Poradnia leczenia niepłodności
Tyle rozgłosu prasa, media, a jak w praktyce?
Pierwsza wizyta, no tak jak wszędzie. wywiad przegląd badań i to na tyle. Druga wizyta, skierowanie na badanie krwi. Trzecia, karteczka na usg . Pierwsze usg , czas oczekiwania - cztery godziny , no da sie wytrzymać, za dwa dni drugie, te na szybkiego, ale zrobili, trzecie też poszło po trzech godzinach , bardzo dziękuję - tylko czemu ciągle mam odczucie, jakby ktoś robił to z wielkiej łaski ?
To jakaś parodia, jeden aparat do badań usg na cały oddział. Czwarta wizyta, żadnych nowości, i tak mijają już cztery miesiące. U pacjentek na korytarzu też nie widać entuzjazmu, no może tylko u tych, które starają się krócej niz pięć lat. Wszyscy mówią że będzie tak jak wszędzie, i ja tak myślę , no ale może, może akurat, wszyscy czekają na to ziarenko nadziei.
Było tyle szumu, miasto daje pieniądze na badania dla par, tylko czemu za badania męża muszę zapłacić znowu prywatnie? I gdzie ten psycholog, nikt nie spytał przez te cztery miesiące, czy chcę z kimś porozmawiać?
Lokalizacja poradni też niespecjalna , wiadomo wszędzie spotykamy ciężarne kobiety , ale tu co chwilę widzimy przyszłe matki, widzimy też takie, które nie doczekają szczęśliwego rozwiązania , to działa trochę na psychikę . Słyszałam, że jakaś pacjentka zaszła już w ciążę (tak oznajmił lekarz ) po dwóch miesiącach leczenia w poradni, to cud, jak to im się udało, skoro ja przez cztery miesiące nie zdążyłam zrobić konkretnych badań. Dla mnie to dziwne, no ale pewnie jakość statystyki trzeba podnieść, żeby nikt nie powiedział, że źle były wykorzystane pieniądze od miasta. Byłam pełna nadziei kiedy przeczytałam, że będzie otwarta taka poradnia , a teraz ...? Czuję się, jakby ktoś mnie oszukał, pewnie nie tylko ja mam takie odczucia.



























Kontakt:
Smutne to
co Pani napisała. Myślę, że powinna się Pani swoimi spostrzeżeniami podzielić z rzecznikiem praw pacjenta.