drukuj

Podobno Maria Kazimiera d'Arquien z młodym Sobieskim tutejsze wino degustowała

Ktoś ważny, historyczny też był w naszym miescie?

p0rzecież mogło tak być

Oto fragment książeczki Zdzisława Piotrowskiego o krótkim pobycie tej znamienitej francusko-polskiej pary w Grünbergu. Scena 6. Degustacja win różnistych

Miejsce: Na winnicy, domek winniczy jest a w nim stół, zydel i kilka beczułek z leżakującym, boskim nektarem.

Występują: Bucholtz - Winiarz, Kuleba - cechmistrz winogrodników; Fritze.- mistrz tkacki; Król Kurkowy - krawiec, co wygrał zawody strzelnicze; Nauczyciel - biolog, znawca; Kapłan - smakosz wina codzienny; Celsiusch - medyk.

*  *  *

Bucholtz: - Mademoiselle Markiza pozwoli przedstawić sobie uczestników dzisiejszej biesiady winnej. Oto najznamienitszy w fachu, cechmistrz winogrodników.

Kuleba: - Składam ukłon szanownym gościom. Winiarze wybrali mnie na swego przywódcę dwanaście lat temu, takim sposobem, mówiąc językiem winiarzy, jestem już cechmistrzem „wytrawnym".

Fritze: - A ja mam sąsiednią winnicę. Rodzinny interes tkacki mam koło ratusza. Już mój ojciec dokupił sąsiedni stok obsadzony winną latoroślą i oprócz wygody posiadania owoców na własne wino, mamy przyjemność bywania we własnym ogrodzie, bo tak moja żona nazywa tę winnicę. Latem nocujemy w domku winniczym.

Król kurkowy: - Jako krawiec w tegorocznym strzelaniu bractwa kurkowego zdobyłem złotego kura. Jako król kurkowy mam zaszczyt bycia personą w mieście.

Nauczyciel: - Jestem nauczycielem biologii. Znam historię upraw i tłoczenia wina i choć sam nie mam ogrodu, chętnie doradzam, jak pielęgnować rośliny.

Kapłan: - Jeśli Chrystus nakazał czcić wino jako symbol Jego Świętej Krwi, to mnie, skromnemu pasterzowi pańskiemu, przystoi popierać prace pielęgnacyjne przy krzewie rodzącym umiłowane przez Pana owoce. Spełniając Liturgię pijam skromną miarkę, niemniej podniebienie mam wyrobione, co jest przywilejem kapłanów.

Celsiusch: - Jako medyk doświadczałem na własnych kiszkach działanie różnych smaków naszego wina. Potrafię przepisać pacjentowi tak rodzaj, jak i miarkę winnego napoju, co by dolegliwości żołądkowe, jelitowe, a nawet sercowe zniweczyć.

Bucholtz: - Jeśli nasi szacowni goście poznali współbiesiadników, niechaj służba wniesie pierwszą porcję wina. Ciekaw jestem oceny trunku, który leżakował cztery lata. Zapraszam.

Kuleba: - Ja spróbowałem. Rad bym wysłuchać opinii francuskich gości.

Maria: - Gratuluję panu Bucholtzowi tak doskonałego napoju. Piwniczy ojcowskiej winnicy byłby kontent z tego smaku.

Celsiusch: - Gąsiorek tego napoju wykupię, jako lekarstwo na melancholię.

Bucholtz: - Oto druga próba. Zechciejcie ocenić to wino. Obrodził mi nowy szczep, sprowadzony z Panonii. Zapraszam.

Maria: - Smak bardziej męski, więc jako białogłowa ustępuję w ocenie memu stangretowi, który w niejednym szynku wino pijał. Jego ocena będzie miarodajna.

Stangret: - Wino to świetnie ułatwia trawienie tłustości podawanych w bawarskich gospodach. Przydałoby się do wczorajszego obiadu.

Celsiusch: - W pełni popieram tę opinię. I to wino będę aplikował przy niewydolnościach żołądkowych.

Bucholtz: - Pochlebiają mi wasze opinie. Oczywiście drogi medyku, dostaniesz rabat przy zakupie mojego wina do szlachetnych celów leczniczych. A teraz trzecia próba.

Kapłan: - Boski smak. Czy gąsiorek mógłby być ofiarowany na wino mszalne?

Zdjęcia

  • Ktoś ważny, historyczny też był w naszym miescie?
Urodzony przed wojną, po przejściu frontu, w rodzinie pionierskiej uczył się w Gorzowie, a po maturze pracował 40 lat w Zielonej Górze.
Szambelan
Autor:Szambelan

Zaloguj się lub utwórz konto, by oceniać

Komentarze Zaloguj się lub utwórz konto, by odpowiadać