmieniło na lepiej

barbara
Szambelan
Szambelan ndz., 2011-08-14 12:59

Czy ważniejsza jest Maryja czy Ojciec Rydzyk. Maryja urodziła

a OJCIEC Tadeusz Rydzyk NIE SPŁODZIŁ Gdyby tak było to Urban już dawno by ujawnił.
...
Rozprawa teologiczna zapewne nie spodoba się niektorym mm-kowiczkom.

Szambelan
Emilia_Drozłowska
Emilia_Drozłowska ndz., 2011-08-14 13:09

Ech, Panie Krzysztofie,

Ech, Panie Krzysztofie, bardzo to piękne co Pan pisze, ale też utopijne. Dopóki istnieja na tym świecie matki, które ucza synów, że żona to synonim do służąca, tylko ta jest trochę gorsza od matki i kobiety, które godzą się na wszystko, a nawet tłumaczenie się w stylu "O ja biedna, ja się poświęcam, jam jest żona męża i mu musze służyć" weszło im w krew na tyle, że taki wzorzec przekazują dalej oraz dopóki nadal nie które kobiety będą bały sie powiedzieć "nie" i nikt im nie będzie chciał w tym pomóc, tak długo wzorem dla katolików będzie "Maryja uciemiężona", a nie wzór żony z Katechizmu Kościoła Katolickiego (to stad ludzie uwazający się za katolików powinni czerpać wiedzę o małżeństwie, a nie z ludowych przekazów)

KIMI http://www.wywrota.pl/ludzie/KIMIanders http://emilykimi.blogspot.com/ Polub mnie ;) http://www.facebook.com/emily.photo.urbex
Pintaliano
Pintaliano ndz., 2011-08-14 13:11

Od dawna nie wystawiam ocen

lecz w tym przypadku muszę się wyłamać. " Piąteczka " jak mawia Świerszczyk.

Pintaliano
Lucyna
Lucyna ndz., 2011-08-14 13:20

No cóż może najpierw to

No cóż może najpierw to kobiety powinny zmienić myślenie o swojej roli ( oczywiście nie wszystkie). Jak widzę dziewczęta gotowe wykonać każde polecenie , jak słyszę "mój misiek" to a tam to a "misiek" to zwykły chamuś. Czasem obserwuje zachowanie pań w słusznym wieku na siłę szukających "towarzysza sanatoryjnej codzienności" to zastanawiam się czy już mamy to równouprawnienie i po cholerę kobiety zdobywają wykształcenie skoro dla niestety większości nadal aktualne jest hasło " niechby bił, niechby pił byle był".

Lucyna
Bogusia
Bogusia ndz., 2011-08-14 13:32

Nie może być inaczej

Dołączam się do pochwał i piąteczek, bo artykuł dwukrotnie sobie przeczytałam tak mnie zaciekawił.
Co do : " Kobieto - przynieś, posprzątaj, zrób to i tamto! ", to moim zdaniem bardzo się to zmieniło i dużo zależy od samej kobiety. Już w moim małżeństwie tego nie ma, oboje sobie tego nie wyobrażamy, a u młodych w moim otoczeniu, ja widzę związki naprawdę partnerskie. W jednakowym stopniu opiekują się dziećmi, razem prowadzą dom, pracują.

B.H.-D.
Milena
Milena ndz., 2011-08-14 14:02

No no...KOlszak

Chciałabym choć raz tak pięknie przedstawioną sprawę usłyszeć z ambony :D ...Ech...

KOKO
KOKO ndz., 2011-08-14 14:16

...

Dziękuję za miłe komentarze, nie sądziłem, że mój tekst się spodoba i co istotniejsze wywoła komentarze na tematy damsko - męskie.
Tekst ten powstał po lekturze art. pani Kasi Wiśniewskiej (GW), który przypomniał mi co księża rokrocznie wygadują w swoich homiliach 15 sierpnia. Jak mantra powtarzają się stare slogany, sprowadzające kobietę do podnóżka mężczyzny (przebarwiam troszeczkę, ale nic to).
Chciałem przypomnieć jakie jest tak naprawdę podejście Kościoła do kobiet i że to podejście nie jest wcale takie złe, jak je często się słyszy w polskich parafiach.
Niestety, dzisiaj wielu księży miesza swoje poglądy - prywatny stosunek do religii i wiary - z oficjalną doktryną Kościoła.
Najbardziej poraża mnie niewiedza i nieświadomość kościelnych kanonów przez katolików. Wykładnią doktryny i prawa Kościoła jest KKK oraz, jeśli takie istnieją, lokalne katechizmy w poszczególnych diecezjach na świecie (oczywiście te lokalne katechizmy muszą być zatwierdzone przez Watykan, jakżeby inaczej).
Stąd też ten tekst. Chciałem przypomnieć co mówi Kościół na temat kobiety i mężczyzny. A także chciałem zachęcić do lektury KKK - mimo wszystko.
Panno Emilio (jak sobie już folgujemy etykietą wiktoriańską :P), KKK w Polsce obowiązuje. Nie jest to oczywiście konstytucja tak ściśle wiążąca katolików i duchownych, jak dajmy na to świecka konstytucja RP wiąże swoich obywateli, ale mimo wszystko obowiązuje. Do tego dochodzi jeszcze KEP, lokalne katechizmy (w tym tzw. "małe katechizmy" czy "katechizmy dla bierzmowanych" itp.).
Chociaż coraz częściej spotykam kapłanów, którzy polecają "wątpiącym" lekturę KKK i dobrze, bo w KKK katolicy mogą znaleźć odpowiedzi na wiele nurtujących ich dylematy odpowiedzi.
Osobiście, wierzę w Marię - Matkę Jezusa, a nie w tę pomnikową Maryję. Aczkolwiek ja to ja i pewnie kiedyś mnie z Kościoła wyrzucą tytułem herezji. :) Blisko mi do agnostycyzmu lub skrajnie do zwykłego teizmu w moim "katolicyzmie".
Co do cyt. "Kobieto - przynieś, posprzątaj, zrób to i tamto!", to było to nawiązanie do tekstu pani Kasi Wiśniewskiej, w której pisała o kobietach wpuszczanych za ołtarz tylko po to by pozamiatać. Ad hoc tekst pani Kasi jest sam w sobie interesujący. Kościół jest sfeminizowany, ale coraz więcej kobiet "opuszcza" jego mury. W dzisiejszym magazynie GL jest wywiad z bp Pieronkiem, w którym mówi on, że lepiej aby Kościół był nieliczny, ale żeby jego wierni faktycznie wierzyli w to co wierzą, niż żeby liczył tysiące dewotów. Coś w tym rodzaju tam było.
..
Oj, chochlik językowy w drugim akapicie. Proszę uprzejmie o poprawę. Zła odmiana. Powinno być: Jedną z głównych przyczyn, a nie jednym z głównych... Fleksja... :/ Przepraszam. :(

Bogusia
Bogusia ndz., 2011-08-14 14:41

Panie Krzysztofie

@KOKO:

Zawsze, jeżeli moderator błędu nie zauważy, może Pan sam poprawić. Wejść w "EDYTUJ" na górze, z lewej strony artykułu. Po poprawieniu przez autora, moderator widzi, że ma jeszcze raz moderować. Zrobi to i jest OK. Pozdrawiam.

B.H.-D.
KOKO
KOKO wt., 2011-08-16 21:20

...

@Bogusia:

Znam tę opcję i wiem, jak jej używać. Rzecz w tym, że nie miałem pewności czy moderatorzy "poprawione" na pewną opublikują (raz jeszcze). Pani komentarz jednak upewnił mnie, że mogę spokojnie "edytować" teksty, ufając moderatorom. Na przyszłość będę więc edytował "błędy" w swoich tekstach, ufając pani zapewnieniom (mimo że bezpośrednio tutaj nie padły).

mminfo.pl
mminfo.pl ndz., 2011-08-14 14:25

Prawdziwe wartości.

Prawdziwe wartości. Patriotyzm czy fanatyzm?

Jakie cechy powinny cechować Polaka. Ktoś odpowie: każdy z nas jest Polakiem, jednak jakże różnie rozumiane w polskich domach.

Ponieważ większość z nas nieświadomie szuka schronienia, miejsca zabezpieczonego, w którym by się nam nie działa krzywda, ponieważ większość z nas szuka w fałszywych wartościach ucieczki od ciągłego konfliktu, dlatego twierdzę - stańcie się świadomi tego, że obecnie cały proces myśli jest ciągiem dążeniem do schronienia, do autorytetu, do gotowych wzorów, do których można by się przystosować, do systemów, za którymi można by pójść, do metod, które można naśladować. Gdy uświadomicie sobie, że nie ma takiej rzeczy, jak wygoda, jak zabezpieczenie - czy to w posiadaniu rzeczy czy pojęć - wówczas stajecie w obliczu życia takiego, jakim ono jest, bez tego podłoża intensywnej tęsknoty do wygody. Wówczas stajecie się czujni, lecz bez tej ciągłej walki o to by być czujnym - walki, która trwa tak długo, jak umysł wasz i serce szukają ucieczki od życia przy pomocy ideałów, dostosowywania się, naśladownictwa, autorytetu. Gdy to sobie uświadomicie, zaniechacie dążenia do ucieczki, będziecie wówczas zdolni spotkać życie w sposób pełny, nagi, całkowity, i w tym leży rozumienie, które jedynie da wam ekstazę życia.

Inaczej mówiąc, ponieważ umysły nasze i serca były poprzez wieki okaleczane przez fałszywe wartości, nie jesteśmy zdolni do spotkania doświadczenia w sposób pełny. Jeśli jesteście chrześcijanami, spotykacie je w sposób podyktowany wam przez wszystkie wasze przesądy chrześcijańskie i wasze religijne wychowanie. Jeśli jesteście konserwatystami czy komunistami, spotykacie je w sposób odmienny. Jeśli trzymacie się jakiegoś szczególnego wierzenia, to spotykacie życie w ten szczególny sposób i spodziewacie się zrozumieć jego pełne znaczenie uprzedzonym umysłem. Jedynie gdy uświadomicie sobie, że życie, ten wolny wieczny ruch, nie może być spotykane stronniczo i z uprzedzeniem, tylko wtedy będziecie wolni bez żadnego wysiłku. Wtedy nie będą wam przeszkadzały wszystkie te rzeczy, które posiadacie - przez odziedziczoną tradycję, czy zdobytą wiedzę. Mówię wiedzę, nie zaś mądrość, gdyż mądrość jest czymś innym. Mądrość jest naturalna, bezpośrednia, przychodzi ona tylko wówczas, gdy człowiek spotyka życie w sposób otwarty i bez żadnej zapory. By spotkać życie w sposób otwarty, człowiek musi się uniezależnić od wszelkiej wiedzy; nie powinien szukać wyjaśnienia cierpienia, gdyż szukając takiego wyjaśnienia, ulega lękowi.

Otóż powtarzam - istnieje możność życia bez wysiłku, bez ustawicznego napięcia osiągania i walki o sukces, bez ciągłej obawy o stratę czy wygraną; twierdzę, że istnieje harmonijny sposób przeżywania życia, który przychodzi, gdy spotykacie każde doświadczenie, każde działanie całkowicie, gdy umysł wasz nie jest rozdzielony przeciwko samymu sobie, gdy serce wasze nie jest w konflikcie z umysłem, gdy robicie wszystko całkowicie, z zupełną jednością umysłu i serca. Wtedy w tym bogactwie, w tej pełni jest ekstaza życia, i dla mnie to jest wiecznotrwałe, to jest wieczyste.

Twierdzę, że życie nie jest procesem uczenia się, gromadzenia. Życie nie jest szkołą, w której zdajecie egzaminy z tego coście się nauczyli, z nauki, zaczerpniętej z doświadczeń, z czynów, z cierpienia. Życie jest po to, by je przeżywać, nie zaś po to, by się odeń uczyć. Jeżeli będziecie patrzyli na życie jako na coś, od czego macie się uczyć, czyny wasze będą raczej powierzchowne, jeśli bowiem działanie, jeśli codzienne przeżywanie jest tylko środkiem, prowadzącym do jakiejś zapłaty, do jakiegoś celu, wówczas samo działanie nie posiada wartości. Obecnie, gdy przeżywacie doświadczenia, powiadacie, że musicie się z nich uczyć, że musicie je zrozumieć. Dlatego samo doświadczenie nie ma dla was wartości, ponieważ spodziewacie się osiągnąć jakaś korzyść przez cierpienie, przez działanie, przez doświadczenie. By zrozumieć jednak działanie całkowicie, co, zdaniem moim, jest ekstazą życia, ekstazą, która jest nieśmiertelnością, umysł musi być wolny od pojęcia zdobywania, od pojęcia uczenia się poprzez działanie. Obecnie zarówno umysł jak i serce są uwikłane w to pojęcie zdobywania, w pojęcie, że życie jest środkiem, wiodącym do czegoś innego. Lecz gdy zobaczycie fałsz takiego pojęcia, nie będziecie już traktowali cierpienia jako środka, wiodącego do określonego celu. Wówczas nie będziecie już szukali pociechy i wygody w pojęciach, wierzeniach, nie będziecie szukali schronienia w ustalonych wzorach myśli i uczucia; zaczniecie wtedy być całkowicie czujni nie w celu zobaczenia, co możecie przez to uzyskać, lecz by móc inteligentnie wyzwolić działanie od naśladownictwa i od dążenia do zapłaty. Czyli że zobaczycie wówczas samo znaczenie działania, nie zaś tylko tę korzyść, jaką ono może wam przynieść.

To, czym człowiek aktualnie żyje, jest jego życiem codziennym, polegającym na przyswajaniu sobie dzieł kultury, tak, aby dzięki kulturze rozstrzygać najpilniejsze sprawy i podejmować najpilniejsze potrzeby dziś niepokojące.
To, czym człowiek żyje na codzień, właśnie dzisiaj, jest na ogół współczesnością, jest jego aktualną, współczesną kulturą. Aby zrozumieć kulturę współczesną, należy najpierw zanalizować samo pojęcie współczesności.
Współczesność, rozumiana jako aktualność, jako nasze, dzisiejsze, bieżące sprawy, nie może być wiązana z upływem czasu, z ewolucyjnie następującym po sobie zespołem wydarzeń, z modą na określone problemy, z dziś dominującymi ujęciami. Współczesność jest bowiem tym, czym człowiek istotnie żyje, a żyje prawdą i dobrem. Współczesność więc m jsi być wiązana z tym, kim człowiek jest. Jest on rozumną i wolną osobą, która wyraża się w mądrości i miłości.
Współczesność pojmowana podmiotowo to pełne życie ludzkie, wyrażające się w mądrości i miłości, a pojmowana przedmiotowo to suma tego, co prawdziwe i dobre.
Pojęcie współczesności mylnie związano z dydaktyką, apologetyką, modą, z następstwem czasowym — z chronologią, z obecnością i dominacją ujęć, których nie poddaje się kontroli przez zestawienie z kryterium, stanowiącym prawdziwość. Może się zdarzyć, że dominują jakieś błędnie postawione pytania i fałszywe odpowiedzi. Dydaktyka wymaga wtedy podejmowania tych pytań i odpowiedzi. Nie znaczy to jednak, że należy je uznać za dopuszczalne, aktualne życie umysłowe ludzi. Należy z nich przechodzić do ujęć prawdziwych. To jednak, co chcemy przeformułować, obronić, nie może stać się apologetycznym celem, gdyż wtedy dajemy przewagę erystyce i użyteczności. Wiążemy uwagę ludzi z modą, która podnosi aspekt tylko w tym czasie interesujący, być może ważny, lecz narażony na wyakcentowanie celów bliskich, praktycznych, to znaczy teraz użytecznych, które przegrywają, gdy mija moda, traci doniosłość apologetycznie ustawiony aspekt, starzeje się dydaktyka, gdy upłynie czas i wniesie nowe dominanty. W takich sytuacjach wygrywa tylko to, co prawdziwe, a więc trwałe, nie przemijające z upływem czasu, faktycznie wnoszące to, czym zawsze żyje człowiek.
Pojęcia współczesności nie należy więc wiązać z rzeczami, wytworami, ideami, teoriami, z aktualnymi, modnymi, dominującymi celami dydaktycznymi i apologetycznymi, z użytecznością jako wartością, lecz z tym, czym właśnie żyje człowiek, to znaczy z prawdą i dobrem, które wnoszą w osobę ludzką mądrość i miłość.
I paradoksalnie trzeba stwierdzić, że nie wszystko, co dzisiaj zastajemy, jest współczesne. Nie wszystko, co stanowi aktualną kulturę, jest właśnie współczesne, gdy współczesność zwiążemy z prawdziwością i dobrocią po stronie osób, a z prawdą i dobrem po stronie ludzkich wytworów.
W odniesieniu do osób i w odniesieniu do wytworów mylące jest kryterium użyteczności. Nie znaczy to, oczywiście, że należy w ogóle wykluczyć użyteczność. Jest ona słuszna w dziedzinie celów bliskich, tak zwanych praktycznych. Jest także słuszna dydaktyka, apologetyka, moda, liczenie się z czasem, z dominującymi ujęciami, gdy stanowią temat i przedmiot naszych refleksji, gdy są impulsem, pobudzającym do szukania tego, co prawdziwe i dobre. Chodzi tylko o to, aby wszystko to nie stało się jedynym kryterium działań, wykluczających prawdę i dobro, które warunkują mądrość i miłość. Użyteczność bowiem jest w swej naturze wyłącznie wartościowaniem, wyznaczonym przez krótkie etapy celów praktycznych, które także są przypisywaniem wartości wytworom, stanowiącym samą w sobie rzecz, podlegającą prawom bytowania. Tych praw nie respektuje wartościowanie. I w tej niespójności zasad bytowania i zasad wartościowania jest zawarte niebezpieczeństwo błędu. Wartościowanie zawsze jest wyprzedzone bytowaniem, z którym wiąże się prawdziwość. Musi ona więc być podstawą wartościowania. Kryterium użyteczności, praktyczności, wartościowania nie jest wobec tego samodzielne, niezależne. Musi być związane z prawdą i dobrem. Tylko wtedy uwolnimy tak zwaną współczesność od fałszu i zła.
Jeżeli mówię o tak zwanej współczesności, to tylko w tym sensie, że np. zidentyfikowany w aktualnej kulturze neoplatonizm, przejawiający się w sposobie filozoficznego myślenia i w skutkach takich, jak utożsamienie myślenia z bytowaniem, chociaż dominujący dziś, obecny w czasie, w którym żyjemy, będący tematem dydaktyki i apologetyki, jednak z racji swych błędów nie powinien być tym, co w człowieku i dla człowieka aktualne, czym człowiek istotnie żyje, czym buduje i rozwija swą rozumność i wolność, wyrażające się w mądrości i miłości, które posilają się prawdą i dobrem.

www.mminfo.pl (domeny na sprzedaż)
swierszczyk
swierszczyk ndz., 2011-08-14 14:38

A tu znowu mminfo

@mminfo.pl:

z KRISHNAMURTI i M Gogacza- Przemówienia
(nie wysilając się zdania nawet nie zmienia)
czy to tu takie trędy
kopiowanie, i wstawianie
i za swoje ukazanie????
nic od siebie????
to już nie wiem...

ja piąteczkę wstawiam i od SIEBIE pozdrawiam

swierszczyk
swierszczyk ndz., 2011-08-14 14:54

Widzę, że Pani Bogusia się dokopała

@Bogusia:

do jeszcze jednego,
że mminfo i balszaabion to jedno
Pani Bogusiu... a fee... wredno.....

Milena
Milena ndz., 2011-08-14 15:43

wcale bym się nie ździwiła

@swierszczyk:

wcale bym się nie ździwiła gdyby na mm-ce było z 50 osoób realnych a reszta to jakieś wcielenia tych samych użytkowników :)))))

Bogusia
Bogusia ndz., 2011-08-14 16:05

Fakt

@swierszczyk:

Trochę "wredno", ale już nie głupio. Przynajmniej ja nie mam poczucia, że ze mnie ktoś głupka chce zrobić.

B.H.-D.
barszczewska
barszczewska ndz., 2011-08-14 21:05

i po po co to

@mminfo.pl:

tyle pisać czegoś, czego nie można strawić- dotyczy to tekstu cytowanego prze mminfo- do kogo ma to trafić?

barbara
AmIright
AmIright czw., 2011-09-22 13:37

Ciekawy tekst KOlszaka

Bardzo dobrze napisany po polsku i podejście do tematu też "nie po łebkach". To zaskakujące, że tak mało wiemy na temat wiary, którą wyznajemy. Jutro też wrzucę swój tekst o wierze.

Robert Narkun (robertnarkun@o2.pl)