Rammstein
W miłym towarzystwie przyjechaliśmy do Łodzi. Halę Areny otwierano o 18, z daleka widać było masy ludzi czekających na koncert. Mniej więcej o czasie zostaliśmy wpuszczeni do środka. Sektory i płyta Hali powoli zapełniały się fanami Rammstein. Dwie godziny migiem zleciały, okraszane co jakiś czas zachwyconymi gwizdami publiczności, gdy tylko na scenie pojawiał się ktoś z obsługi technicznej. Wreszcie zgasło światło, i rozległ się miły dla ucha ryk zespołu Combichrist. Panowie odegrali swój króciutki koncert, i ustąpili miejsca gwieździe wieczoru.
Punktualnie o 21.01, z iście niemiecką subtelnością pojawił się Rammstein. Panowie niekonwencjonalnie dostali się na scenę - wybili kilofem w ścianie wielkie dziury, i dumnie rozpoczęli show. Setlista składała się przeważnie z piosenek z "L.I.F.A.D", ale nie zabrakło starych numerów. Rozpoczynające piosenkę "Du Hast" klawisze spowodowały, że publiczność siedząca na sektorach wstała i wykrzykiwała tekst piosenki. Podczas nastrojowej "Fruhling in Paris" Hala zapełniła się białymi kartkami z charakterystycznym serduszkiem i napisem "Liebe Ist Fur Alle Da". Była to jedna z akcji zainicjowanych przez Oficjalny Fanklub Rammstein "Feuerrader".
Koncert był rewelacyjny, scenografia (momentami makabryczna), efekty świetlne i pirotechnika nadały koncertowi ciekawą oprawę. Obejrzane wcześniej koncerty w Internecie zupełnie nie oddają atmosfery grania na żywo. To po prostu trzeba zobaczyć na własne oczy. :)



























Kontakt:
Zagrali ;)
A ekranu podkreślającego nie mieli ;) Bardzo fajna recenzja - dziękuję baronowo! Wszystkim zainteresowanym koncertem polecam mój ostatni wpis na blogu - i poczytać, i pooglądać, i posłuchać można :) adres bloga - w stopce pod komentarzem ;)