Od kiedy powstała MM-ka, ciężki jest los fotoreporterów...
- Cześć, co się tak chowasz za drzewem? - pytam kolegi po fachu, widząc, jak czai się z aparatem podczas winobraniowych przedstawień teatralnych. Ten się skrzywił i powiedział: - Chowam się, żeby znów jakiś MM-kowy fotograf mnie nie przegonił.
Początkowo obaj wybuchnęliśmy śmiechem (tzw.: cięta riposta). Później jednak nasunęła się refleksja. Faktycznie, coraz częściej trzeba się chować, lub robić uniki, by nie narazić się „niezawodowcom". Często, gdy już jako fotoreporterzy podczas imprezy rozmieścimy się w pierwszym rzędzie, by przykładnie ująć dane wydarzenie w obiektywie (tak, aby na drugi dzień cieszył oko czytelników w gazecie), po pewnym czasie słyszymy:
- Zamierza pan tu stać cały czas? Sam pan nie jest...
Ale przecież... Taki mam zawód! By stać blisko i robić zdjęcia...
Zdarza się też czasem przyjść trochę później na jakieś wydarzenie. Wtedy to już prawdziwy wyczyn - dopchać się na „przód". Nie pomaga nawet tłumaczenie, że „przepraszam ja z gazety".
Jeszcze trudniej mają koledzy z TV. Dźwigając znacznie cięższy sprzęt, chcą sfilmować przejeżdżającego Bachusa (że tak już się przyczepię do tego winobrania), lub przemarsz zombie. A w kadrze widać więcej obiektywów, niż członków świty Bachusa, lub zombie. Każdy w wyciągniętych rękach dzierży aparat fotograficzny - kompakt, lub komórkę...
Z czego to wynika? Z łatwego dostępu do sprzętu (za niewielkie pieniądze dziś można mieć porządny aparat)? Czy z tego, że każdy, jeśli już ma aparat, chce być fotoreporterem? Także fotoreporterem mmzielonagora.pl? Ale nie każdy przecież potrafi. Czasem zdjęcia wyglądają jakby zrobione tylko po to, by pochwalić się kolegom. A czasem są lepsze, niż fotoreporterów zawodowych.
W innych zawodach z fotografia w tle jest podobnie. W fotografii ślubnej jest teraz cała masa „zawodowców", którzy na 18-ste urodziny dostali cyfrową lustrzankę i trzy miesiące później oferują swoje usługi za 300 zł. Nie wiem, czy mają świadomość tak zwanego „psucia rynku". Czy ilością zdjęć w galerii da się zastąpić doświadczenie i wiedzę?




























Kontakt:
"Czy ilością zdjęć w galerii
"Czy ilością zdjęć w galerii da się zastąpić doświadczenie i wiedzę?" na pewno NIE.
Co do fotografii ślubnej to pewnie cena decyduje o wyborze pseudo fachowca. Zgadzam się , że pozy , sceneria są czasem kiepskie a do tego co galeria to podobne pomysły - co do jakości technicznej to nie mnie to oceniać. Proszę się nie denerwować na fotoamatorów z MM-ki na pewno nikt nie rości sobie prawa do rywalizacji z zawodowcami a jak włazi który w kadr to po uszach natręta=)
A ja myślę, że portale dziennikarstwa obywatelskiego
mają właśnie wyeliminować sytuację podobną do tej, że zamiast show-gwiazdy wysiadającej z limuzyny widzimy aparaty, kamery, mikrofony i dziennikarzy zasłaniających gwiazdę.
Bo przecież dziennikarzem obywatelskim może być każdy z nas.
Przewcież Prezydent Miasta jako organizator korowodu może
nakazać że fotografować można tylko od słonecznej strony. Wtedy żadna cholera nie ma prawa pojawić się z obiektywem po stronie "pod słońce".
...
I Straż Miejska dopilnuje a opornym mandaty wlepi a sprzęt odbierze.
Ktoś tu się boi konkurencji??
Jak sam Pan napiał "Taki mam zawód! By stać blisko i robić zdjęcia..." dziennikarze obywatelscy są muzykami, poetami, malarzami, nauczycielami, urzędnikami...i to ich rózni od "profesjonalistów" . Może nie mają super warsztatu reporterskiego ALE posiadają coś czego często brakuje zawodowcom - PASJĘ.
Robią to dla czystej przyjemności...nie dla pieniędzy. I to taka mała/wielka różnica, niby nic a jednak....A zresztą, podobno kto pierwszyten lepszy ;p
Osobiście staram się nikomu
Osobiście staram się nikomu nie włazić w obiektyw, niezależnie od tego czy jest w pracy czy nie. Uważam to za część warsztatu, zarówno zawodowca jak i amatora. Fotograf powinien być niewidoczny dla innych pstrykaczy, a także dla widzów (a czasami "zawodowcy" swoimi wyczynami tworzą osobne przedstawienie).
"Zdarza się też czasem przyjść trochę później na jakieś wydarzenie..."
Ja to rozumiem jako "zdarza się czasem spóźnić się na jakieś wydarzenie..."
Rzeczywiście profesjonalne podeście do swojej pracy :/
Z kolei fotografia ślubna to oddzielna para kaloszy.
Rynek ślubny jest bardzo specyficzny.
Amatorzy nie są zagrożeniem dla zawodowców, bo wystarczy obejrzeć portfolio i wiadomo z kim ma się do czynienia i czy jego dokonania nas zadowolą.
Ci którzy robią to dobrze nie narzekają na brak roboty.
Ste - spóźnić się zdarza każdemu
@ste:Jeśli masz do obsługi kilka/naście imprez w ciągu tygodnia, to spóźnić się na jedną czy dwie zdarzy się na pewno. Choćby dlatego, że często są one jedna po drugiej, a "tradycyjne obsuwy" to czasem już nie tyle 15 minut a pół godziny...
A inna sprawa że święte słowa - fotograf powinien być niewidoczny. On jest uchwycaczem chwili, a nie chwilą. Chyba że ktoś robi zdjęcie robiącemu zdjęcie. Ale to już zupełnie inna bajka...
A to się porobiło. :(
Dostaliśmy po uszach od zawodowca. :))
Spokojnie Panie Wojciechu, amatorzy robią zdjęcia
spontanicznie, bez jupiterów, parasolek odblaskowych,
nie obrabiają fotek photoshopem.
Gdzie nam robaczkom do zawodowców?
Nasze fotki nie trafią do PAP, National Geographic, czy Reuters Polska.
A wesela? Da Pan radę być na wszystkich?
Czy wiedza i doświadczenie fotografa zawodowego zastąpi pomysły wszystkich MM-kowiczów, i będzie Pan obecny w każdym miejscu gdzie coś ciekawego się wydarzy?
Mam co nieco
inne zdanie na temat artykułu.
Autor w sposób dość przewrotny D O C E N I Ł pasję i pracę MM-kowych fotografów. Nie napisał wprost tylko tego co Pan Bogusław_ZG w ostatnim zdaniu swego komentarza, że pomysłów i wszechobecności MM-kowiczów nie zastąpi wiedza i doświadczenie zawodowców.
"nie obrabiają fotek
"nie obrabiają fotek photoshopem. "Panie Bogusławie obrabiają tylko czasem z koszmarnym skutkiem. Bardzo często oglądam galerie fotografii ślubnej i inne fotografików amatorów i proszę mi wierzyć wiara we własne możliwości w narodzie jest przeogromna. Należy przestrzegać ludzi przed pseudo fachowcami bo pewnych chwil się w życiu nie powtórzy. Często wygrana w konkursie " fotografia mojego czworonoga i jego damy serca"=) sprawia,że fotoamator uważa się za zawodowca.
Pan Wojciech napisał prawdę , my tu się tylko bawimy w dziennikarzy i fotoreporterów, co nie znaczy,że nie jesteśmy potrzebni i tak powinno być.
POZDRAWIAM
Ja mam raczej wrażenie że...
@Lucyna:profesjonaliści obrabiają zdjęcia jak najmniej, a amatorzy pokładają całą nadzieję w fotoszopach. Patrząc czasem na jakieś takie zdjęcia zastanawiam się, czyj to był ślub - młodej pary czy algorytmów przerabiania zdjęć...
Przeróbka fajna jest w fotach artystycznych. A w zdjęciach z uroczystości powinno być jak najmniej sztucznych dodatków i wodotrysków. Czy za 40 lat będziemy patrzeć na odblaski i "blury", czy na swe twarze szczęśliwe w tej chwili?
Mój komentarz też był przewrotny. :)
Pan Wojciech z pewnością zdaje sobie sprawę, że nie jesteśmy dla zawodowca zagrożeniem. :))
Czasem możemy być tylko uzupełnieniem, z tego my zdajemy sobie sprawę.
"Era" fotografii cyfrowej sprawiła, że teraz wystarczy dobry sprzęt, pomysł i refleks.
Niepotrzebne są ciemnie dla zawodowców, całonocne wysiadywanie przy wywoływaniu zdjęć, by rano naczelny miał fotografie na biurku.
Tylko chyba tu zatarła się granica między zawodowcem a amatorem,
zawodowiec zawsze będzie tam gdzie najważniejsze imprezy.
Efekty zależeć będą tylko od talentu. :)
Publikujemy swoje zdobycze chyba tylko z chęci pokazania ich innym.
Co nam po zdjęciach które nigdy nie wyszłyby z naszego twardego dysku?
To nam zostało po dawnym rodzinno towarzyskim chwaleniu się albumami zdjęć
wykonanymi Druhem, Smieną, Zenithem. :)
Z powodu kosztów były to prawie w całości fotografie rodzinne,
dziś robiąc zdjęcia ptaszkom, motylkom, listkom złocistym odrabiamy stracone lata. :))
Obróbki graficzne też częściej robimy dla zabawy niż dla doskonałości fotki;
http://www.flickr.com/photos/16313135@N00/5024119146/
Zawodowcy zawsze byli lepsi w sprzęcie i efektach pracy, nie dotyczyło ich jakieś
drastyczne ograniczenie finansowe.