"o pewnej zielonogórzance, czyli leczenie z błahostek"
czy to już kolejna muza
jak czar pryśnie i się zmieni
osaczyć dookoła
ach gdybym tylko mógł jej powiedzieć
że można byłoby inaczej
mnie
pożreć na śniadanie
[napisano 16 października 2011; wersja robocza, wersja nadal zmienna (a nawet bardzo zmienna!), choć się nic na to nie zanosi: brak tytułu, ale rozmyślam nad "leczeniem z błahostek", pierwotnie miało być "o zielonogórzance, czyli leczenie z błahostek", tutaj na MM-ce użyłem tytułu pierwotnego; z uwagi na dynamiczność pracy nad tym wierszem (poprzez skracanie i wycinanie) nie upoważniam nikogo (poza mną osobiście oczywiście) do rozpowszechniania tego wiersza gdzie indziej (tak pro forma, bo nikt i tak by nawet się tą chociażby myślą nie zająknąłby się...); jako że wiersz o pewnej zielonogórzance, to wysłałem na MM-kę. K. O.]



























Kontakt:
Ha,..ha,..
kontekst zdjęcia do wierszyka,...
idealnie w przekaz wnika,...
"...jasne że, nie jestem rolnikiem..."
za to... piąteczkę "klikiem"...
Coraz więcej romantyka
z Krzysztofa wyłazi. :)
...
Chodzi o tę zielonogórzankę czy o pożarcie? Bo to różnica jest, drobna. :):)
(taka pora roku :P)
Że dasz się pożreć zielonogórzance. :))
@KOKO:To nawet więcej. Patriotyczny romantyk albo romantyczny patriota.
:)))
A to jakaś modliszka ta
A to jakaś modliszka ta zielonogórzanka? =))