drukuj

Polegli, lecąc czcić poległych

Katastrofa

Źródło: GL

W mediach, w pracy, w szkole, wśród znajomych, wszędzie się mówi o zaistniałej sytuacji. Każdy program nadaje te same wieści, a przy flagach na znak żałoby wiszą czarne wstęgi...

Kiedy choć na chwilę się uśmiechnę, gdy o tym wszystkim zapomnę, co zdarza się dość rzadko ze względu na wszelkie formy przypominania o tragedii, mam do siebie pretensje. Bo jak mam czelność się jeszcze śmiać, skoro tyle wartościowych osób odeszło z tego świata?

 

Każdy ma inną teorię na to, jak pogodzić się z tragedią, chociaż wydaje mi się, że pogodzenie jest tutaj niewłaściwym słowem. Każdy inaczej to przeżywa. Przeżywa - znów nieodpowiednie, zbyt delikatne słowo. Wydaje mi się, że gdybym przeglądnęła wiele słowników, tego opisującego to, co się teraz dzieje w sercach milionów Polaków, a także ludzi z całego świata, bym nie znalazła. Jedni mówią, że słowa są zbędne. Ja jednak będę pisać z nadzieją, że to pomoże mi zrozumieć, czemu, jak, po co i czy aby na pewno?

To się dzieje naprawdę?!
Nie wierzę. 

Mimo, że minęły już dziesiątki godzin, całe dni od tragedii, zdarza mi się przyłapać, jak zadaję sobie w głowie pytanie; Czy to wszystko prawda? Setki razy stwierdzam, że to niemożliwe, że tak się stało. Tylko, że nawet gdybym powtarzała to tysiące, miliony razy, to co się stało, się nie odstanie. Nigdy.

Śmierć zawsze przychodzi w nieodpowiednim momencie. Nie ma osób, które byłyby na nią gotowe. Mimo, że niektórzy wiedzą, że będą żyli jeszcze np. 3 miesiące, dalej mają nadzieje. I śmierć po 3 miesiącach, której się niby spodziewaliśmy i na którą, wydaje nam się, byliśmy przygotowani, nadal przychodzi za prędko i mimo wszystko nie możemy w nią uwierzyć. Tym razem było tak samo. Niespodziewanie.

96 osób w pewien sposób osierociło swoje rodziny, 96 osób, które tak dobitnie wpłynęły na losy całego kraju, całego świata, odeszło. Polegli, lecąc czcić poległych.

I mimo, że o pozytywach tragedii mówić nie można, gdyż te dwa słowa są tak od siebie odległe, tak mocno się wykluczają, ja zauważam pozytywne zmiany w moim myśleniu, postrzeganiu życia. Życia kruchego, tak często niedocenianego, bezcennego... I ludzi o takich samych zaletach, których mogę bez ogródek określić takimi samymi epitetami jak owe życie.

Zaczęłam patrzyć inaczej na świat, jeszcze bardziej cieszyć się z każdej chwili spędzonej z ludźmi, których kocham i szanuję, bo wiem, że kiedyś może ich zabraknąć.
Życiem politycznym się nie interesowałam, przyznam szczerze, że wielu z ludzi będących na pokładzie samolotu nie znałam. Nie patrzę więc na nich jako na polityków, lecz jak na ludzi. Po prostu... Poznaję ich tak naprawdę dopiero teraz, kiedy jest już za późno. Zaczynam doceniać wszystko to, co zrobili dla Polski, dla nas i dla mnie, jako cząstki świata.

Jest mi tylko przykro ze względu na to, jak pokazywany był przez media Lech Kaczyński. Śmiano się z niego, z jego, przecież nic nieznaczącego, wzrostu. Z jego żony, wyjątkowej kobiety.
Żałuję, że dowiaduję się tego dopiero teraz, po ich śmierci, jakimi wspaniałymi ludźmi, patriotami byli. Sami zapewne nie wiemy, ile tak naprawdę zrobili dla naszego narodu. Przykre, lecz prawdziwe.

Często, niestety, tak jest, że doceniamy ludzi, dopiero gdy ich zabraknie wśród nas.
Dlatego też postanawiam bardziej doceniać to, co mam. Nie narzekać na złą ciocię, nie kłócić z głupią koleżanką. Bo przecież KAŻDY ma w sobie coś. Jest wyjątkowy i wartościowy na swój sposób. Może tego nie czuję, gdy jest blisko mnie, a poczuję, gdy mi go zabraknie?

Dzięki tragedii... Jak to okropnie brzmi! Dzięki tragedii. Ach. A jednak. Dzięki niej patrzę na wszystko inaczej, dostrzegam ludzi, którzy kiedyś byli dla mnie tak niewiele warci, nieważni.

I będę się śpieszyć, choćby nie wiem, co!
Będę się śpieszyć kochać ludzi, bo przecież tak szybko odchodzą...

Z ciarkami na całym ciele, kończę pisać. Nie umiem nic więcej z siebie wykrzesać. Współczuję rodzinom ofiar i każdemu z Was tego, co w środku przeżywacie.

Wszystkim razem i każdemu z osobna.

Jestem dumna z naszego narodu, z całego świata, że zapominamy o wszystkich sporach, uprzedzeniach i w potrzebie łączymy się - bez względu na wszystko. Szkoda tylko, że potrzebowaliśmy tak wielkiego wstrząsu, aby zapomnieć.

Pozdrawiam. Może stwierdzenie miłego dnia jest nieodpowiednie, jednak życzę Wam miłego, a przede wszystkim spokojnego dnia. Trzymajcie się! Choć wiem, że dla niektórych może ono okazać się problemem, bo niegdyś najprostsze trzymanie się w takiej sytuacji staje się wyzwaniem.

Zdjęcia

  • Katastrofa

Zaloguj się lub utwórz konto, by oceniać

Komentarze
Bogusia
Bogusia wt., 2010-04-13 16:40

Jak zawsze mądrze i ciekawie

Gratuluję kolejnego mądrego i ciekawego artykułu. Śledzę wszystkie i podziwiam wszechstronność.

B.H.-D.
KOKO
KOKO wt., 2010-04-13 16:59

Racja!

Autorka napisała: >> "Dzięki tragedii... Jak to okropnie brzmi! Dzięki tragedii. Ach. A jednak. Dzięki niej patrzę na wszystko inaczej, dostrzegam ludzi, którzy kiedyś byli dla mnie tak niewiele warci, nieważni." << "Dzięki" tej tragedii jeszcze bardziej zbliżyłem się do mojego brata.

skorpion
skorpion wt., 2010-04-13 18:02

QUO VADIS PRESIDENTE

Idę do Pana , bo Pan mnie zawołał. Nie byłem sam , byłem z delegacją bliskich mi osób. W porannej białej mgle smoleńskiej pojawili się wysłańcy niebios , by nas zabrać na uroczystości katyńskie , nie te ziemskie ,lecz te w świetlanej przestrzeni. Szliśmy czwórkami w smutnym orszaku ,wszyscy pojednani , bez uraz i dąsów. Czekali na nas oficerowie w zielono-szarych mundurach ,co dawno temu w kwietniowe dni staneli przed Panem. O, Panie, który skruszyłeś ten miecz , co siekł nasz Kraj ,lecz wolną Polskę raczyłeś nam dać. Po latach ucisku i zniewolenia ,dałeś siłę swojemu ludowi , by stał się twierdzą wolności . Quo Vadis Presidencie. Szedłem , doszedłem, może zbyt wolno , ale szedłem , wspierając się na ramieniu bliskiej mi osoby, która wspierała mnie w mojej ziemskiej pracy. Żegnam swój Kraj , Moją Matkę , Brata i strony rodzinne. Żegnam swój naród , któremu bylem zawsze wierny. autor : oscar Wiersz ten znalazlam dzisiej w intrernecie i chciałam się podzielić nim z MM-kowiczami.

Marek Pakoński
Marek Pakoński śr., 2010-04-14 00:30

Czytając ten wiersz...

@skorpion:

zasłyszałem w uszach pieśń tak dawną, tak dawno nie słyszaną... Ewa Demarczyk ją zaśpiewała do słów Krzysztofa Kamila Baczyńskiego: Jeno wyjmij mi z tych oczu /// szkło bolesne - obraz dni, /// które czaszki białe toczy /// przez płonące łąki krwi. /// Jeno odmień czas kaleki, /// zakryj groby płaszczem rzeki, /// zetrzyj z włosów pył bitewny, /// tych lat gniewnych /// czarny pył. ///// Przepraszam, nie na temat chyba, ale musiałem się tym podzielić...

-> Polecam myślenie. Wymagam go od wykształconych ludzi. /// Lubisz dobre electro? Słuchaj audycji Electrohead: https://www.facebook.com/ElectroheadZG <-
Lucyna
Lucyna wt., 2010-04-13 19:29

Wszystko to już powiedziano

Wszystko to już powiedziano 100 a może 1000 -krotnie. Wystarczy chyba lepiej pomilczeć. Czy młodzi ludzie będą inaczej odbierać świat po tej tragedi ?
Może nie wszyscy muszą mieć wyrzuty sumienia, może lepiej nie obiecywać, żeby potem nie było tak zwyczjnie poludzku głupio?

Lucyna
Szambelan
Szambelan wt., 2010-04-13 21:35

Zadziałała Łaska Przestraszenia

Przed laty, za pierwszej kadencji samorządu miejskiego według demokratycznych (współczesnych) zasad niezmiernie aktywnym Radnym Miejskim był Pan Jerzy Podbielski. Był aktywny jak współczesny Jacek Budzinski. Afiszował się ze swoją religijnością ale robił to kulturalnie i trzymał się tematu. On, to objaśnił nam, że żył przeciętnie i niedoskonale aż pewnego razu, w chorobie otrzymał od Pana Boga Łaskę Przestraszenia. I w każdym swym postępowaniu, w każdym składanym wniosku, w każdejr publicznej krytyce potrafił objaśnić mądrość i celowość boskich ingerencji w człowiecze postępowanie. Lubiłem i szanowałem Radnego Miejskiego Zielonogórskiego Pana Jerzego Podbielskiego.Przypominam ten przypadek bo Wielu Polaków przestraszyło się strasznego żniwa samolotowej katastrofy dostrzegając w niej radykalny znak od Opatrzności.

Szambelan