drukuj

Rak to jeszcze nie wyrok. Moja walka z nowotworem

Moja walka z rakiem

Kwiatek z mojej działki dla wszystkich.

Jest to wspomnienie z walki, z rakiem i co mi to przyniosło. Największą nagrodą dla mnie będzie, jeżeli to przeczyta wiele podobnych do mnie osób i będzie walczyć o swoje życie.

W S P O M N I E N I A

Poobiednia drzemka nie przyniosła spodziewanego spokoju. W głowie kłębiły się nadal ponure myśli. Pozostało jeszcze aż osiem dni do otrzymania wyników. Już jest wieczór, ale sen nie nadchodzi. Przewracam się z boku na bok. Spoglądam na zegarek, dochodzi północ.

Jestem już bardzo zmęczona. Wreszcie nadchodzi upragniony sen.

Tak mija kolejnych siedem dni.

Jestem bardzo zaniepokojona, co mi przyniesie ten nowy dzień. Na oddziale zaczyna się krzątanina. Wkrótce będzie obchód. Ordynator nie ma wesołej miny. Mam się zgłosić do pokoju lekarskiego. Bardzo spokojnie, lekarz prowadzący informuje mnie, że mam raka jelita grubego.

Zaczynam płakać, jestem załamana, dla mnie to wyrok.
Lekarz mnie pociesza, mówi, że 25% ludzi wychodzi z tego. Ma nadzieję, że będę wśród tych 25%. Ja też chcę w to wierzyć.

Dostaję dwa dni przepustki do domu na załatwienie pilnych spraw. Jeśli się zdecyduję, to za dwa dni idę na operacyjne usunięcie tego, co zagraża mojemu życiu.

Znów jestem w szpitalu, ale na innym oddziale. Teraz to Oddział Chirurgii i Onkologii. Cała rodzina jest ze mną. Wszyscy mnie wspierają. Przyszedł kapelan. Przyjęłam Sakrament Chorych. Siostra, pielęgniarka, czekała, aby zawieźć mnie na salę operacyjną.

Jedziemy.

Koła łóżka, na którym mnie wiozą, stukają jednostajnie du, du, du...... Jesteśmy już na sali, ale okazuje się, że czegoś brakuje. Odwożą mnie na moją salę. Boję się, że to zły omen. Wszyscy czekają. Mijają minuty, a mnie się wydaje, że to trwa całe godziny. Wreszcie po raz drugi siostra zabiera mnie na salę operacyjną. Znów koła stukają du, du, du,...

Na sali już komplet lekarzy i sióstr. Jeszcze kilka pytań i zapadam w niebyt. Po wybudzeniu nie wiem, gdzie jestem. Gdy zobaczyłam siostrę w bieli, myślałam, że, jestem w niebie. Siostra się uśmiechnęła i powiedziała, że na razie tu na ziemi. Dodała, że jest dobrze, bo nie mam stomii, czego się bardzo obawiałam. Gdy mnie przywieziono na salę, wszyscy moi najbliżsi już na mnie czekali. Przywitałam się ze wszystkimi i zapadłam w bardzo długi sen. Syn załatwił dla mnie prywatną pielęgniarkę. Tak naprawdę to tylko dzięki jej szybkiej i fachowej interwencji ja żyję. Udusiłabym się własnymi wymiocinami, jakie zdarzają się po narkozie.

Dziękuję całemu personelowi szpitala za wszystko. Dzięki nim dostałam szansę na nowe, już drugie życie.

Jestem uczulona na prawie wszystkie środki przeciwbólowe dlatego po operacji dostawałam m o r f i n ę. Po niej miałam majaki. To był po prostu horror. Widziałam lekarzy, których przecież wcale w mojej sali nie było. Miałam wrażenie, że spadam pod pędzący pociąg. Spałam prawie na ścianie, a może wcale nie spałam. Sama nie wiem, czy to był sen, czy jawa. Po trzech dniach, a właściwie nocach, poprosiłam lekarza o odstawienie morfiny. Powiedział, że nie wytrzymam z bólu, ale ja już nie raz wytrzymywałam bardzo duży ból i tym razem też sobie poradziłam, choć przyznaję, że było bardzo ciężko. Czułam się coraz lepiej. Po kilku dniach wyjęto mi dren i niestety zemdlałam. Po prostu jestem uczulona na widok własnej krwi. Uraz pozostał jeszcze z dzieciństwa, gdy uratowałam życie mojej własnej siostrze, której noga została przebita kosą na wylot w łydce. Do dziś mam kłopot przy pobieraniu krwi, ale po prostu nie patrzę w tę stronę i jakoś daję sobie z tym radę.

Dzień przed planowanym wypisem ze szpitala przyplątało się zapalenie pęcherza, co spowodowało, że przedłużył się mój pobyt w szpitalu o kilka dni.

W końcu radość, wracam już do domu. Nie będę czekała na odwiedziny męża lub dzieci, ale będę już w domu z całą rodziną. Już w gronie rodziny pozostało czekanie na wynik. W międzyczasie miałam usunięte szwy. Poszło o wiele lepiej.

Wreszcie jest wynik. Po operacji pozostały pojedyncze komórki rakowe. Czeka mnie więc chemioterapia.

Jestem przerażona, ale się nie poddaję. Zostałam bardzo szybko przyjęta na oddział dzienny. Polegało to na przyjmowaniu chemii przez pięć dni w tygodniu. Następne trzy tygodnie były wolne od chemii dla podratowania zdrowia i tak przez sześć miesięcy. Po drugim dniu brania chemii myślałam, że to już ze mną koniec. Nie mogłam nic jeść, ani pić. Gryzłam wodę, nie mogłam połykać własnej śliny. W nocy syn zawiózł mnie do szpitala na oddział laryngologiczny. Tam pani doktor zapisała mi lekarstwa, które pomogły. Mimo, że nadal miałam całą jamę ustną owrzodzoną, to jednak mogłam chociaż pić. Najłatwiej mogłam połykać letnie mleko. Mimo, że czułam się fatalnie, wiedziałam, że muszę wytrzymać. W czasie brania chemii schudłam, aż dwadzieścia pięć kilogramów. Było mi lżej, tylko rodzina po cichu szeptała, że mama przez to schudnięcie, to im się postarzała, ale to był mały pryszcz.

W czasie tych sześciu miesięcy wydarzyły się dwie uroczystości, w których nie byłam w stanie uczestniczyć. Były to mianowicie: roczek mojej wnuczki Weronisi i osiemnaste urodziny siostrzenicy mojego męża. Leżałam w łóżku z miską pod głową. Przed szóstą ostatnią chemioterapią był ślub mojego syna. Ślub był zaplanowany zanim ja jeszcze zachorowałam. Musiałam na nim być. Byłam, mimo że czułam się nie najlepiej. Część z gości była zdziwiona, że zmieniłam kolor włosów, a ja miałam dobrze dopasowaną, piękną perukę. Własnych włosów jeszcze nie miałam, gdyż jeszcze nie odrosły. Chemia niszczy wszystko.

Od mojej operacji minęły trzy lata.

Wyniki są różne, raz lepsze raz gorsze, ale się nie poddaję. Mam dla kogo żyć. W sobotę moja wnuczka Weronisia skończyła cztery latka, a miesiąc wcześniej wnuczek Piotruś skończył roczek. Zrobiłam im wiele zdjęć na pamiątkę, bo fotografia to moje hobby. Te moje wspomnienia piszę dzięki mojemu sąsiadowi, który wypożyczył mi komputer do czasu, aż sobie kupię własny. Te wspomnienia piszę dla takich ludzi jak ja, aby wiedzieli, że rak to jeszcze nie wyrok. Trzeba walczyć, trzeba mieć dla kogo żyć. Życie jest takie piękne. Trzeba tylko docenić jego piękno. Nie można gonić tylko za fortuną, bo życie tak szybko ucieka, a minionego czasu nikt nam nie wróci. Gdy się budzę, to cieszę się, że nadal jestem wśród rodziny, którą bardzo kocham i dla której nadal warto żyć. Na tym kończę te moje wspomnienia. Jeżeli komuś pomogą, będzie to dla mnie wielka radość. Jestem szczęśliwa , że nadal Ż Y J Ę .

MARIA

Zielona Góra dnia 1 czerwca 2009 roku.

PS. Od napisania tych wspomnień minęło 2,5 roku. Sąsiad, dzięki któremu pisałam te wspomnienia, już nie żyje. Moja wnuczka już chodzi do I klasy, jako sześciolatka, a wnuczek do przedszkola. Zaczęłam pisać artykuły na MM-ce.

Bardzo lubię spotkania z nowo poznanymi ludźmi. Jestem słuchaczką Zielonogórskiego Uniwersytetu Trzeciego Wieku. Bardzo polubiłam fotografię i robię coraz więcej zdjęć, które nie zawsze mnie zadowalają. W tym roku obchodziliśmy 40. rocznicę naszego ślubowania, która była bardzo uroczyście zorganizowana przez USC w Zielonej Górze. Cieszę się nadal z życia i życiem. 
Dzisiaj już jest 2011-12-10.

Tak jak Tomek, wysłałam podobny tekst na konkurs i dostałam nagrodę pocieszenia. Największą nagrodą dla mnie będzie, jeżeli to przeczyta wiele podobnych do mnie osób i będzie walczyć o swoje życie.

POWODZENIA

Zdjęcia

  • Moja walka z rakiem
  • Moja walka z rakiem
Ciężka choroba nauczyła mnie pokory. Wiem, że rak to jeszcze nie wyrok. Moje motto" Nigdy nie mów nigdy"
Szwedka59
Autor:Szwedka59

Zaloguj się lub utwórz konto, by oceniać

Komentarze
boleslawp
boleslawp ndz., 2011-12-11 16:00

Marysiu

Serdeczne dzięki za artykuł. Życzę Ci oczywiście dużo zdrowia. Żeby więcej osób mogło się zapoznać z Twoim artykułem zlinkowałem go na stronę ZUTW

Pozdrawiam. Bolesław Polarczyk http://www.facebook.com/boleslawp
barszczewska
barszczewska ndz., 2011-12-11 16:30

Myślę, że to dobrze, że zapoznałaś

nas ze swoją historią. Może będzie nam łatwiej kiedy nas osobiście coś takiego dotknie. Podziwiam Ciebie za to co osiągnęłaś po chorobie i jak podchodzisz do życia. Bądż dalej taka dzielna.

barbara
Bogusia
Bogusia ndz., 2011-12-11 17:13

Szwedko59, Marysiu

Cóż mogę Ci napisać ponad to, że Cię podziwiam. Podobnie, jak Tomek, jesteście dla mnie przykładem wspaniałych ludzi. Ludzi, ktorzy mimo przeciwności losu nie poddają się. Mało tego, ten los inspiruje Was do działania. Uczycie się nowych rzeczy, rozwijacie swoje pasje, zamiłowania. Nie tylko nie biadolicie, nie narzekacie, ale  jeszcze starcza Wam sił, żeby pomagać  innym. Przepraszam Marysiu, że piszę tutaj o Was obojgu, ale nie tylko się cieszę, że Was poznałam, czuję się zaszczycona, bo obcowanie z tak dobrymi ludźmi, to jak "dotyk anioła" - posłużyłam się określeniem, którego wobec Ciebie użyła kiedyś p. Pawlak ( ogromnie szkoda, że już tutaj nie pisze).
Życzę Ci ZDROWIA i, żebyś była zawsze taka, jaka jesteś. Pogodna, uśmiechnięta, życzliwa ludziom. Wierzę, że to do Ciebie w dwójnasób wróci.  Gratuluję wyróżnienia, podzielam Twoją radość. 

B.H.-D.
Szwedka59
Szwedka59 ndz., 2011-12-11 17:29

Może to nie tak powinnam, ale

Może to nie tak powinnam, ale wszystkim, którzy przeczytali ten artykuł serdecznie dziękuję.
Na pewno tak łatwo się nie poddam. Sama sobie też życzę dużo zdrowia i nadal pogody ducha.
Pozdrawiam,

Śnieżka
Marek Pakoński
Marek Pakoński pon., 2011-12-12 15:37

Tak, jak Pani napisała

@Szwedka59:

Ten artykuł może pomóc wielu ludziom. A nawet jesli tylko jednej da siłę i nadzieję, to już spełnił swój cel. Pozdrawiam i... podziwiam.

-> Polecam myślenie. Wymagam go od wykształconych ludzi. /// Lubisz dobre electro? Słuchaj audycji Electrohead: https://www.facebook.com/ElectroheadZG <-
KUKUłA
KUKUłA ndz., 2011-12-11 18:33

tak własnie powinnaś..

Tylko ludzie żyjący w zgodzie ze sobą , pokorni wobec życia potrafią  dzielnie ,nieustannie i z uśmiechem
walczyć o każdy poranek. Odwaga z jaką dzielisz się swoim trudnym czasem, pozwoli podobnie doświadczonym nabrać sił i nadziei.Pozdrawiam serdecznie

zgfoto.hekko.pl
An_na
An_na ndz., 2011-12-11 18:49

...

Pani Mario, podziwiam wytrwałość i siłę, jaką miała Pani w walce z chorobą. Piękne i mądre jest przesłanie zawarte w końcówce artykułu  "Życie jest takie piękne. Trzeba tylko docenić jego piękno. Nie można gonić tylko za fortuną, bo życie tak szybko ucieka, a minionego czasu nikt nam nie wróci."
Ja już wiem, że czasami trzeba przystanąc w biegu i przewartościować swoją codzienność. Gdy to zrobiłam to również poczułam się szczęśliwsza.
Życzę zdrowia, powodzenia, radości czerpanej z każdej  chwili dnia...i do zobaczenia ...może znów na kolejnym Foto Day:)
Pozdrawiam serdecznie, Anna

KOKO
KOKO ndz., 2011-12-11 22:40

...

Bardzo spokojnie, lekarz prowadzący informuje mnie, że mam raka jelita grubego. Zaczynam płakać, jestem załamana, dla mnie to wyrok. Lekarz mnie pociesza, mówi ,że 25% ludzi wychodzi z tego. Mam nadzieję, że będę wśród tych 25%. Ja też chcę w to wierzyć - całość, ale szczególnie ten cytat, mnie wzruszyła. 1/4, przy innych schorzeniach i nowotworach ten współczynnik "szansy na życie" jest niższy. Pani otrzymała drugą szansę i z tej szansy skorzystała skwapliwie. Proszę mnie najwyżej poprawić, ale zrozumiałem, że złapała Pani Pana Boga za nogi (tak się mówi). ;)

W.W.
W.W. ndz., 2011-12-11 23:01

Marysiu

Artykułu nie czytałem i nie przeczytam. Temat dla mnie zbyt osobisty. A Ciebie od naszego spotkania w EC zawsze podziwiałem i podziwiać nie przestanę. I niech tak zostanie.

swierszczyk
swierszczyk pon., 2011-12-12 07:47

I tu napisać potrzeba,...

że choć anioły idą do nieba,...
niektóre się zawraca,...
bo tu miedzy nami,...
diabłami,...
czeka ich jeszcze praca,...
pozdrawiam serdecznie,...
kciukiem do góry wiecznie,...  

Szwedka59
Szwedka59 pon., 2011-12-12 08:30

Do KOlszaka- Tak,tak i

Do KOlszaka- Tak,tak i jeszcze raz tak. Ja dostałam już trzecią szansę na życie. O pierwszej nie pisałam, bo nie tak bardzo wtedy było ze mną żle. Złapałam za nogi Pana Boga i zamierzam robić to tak długo jak mi na to pozwoli..Raz jest lepiej, a raz gorzej. Gdy jest dobrze to się cieszę, jak gorzej to po prostu przeleżę i
już jest znów dobrze.WW  myślę, że właśnie dlatego tak dobrze się rozumiemy.
Pozdrawiam wszystkich i dziękuję za pozytywne przyjęcie mojego się przed Wami otwarcia.

Śnieżka
Bogusław_ZG
Bogusław_ZG pon., 2011-12-12 21:14

Może niewielu klepiących tu okeyki zrozumiało

o czym Pani tu napisała Pani Mario.
Wsparcie rodziny to jeszcze nie wszystko, trzeba mieć zawsze w zanadrzu jakąś
bardzo ważną sprawę do załatwienia, by mieć motywację do walki.
A wtedy nawet ten "worek" po operacji jest tylko niedogodnością zamiast tragedią. :)
Świadomość, że musimy jeszcze coś ważnego zrobić bardzo w walce pomaga,
często zwycięskiej.
Wiem o czym mówię Pani Mario. Pozdrawiam.

Lucyna
Lucyna pon., 2011-12-12 23:02

Taka postawa jak Pani dodaje

Taka postawa jak Pani dodaje sił innym i prawdą jest to,że trzeba żyć dla kogoś lub czegoś inaczej życie było by "trwaniem".

Lucyna
Tomasz Dominiak
Tomasz Dominiak wt., 2011-12-13 16:21

Dużo zdrówka życzę, aż łezka

Dużo zdrówka życzę, aż łezka zakręciła się w oku.
Tak wiele Ciepła dajesz innym i dobrze że jesteś wśród nas.
Pozdrawiam

Tomasz.D http://zgfoto.hekko.pl/
paulina sobkowiak
paulina sobkowiak pt., 2011-12-30 19:18

Mnie też się łezka zakręciła

Mnie też się łezka zakręciła w oku. Życze Pani dużo zdrówka!

baronowa
baronowa wt., 2012-01-03 16:18

Dziękuję Pani za ten artykuł.

Dziękuję Pani za ten artykuł. Mam nadzieję, że dzięki temu wielu ludzi zdecyduje się leczyć i pokonując początkowy strach zgłosi się na badania profilaktyczne, a osoby zdiagnozowane nie będą bały się chemii, radioterapii, operacji.