Robotnicy odstawili fuszerkę. Przy studzience zostawili wielką dziurę. Wpadła do niej pani Danuta
Pani Danuta przyszła do redakcji. Żeby poskarżyć się na robotników, którzy odstawili fuszerkę na chodniku przy ul. Pieniężnego, w pobliżu Polbanku. Wokół jednej ze studzienek powstała wyrwa, która nie została „załatana”. - Jakieś dwa tygodnie temu, po ulewie, robotnicy coś grzebali przy tej studzience. Teren ogrodzili taśmą. - opowiada kobieta. - A jak odeszli, to zostawili sporą dziurę. Wyrwa jest niebezpieczna, bo można wpaść, złamać nogę ,a nawet zostać kaleką.
Właśnie taka sytuacja przydarzyła się wczoraj naszej Czytelniczce. Pani Danuta spieszyła się rano na autobus i dziury nie zauważyła. - Mieszkam przy Pieniężnego od 50 lat, ale po raz pierwszy przewróciłam się na chodniku - żali się. - Noga mi wpadła do tej wyrwy, potknęłam się i upadłam. Na dodatek stopa mi utkwiła, że nie mogłam wstać. Musiałam prosić przechodniów o pomoc.
Na dowód, że tak było, mieszkanka Pieniężnego podwija nogawkę spodni i pokazuje otarty na kolanie naskórek. Aż do krwi. I poobcierane od upadku dłonie. - Całe szczęście, że nie złamałam nogi i że w ogóle żyję, bo mogłam wyrżnąć głową i mogło być po mnie.
Idziemy z panią Danutą na miejsce zdarzenia. Dziura przy studzience jest rzeczywiście duża. I można jej nie zauważyć. Sprawdzam. Chowa się w niej cała stopa.
Dzwonię do Tomasza Nesterowicza, szefa gabinetu prezydenta miasta. I sprawę całą przedstawiam. - Zorientuję się i zaraz oddzwonię - deklaruje. I oddzwania. - Zaraz zajmą się tym odpowiednie służby i wyrwa zostanie zasypana - obiecuje.
A my sprawdzimy, czy słowo zostało dotrzymane.



























Kontakt: