drukuj

O tym jak cofnąć się w czasie na jeden dzień czyli inscenizacje historyczne "od kuchni"

1

Żołnierze Wermachtu jadą radośnie w wraz z żołnierzami Armii Czerwonej. O co biega? To po prostu inscenizacja. Jarosław Kasperczak, na co dzień ojciec, mąż i pracownik służb mundurowych, a w wolnych chwilach żołnierz z okresu II Wojny Światowej opowie nam o tym jak wygląda taka zabawa od „kuchni”.

Jak i kiedy zaczęła się Pana pasja, czy ktoś Pana zachęcił czy to autorski pomysł?

Jarosław Kasperczak : W zasadzie moja pasja związana z historią trwa od zawsze, ale kiedy studiowałem na kierunku historycznym to byłem tam dlatego że właśnie lubiłem historię, a nie dlatego że nie miałem innego pomysłu. Wczytując się w różnego rodzaju książki i artykuły historyczne już po studiach stwierdziłem, że fajnie bybyło aby moje zainteresowania po prostu ożywić. Szukając sposobu w tamtym roku znalazłem się na Europejskiej Nocy Muzeów organizowanej między innymi przez Lubuskie Muzeum Wojskowe w Drzonowie koło Zielonej Góry. Jedną z atrakcji była inscenizacja batalistyczna organizowana przez Lubuskie Towarzystwo Rekonstrukcji Historycznej afiliowane przy ww. Muzeum. Już dokładnienie pamiętam czego dotyczyła inscenizacja, ale chyba walk na Oderstellung, a dokładnie ataku radzieckiego zwiadu na umocnionepozycje niemieckie. Dalej nie trudno się domyśleć jak się w to"wkręciłem". Były tam osoby związane z Towarzystwem, z którymi zacząłem rozmawiać, na moje szczęście akurat Prezes Towarzystwa był na miejscu, no i jestem......Można rzeczywiście przyznać, że to autorski pomysł, z tym wejściem wkrąg Towarzystwa.

Dlaczego akurat ten okres w historii?

JK :Interesuje się różnymi okresami historii, lecz nie ukrywam że II Wojna Światowa to mój konik. Zawsze fascynowały mnie tajemnice i wydarzenia związane z tym okresem. Być może ze względu też na zamiłowanie do umundurowania, które również mnie interesuje zwłaszcza z lat 1939-1945. Czasami się zdarza że biorę udział również w inscenizacjach dotyczących wcześniejszych okresów. Ostatnio brałem udział w rekonstrukcji walk w Poznaniu dotyczących epizodu z Powstania Wielkopolskiego, które wybuchło 27 grudnia 1918 roku. Bylem tam wspólnie z LTRH na zaproszenie zaprzyjaźnionego Towarzystwa Rekonstrukcji Historycznej z Poznania.

Czy to jest zabawa urazowa? Miał Pan jakieś przygody zabawne lub mniej?

JK: Na szczęście jeszcze nie odniosłem żadnej  poważnej kontuzji, ale czasami się zdarzają większe lub mniejsze przygody. Akurat w zakresie bezpieczeństwaprzed każdym uczestnictwem w rekonstrukcji lub inscenizacji jesteśmy szkoleni. Ponadto odpowiedzialni za oprawę pirotechniczną są wykwalifikowanymi osobami, które posiadają wszelkie zezwolenia.

Czy to jest droga zabawa? Czy trzeba długo kompletować sprzęt, czy można jakoś taniej go zdobyć, albo zrobić coś samemu?

JK: Jeżeli chodzi o sprzęt to w zależności od zasobu portfela w danym momencie lub dostępu do wyposażenia. Nie którzy zdobywają komplety umundurowania szybciej a niektórzy gromadzą go latami. W sytuacji kiedy czegoś brakuje można sobie pożyczyć od kolegi który akurat to posiada a będzie występował w innym umundurowaniu niż ja. W zasadzie trzeba mieć trzy komplety umundurowania tj. Polskie, Rosyjskie i Niemieckie. Co do polskiego to dobrze jest mieć również mundur potocznie mówiąc "wrześniowy 1939 rok". Wiadomo na początku trzeba trochę pieniędzy odłożyć, ale z czasem już nie ma aż takich wydatków, bywa że obracając się w kręgach miłośników historii lub przyjaciół można coś zdobyć za nieduże pieniądze lub przez internet . Oczywiście zdarzają się oryginalne rzeczy, ale głównie używa się wiernych kopi zgodnych z prawdą historyczną. Na przykład jeżeli odtwarzamy Ludowe Wojsko 'Polskie 1943-1945 to na rogatywce musi być orzeł tzw. "kurica", a nie orzełek z koroną wzór na przykład 1936 r. wiadomo że nie kupię oryginału który kosztuje o ile się orientuje około 200 zł tylko jego kopię za 30 zł. (chociaż są i tacy co mają oryginały).

Jak godzi Pan pasję z pracą i jaki jest stosunek rodziny co do tak nietypowego hobby?

JK: Z pracą nie ma problemu, wykonuję taki rodzaj pracy, że poza nią trzeba mieć jakieś swoje zainteresowania. Akurat koledzy i szefowie są przychylni. Takie działania poszerzają wiedzę i są niczym żywe lekcje historii.
Rodzina, uważa ze jestem pozytywnie zakręcony. Żona jest zadowolona, bo wie że robię to co lubię i nie przeszkadza to w życiu rodzinnym, nawet ona w jakimś stopniu podsunęła mi ten pomysł. Może kiedyś zarażę tym córkę?

Jak wygląda taki zjazd i czy długo trzeba się wcześniej przygotowywać?

JK: O każdej imprezie dowiadujemy się dużo wcześniej, aby się przygotować. Przyjeżdżamy w miarę możliwości dzień wcześniej czasami nawet dwa dni przed inscenizacją. Jesteśmy bardzo dobrze zorganizowani, czasami oprócz przygotowania merytorycznego trzeba napracować się fizycznie, czyli przygotować na przykład okopy, postawić prowizoryczne makiety, rozstawić sprzęt w postaci różnego rodzaju broni oraz inne elementy związane z inscenizacją. A propos broni -każda broń używana podczas rekonstrukcji jest zarejestrowana na policji. Jest to broń pozbawiona cech użytkowych, czyli posiada między innymi zanitowaną lufę, ale zamek ma sprawny i w przypadku strzału ze ślepego naboju następuje huk oraz w chwili przeładowania lub cofnięcia zamka wypada łuska i wygląda to bardzo realistycznie. Wiadomo, że przed każdą inscenizacją lub rekonstrukcją omawiamy poszczególne etapy i ćwiczymy. Jeżeli chodzi o zabezpieczenie logistyczne to nigdy nie było z tym problemu.

Jak można zacząć swoją przygodę z inscenizacjami?

JK: Na to pytanie odpowiem krótko wystarczy się interesować historią, mieć iskrę do tego co się chce robić oraz nie zbędną wiedzę, która właśnie wynika z zainteresowania, reszta sama się ułoży. Ponad to złapać kontakt z najbliższą taką Grupą lub Stowarzyszeniem w swojej okolicy. (Nasze Towarzystwo akurat zrzesza ludzi nie tylko z Lubuskiego, także nie ma bariery w postaciodległości).

Dziękuję

Rozmawiała Emilia Drozłowska

Zdjęcia

  • 1

Zaloguj się lub utwórz konto, by oceniać

Komentarze
Lucyna
Lucyna wt., 2010-12-07 09:25

Dobrze jak wojnę można

Dobrze jak wojnę można oglądać tylko w kinie i lub na tego typu inscenizacjach=)
Dobrze też,że są ludzie z pasją .

Lucyna
aski
aski czw., 2011-01-06 11:27

Inscenizacje

kojarzą mi się z filmem "Lejdis" :)))
Ale ciut poważniej, mam kolegę który od lat bierze udział w tego rodzaju inscenizacjach, gdzie mieszkanie jest wypełnione pamiątkami .
Sam w roku poprzednim pojechałem do Boryszyna by pooglądać "wojnę" z bliska, fajna impreza dla całych rodzin.

http://www.mmzielonagora.pl/artykul/boryszyn-2010-142058.html

Pozdrawiam

https://picasaweb.google.com/106481896623705871202