drukuj

Nieuczciwy pracodawca - czy warto walczyć o swoje?

Nieuczciwy pracodawca - czy warto walczyć o swoje?

Fot. Aleko Bliznakopulu

Pracowałeś na czarno, bo pracodawca zwlekał z podpisaniem umowy o pracę? A może nie chce wypłacić ci zaległego wynagrodzenia? – weź sprawy w swoje ręce, prawo jest po twojej stronie.

Może się zdarzyć, że pracodawca zwodzi pracownika z podpisaniem umowy o pracę. Czasami sam pracownik nie ma odwagi się o ten dokument upomnieć, obawiając się utraty miejsca pracy. Jeżeli wszelkie próby komunikacji z pracodawcą zawiodły, nie otrzymaliśmy umowy a dodatkowo pracodawca nie chce nam wypłacić wynagrodzenia, nie pozostaje nic innego, jak zwrócić się o pomoc do odpowiednich organów, na czele z sądem pracy, który ustali nie tylko stosunek pracy, ale również zasądzi zaległe wynagrodzenie i nakaże pracodawcy dopełnienie wszystkich obowiązków, które na nim ciążą. Tego typu sprawy tylko z pozoru wydają się nierozwiązywalne. Jednak pracownicy wiedząc, że nie mają żadnego dokumentu poświadczającego ich zatrudnienie, na ogół rezygnują z roszczeń i godzą się na stratę pieniędzy, co jest błędem, ponieważ uległość wobec takich praktyk pracodawcy daje mu tylko poczucie bezkarności i niejako zachęca do dalszych bezprawnych działań wobec swoich pracowników. Trzeba walczyć o swoje zwłaszcza, gdy w grę wchodzi nasze wynagrodzenie – należy sobie uzmysłowić, że wykonując czynności pracownicze, należą nam się za to pieniądze i nikt nam łaski nie robi wynagradzając nas za tę pracę.

Stosunek pracy - jak go zdefiniować?

Aby zaistniał stosunek pracy, muszą być spełnione poszczególne warunki. Na podstawie artykułu 22§1 kodeksu pracy oraz poglądów doktryny, stosunek pracy definiuje się jako stosunek prawny zachodzący pomiędzy dwoma podmiotami, z których jeden zwany pracownikiem jest obowiązany świadczyć osobiście, w sposób ciągły, powtarzający się, na rzecz i pod kierownictwem drugiego podmiotu, zwanego pracodawcą, pracę określonego rodzaju oraz w miejscu i czasie wyznaczonym przez pracodawcę, a pracodawca zatrudniać pracownika za wynagrodzeniem. Co jeśli pracodawca odmawia nam wystawienia pisemnej umowy o pracę, albo nas zwodzi ciągle przekładając termin podpisania? Problem ten jasno definiują przepisy, z których wynika, że pracodawca ma obowiązek zawrzeć z pracownikiem umowę o pracę na piśmie a w momencie, gdy tego nie zrobi, zgodnie z art. 281 pkt 2 kp, podlega karze grzywny od 1 tysiąca zł. do 30 tysięcy zł. Mimo to kary nie odstraszają pracodawców przed łamaniem podstawowych praw pracowniczych. Dlatego, w myśl obowiązującego prawa, umowa na „gębę", czyli ustna, jest traktowana jak normalna umowa o pracę. W takim przypadku musimy udowodnić, że jej zawarcie miało miejsce. Można to zrobić występując do sądu pracy o ustalenie stosunku pracy i jeśli takowy zaistniał (opisany wyżej art. 22§1), wówczas sąd orzeka na korzyść pracownika. Trudniej jest udowodnić umówioną wcześniej kwotę pensji, ale i to nie jest niemożliwe. Wszystko zależy od okresu, jaki przepracowaliśmy u pracodawcy. Jeśli był to tylko miesiąc, a wynagrodzenie nie wpłynęło na nasze konto, trudniej będzie udowodnić, jakie wynegocjowaliśmy warunki finansowe. W takiej sytuacji potrzebujemy świadków – mogą to być osoby, z którymi rozmawialiśmy na temat pracy i wynagrodzenia mniej więcej w okresie, w którym umowa ustna była zawierana, a także w trakcie zatrudnienia. W lepszej sytuacji jesteśmy, gdy w danej firmie przepracowaliśmy kilka miesięcy, a na nasze konto regularnie wpływało wynagrodzenie, wówczas przedstawiamy wyciągi bankowe i w ten sposób udowadniamy przed sądem kwotę naszego miesięcznego wynagrodzenia. Regularne wpływy na konto, są też jednym z istotnych dowodów na istnienie stosunku pracy.

Jak walczyć o swoje i gdzie szukać pomocy?

Na pracodawcy ciąży wiele obowiązków. Definiują je przepisy kodeksu pracy a na ich straży stoją Państwowa Inspekcja Pracy i sądy pracy – zadaniem tych dwóch instytucji jest rozwiązywanie sporów pomiędzy pracownikiem a pracodawcą. Osoby oszukane jednak nie często decydują się na złożenie pozwu w sądzie. Jedni nie mają na to ochoty, inni sądzą, że takie sprawy trwają wiele lat albo, że i tak przegrają, bo nie mają na piśmie umowy o pracę. Natomiast pracownicy pozostający pod wpływem pracodawcy, obawiają się utraty zatrudnienia, co w przypadku nie wypłacania wynagrodzenia jest rzeczą kuriozalną, bo często okazuje się, że ludzie wolą pracować za darmo łudząc się, że w końcu otrzymają zaległe wynagrodzenie, niż dochodzić swoich praw w sądzie. Błędem jest też przeświadczenie, że jeśli się zwolnimy, to wtedy już nie odzyskamy pieniędzy. Przeciwnie – bardzo często zwolnienie się z pracy przestaje krępować ruchy związane z napisaniem pozwu do sądu o wypłatę zaległego wynagrodzenia.
Spora grupa pracowników nie walczy o swoje prawa ze względu na nieznajomość przepisów – nie stać ich na adwokata, więc nawet nie podejmują próby dochodzenia swoich pra, nie wiedzą jak zacząć, albo są tak zastraszeni, że boją się to zrobić. Do złożenia pozwu w sądzie pracy nie potrzebujemy prawnika i dużych pieniędzy. Złożenie pozwu jest bezpłatne. O pomoc w interpretacji przepisów możemy poprosić prawników dyżurujących w Państwowej Inspekcji Pracy, oni bardzo szczegółowo odpowiedzą na każde pytanie, doradzą również sposób rozwiązania sporu z pracodawcą. Można do nich zadzwonić (numery telefonów są podane na stronach PIP), albo udać się osobiście i poprosić o pomoc w napisaniu pozwu – nie odmówią. Jeśli zaległe wynagrodzenie jest duże, można spotkać się z prawnikiem w jego kancelarii i po przedstawieniu sprawy umówić się na wynagrodzenie liczone w procentach od zasądzonej przez sąd sumy – wielu prawników, widząc beznadziejną sytuację swojego klienta, chętnie przystanie na taką formę zapłaty za swoje usługi.

Nie daj się zastraszyć!

Pracodawca, który został przez byłego pracownika pozwany do sądu czasami ucieka się do bezprawnych prób wpływania na wycofanie pozwu z sądu. Znany mi jest przypadek pracodawcy, który próbował zlecić ochroniarzom jednej z agencji towarzyskich w Gubinie „zajęcie się" pracownikiem, który w sądzie domagał się kilkunastu tysięcy złotych zaległego wynagrodzenia. „Zajęcie się" miało polegać na wywiezieniu pracownika do lasu i połamaniu mu nóg. Miał pecha, bo jednym z tych ochroniarzy był brat poszkodowanego – sprawa w sądzie szybko zakończyła się ugodą. Są też inne próby wpływania na decyzję strony pokrzywdzonej – szantaż albo groźby. W każdym z tych przypadków należy natychmiast udać się na komisariat policji i opowiedzieć o wszystkim funkcjonariuszom. Nie należy ulegać groźbom, ale trzeba je potraktować z niezwykłą powagą. Musimy się też liczyć z tym, że pracodawca, z którym jesteśmy w sporze prawnym, w różny sposób może się na nas mścić, ale w żadnym razie nie powinno to być powodem naszej uległości wobec niego. Nie wolno dać sobie wmówić, że sami sobie jesteśmy winni. Warto też pamiętać, że zwrócenie się o pomoc do sądu jest ostatecznością. Złożenie pozwu powinno być poprzedzone negocjacjami, próbą polubownego zażegnania sporu. Jeśli z jakichś przyczyn nie mamy bezpośredniego dostępu do pracodawcy, albo z różnych powodów boimy się stanąć z nim twarzą w twarz, dobrym sposobem komunikacji jest korespondencja listowna. Przy czym należy unikać sformułowań konfrontacyjnych, ponieważ one tylko pogłębiają już istniejący spór. Kiedy nasze próby nie przynoszą rezultatu, w przypadku zaległego wynagrodzenia wyślijmy monit – nakaz zapłaty (całą korespondencję zależy przechowywać, ponieważ może ona być istotnym dowodem w ewentualnej sprawie przed sądem pracy). Jeśli jednak i ta forma zawiodła, zwróćmy się o pomoc do prawnika, albo Państwowej Inspekcji Pracy a dopiero później szukajmy sprawiedliwości w sądzie.

Czy warto zawrzeć ugodę?

Ważne jest też określenie priorytetów, czy zależy nam na sprawiedliwości, czy chodzi tylko o zemstę na nieuczciwym pracodawcy, co czasami jest motywem przewodnim procesów w sądach pracy. Już podczas składania pozwu do sądu, powinnyśmy odrzucić pojawiające się w głowie myśli o pogrążeniu pracodawcy. Taka zapiekłość nam nie pomoże zwłaszcza w momencie, w którym sąd zaproponuje stronom ugodę, co zwykle ma miejsce już na pierwszej rozprawie (ale propozycja może być powtórzona również w trakcie trwającego procesu) Z ugody warto skorzystać, ponieważ w ten sposób zwiększamy swoje szanse w walce o sprawiedliwość. Trzeba jednak pamiętać, że ugoda to „coś za coś". Jest to pewien kompromis wypracowany na linii pracownik – pracodawca. Z tego powodu celowe jest, aby obie strony rozważyły, które z żądań są dla nich najważniejsze i czy warto zrezygnować z części z nich, aby szybciej uzyskać te najbardziej istotne. Rozważając opłacalność zawarcia ugody należy przekalkulować swoje szanse na wygranie sprawy i długość postępowania – również, w przypadku zasądzenia na naszą korzyść odszkodowania, postępowania egzekucyjnego. Ugodę można zawrzeć w dowolnym miejscu – nie musi to być sala rozpraw. Trzeba jednak dochować szczególnej staranności, aby w przyszłości nie powstał kolejny problem w postaci braku instrumentów do wyegzekwowania zapisów ugody.

Pracownik ma prawo do swoich wyborów

Czy warto się sądzić z pracodawcą? Odpowiedź nigdy nie będzie jednoznaczna. W każdym razie zawsze należy rozważyć, czy nam się to opłaci. Na pewno warto walczyć o swoje, ponieważ nawet jedna godzina naszej pracy, to czas poświęcony interesom pracodawcy a w takim przypadku, zawsze należy nam się wynagrodzenie. Dlatego każdy, kto podejmuje próbę odzyskania swoich pieniędzy, bądź uzyskania świadectwa pracy za czas poświęcony firmie, czyni słusznie. Bez względu na to, czy domaga się stu złotych, czy dwudziestu tysięcy – bo to są pieniądze, na które zapracował i też nie ma tu znaczenia, czy kopał rowy, czy adresował koperty, czyli w jaki sposób na nie zapracował. Pracodawca, który nas oszukał dokonał takiego wyboru świadomie. Pracownik też ma prawo do swoich wyborów – może zrezygnować ze swych roszczeń, albo domagać się wypłaty wynagrodzenia wraz z odsetkami. W takim przypadku, szef firmy może mieć pretensje tylko do siebie i z punktu widzenia przyzwoitości (nie tylko ludzkiej, ale także biznesowej) nie powinien nigdy szukać zemsty. Na szczęście, w świadomości właścicieli firm coraz głębiej tkwi słuszne przeświadczenie, że przestrzeganie przepisów prawa pracy im się opłaci zaś zadowolony pracownik, to dobrze prosperujący interes. Bo nie ma nic gorszego, jak budowanie wizerunku firmy poprzez pracę ludzi, w których systematycznie pogłębia się frustracje i niezadowolenie. Choć cwaniactwo wciąż będzie zmorą rynku pracy, to nie ulega wątpliwości, że uczciwość wobec pracownika zaczyna docierać nawet do tych, których jeszcze niedawno na tę uczciwość nie było stać. W jakimś sensie jest to też efektem coraz większej świadomości społecznej budowanej nie tylko na publikacjach medialnych, ale przede wszystkim na dostępności do informacji za pomocą Internetu.

Aleko Bliznakopulu 

Zdjęcia

  • Nieuczciwy pracodawca - czy warto walczyć o swoje?

Zaloguj się lub utwórz konto, by oceniać

Komentarze
Bogusław_ZG
Bogusław_ZG ndz., 2012-03-04 20:03

Jak to pięknie i łatwo wygląda w teorii :)

A w praktyce zupełnie inaczej. Nieuczciwy pracodawca, jeśli się taki trafi, zatrudnia bezrobotnego na czarno. Nie przelewa mu wynagrodzenia na konto bo nie ma zamiaru zostawiać śladów swojego cwaniactwa, daje wypłatę w kopercie bez potwierdzenia odbioru i jakiejś listy płac. Zdziwiony pracownik mniejszą wypłatą niż było w umowie na gębę otwiera dziobek w geście protestu i szybko zamyka.
Jak pójdzie poskarżyć na pracodawcę to mu tak dołożą, że się nie wypłaci. Pobiera zasiłek dla bezrobotnych, albo jakieś zapomogi z urzędu i nie zgłosił faktu podjęcia pracy....
Kombinatorzy są po obu stronach, nie tylko sami źli pracodawcy. Ciągła wojna, kto kogo przewiezie w szarej strefie, trwa od epoki Balcerowicza. Otake Polskę walczyli naiwni robotnicy. :)

Magdalena Galus
Magdalena Galus wt., 2012-03-06 20:59

Ma pan rację

To jest powszechnie stosowana praktyka. I to nie jest kwestia mentalności. Przy takich podatkach i składkach na ubezpieczenie .... "OWOC ŻYWOTA TWOJEGO JE ZUS" :)

Magdalenka