Opowiadanie 7.: o tym, jak Książę Henryk VIII turniej rycerski poprowadził
Chyliło się słońce ku zachodowi, gdy pachołkowie dyżurni na Bramie Śląskiej dostrzegli barwy książęce na lancach kilku jeźdźców. Właśnie fura z sianem wjechać w bramę chciała, ale Starszy Bramny kazał ją zatrzymać, aby drogę wolną dać książęcym wysłannikom.
Czym prędzej skoczył na konia strażnik Hubert, aby dmąc w trąbkę uwalniać książęcym wysłannikom drogę ku ratuszowi.
Przybyłymi dowodził sławny rycerz Konrad z Konotopu. Rychło i bez przeszkód dotarli do drzwi ratusza. Pozostawiając czworo zbrojnych z końmi przy studni, Rycerz Konrad z dwoma zbrojnymi udał się na piętro, do izby burmistrza. Pan Burmistrz właśnie z trzema ławnikami omawiał ważne, miejskie sprawy, ale przerwali, gdy zoczyli książęcego wysłannika.
- Z czym przybywasz zacny Konradzie - powitał burmistrz zdrożonego rycerza, którego znał z wielu poufnych, książęcych misji.
Rycerz Konrad rozejrzał się po izbie, potem wyciągnął zza pazuchy spłaszczony rulon pergaminu i zademonstrowawszy sprawność lakowej pieczęci podał go panu burmistrzowi.
- Oto spisana wola książęca, którą mi powierzono, abym oddał w ręce burmistrza tego miasta.
- Siednij sobie na ławie, bo widać, żeś strudzony drogą przebytą. Naleją tobie wina, abyś zaschnięte usta odświeżył. Także twoi kompanii zostaną godnie ugoszczeni, zajmie się nimi skryba miejski, poczciwy Felicjan.
Usiadł rycerz za stołem, przyjął czarkę z pachnącym winem.
- Smakowity napój - pochwalił rycerz, obcierając sobie wąsy zamoczone w winie. Pociągnął następny haust. Teraz podał czarkę do powtórnego nalania, ale przed piciem zdjął pas, aby rozsiąść się wygodniej. Pił wino drobnymi łykami, przetrzymując nektar w ustach, badając smak całkowitą powierzchnią podniebienia.
Tymczasem pan burmistrz, sprawdziwszy lakową pieczęć z książęcym herbem, złamał ją i rozwinął rulon pergaminu. Przeczytał powoli, bezgłośnie. Nie zwijając powiedział:
- Zwołać trzeba niezwłocznie wszystkich rajców miejskich. Ty Felicjanie osobiście powiadom ich, co by w południe do ratusza przyszli. I po drodze zajdź do wszystkich cechmistrzów, aby i oni przybyli. A że wiadomość od księcia pana jest radosna, niechaj do sali rajcowskiej beczkę przedniego wina przytoczą, abyśmy po odczytaniu książęcego pisma zdrowie miłościwie nam panującego wznieść mogli.
Rycerza Konrada uraczono jeszcze jedną czarką wina, a potem poczciwy Felicjan poprowadził go na kwaterę.
Jeszcze tego samego wieczora Herold Miejski, w towarzystwie dwu pachołków miejskich, z pochodniami odwiedzili domy rajców a także cechmistrzów, nakazując przybycie nazajutrz w południe na burmistrzowskie wezwanie.
* * *
Wszystkich ośmiu rajców zasiadło na swoich miejscach, na dwóch wyściełanych ławach, po obu stronach burmistrzowskiego stołu. Kilkunastu cechmistrzów siadło nieopodal, na ławach pod ścianą, a kilku na krzesłach w stosownym oddaleniu od władzy grodzkiej.
Skryba Felicjan uderzył w stojącą przed burmistrzem czaszę, wydającą dźwięk zbliżony do kościelnej sygnaturki.
- Pan burmistrz będzie mówił - zapowiedział Felicjan.
Przerwano rozmowy o interesach, a nawet tylko grzecznościowe zapytania o zdrowie małżonki co poniektórych zaprzyjaźnionych prominentnych osób, zgromadzonych w ratuszu.
- Wezwałem czcigodnych rajców miasta Grünberg w sprawie niezmiernej wagi. Wczoraj, wieczorem Konrad z Konotopu, rycerz niezmiernie wojowaniem zasłużony, będący na służbie dworskiej, przywiózł książęce pismo z treścią o historycznej wadze dla miasta. Decyzja księcia pana jest także ważna dla wszystkich mieszczan, a szczególnie rzemieślników, dlatego przypozwałem cechmistrzów, co by jako pierwsi woli książęcej wysłuchali.
Pogwar dał się słyszeć, boć to zapowiedź wydarzenia jakiegoś ważnego zdołała wyostrzyć ciekawość czołowych obywateli miasta. Po chwili burmistrz uderzył w gong, a gdy się uciszyło, rzekł:
- Oto książęcy list. Powierzam go skrybie Felicjanowi, aby nam wszystkim treść jego odczytał - i podał rulon pisarzowi miasta.
Felicjan wstał i z nabożeństwem odebrał rulon. Powoli go rozwinął, odchrząknął i zaczął czytać głosem, w którym słychać było podekscytowanie ważnością chwili.
My, z Bożej łaski, książę Śląski, Przewoski, Głogowski, Krośnieński, Świebodziński, Żagański, et cetera powiadamiamy poddanych naszej opiece a osobliwie mieszczan Zielonej Góry, że wolą naszą jest, aby miasto Zielona Góra, zwane też Grünbergiem, gościło znamienitych rycerzy ze Śląska i krain ościennych na Jesiennym Turnieju Rycerskim.
Pan Burmistrz zapewni kwatery dla ksiażęcej świty w ilości dwunastu rycerzy i skrybów a także sześciu białogłów. Spodziewając się piętnastu rycerzy turniejowych, trzeba im godne kwatery przysposobić z dostępem do stajni, z obrokiem dla koni i strawą dla giermków.
Plac turniejowy na błoniach trza przysposobić i ogrodzić według pouczeń rycerza Izydora herbu Skowron, którego w tej misji posłałem, aby baczenie nad przygotowaniami miał.
Gdyby rąk do ciężkiej pracy brakowało, nakazuję, aby wstrzymać egzekucje, a skazańców zatrudnić, także z Krosna i Bytomia.
Mniemam, że Pan Burmistrz i rajcy miejscy docenią rolę międzynarodowego turnieju rycerskiego w promocji miasta, któreśmy sobie umiłowali.
Taka jest moja wola, co pieczęcią książęcą potwierdzam. Dano w czerwcu, dnia dwunastego, Anno Domini tysiącznego pięćsetnego dwudziestego i szóstego. Henryk, książę.
Teraz Felicjan list odwrócił ku zgromadzonym, jakby chciał udowadniać, że to jest napisane, co on dokładnie przeczytał. Dwaj rajcy nawet powstali i podeszli, aby przyjrzeć się pergaminowi, ale poprzestali tylko na przyjrzeniu się książęcej pieczęci.
- Książęca wola nobilituje miasto - powiedział burmistrz.
- Niech żyje miłościwie nam panujący Książę Henryk - zawołał rajca Schimaneck, więc obecni wstali, aby wyrazić szacunek dla dobrego władcy.
- Beczkę wtoczyć - zadysponował burmistrz.
Nie trzeba było wtaczać, bo przewidujący Felicjan już rano kazał wtoczyć beczkę i ustawić ją w rogu sali, gdzie kotara ją zasłoniła, że nikt nie zauważył. Teraz dwie dziewki służebne wniosły posrebrzane puchary zdobione a to herbem miejskim, a to wizerunkiem kiścia winogron. Przywołani pachołkowie miejscy pomogli cechmistrzowi winogrodników ustawić beczkę na stojaku, aby z kurka wygodnie można było nalewać. Podochocone zbliżającym się opilstwem dziewki zaczęły brać do rąk po dwa puchary. Pierwszy puchar zaniosły panu burmistrzowi.
Pan burmistrz odczekał, aż wszyscy zostaną zaopatrzeni, a widząc, że każdy już wino ma, podniósł swój puchar ku górze i zawołał:
- Miasto Grünberg dziękuje miłościwie nam panującemu księciu za dobroduszność. Przygotujemy turniej rycerski tak piękny, a nawet piękniejszy, niźli w Głogowie, Międzyrzeczu, czy Poznaniu.
- Pokażemy zacnym rycerzom z ościennych krain wszystkie uroki miasta naszego, nie broniąc im uciech i swawoli. Niechaj rozpowiadają po świecie, że do miasta naszego można, a nawet trzeba przybywać, bo się zabawić można, przy winie smakowitym i przy śpiewie białogłów cnotliwych, acz urokliwych.
Wznieśmy więc i spełnijmy toast za książęce zdrowie. Nasz dobrodziej książę Henryk niechaj żyje długo i szczęśliwie.
Podniosły się puchary do spragnionych ust i spełniono burmistrzowski toast. Co poniektórzy podchodzili ku beczce, aby im dolano, bo wino miało przedni smak.
- Spełniając wolę książęcą, Jegomościa Izydora herby Skowron przyjmuję do naszego grona, obiecując pomoc wszelaką w spełnieniu jego misji.
* * *
Dnia następnego Izydor herbu Skowron w towarzystwie mierniczego grodzkiego wyznaczał stadion do prób rycerskich.
Dalszy ciąg niebawem.



























Kontakt:
Dzięki, Panie Szambelanie,
Dzięki, Panie Szambelanie, czekamy na ciąg dalszy!
Intryguje mnie rycerz Izydor herbu Skowron.
Jeżeli jego potomkowie pociągnęli kiedyś na kresy Polski Jagiellonów to... historia zatoczyłaby koło.
-----
Brawo Szambelanie! Uwielbiam historie jakie Pan przekazuje.