drukuj

Ostatnie dni Grünbergu – Luty 1945 zaczął się czwartkiem [AUTORSKI tekst© Zdzisława Piotrowskiego]

wolny obywatel

pisze szybko bo mu wolno

Fot. foto A. Macewicz

Regulamin portalu „mmzielonagora.pl" DOZWALA więc publikuję Mój - AUTORSKI tekst odtwarzający niektóre dni w niemieckim jeszcze mieście które przygotowuje się do „oswobodzenia" przez Armię Czerwoną. Akcja się dzieje na pograniczu więc są „słowa" wtedy używane.

   -Wstawaj śpiochu! Aufstehen!- wołała mama ściągając pierzynę z Viktora. - Wstań synku bo zanim pójdziesz do szkoły to przyniesiesz mi z targowiska trochę śmietany- przekonywała mama. Viktorek powoli otwierał oczy, przeciągał się i ponaglany przez mamę wstał.
   - Wiesz gdzie stoi zawsze Frau Henrieta, gdyby cię nie poznała to powiedz, że jesteś od państwa Mohrów, syn Reginy. Do tego słoika niech ci naleje ćwiartkę śmietany a do kanki weź półtora litra mleka.
   Mama włożyła do płóciennej torby słoik i dając do ręki niebieską kankę przypominała: - I zapnij dobrze sprężynę słoika, i patrz czy gumka się na zawinęła, bo śmietana wychlupie się po drodze. Tu masz całe dziesięć marek. Jak będziesz wracał to kup w piekarni Schuberta sznekę, to będziesz miał do szkoły- przemawiała mama aż do drzwi które zamknęła za synkiem zbiegającym po dwa schody, jak to lubił od pewnego czasu.
                                                                  * * *
   -Liebe Burchard. W dniu twoich urodzin przynoszę ci placek, jeszcze ciepły. Upiekłam za przyzwoleniem Pani Mohrowej- mówiła Regina odwijając z białego płótna blachę placka.
   - Danke Schöne Liebe Frau Regina- dziękował Burchard. - Placek na pewno jest tak słodki jak uśmiech pani Reginy- komplementował trzydziestoletni mężczyzna, przystojny, o wesołym spojrzeniu. Gdyby nie ułomność w prawej nodze Burchard byłby atrakcyjnym kawalerem. Kalectwo uratowało go przed wcieleniem do Vehrmachtu i przed marznięciem pod Stalingradem. wojska. Burchard jest dozorcą w drukarni Paula Mohra przy Niedertorstrasse 10a. Gdy Regina najęła się do pracy w kuchni państwa Mohrów to Burchard już był.
   - Ty Burchard za dużo romansów czytasz- pogroziła mu paluszkiem Regina. Siadła na służbowym zydelku w maleńkiej pakamerze. Pokoik miał szklane okienko w drzwiach na klatkę schodową aby portier ciągle widział kto wchodzi, kto wychodzi i czy coś wynosi z drukarni.
   - To miło, że pamiętałyście o biednym sierocie. Podzielę tę porcję na trzy części- wyjaśniał Burchard. - Pierwszą rozdzielę między kolegów, tutaj w drukarni. Drugą porcję zostawię na wieczorną wizytę Viktora. Chyba przyjdzie z Hansem. To jego najlepszy kamerad, z sąsiedniej kamienicy. Od wczoraj pokazuję chłopcom jak się klei takie pudełko na krawieckie drobiazgi. Wykorzystujemy stare pocztówki z widokami Grünbergu. Viktor chce koniecznie posłać takie pudełko do babci do Lissa, aby zawsze przy cerowaniu miała widok kamienicy gdzie mieszka jej wnuczek- dokończył Burchard.
   - No to na razie- chciała zakończyć wizytę Regina. – Przyjdę wieczorem z chłopcami. Przyniosę trochę prawdziwej kawy, mokki. Zjemy po kawałku placka a potem wspólnie pośpiewamy.

                                                                     * * *
   Gdy Viktor wrócił ze szkoły dostał obiad a potem mama zapędziła go do malowania laurki dla Bucharda. Viktor jak to chłopiec, zafascynowany przelatującymi nad miastem eskadrami samolotów chciał namalować samolot jak bombarduje ruskich. Próbowała go przekonać aby zmienił projekt.
   - Burchard jest kaleką i nie może być żołnierzem. Może mu się zrobić przykro jak swoim rysunkiem będziesz chwalił żołnierzy. Może jednak namaluj mu kilka kwiatków. To bardziej pasuje do rodzinnej uroczystości- perswadowała Regina.
   - A mogę narysować czarnego kotka i kłębek czerwonej wełny?-spytał Viktor. - Burchard ma kota na którego woła Schwarzman-.
   - Dobrze, narysuj kotka Schwarzmana. A ja ci pomogę domalować czerwoną kokardkę aby kotek był świątecznie ubrany na urodziny swego pana- przyobiecała Regina. Chłopak zabrał się za malowanie.
Regina skończyła zmywać naczynia z obiadu i już gotowała kaszę na kolację dla robotników drukarni. O siódmej wieczorem zaniosła garnek z kaszą do drukarni. Robotnicy już siedzieli przy długim stole. Rozmawiali. Regina nakładała do aluminiowych misek po dwie kopyś-cie kaszy i z drugiego garnka dokładała trochę ugotowanej i okraszonej marchwi. Najmłodszy z robotników Frantisek – Czech z Pilzna zaniósł miskę Burchardowi który nie mógł opuścić posterunku przy drzwiach firmy. Do picia mieli kawę z palonego jęczmienia.

                                                                               * * *
   -Guten Abend Frau Regina- usłyszała mama gdy otwierała drzwi wychodząc z drukarni. To Fritz Lange- pracownik Bergschlob-brauerei, przyszedł aż z końca miasta, z Freystädter 56 na geburstag przyjaciela.
   - Dobry wieczór- odpowiedziała Regina. – Zaraz przyjdziemy z synem to wspólnie zaśpiewamy Burchardowi polskie „sto lat".
   Przyszli za jakieś dziesięć minut. Pierwszą rzeczą jaka zwróciła uwagę Reginy to była biała, chyba trzylitrowa kanka, obwiązana ciemnozieloną wstążką, zawiązaną w kokardkę. Regina domyśliła się, że to Fritz tak dowcipnie opakował swój prezent.
   - Bier, gut Grünberger bier- zachwalał miejscowe piwo Burchard nalewając do szklaneczki na nóżce. Podał Reginie z ukłonem. Upili po hauście. Regina uśmiechem pochwaliła smak specjału. Odstawiła.
   - Meine Liebe Herrn- zaczęła Regina. - Teraz ma głos młody artysta.
Viktor chce złożyć życzenia swojemu przyjacielowi. Spokój proszę-.
Chłopiec, trochę usztywniony uroczystym nastrojem stanął, ukłonił się i wypowiedział formułkę:
   -Usłyszałem głos ptaszyny, że dziś Twoje urodziny-.
Teraz Viktor podał Burchardowi tekturkę na której narysował a potem pokolorował czarnego kotka, z czerwoną kokardką.
Burchard oglądał z zaciekawieniem obrazek i spostrzegł:
   -Jak żywy mój kot Schwarzman. Powieszę sobie nad łóżkiem. Będziesz wielkim artystą. Nasza Niedertorstrasse będzie z ciebie dumna- zakończył.
Teraz obrazek wziął do ręki Fritz. Po chwili z uśmiechem zauważył:
   - Szkoda, że nie wiedziałem, że dzisiaj jest też Geburstag twojego kota Schwarzmana. Przyniósł bym mu nawet żywą mysz. U nas, w browarze trafiają się a szczególnie teraz zimą, przyszły się pogrzać myszy polne- ciągle żartował Fritz.
   - A przywiązałbyś myszce urodzinową kokardkę?- zapytała Regina.
Roześmieli się wszyscy. Znowu chwycili za szklanki z piwem. Viktor odwijał synfolię z cukierka. Dostał od Burcharda niedużą tytkę za życzenia i obrazek. Teraz Burchard pokazał prezent od pryncypała, właściciela drukarni pana Paula Mohra. Była to książka o imionach. Regina przewertowała książkę i zauważyła:
   - Tu jest opis żywota Burcharda z Würzburga. To chyba twój patron.
Poczytaj Viktorku o patronie naszego solenizanta-.
Viktor, chociaż zgodnie z wiekiem powinien uczyć się w pierwszej klasie, został po tygodniu przeniesiony do klasy drugiej. Umiał prawie płynnie czytać i rachować do tysiąca. Nic dziwnego. Chłopak ciągle obecny w drukarnio chciał wiedzieć co jest napisane na wydawanych pocztówkach. Więc powoli nauczył się. Kiedyś jakiś zecer pokazał mu czcionkę w odbiciu lustrzanym. Viktor szybko nauczył się rozpoznawać czcionki i pomagał przy sortowaniu używanych czcionek. Wrzucał je do właściwych przegródek kaszt zecerskich.
   - Uwaga, czytam- zawołał Viktor. Stał, trzymając rozłożoną książkę w obu rączkach. Trochę się przesunął tak aby żarówka dobrze mu oświetlała drukowany tekst.
  >>Burchard, zwany też Byrkardem, przybył w 735 roku z Anglii dla pomocy w chrystianizacji ludów germańskich. Nosił zakonnych habit benedyktyna. W 741 roku został wyświecony na biskupa Würzburga. Zbudował katedrę pod wezwaniem Zbawiciela i i założył klasztor świę-tego Andrzeja. W podróży do Bawarii zachorował i 2 lutego 753 roku zmarł w wapiennej grocie koło Homburga. Ciało złożono w krypcie katedry ale na prośbę zakonu św. Andrzeja biskup Hugo zezwolił na uroczyste przeniesienie świętych szczątków do kościoła klasztornego. Na tą pamiątkę corocznie urządzane jest święto patrona Würzburga z wielką procesją. Do Burcharda modlą się poszukujący wstawiennictwa w przypadku reumatyzmu, bólu nerek a także ułomności rąk i nóg. Burchard przedstawiany jest jako biskup z pastorałem, księgą i książęcym herbem. Posąg taki jest nawet w National Gallery w Waszyngtonie.<<
   - Ładnie czytałeś. Czytasz lepiej ode mnie- pochwalił Fritz.
   - Zacnego masz patrona nasz miły Burchardzie- zauważyła mama.
- Jak wiecie ja jestem z pochodzenia Polką, z Leszna. U nas przy każdej okazji, urodzin, imienin patrona, zakończenia nauki w szkole czy innych sukcesów śpiewa się takie optymistyczne życzenia: „Sto lat, sto lat niech żyje, żyje nam".
Zawtórował jej Viktor i już swobodnie przebijał swym dziecięcym głosikiem śpiew mamy i mruczenie panów.
   - No to my z Viktorem się zbieramy, bo chłopiec musi iść spać. Ale panom jeszcze powiem, że ta przyśpiewka ma jeszcze ciąg dalszy, tylko dla dorosłych. „Niech nam gwiazda pomyślności nigdy nie zagaśnie, nigdy nie zagaśnie a kto z nami nie wypije niech go dundel trzaśnie"- zaśpiewała Regina po polsku a potem przetłumaczyła na niemiecki. Podobało się i Burchardowi i Fritzowi. Fritz znowu ulał z kanki piwa. Wzniósł szklankę do góry i zawołał:
   - No to Hundert Jahre za Stern naszego Burcharda-.
                                                             * * * (dalszy ciąg może nastąpić jeśli będzie zainteresowanie) 

Zdjęcia

  • wolny obywatel

Zaloguj się lub utwórz konto, by oceniać

Komentarze
Yenek
Yenek pon., 2013-02-11 17:10

Jest zainteresowanie..

Przyjemnie się czyta. Jak to ktoś określił , ma Pan "lekkie pióro". Czekam na ciąg dalszy. Pozdrawiam.

Yenek