Przyjechał z nakazu, pokochał To Miasto. O Michale Horowiczu kilka zdań wspomnienia.
MICHAŁ HOROWICZ (1925 – 1992)
Wrócił z matką, z zesłania w 1945 roku. Po służbie wojskowej, uzupełnienie matury, potem studia i z nakazem pracy przyjeżdza z Wałbrzycha do Zielonej Góry, aby zasilić kadry intelektualistów nowo utworzonego województwa zielonogórskiego. Współpracując z „Gazetą Poznańską" dokształca się w dziennikarstwie. Organizator „Gazety Zielonogórskiej" Wiktor Lemiesz cieszy się pomocą poligloty dyżurującego w pokoju depeszowców. Wszak Michał Horowicz, znający język rosyjski, potrafi biegle rozmawiać po niemiecku i błyskawicznie uzupełnia swoją naukę języka depeszowego, języka angielskiego.
Poznali się na talencie młodego, obiecującego redaktora aż w Warszawie i ściągnęli na dwa lata do "Ekspressu Wieczornego". Nowo przybyły z Krakowa Redaktor Naczelny Zdzisław Olas ściąga towarzysza Horowicza do Zielonej Góry, bo tutaj On bardziej potrzebny.
Właśnie rozkwita internacjonalna współpraca z Niemiecką Republiką Demokratyczną. Województwo nasze jest poligonem współpracy politycznej, kulturalnej, sportowej NRD, PRL i ZSRR.
Jakże wiele delegacji zatrzymuje się w Zielonej Górze (czy Łagowie) aby pogłębiać Drużbę, Przyjaźń, Freundschaft.
I oszczędzają na tłumaczy bo towarzysz redaktor Michał Horowicz tłumaczy na dwie, na trzy strony.
A przecież sprawuje odpowiedzialną i trudną funkcję Vice Naczelnego „Gazety Zielonogórskiej" (Lubuskiej). Czyta zagraniczne pisma polityczne, gospodarcze, społeczne.
Pasjonuje się zdobyczami techniki. Po kilkakroć opowiada, że już amerykanie mają takie satelity z których można rozpoznać markę papierosa trzymanego w ustach oczywiście żołnierza radzieckiego. Nowinki i dykteryjki ze świata techniki i polityki Pan Michał chętnie opowiada na comiesięcznych prelekcjach w zielonogórskim Klubie Międzynarodowej Prasy i Książki. Na te urocze spotkania przychodziły tłumy. Musiała kierowniczka czytelni, pani Ankiewiczowa dostawiać krzesełka.
Przy nadmiarze intensywnej pracy zaszwankowało zdrowie. Zawał i praca z mniejszą częstotliwością w redakcji dwutygodnika „Nadodrze". Pan Horowicz popularny i lubiany, angażuje się w pracy społecznej w Towarzystwie Walki z Kalectwem, jest lektorem w Towarzystwie Wiedzy Powszechnej.
Z młodym pracownikiem nauki Wiesławem Hładkiewiczem zakładają Towarzystwo Przyjaciół ONZ (Organizacji Narodów Zjednoczonych).
Dosięgła Go modna wtedy „redukcja etatów" i z pisma społeczno- kulturalnego przeszedł na „społeczne" utrzymanie, na rentę.
Źle się czuł nie mając codziennych obowiązków. Ciągle ciekawy wydarzeń światowych czytał pisma angielskie, niemieckie a także już francuskie.
Jednak choroba zwyciężyła. Zgasł 1 listopada1992 roku.
Odprowadzało Go liczne grono Czytelników, Słuchaczy, Przyjaciół...
Pochowany na zielonogórskiej nekropolii w sąsiedztwie Alei Zasłużonych.
Jestem dumny, że miałem przyjemność stosunkowo bliskiej ale długoletniej znajomości z Tym Zacnym i Mądrym Człowiekiem.
Zdzisław Piotrowski



























Kontakt: